Loading...

Blog Malachitowa

Dziś po modlitwie różańcowej w radio coś mnie tchnęło w sercu , aby pojechać do Częstochowy. Jeszcze godzinę temu byłam pewna , że pojadę, teraz już ogarnia mnie zniechęcenie i poczucie bez sensu tego postanowienia oraz myśli typu "NIC CI TO NIE DA" , " PO CO".  Jednak mam nadzieje , że mimo wszystko uda mi się jutro tam znaleźć i zanieść przed Twoje cudownie oblicze moją modlitwę.. zawierzyć przyszłość, wybłagać cud.. Nie mało ich Matko było w ostatnim czasie u mnie , ale błagam Cię Matko o cud odzyskania wolności..

Mamo, pomóż mi jutro znaleźć się przy Tobie. Przygarnij moje poranione serce i zagubioną duszę. Potrzebuje Ciebie, potrzebuje Twojej matczynej miłości ,aby powrócić do życia.

 Dziś w mojej głowie zbyt mocno huczy pesymizmem , dlatego postaram przekierować swoje myśli  na inne tory i skupić na tym co dobre. Więc pragnę podziękować Ci Matko , za zdany semestr.. i to sądze, że całkiem nieźle :) Brakuje jeszcze kilku wpisów ale do tego piątku powinno się zapełnić. To co widzicie na zdjęciu jest moim zdaniem owocem modlitwy i cudem Bożym, bo to co wyprawiałam w tym semestrze tego nawet nie będę tutaj opisywać, powiem tylko że gdyby na uczelniach/ w szkołach mieli przyznawać medale za pobijanie rekordów w nieobecnościach to bez zwątpienia zdobyłabym złoto :)

Miniona noc nie była taka zła jak ostatnie noce..co prawda przebudziłam się w trakcie z 3 razy jednak udało mi się złapać kilka godzin snu, którego tak bardzo brakowało mi w ostatnim czasie. Nad ranem obudził mnie kojący śpiew ptaków.. mało , który dźwięk na świecie umie mnie tak bardzo uspokoić i wyciszyć jak ten..no może jeszcze dźwięk bicia dzwonów kościelnych lub szum morza. Poczułam się nawet błogo. I nagle w moim sercu znów pojawia się cierń.. metafizyczny ból , którego źródła nie jestem w stanie zidentyfikować..i ten lęk...strach  przed tym co mnie czeka.. przed konfrontacją z własnym "JA."  Ponoć każdy człowiek ma dwa rodzaje własnego "Ja" . realne i idealne. Realne to, jacy jesteśmy, idealne natomiast przedstawia pragnienie tego jakimi chielibysmy być i do którego dążymy. Ja swoje "Ja" przekreslilam dawno temu skazując się na duchową śmierć. Coś wmowilo mi ze na nic nie zasługuję. Że jestem zrobiona z gorszego materiału. Panie , pomóż mi wyrzucać z mojej głowy kłamstwa , które dawno temu ktoś we mnie wrzucił i które tyle lat we mnie pracowały.

U początku tego rozpoczynającego się Bozego dnia, proszę Cię Panie o wewnętrzną radość płynącą z tego, że jestem Twoim dzieckiem. Czy w życiu może być coś piękniejszego , niż świadomość że jesteśmy dziećmi Boga? Powtarzajmy sobie często w myślach te przepiękną prawde naszego życia. Co kolwiek się nie stanie i nie wiadomo jak bardzo zawalimy on zawsze będzie nas kochał i cierpliwie wyczekiwał.

Pisze ten wpis tutaj  by samej przypominać sobie o tym. O własnych przemyśleniach.

Każdemu kto być może dziś to przeczyta BŁOGOSŁAWIONEJ NIEDZIELI ! + :)

Ten dzień pokazał mi , że ktoś ewidentnie stara się zakłócić mój wewnętrzny spokuj. Co chwile dzieją się sytuacje, które jakby się temu bliżej przyjrzeć stają się aż śmieszne. Jednakże dziś udało mi się spojrzeć na to wszystko innymi oczami i zamiast panikować i płakać nad czymś na co nie mam większego wpływu po prostu zdaje się na Jezusa.  Proste słowa " Jezu pomoż, Jezu prowadz, Jezu ty się tym zajmij " (pozdrawiam Dorotkę i Bożenkę ;) ) i w jednym momęcie na człowieka spływa pokoj, który kieruje nasz wzrok gdzie indziej, zabiera negatywne emocje, nie pozwala się bać.

Kolejny wniosek, nic w życiu nie jest tak ważne jak ludzie. Obdarzaj każdego miłością, nawet jeśli jest to trudne, a zobaczysz , ta miłość wyda owoc.

 

Wniosek nr 3 , Chodz po ziemi lecz patrz w górę. Najwazniejszem celem w zyciu każdego człowieka jest to , aby przejść przez zycie tak aby kiedyś spotkać się z Panem na końcu swej drogi. Możesz utracić wszystko, lecz żadna strata nie dorówna utracie zbawienia.

 

Panie Jezu, nie opuszczaj mnie. NIGDY...

Jedno pytanie zbudziło istną lawinę wspomnień i potok refleksji.. "Dlaczego Pani w siebie tak nie wierzy? "

Ten dzień był niewiarygodny. Brak netu , spowodował , że nie byłam w stanie przeczytać informacji ( podanej w ostatniej chwili, w sam dzień egzaminu) o zmianie sali. Przychodzę na egzamin. Okazuje się , że na miejscu nikogo nie ma. Zdezorientowana czekam jeszcze 15 minut i opuszczam sale. Pomyslam ze może Pani doktor się rozchorowała i zostanie on przeniesiony na inny dzień. Wieczorem jednak dowiaduję się ze egzamin się już odbył tylko w innej sali. Poinformowana o tym , że pani dr znajduje się jeszcze na uczelni biegiem ( z mokra glowa bo wlasnie wyszłam z kąpieli) tam wracam. Udaje mi się jeszcze ją złapać. Dostaje zgodę na napisainie egzaminu następnego dnia , jednak będzie on nowy. Pani przez noc układa mi pytania ( diabelnie trudne). Kiedy następnego dnia rano dostaje kartkę z pytaniami załamuje się. W głowie pojawia się myśl "odpuść nie dasz rady" , kilka sekund i postanawiam oddać pustą kartkę. Oznajmiam Pani , że nie potrzebnie zawracałam jej glowe bo nie będę w stanie tego napisać. Pani chyba wyczuła we mnie ze jestem zestresowana i mowi " na pewno? a może jednak pani jeszcze sprobuje ? Ma pani jeszcze calą godzine. Nic Pani nie ryzykuje. " Ok..postanawiam jeszcze raz na spokojnie zmierzyć się z pytaniami. Zamykam oczy..proszę Boga o pomoc i nagle zaczynam pisać..odpowiadać na pytania..ciagle wydaje mi się ze zbyt mało pisze...ze niewyczerpuje tematu..ale probuje..i sklejam zdanie po zdaniu , proszac ducha sw o pomoc. Egzamin zdany. :) A chciałam się poddać. Po całym wydarzeniu pani stawia mi pytanie " dlaczego Pani tak w siebie nie wierzy?Dostała Pani cięższy egzamin niż ten, który pani rok pisał wczoraj . Zaraz w głowie pojawiają się kolejne atakujące moje poczucie wartości myśli " nie daj się zwieść, ona tylko probuje podnieść Cię na duchu, bo widzi ze jesteś zestresowana" Już prawie uwierzyłam ;) Jednak nie tym razem ! To cale wydarzenie coś mi pokazało. Zamiast ufać swoim myślą lepiej rozejrzeć się dookoła i skonfrontować z rzeczywistością. Fakty, mówią coś innego , wiec dlaczego ja ciągle słucham tego destrukcyjnego głosu w mojej głowie , którego celem jest tylko i wyłącznie aby mnie poniżyć. Który pragnie abym się poddawała, wycofywała. Który budzi we mnie strach i sprawia że zamiast iść do góry z Bogiem , chowam się w dole.

Od dzieś bardziej niż sobie, chcę ufać Tobie ,Boże. +  Dziekuje Ci za zdany egzamin :)

Strony: 1 2 »