Loading...

Blog użytkownika

Kasia

24.02.2018

Modlitwa nigdy nie była tak trudna. Chyba brak mi wiary..

Kasia Lut 24, 20:38
J

Cześć. Temat dość kontrowersyjny, ale chciałam się z wami podzielić moim doświadczeniem. W życiu nie mam na co narzekać, mam rodzinę, kończę dobre studia, jestem zdrowa. Zawsze starałam się być blisko Boga. Na prawdę myślałam, że żyję wdzięcznie i moja wiara jest tak mocna, że nic mnie nie złamie. Bóg był moim promyczkiem, uwielbiałam dla Niego śpiewać w ukryciu (ale też w scholi Kościelnej), traktowałam Go jak przyjaciela, mówiłam do Niego tak jakby stał obok mnie, gdy ludzie przychodzili do mnie z problemami to zawsze pokazywałam im Boga, starałam się cieszyć każdym dniem i dawać radość innym. Nieraz dopadała mnie taka euforia, że potrafiłam wracając ze sklepu skakać i płakać ze szczęścia. Ale w tym roku coś się stało. Pojechałam na rekolekcje i tam modliłam się o dobrego męża (a miałam już wspaniałego chłopaka). Byłam szczęśliwa. Poszłam na studia i poznałam innego chłopaka, w którym się zakochałam. Nie wiedziałam co zrobić więc prosiłam Maryję o jakiś znak, dostałam go, co prawda był bardzo bolesny ale i tak mimo wszystko wybrałam wbrew Maryi bo serce nie sługa niestety. Nowy chłopak powiedział, że może mi tylko obiecać że będzie dla mnie dobrym człowiekiem. Alleluja! Czy to znak z nieba? Przecież modliłam się o dobrego człowieka. Byliśmy w sobie zakochani. Na prawdę był wspaniałym człowiekiem i nigdy nie mogłam powiedzieć o nim złego słowa i nadal nie mogę. Niestety na wakacjach coś się zaczęło sypać więc szybko zareagowałam i poprosiłam go żebyśmy się za siebie modlili i za nasz związek. Skoro Bóg z nami to któż przeciwko nam? Niestety związek się rozpadł... Ale daliśmy sobie kolejną szansę - przez ten czas codzienny różaniec w naszej intencji mnie nie opuszczał, ale nadal to nic nie dało. I tu się zaczęła moja walka z niebem. Poszłam na modlitwę wstawienniczą wyraźnie prosiłam o rozeznanie naszej relacji albo żebyśmy się zeszli albo żeby Bóg zabrał ode mnie to uczucie. Czekałam na cud, ale nic. Popadłam w depresję, nie mogłam w nocy spać, budziłam się już ze łzami w oczach, poszłam do psychologa, dostałam tabletki. I wzięłam udział w modlitwie o uzdrowienie, faktycznie na drugi dzień czułam się jak nowonarodzona, ten stan się utrzymywał jakiś czas, odstawiłam tabletki bo ufałam, że Bóg mi pomoże a nie jakiś psycholog, ale depresja wróciła, Szukałam pomocy w internecie, czytałam miliony świadectw i zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską. Na początku nic się nie działo, miałam straszne wahania nastroju - nadzieje i beznadzieja. Mimo wszystko trzymała mnie myśl o ludziach, którzy też to przechodzili. Odcięłam się od wszystkich przyjaciół i szukałam odpowiedzi u obcych ludzi. Poszłam do spowiedzi, przeprosiłam wszystkich którym kiedyś mogłam w jakiś sposób sprawić przykrość i uzyskałam od nich przebaczenie, rozmawiałam z ludźmi innej wiary, wszystkich pytałam o Boga i Nowennę, jedyne czego mogłam słuchać to piosenek religijnych, jedyne o czym mogłam czytać to o świadectwach, jedyne o czym mogłam rozmawiać to o Bogu. Zamykałam się w pokoju i sama Nowenna już mi nie wystarczała, jednocześnie odmawiałam Nowennę Rozwiązującą Węzły, chodziłam do Kościoła ofiarowując w naszej intencji Mszę i Komunię, odmawiałam Koronkę, codziennie klęczałam nad Pismem Świętym i płakałam do Boga i prosiłam o to żeby mnie Wysłuchał, nie pomagało więc natknęłam się na Św.Ritę - od spraw niemożliwych, więc stwierdziłam, że idealnie dla mnie. Odmówiłam Nowennę do niej ale ciągle nic więc nie przestawałam się do niej modlić (równolegle oczywiście odmawiałam NP). Mój stan się pogarszał, nie chciałam w ogóle wychodzić z mieszkania bo bałam się że spotkam mojego byłego chłopaka, miałam myśli samobójcze i mój dzień opierał się tylko na modlitwie, do Maryi, do Rity, do Boga, do Jezusa, do Walentego, ale nic się nie działo, wciąż starałam się być cierpliwa. Zbliżały się moje urodziny, stwierdziłam, że skoro Bóg jest tak Wspaniały to może chce mi zrobić prezent na urodziny. Nie wiedziałam już jak się modlić, więc pisałam listy do Maryi, do Boga, do Rity, lecz one codziennie leżały na parapecie i nic się nie działo - cisza. Każdego kto składał mi życzenia, bądź nawet napisał bo miał jakąś sprawę prosiłam o modlitwę w mojej intencji. Moje urodziny były najgorszymi jakie przeżyłam. Na drugi dzień leżałam w spazmach płaczu i pytałam Boga - dlaczego. Nie traciłam nadziei i modlitwa mnie nie opuszczała, dosłownie bombardowałam niebo ale czułam się tak jakbym waliła grochem o ścianę."Bądź cierpliwa, dla Boga nie ma nic niemożliwego" - jedyna myśl, która mnie trzymała w ryzach, kartkowałam Pismo Święte, bo zastanawiałam się czy Bóg może w ogóle wpływać na czyjąś wolę skoro Dał nam ją wolną. Znalazłam wiele fragmentów gdzie Bóg Czynił czyjeś serce zatwardziałym, a potem je Kruszył żeby okazać Swoją Chwałę. Też czytałam świadectwa, w których ktoś np zmienił swoją decyzję więc i ja starałam się być cierpliwa. W kółko to samo Nowenna, Bóg, Jezus, Rita ale ciągle słyszałam tylko echo moich błagań. Napisałam tutaj prosząc o modlitwę, wzięłam udział w targu intencji O.Szustaka, złożyłam intencję do Świątyni w Pompejach i czekałam na cud. Przypomniałam sobie wszystkie słowa: "proście a będzie wam dane", "wołajcie dniem i nocą a Bóg przyjdzie z pomocą", "gdzie dwóch się modli w Imię Moje tam Ja Jestem", "dla Boga nie ma nic niemożliwego", "to co Skrzywiłem Ja, tylko Ja Mogę wyprostować", "Jeśli będziecie prosić w Imię Moje, Powiadam wam że wszystkiego użyczy wam Mój Ojciec w niebie"... itp. Więc wytrwale się modliłam i żebrałam o modlitwę u innych. Skończyłam Nowennę i pozostałe Nowenny, nie stało się nic. Rozmawiałam z księdzem ale też nie pomógł. Krzyczałam do Jezusa dlaczego muszę brać jakieś tabletki, dlaczego On mnie nie leczy skoro tak o to prosiłam. Dziś po prostu straciłam nadzieję. Co jeśli Bóg nie istnieje? Co jeśli to jest wytwór naszej wyobraźni, bo jesteśmy słabi i tak nam łatwiej żyć? Co jeśli to wszystko jest przypadkiem? Ludzie niewierzący są tak samo szczęśliwi jak wierzący, ludzie wierzący są nieraz tak samo poszkodowani jak niewierzący. Dlaczego Bóg nie odpowiada, skoro nas tak Umiłował? W co wierzyć skoro Jezus mówi nic nie róbcie, dajcie mi pole do działania, a inni mówią módlcie się tak jakby wszystko zależało od Boga, ale pracujcie tak jakby wszystko zależało od was, skoro ludzie mówią ufaj, a Biblia mówi módl się? Jaki sens ma modlitwa, jeśli Bóg i tak zrobi co zechce? To w takim razie po co prosić? Po co się modlić? Skoro dla Boga nie ma NIC niemożliwego, to dlaczego mamy traktować wiarę przebiórczo i mówić o to można się modlić a to nie?

J Lut 22, 10:35 · Komentarze: 1 · Tagi: wiara, bóg
Kasia

Każdego nowego dnia wstawała z łóżka , aby budować wszystko na nowo, wiedząc , że wszelkie jej starania i tak na nic się zdadzą. Mimo wszystko..nie poddawała się. Nadmuchiwała mydlaną bańkę, wiedząc, że ona wkrótce i tak pęknie..jednak zanim to nastąpi...ta bańka będzie przez kilka chwil istnieć. Tak jest z każdą dobrą chwilą..momentem..on i tak przeminie..a na jego miejsce wejdzie gorycz i tęsknota. Pocieszające jest to , że można go zanotować w pamiętniku swojego serca, by wracać do niego nieustannie.

21.02.2018 -Ruszam na nowo z nowenną pompejańską.

 

Kasia Lut 21, 11:05
Kasia

Planuje, mam dobre zamiary i szczere chęci...chce wszystko odbudować, nabieram siły i gdy nadchodzi ten moment...wszystko burze. Rozpędzam się do biegu ale nie biegnę w te stronę co trzeba. Działam wbrew sobie. Nie wiem już co mną kieruję. Nie wiem już czasem kim ja jestem.

Zagubioną duszą?

Zaplątaną w kłamstwa życia ofiarą?

A może po prostu dziewczyną, która znienawidziła swoje życia do stopnia, w którym zaczeła się z niego wycofywać ,rezygnować ze wszystkiego i godzić się na wszystko co złe, obojętnie zamykając oczy...

Dosyć tego.

 

Kasia Lut 17, 14:40
Elżbieta

Pragnę podzielić się z Wami swoim świadectwem związanym z Nowenną Pompejańską. 27 listopada 2017r. ktoś bardzo mi bliski dowiedział się o poważnych problemach swojej firmy, był załamany, podejrzewał, że problemy wynikają z czyjej zawiści i złości. Wtedy zaczęłam szukać w intrenecie sposobu na odczynienie tego zła, o ile faktyczne ktoś mu źle życzył. Znalazłam Modlitwę o odrzucenie złych duchów - za przyczyną NIEPOKALANEJ. Zaczęłam ją odmawiać i chociaż problemy nie zniknęły, to bliska mi osoba wyciszyła się i zaczęła racjonalnie podchodzić do spraw z nimi związanymi. Dla mnie jednak, to było za mało, zaczęłam modlić się do św. Judy Tadeusza, do św. Rity i do Św. Józefa. Czytałam też świadectwa, jak Ci św. pomogli osobom, które prosiły o Ich wstawiennictw. Tak trafiłam na świadectwa ludzi, którzy modlili się według Nowenny Pompejańskiej. Kilka razy przeczytałam opis tej modlitwy, aż w końcu stwierdziłam, że to chyba znak że też mam skorzystać z tej "broni" przeciwko złu jakie spotkało bliską mi osobę. Zapoznałam się z zasadami NP i kiedy zaznaczyłam w kalendarzu datę do kiedy powinnam odmawiać część błagalną , okazało się że kończę w ostatnim dniu roku, potem do 27 stycznia 2018r. odmawiałam część dziękczynną. Przyznam, że początkowo wierzyłam iż moja intencja o rozwiązanie problemów zostanie wysłuchana w powiedzmy ludzkim rozumowaniu, ale tak się nie stało. Dzisiaj wiem, że Maryja czuwała i nadal nad nami czuwa, bo sprawy zaczynają się prostować. Pierwsza dobra wiadomość pojawiła się w dniu kiedy zakończyłam odmawianie NP. Byłam w siódmym niebie, poczułam jak bardzo Maryja nas kocha, zrozumiałam też jaki jest sens odmawiania tej nowenny. Z pokorą przyjęłam i nadal przyjmuję Wolę Boga. W sercu moim zapanował spokój i teraz wiem, że mam wspaniałą receptę na wszelkie zmartwienia, o czym też mówię wszystkim, którzy skarżą się na problemy. W czasie odmawiania Nowenny byłam wielokrotnie wystawiana na próbę, bo był okres, że złe wiadomości trafiały do mnie z dnia na dzień i wydawało się, że nie ma końca. Nie poddawałam się, prosiłam Maryję i wszystkich św. o pomoc w wytrwaniu w modlitwie i otrzymywałam nieocenione wsparcie. Teraz odmawiam drugą Nowennę w intencji mojej starszej wnuczki, bo sprawia ona duże problemy wychowawcze mojej córce. Cieszę się, że właśnie tak mogę ją wspierać, bo nie mieszkamy razem, a ona też jest wierząca i codziennie odmawia różaniec. W czasie kiedy szukałam wsparcia w modlitwach natrafiłam też na Tajemnicę Szczęścia i od 03 stycznia 2018r. codziennie ją odmawiam, córka też polubiła tę modlitwę. Powiem szczerze, że z lubością oddaję się rozważaniom o  Męce Pańskiej i wypełnia mnie ufność w Miłosierdzie Pana. W tym miejscu pragnę podziękować Najświętszej Panience za opiekę nade mną, nad moją rodziną i wszystkimi osobami, które są mi bliskie.

Zawszę ilekroć będę miała okazję będę wychwalała Jej dobroć i miłosierdzie. AMEN 

Strony: 1 2 3 4 5 ... » »»