Loading...

Blog użytkownika

Wynik wyszukiwania po tagach: "wiara"
J

Cześć. Temat dość kontrowersyjny, ale chciałam się z wami podzielić moim doświadczeniem. W życiu nie mam na co narzekać, mam rodzinę, kończę dobre studia, jestem zdrowa. Zawsze starałam się być blisko Boga. Na prawdę myślałam, że żyję wdzięcznie i moja wiara jest tak mocna, że nic mnie nie złamie. Bóg był moim promyczkiem, uwielbiałam dla Niego śpiewać w ukryciu (ale też w scholi Kościelnej), traktowałam Go jak przyjaciela, mówiłam do Niego tak jakby stał obok mnie, gdy ludzie przychodzili do mnie z problemami to zawsze pokazywałam im Boga, starałam się cieszyć każdym dniem i dawać radość innym. Nieraz dopadała mnie taka euforia, że potrafiłam wracając ze sklepu skakać i płakać ze szczęścia. Ale w tym roku coś się stało. Pojechałam na rekolekcje i tam modliłam się o dobrego męża (a miałam już wspaniałego chłopaka). Byłam szczęśliwa. Poszłam na studia i poznałam innego chłopaka, w którym się zakochałam. Nie wiedziałam co zrobić więc prosiłam Maryję o jakiś znak, dostałam go, co prawda był bardzo bolesny ale i tak mimo wszystko wybrałam wbrew Maryi bo serce nie sługa niestety. Nowy chłopak powiedział, że może mi tylko obiecać że będzie dla mnie dobrym człowiekiem. Alleluja! Czy to znak z nieba? Przecież modliłam się o dobrego człowieka. Byliśmy w sobie zakochani. Na prawdę był wspaniałym człowiekiem i nigdy nie mogłam powiedzieć o nim złego słowa i nadal nie mogę. Niestety na wakacjach coś się zaczęło sypać więc szybko zareagowałam i poprosiłam go żebyśmy się za siebie modlili i za nasz związek. Skoro Bóg z nami to któż przeciwko nam? Niestety związek się rozpadł... Ale daliśmy sobie kolejną szansę - przez ten czas codzienny różaniec w naszej intencji mnie nie opuszczał, ale nadal to nic nie dało. I tu się zaczęła moja walka z niebem. Poszłam na modlitwę wstawienniczą wyraźnie prosiłam o rozeznanie naszej relacji albo żebyśmy się zeszli albo żeby Bóg zabrał ode mnie to uczucie. Czekałam na cud, ale nic. Popadłam w depresję, nie mogłam w nocy spać, budziłam się już ze łzami w oczach, poszłam do psychologa, dostałam tabletki. I wzięłam udział w modlitwie o uzdrowienie, faktycznie na drugi dzień czułam się jak nowonarodzona, ten stan się utrzymywał jakiś czas, odstawiłam tabletki bo ufałam, że Bóg mi pomoże a nie jakiś psycholog, ale depresja wróciła, Szukałam pomocy w internecie, czytałam miliony świadectw i zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską. Na początku nic się nie działo, miałam straszne wahania nastroju - nadzieje i beznadzieja. Mimo wszystko trzymała mnie myśl o ludziach, którzy też to przechodzili. Odcięłam się od wszystkich przyjaciół i szukałam odpowiedzi u obcych ludzi. Poszłam do spowiedzi, przeprosiłam wszystkich którym kiedyś mogłam w jakiś sposób sprawić przykrość i uzyskałam od nich przebaczenie, rozmawiałam z ludźmi innej wiary, wszystkich pytałam o Boga i Nowennę, jedyne czego mogłam słuchać to piosenek religijnych, jedyne o czym mogłam czytać to o świadectwach, jedyne o czym mogłam rozmawiać to o Bogu. Zamykałam się w pokoju i sama Nowenna już mi nie wystarczała, jednocześnie odmawiałam Nowennę Rozwiązującą Węzły, chodziłam do Kościoła ofiarowując w naszej intencji Mszę i Komunię, odmawiałam Koronkę, codziennie klęczałam nad Pismem Świętym i płakałam do Boga i prosiłam o to żeby mnie Wysłuchał, nie pomagało więc natknęłam się na Św.Ritę - od spraw niemożliwych, więc stwierdziłam, że idealnie dla mnie. Odmówiłam Nowennę do niej ale ciągle nic więc nie przestawałam się do niej modlić (równolegle oczywiście odmawiałam NP). Mój stan się pogarszał, nie chciałam w ogóle wychodzić z mieszkania bo bałam się że spotkam mojego byłego chłopaka, miałam myśli samobójcze i mój dzień opierał się tylko na modlitwie, do Maryi, do Rity, do Boga, do Jezusa, do Walentego, ale nic się nie działo, wciąż starałam się być cierpliwa. Zbliżały się moje urodziny, stwierdziłam, że skoro Bóg jest tak Wspaniały to może chce mi zrobić prezent na urodziny. Nie wiedziałam już jak się modlić, więc pisałam listy do Maryi, do Boga, do Rity, lecz one codziennie leżały na parapecie i nic się nie działo - cisza. Każdego kto składał mi życzenia, bądź nawet napisał bo miał jakąś sprawę prosiłam o modlitwę w mojej intencji. Moje urodziny były najgorszymi jakie przeżyłam. Na drugi dzień leżałam w spazmach płaczu i pytałam Boga - dlaczego. Nie traciłam nadziei i modlitwa mnie nie opuszczała, dosłownie bombardowałam niebo ale czułam się tak jakbym waliła grochem o ścianę."Bądź cierpliwa, dla Boga nie ma nic niemożliwego" - jedyna myśl, która mnie trzymała w ryzach, kartkowałam Pismo Święte, bo zastanawiałam się czy Bóg może w ogóle wpływać na czyjąś wolę skoro Dał nam ją wolną. Znalazłam wiele fragmentów gdzie Bóg Czynił czyjeś serce zatwardziałym, a potem je Kruszył żeby okazać Swoją Chwałę. Też czytałam świadectwa, w których ktoś np zmienił swoją decyzję więc i ja starałam się być cierpliwa. W kółko to samo Nowenna, Bóg, Jezus, Rita ale ciągle słyszałam tylko echo moich błagań. Napisałam tutaj prosząc o modlitwę, wzięłam udział w targu intencji O.Szustaka, złożyłam intencję do Świątyni w Pompejach i czekałam na cud. Przypomniałam sobie wszystkie słowa: "proście a będzie wam dane", "wołajcie dniem i nocą a Bóg przyjdzie z pomocą", "gdzie dwóch się modli w Imię Moje tam Ja Jestem", "dla Boga nie ma nic niemożliwego", "to co Skrzywiłem Ja, tylko Ja Mogę wyprostować", "Jeśli będziecie prosić w Imię Moje, Powiadam wam że wszystkiego użyczy wam Mój Ojciec w niebie"... itp. Więc wytrwale się modliłam i żebrałam o modlitwę u innych. Skończyłam Nowennę i pozostałe Nowenny, nie stało się nic. Rozmawiałam z księdzem ale też nie pomógł. Krzyczałam do Jezusa dlaczego muszę brać jakieś tabletki, dlaczego On mnie nie leczy skoro tak o to prosiłam. Dziś po prostu straciłam nadzieję. Co jeśli Bóg nie istnieje? Co jeśli to jest wytwór naszej wyobraźni, bo jesteśmy słabi i tak nam łatwiej żyć? Co jeśli to wszystko jest przypadkiem? Ludzie niewierzący są tak samo szczęśliwi jak wierzący, ludzie wierzący są nieraz tak samo poszkodowani jak niewierzący. Dlaczego Bóg nie odpowiada, skoro nas tak Umiłował? W co wierzyć skoro Jezus mówi nic nie róbcie, dajcie mi pole do działania, a inni mówią módlcie się tak jakby wszystko zależało od Boga, ale pracujcie tak jakby wszystko zależało od was, skoro ludzie mówią ufaj, a Biblia mówi módl się? Jaki sens ma modlitwa, jeśli Bóg i tak zrobi co zechce? To w takim razie po co prosić? Po co się modlić? Skoro dla Boga nie ma NIC niemożliwego, to dlaczego mamy traktować wiarę przebiórczo i mówić o to można się modlić a to nie?

J Lut 22, 10:35 · Komentarze: 12 · Tagi: wiara, bóg
Anka

Moja dusza należy do Ciebie

Jesteś mym oddechem, słońcem

Moim istnieniem.

Nie mam nic co mogę ci ofiarować,

Moje życie należy tylko do Ciebie

Teraz i potem i na zawsze.

Jestem kroplom w oceanie wieczności,

Jestem promykiem w świetle słońca

Nie mam nic bo jestem nicością,

A ty moim jedynym przyjacielem.

Anka Oct 26 '17, 12:12 · Tagi: jezus, wiara, przyhaciel, duchowość
Waleczna

Kupiłam dziś książkę o. Witko. Jest genialna! <3 Poniżej fragment dedykowany wszystkim czytającym ten wpis, a przede wszystkim tym, którym ostatnio wkradło się zwątpienie spowodowane oczekiwaniem na Bożą odpowiedź.

"Nasz Bóg jest Bogiem cudów. On ciągle zaskakuje człowieka. Jego moc jest szczególnie widoczna tam, gdzie ujawnia się słabość i niemoc człowieka. Bóg długo czekał z darem syna dla Abrahama, aby było powszechnie wiadomo, że jest on wyłącznym darem Boga. Człowiek, czekając tak długo, traci wszelką nadzieję. Ale w tej historii widzimy, że Bóg nigdy nie wycofuje się z wypełnienia swoich obietnic. Dlatego też i ty zaufaj Bogu, nawet jeśli czekasz już bardzo długo. Bóg nigdy się nie spóźnia, On zawsze przychodzi na czas. Czas spełniania się obietnic jest czasem, w którym człowiek staje się w pełni gotowy, aby je przyjąć, aby je zrozumieć i okazać Bogu wdzięczność. Dopóki tak nie jest, Bóg czeka na gotowość człowieka. Jeśli więc czekasz już bardzo długo na jakąś łaskę ze strony Boga, dla siebie czy też dla innych, może warto najpierw zobaczyć, czy twoje serce jest już gotowe na przyjęcie tej łaski i na okazanie Bogu wdzięczności. W dziękowaniu Bogu trzeba wyprzedzić słońce. Nawet jeśli wydaje Ci się, że coś jest niemożliwe. Pamiętaj: DLA BOGA WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. A Jezus dodaje: "Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy" (Mk 9, 23)

Waleczna

7 października skończyłam swoją piątą nowennę pompejańską. Odmawiałam ją w intencji o ponowne skrzyżowanie mojej drogi z drogą byłego chłopaka. Odmawiało mi się naprawdę dobrze - ponieważ już raz odmawiałam nowennę w podobnej intencji (o powrót), postanowiłam, że będzie to najlepiej odmówiona przeze mnie nowenna - tym razem odmawiałam 4 tajemnice różańca wraz z rozważaniami. Generalnie w czasie trwania NP towarzyszył mi spokój i ogromna wiara w moc modlitwy (nigdy wcześniej nie wierzyłam bardziej). Czułam też, że w końcu, po wielu miesiącach, szczerze oddałam wszystko w ręce Boga, że zaufałam. Ostatniego dnia nowenny poszłam na Mszę Św, przyjęłam komunię i przed Najświętszym Sakramentem jeszcze raz zawierzyłam wszystko Jezusowi i Maryi.

Zawsze jeszcze przed zakończeniem jednej nowenny rozpoczynałam kolejną, tym razem tak się nie stało. Po pierwsze dlatego, że nie byłam pewna intencji, w której chce się modlić, a po drugie ze względu na "sprawy organizacyjne". Szukam pracy i lada moment biorę udział w konkursie na stanowisko, dlatego zdecydowałam, że kolejną NP rozpocznę w przyszłym tygodniu. Obecnie odmawiam 2 różańce dziennie - jeden w intencji związku, drugi w zupełnie innej. Może to też ma znaczenie - na początku października dołączyłam do róży modlącej się za dusze czyśćcowe, a od ok. 2 tygodni odmawiam modlitwę 100x wieczny odpoczynek.

Dzień po zakończeniu NP zaczęło dziać się źle. Wrócił niepokój, ciągle myśli o ukochanym, strach, że już nigdy się nie spotkamy...Wiem, że to nie pochodzi od Boga, staram się odpędzać wszystkie negatywne myśli. Cały czas powtarzam "Jezu, Ty się tym zajmij". Wczoraj pod wpływem obejrzanego filmiku na yt odmówiłam Akt zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi poświęcając jej siebie i całą tą sytuację z byłym chłopakiem. Pomogło, ale na chwilę.

Zastanawiam się, czy już teraz nie powinnam zacząć odmawiać kolejnej NP, żeby wyeliminować to wszystko. Jeśli tak ma to wyglądać do planowanego przeze mnie terminu, zacznę wcześniej bo naprawdę źle mi z tym wszystkim...Najgorsza jest utrata spokoju i niezachwianej wiary w moc modlitwy.  Już tak dobrze mi się żyło, czekałam cierpliwie... A tu znowu smutek, tęsknota i zwątpienie...;/

Czy ktoś z Was miał podobnie? A może macie jakieś rady co jeszcze powinnam zrobić, żeby odciąć się od negatywnych myśli?

Ps. Nie wiem, co u niego. Nie wchodzę na jego profil, nie sprawdzam. Ostatni raz widziałam go kątem oka w kościele w lipcu, a więc jeszcze przed rozpoczęciem nowenny.

Waleczna

Czuję, że muszę się tym z Wami podzielić :) Sierpień był przełomowy jeśli chodzi o moje zaufanie Bogu i wiarę w to, że wszystko jest możliwe. Nie mam tu na myśli żadnych zewnętrznych okoliczności, bo między mną a osobą, którą kocham wciąż nic się nie zmieniło...Za to we mnie zmieniło się dużo. I chyba jak nigdy wcześniej, mocno wierzę w to, że Bóg naprawdę chce naszego szczęścia i spełnia marzenia, które od niego pochodzą. Mam nadzieję, a właściwie to wierzę, że moje właśnie takie jest...W sierpniu trafiłam na wiele budujących świadectw, kazań itp. Właściwie tak na dobre wszystko zaczęło się od Ewangelii o wierze kobiety kananejskiej (20 sierpnia). To był przełom, chyba fundament mojej mocnej (a na pewno mocniejszej) wiary. Od tamtego dnia właściwie codziennie dostaję nowe "cegiełki"....także "budowa" trwa i naprawdę wierzę, że wszystko skończy się dobrze. Mam nadzieję, że tego spokoju w sercu już nic mi nie zabierze. Za dwa dni kończę nowennę o nawrócenie ukochanego (dziękuje za modlitewne wsparcie w najtrudniejszych momentach!) a jak widać ja też sporo otrzymałam :) Dla wszystkich w gorszej kondycji gorąco polecam: https://www.youtube.com/watch?v=VND1hDgWUN8&t=242s

Trwajcie mocni w wierze! <3

 

Waleczna Wrz 1 '17, 12:25 · Komentarze: 4 · Tagi: chłopak, modlitwa, nawrócenie, nawróćenie, nowenna, świadectwo, wiara
Strony: 1 2 »