Loading...

Będziesz Biblię czytał nieustannie | Forum Nowenny Pompejańskiej

Lokalizacja tematu: Forum » Różności » Propozycje
Dorota
Dorota Sty 6, 08:53

Boże, ale ja nic więcej nie mam -Nie martw się, to jest wszystko, czego chcę...ks. Krystian Malec

 

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”.

Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz.

Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok: 

A ty, Betlejem, ziemio Judy, 

nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, 

albowiem z ciebie wyjdzie władca, 

który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”.

Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.

A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.

A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny. (Mt 2,1-12)

 

Dzisiejszą uroczystość Objawienia Pańskiego potocznie nazywamy „Trzema Królami”. Ale tak naprawdę tekst biblijny nie mówi ani o tym, że było ich trzech, ani że przysługiwała im godność królewska.

Przyjęło się, że było ich trzech, ponieważ czytamy o trzech darach, ale na przestrzeni wieków można spotkać różne interpretacje. Przez pewien czas uważano, że Świętą Rodzinę nawiedziło aż dwunastu wyjątkowych gości. Kolejną kwestią jest to czy byli królami? I tutaj znowu, gdy sięgniemy do tekstu Ewangelii rozczarujemy się, ponieważ św. Mateusz używa słowa  μάγοι (magoi), co znaczy magowie, mędrcy, astrologowie. To tradycja, a konkretnie Cezary z Arles uczynił z nich królów, ponieważ w pokłonie mędrców widział spełnienie Psalmu 72, w którym mowa jest o królach oddających pokłon Bogu. To także tradycja nadała im imiona Kacpra, Melchiora i Baltazara.

Ale bez względu na to czy było ich trzech, sześciu, dwunastu czy dwudziestu itd., i czy byli królami czy też nie, istotą tej uroczystości jest fakt, że poganie oddają pokłon nowonarodzonemu Mesjaszowi. W nich do Jezusa przychodzimy także i my, bo z perspektywy biblijnej, nie będąc Żydami, należymy do pogan. Ich pokłon jest hołdem, który składa Jezusowi cały świat i jednocześnie przypomnieniem, że Zbawiciel nie przyszedł tylko do wybranych, ale do wszystkich.

Popatrzmy jeszcze na dary, które składają.

Złoto w starożytności, podobnie jak dzisiaj, miało wielką wartość i kojarzyło się z bogactwem i królami. Ten kruszec złożony u stóp maleńkiego Jezusa jest oddaniem czci Jego królewskiej godności. Ale wiemy, że Jego panowanie jest inne niż ziemskich władców, ponieważ jest służbą aż do oddania życia za swoich poddanych. Nie miał pięknego tronu, ale najpierw – żłób, a potem – krzyż. Swoją moc okazywał przez uniżenie, aż po przybicie i śmierć na drzewie hańby.

Kadzidła używano w czasie celebracji liturgicznych jako symbol wznoszących się do Boga modlitw. Podobnie jest dzisiaj, gdy używamy go w Kościele. Ten dar mówi o kapłańskiej godności Jezusa, a kapłan jest tym, który ma innym wskazywać drogę do Boga, ma być pontifexem, czyli budowniczym mostów między ziemią i niebem.

W końcu mirra jest darem dla tego, który ma umrzeć, ponieważ używano jej przy balsamowaniu zwłok.

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. (J 19,38-40)

Już na początku życia Jezusa zapowiadano Jego zbawczą śmierć, która odkupi całą ludzkość.

Trzy różne dary. Każdy odsłania przed nami pewną część tajemnicy Boga-Człowieka, który umiera za grzechy wszystkich ludzi, aby potem zmartwychwstać.

 

Trzy różne dary. Każdy odsłania przed nami pewną część tajemnicy Boga-Człowieka. Mędrcy dali Jezusowi, to co najcenniejsze i kosztowne.  Dali coś z siebie (długa droga) i od siebie (cenne dary).

 

A co my Mu dajemy? Powtórzę tu pewien slogan, mówiąc, że  powinniśmy Mu dać nasze serca. Jest to piękne stwierdzenie, ale bardzo ciężko je zweryfikować czy zmierzyć. Oczywiście nie neguję go, ale chciałbym żebyśmy dzisiaj pomyśleli o tym jak realizować je w sposób bardziej mierzalny. I mam tu na myśli przede wszystkim nasz czas, który poświęcamy na spotkania z Bogiem. Pomyślmy, czy jest to najlepsza cząstka naszego dnia, czy może jakieś ochłapy rzucone bardziej po to, żeby uspokoić sumienie niż żeby autentycznie spotkać się z Nim? Czy umiemy dać Mu to, co najlepsze kosztem tego, co przyjemne? Pamiętajmy, że Bóg zna nasze serca i wie jakie są nasze intencje i motywacje. Biblia mówi także o takich ofiarach, które – mimo, że zostały złożone – nie spodobały się Bogu. Przytoczę jeden przykład:

 

Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. (Rdz 4,3-5)

 

Aż po dziś dzień toczą się dyskusje na temat tego, dlaczego Bóg nie przyjął ofiary Kaina. Niedawno pisał o tym Bartek, więc zapraszam Cię, aby przypomnieć sobie ten ważny wpis http://slowodaje.net/kain-abel-czyli-poradnik-sie-modlic-skladac-ofiar/

 

Aby nasza ofiara spodobała się Bogu nie wystarczy sama zewnętrzna poprawność rytu. Razem z tym w parze musi iść ochocze, kochające serce i gotowość „zmarnowania” dla Niego czasu. Wtedy będziemy podobni do mędrców i nie ominiemy domu, w którym mieszka Jezus z Maryją i Józefem.

 

Konkret na dzisiaj: Pomyśl co cennego mógłbyś ofiarować Bogu, pamiętając o słowach: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25,40b) i zrób to.

 

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

W oczekiwaniu na powtórne przyjście Jezusa...ks. Roman Chyliński

„Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda”.
Na V wieków przed n. Chr. prorok Micheasz zapowiedział miejsce przyjścia Mesjasza:


„ A ty, Betlejem Efrata,
najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!
Z ciebie mi wyjdzie
Ten, który będzie władał w Izraelu,
a pochodzenie Jego od początku,
od dni wieczności.
Przeto [Pan] wyda ich aż do czasu,
kiedy porodzi mająca porodzić”. (Mi 5,1-2).

„ Oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: "Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?”

Mędrcy ze Wschodu byli Magami perskimi, a nie babilońskimi, którzy byli czarnoksiężnikami. Perscy natomiast byli wyznawcami Zaratrusty(VI w. przed n. Chr.). Zaratrusta był przywódcą duchowym religii, która również czekała na Mesjasza.
Kiedy Żydzi po niewoli babilońskiej (V w. przed n. Chr.) przebywali jeszcze na obczyźnie pod panowaniem monarchii perskiej ich religie wzajemnie przenikały się. Stąd Magowie perscy posiadali wiedzę od Żydów przyjścia Mesjasza, który miał się stać ich władcą.

„ Ujrzeliśmy, bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon".

 

Owa gwiazda przez niektórych naukowców brana była za kometę okresową zwaną: Halleya. Inni sądzili, że tą niezwykłą gwiazdą była koniunkcja, czyli nałożenie się dwóch planet: Saturna i Jowisza. Jednak żadna z tych teorii nie znalazła odzwierciedlenia w rzeczywistości. Bowiem musiała to być gwiazda, która z dokładnością „gps-a” wskazała miejsce narodzenia Jezusa: „ A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię”.
Ponadto Ewangelista Łukasz podkreśla wyjątkowość zaistnienia gwiazdy określając słowami: „Jego gwiazda”.

 

„Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał, więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich”.

 

Od 1750 lat przed n. Chr. czyli od wyjścia Abrahama z Ur Chaldejskich Żydzi, jako naród oczekiwali Mesjasza.
Od VIII w. przed n. Chr. wielu proroków dokładnie opisywało miejsce i czasy przyjścia Jezusa. I niestety, naród Izraelski to zignorował!

 

Patrząc na współczesne nam czasy boję się, że historia może powtórzyć się, ale tym razem wśród chrześcijan. Czy znajdą się chrześcijanie oczekujący Paruzji.
Co prawda w każdą niedzielę podczas Eucharystii my - chrześcijanie odpowiadamy po „Przeistoczeniu” aklamację: „Głosimy śmierć Twoją Panie, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”, ale na ile świadomie wypowiadamy te słowa i faktycznie oczekujemy ich wypełnienia?!

 

„Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy”.

 

Jaka kompromitacja na szczeblach izraelskiej władzy. Herod pyta się Persów, gdzie się narodził Mesjasz?!


Czyż nie jest tak i dzisiaj, że narody Afryki i Azji zawstydzają europejskich chrześcijan pod względem żywej wiary?


Kiedyś Europa: Holandia, Francja i Włochy wysyłała swoich misjonarzy do Afryki lub do Azji, aż po Japonię. A teraz ugandyjski charyzmatyk ks. John Bashobora i z Indii O. James Manjackal nawracają Europę.


Natomiast współcześni „Herodzi Europy” skutecznie niszczą ducha chrześcijańskiego ideologiami: Liberalizmu moralnego i Gender.

 

„Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon”.

 

I nam trzeba powrócić do źródeł chrześcijaństwa naszych przodków. Ożywić naszą wiarę i na nową oddać się reewangelizacji.


Adhortacja papieża Franciszka: Evangelii gaudium (radość Ewangelii) niech będzie dla nas inspiracją do czytania, rozważania i dzielenia się Ewangelią z innymi.

„ I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”.

 

I ja dzisiaj mam otworzyć się w „Duchu i prawdzie” przed Jezusem ofiarowując:
- zamiast „złota „oddanie czci Jezusowi, jako Królowi, aby mógł królować w moim życiu.
- zamiast „kadzidła”, oddanie czci Jezusowi, jako Najwyższemu Kapłanowi, aby przez Eucharystię: stół słowa Bożego i Komunię św. mógł uświęcać i prowadzić mnie w prawdzie.


- zamiast „mirry”, która oznacza mękę i śmierć Chrystusa na krzyżu, oddanie Bogu naszego cierpienia, kiedy przychodzi na nas, przyjmując je z Jego ręki, jako czas oczyszczenia i nawrócenia ku naszemu zbawieniu. Amen.

Edytowany przez Dorota Sty 6, 08:54
Dorota
Dorota Sty 7, 12:58
Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia...ks. Krystian Malec

 

Gdy Jezus usłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:

„Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. 

Droga morska, Zajordanie, 

Galileja pogan. 

Lud, który siedział w ciemności, 

ujrzał światło wielkie, 

i mieszkańcom cienistej krainy śmierci 

światło wzeszło”.

Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”.

I obchodził Jezus całą Galileję, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.

(Mt 4,12-17.23-25)

 Choć św. Mateusz nie zaznacza tego wyraźnie, Jezus opuszcza swoje rodzinna miasteczko Nazaret na stałe. Nie wróci tam już nigdy.

Myślę, że nasze rozważania warto rozpocząć od tego wątku. Chwila uwięzienia starszego o pół roku kuzyna z Ain-Karem, czyli Jana, była sygnałem do pozostawienia nazaretańskiego domu i wyruszenia, aby głosić Ewangelię. Każdy, kto musiał wyprowadzić się z rodzinnego domu, wie, że nie jest to łatwy moment. Niemal w jednej chwili trzeba zostawić to, co znane na rzecz tego, co nowe. Przeżyłem w swoim życiu już kilka przeprowadzek i wiem, jak trudno jest odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Oczywiście, można całe życie spędzić w jednym miejscu, ale wiem także, że każda przeprowadzka – mimo iż jest trudna ‒ niesie ze sobą także wiele korzyści i jest okazją do rozwoju.

Nie wiem, jak to wygląda u Ciebie, ale być może przez ten, raczej ciężko zauważalny szczegół rozpoczynający dzisiejszą Ewangelię, Bóg chce właśnie Tobie pomóc w rozeznaniu życiowej drogi. Może bijesz się z myślami i nie wiesz, czy warto zaryzykować i „odciąć” się od starego (niekoniecznie złego) życia i ruszyć w nieznane, aby pisać własną historię? Nie wiem, co zrobisz. Wiem natomiast, co zrobił Jezus. Poszedł do Galilei.

I to jest drugi wątek, nad którym chciałbym się dzisiaj skupić. Tak wiele mówimy (i słusznie) o tym, co robił i mówił Jezus, ale wydaje mi się, że mało wiemy na temat terenu, na którym spędził większość swojej publicznej działalności. On nie poszedł do Galilei przypadkowo. Świadomie wybrał tę część świata, aby rozpocząć swoją misję. Co wiemy o Galilei i Galilejczykach początku pierwszego wieku?

 

Galilea to maleństwo wielkości porównywalnej do mniejszych polskich województw. Z północy na południe rozciągała się na około 80 km (tyle to ja mam z domu rodzinnego do Lublina : ), a ze wschodu na zachód na 40 km. Był to region najbardziej wysunięty na północ z całej Palestyny. Pomimo swoich małych rozmiarów była bardzo gęsto zaludniona. Jak nietrudno się domyślić, było tak, ponieważ panowały w niej bardzo, ale to bardzo korzystne warunki do uprawy roli. Z tego też względu te tereny na przestrzeni wieków często były przedmiotem wojen. Każdy władca chciał je mieć pod swoim panowaniem, gdyż mógłby czerpać z tego niemałe zyski. Dosyć często cytowany przeze mnie żydowski historyk Józef Flawiusz przez pewien czas był zarządcą Galilei i tak o niej pisał: „Jest ona bogata w glebę i pastwiska, produkuje różnego rodzaju drzewa i swą żywnością zachęca do zajmowania się rolnictwem nawet tych, którzy najmniej o tym myśleli, wszędzie są ziemie uprawne, nie ma ani jednej cząstki leżącej odłogiem”. Myślę, że z racji pełnionej funkcji możemy uznać za w miarę wiarygodne jego dane, według których na tych terenach znajdowało się aż 204 miasteczka. Zatem Jezus poszedł tam, gdzie było mnóstwo ludzi.

 

Ale to nie wszystko. Św. Mateusz nazywa ją Galileą Pogan. Dlaczego? Przecież mieszkali tam przede wszystkim Żydzi, a nazwanie ich poganami byłoby wielką obelgą. Ta nazwa przylgnęła do nich, ponieważ ze wszystkich stron Galilea graniczyła z narodami pogańskimi. Na zachodzie mieszkali Fenicjanie, na północy i wschodzie Syryjczycy, a na południu Samarytanie, których także uważano za pogan, mimo, że wyznawali wiarę w Boga Jahwe. Chcąc nie chcąc, Galilejczycy stykali się z ludźmi inaczej wierzącymi i myślącymi. Dla kogoś takiego jak Jezus, chcącego przekazać Dobrą Nowinę, jak najszerszemu gronu słuchaczy, takie tereny wydają się być wymarzone.

 

Te informacje są cenne także dla naszego rozwoju duchowego. Zapytasz w jaki sposób? One pokazują, że działalność Jezusa to nie była spontaniczna akcyjka, ale dobrze zaplanowana misja. On nie działał na zasadzie „jakoś to będzie”, albo „na spontana w imię Pana”. Jezus wiedział, że idąc do Galilei, spotka wielu ludzi, a Jego orędzie będzie się roznosiło. Nie miał do dyspozycji Facebooka, Twittera, maila czy smsów. Najlepszymi „nośnikami” i przekazicielami Jego nauki byli sami ludzie.

 

Pomyśl, czy masz plan na swoje życie? Czy wyznaczyłeś sobie cele (oczywiście nie zakładające grzechu) i dążysz do ich realizacji? Czy masz pomysł na siebie?  Co chcesz osiągnąć w tym i przyszłym życiu?

 

Jezus wiedział, co chce osiągnąć i wytrwale dążył do realizacji swoich celów. Był wytrwały i konsekwentny. Czy te dwa słowa charakteryzują także Ciebie? Czy może przestajesz walczyć o swoje marzenia po pierwszym potknięciu?

 

Konkret na dzisiaj: pomyśl o swoich marzeniach. One się nie spełniają. Je się spełnia.

 

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Badać duchy. ...ks. Roman Chyliński

 

Najmilsi: O co prosić będziemy, otrzymamy od Boga, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. A przykazanie Jego zaś jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.
Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi i już teraz przebywa na świecie.
Wy, dzieci, jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak mówi świat, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha.
W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu.(1 J 3,22-4,6).

 

 

„Badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie”.

Dla wielu chrześcijan jest to obojętne, z jakich mess mediów korzystają i kim są ludzie, którzy przekazują im wiadomości.
Ma się wrażenie jakby panowała obecnie ogólna lemingoza, czyli bezmyślne i bezkrytyczne przyjmowanie informacji bez sprawdzenia ich prawdziwości.

 

Autorytetami współczesnego nam świata stają się: celebryci, rozwodnicy, ludzie z pierwszych stron kolorowych gazet, a wiarygodność zdobywają w naszych oczach przez to, że są nam atrakcyjnie „sprzedani”.

 

Św. Jan chce nam w dzisiejszym swoim Liście przypomnieć, co tak naprawdę ma dla nas chrześcijan być kryterium dobra.
Czy idziemy za duchem tego świata, czy za Bogiem?

 

„ Oni są ze świata…”.

Za czasów św. Jana było jasne, że „Oni” to Rzymianie i Grecy, czyli poganie oraz Żydzi, którzy odrzucili Jezusa.
Dzisiaj kryterium czy ktoś odrzucił Boga, czy nie, nie jest już ważne.

 

„ (…)a my jesteśmy z Boga”.

Tu też było wiadomo, kto to jest „My”. My, czyli chrześcijanie. Nie ważne, z jakieś narodowości lub rasy, ważne, że przyjęli Chrystusa za swojego Pana i Zbawiciela oraz w pełni ufali władzy Apostołów.

 

Dla Apostoła z Boga są ci, którzy:

 

- zachowują Jego przykazania i czynią to, co się Jemu podoba.
- wierzą w imię Jezusa Chrystusa,
- miłują się wzajemnie,
- mają Ducha Świętego.


A dzisiaj, zapytajmy się siebie, kim są „Oni”? A „My”, to czy, naprawdę „My”?

 

Obecnie wielu chrześcijan mówi językiem tego świata: zachłannością pieniądza, kariery, pożądliwości oczu, ciała i pychy tego życia.

 

Natomiast, samo pójście do Kościoła na Eucharystię, coraz bardziej traktujemy instrumentalnie.

 

Widać, jak pogubiliśmy się!

 

Grozi nam podwójne życie.
Z jednej strony uczęszczanie do Kościoła przy nie akceptacji Nauki Magisterium Kościoła, która odrzuca Liberalizm moralny: aborcję, In vitro, prezerwatywę lub inne środki antykoncepcyjne, czy też współżycie kobiet i mężczyzn nie zgodnie z naturą.
Z drugiej strony demon pychy, czyli wyniesienie własnego poglądu do najwyższej racji, prawdy obiektywnej nami rządzi.

 

Nie przeszkadza też nam katolikom należenie do partii, której ideologia jest w zupełnej sprzeczności z Ewangelią.

 

W „Kazaniu na Górze” Jezus mówi do nas: Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" (Mt 7,21-23).

 

Niestety, kto nie słucha nas - mówi św. Jan, czyli Ewangelii i Nauki Magisterium Kościoła, nie jest z Boga. Kto natomiast ją przyjmuję, jest z Boga.

 

W ten sposób drodzy katolicy poznajemy w nas samych ducha prawdy i ducha fałszu!

 

Módlmy się: Panie Jezu wlej we mnie Ducha prawdy, abym nie odszedł od Ewangelii. Obdarz mnie również odwagą odrzucając ducha tego świata. Amen!

Dorota
Dorota Sty 8, 08:48
Rodzino obudź się!...o. Daniel Glibowski

 

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Mt 3, 13-14

 

Spróbuj postawić się w roli Jana Chrzciciela, który ma ochrzcić Jezusa. Święty i nieskalany Bóg przychodzi do Ciebie po chrzest. Jaka jest Twoja pierwsza reakcja? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Podobnie zachował się Piotr, gdy Jezus chciał umyć mu nogi. Pierwszy Mistrz i Nauczyciel zawstydza ze stoickim spokojem. Zobacz sercem Jego pokorę, miłość i głębokie uniżenie;

 

Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi ledwo tlejącego się knotka. Iz 42, 1b-3

 

On uczył nas wszystkiego tak, jak małe dzieci. Budował swój autorytet. Jezus był najpierw świadkiem, a potem dopiero nauczycielem. Jego nauczanie było zawsze poparte postawą miłości i służby.
Dlatego, że Bóg był z Nim, przeszedł On, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła. Dz 10, 38


Bóg Ojciec miał w Nim upodobanie;

 

A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Mt 3, 17

 

Wyobraź sobie, że Twój Stwórca patrzy także na Twoje życie i chce mieć w Tobie upodobanie.

Czy za każde dobro oddajesz chwałę Bogu?

Czy potrafisz dawać dobre świadectwo?

Czy masz odwagę mówić pokornie, że wszystko co masz, otrzymałeś od Pana?

Czy jesteś autentycznym chrześcijaninem, który zna swoją wiarę, głosi ją i z miłością upomina braci błądzących?

Czas skończyć z letniością! Bóg rozliczy Cię z każdego zgorszenia wobec tych najmniejszych. Zawierz się dzisiaj Chrystusowi. Odnów swoją relację z Nim. Odwołaj się do sakramentu chrztu i bierzmowania. Proś o Ducha Świętego. On uzdolni Cię do świadectwa. Dzisiejszy świat tak bardzo potrzebuje rodziców, którzy mają głęboką wiarę i przekazują ją dzieciom. Gorliwym przykładem obudźmy polskie rodziny!

 

Uroczyste odnowienie własnego chrztu...ks. Roman Chyliński

W zeszłym roku obchodziliśmy 1050 rocznicę Chrztu Polski.
Przypomnijmy sobie na początku tego roku jeszcze raz o tym wyjątkowym wydarzeniu.

Co skłoniło Mieszka do tego ważnego aktu?
Na pewno ukonstytuowanie państwa polskiego, ale również nadanie od samego początku naszej państwowości właściwej pozycji w Europie.
Przez ten akt Mieszko złączył nas z Lateranem, wprowadzając Kościół Katolicki do Polski, co w niedalekiej przyszłości doprowadziło do powstania siedziby biskupa misyjnego w Poznaniu 968 roku, następnie do powstania archidiecezji gnieźnieńskiej, a później zaowocowało koronacją Chrobrego.


Akt chrztu narodu polskiego wprowadził nas również w cywilizację Łacińską, która już od 1000 lat kształtowała tożsamość narodową i duchową wszystkich państw Europy.
Kościół Zachodni wraz ze św. Benedyktem i Kościół Wschodni ze św. Bazylim ukazali właściwy kierunek duchowy Europie.

Trzeba nam szczególnie dzisiaj, kiedy Europa świadomie zapomina o swoich chrześcijańskich korzeniach, dziękować Bogu za tak jasne i czytelne chrześcijańskie korzenie naszego narodu i je nadal pielęgnować.

 

Obecna niedziela, zwana niedzielą Chrztu Pańskiego, kończy okres Bożonarodzeniowy.
Jezus jest już dorosłym człowiekiem. Jako trzydziestoletni „Rabbi” – nauczyciel, może według prawa żydowskiego rozpocząć swoją oficjalną działalność.
Jednak już nie Synagoga wyznacza Jezusowi kierunek myślenia i działania, ale Ojciec niebieski, którego św. Mateusz nazywa „Głosem z nieba”.

 

«Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem».

Czym jest dla nas chrzest i jakie głębokie teologiczne niesie przesłanie?


O tym teraz chwila refleksji.

W Nowym Testamencie dla chrześcijanina niezbędny do zbawienia jest chrzest, ale już nie tzw. Janowy tylko chrzest zanurzający nas w męce i śmierci Jezusa. Chrzest z Ducha Świętego (J 3,5; Dz 1,5).


Stanowi on warunek i podstawę do rozpoczęcia chrześcijańskiego życia (Dz 2,38nn).

Chrzest dokonuje się:


- w imię Chrystusa (Dz 8,16),
- istotą jego jest współudział w śmierci i zmartwychwstaniu Pana (Rz 6,4),
- odrodzenie oraz odnowienie w Duchu Świętym(Tt 3,5).

 

Skutkiem indywidualnym chrztu jest:
- uwolnienie człowieka od grzechu pierworodnego
- narodziny „nowego człowieka”(Ga 3,27),
- o dobrym sumieniu(1P 3,21).

 

Sylwetkę chrześcijanina, „ nowego człowieka” przedstawia św. Paweł w Liście do Efezjan (4,17- 6,4.6,10n) oraz w Liście do Kolosan(3,1-25). Koniecznie przeczytać!!!

Zastanówmy się teraz.
Był sakrament chrztu i bierzmowania, może wylanie Ducha Świętego na sposób charyzmatyczny, a czy jest w nas „nowy człowiek”?!

 

Podejdź dzisiaj do chrzcielnicy, przy, której byłeś chrzczony, a jeśli to możliwe nawet pojedź do tego miasta i kościoła, gdzie byłeś ochrzczony. Uklęknij na chwilę przy niej i podziękuj Bogu za wszystkie dary, jakie otrzymałeś w tej zbawczej chwili swego życia.

 

Niech słowa św. Jana Pawła II z Wadowic z 1979 roku pomogą ci w tym dziękczynieniu za własny chrzest:


„Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak droga mojego życia poprzez środowisko tutejsze, poprzez parafię, poprzez moją rodzinę, prowadzi mnie do jednego miejsca, do chrzcielnicy w wadowickim kościele parafialnym. Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do łaski Bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła w dniu 20 czerwca 1920 roku. Chrzcielnicę tę już raz uroczyście ucałowałem w roku tysiąclecia chrztu Polski, jako ówczesny arcybiskup krakowski. Potem uczyniłem to po raz drugi, jak przypomniał ksiądz prałat, na 50 rocznicę mojego chrztu, jako kardynał, a dzisiaj po raz trzeci ucałowałem tę chrzcielnicę, przybywając z Rzymu jako następca św. Piotra.”

 

Modlitwa: Dziękuję Panie Jezu za dar Chrztu świętego, przez który otrzymałem „nowe życie” w łasce uświęcającej i w pojednaniu z Bogiem. Spraw Panie, abym nigdy nie odszedł od Kościoła, ale abym mu był wierny. Jako katolik jestem dumny z daru Chrztu świętego. Amen!

Dorota
Dorota Sty 9, 01:18

Jezus się spieszy...ks. Roman Chyliński

 

Mk 1, 14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do niech: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi". I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.
Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

 

„Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię !”. (Mk 1,15).


Oto główny temat całej Ewangelii wg św. Marka.

 

Jak widzimy nasz Ewangelista nie patyczkuje się i nie bawi się w konwenanse z swoimi adwersarzami, mówi jasno: „ Czas się wypełnił”.

 

Nie masz już na co czekać, to co miało się dokonać już się dokonało. Już nic nie wydarzy się ważniejszego na tym świecie i w wszechświecie. Mesjasz przyszedł i powiedział to, co miał powiedzieć, również dokonał te dzieła , które miał uczynić.

 

Wielka klepsydra świata została przechylona. Z każdym dniem zbliża się królestwo Boże!

 

Wielki Adwent oczekiwania na spotkanie z Jezusem po śmierci, twojego i mojego życia rozpoczął się.

 

Co więc trzeba nam zrobić, aby nie minąć się tu na ziemi z Chrystusem?

 

Odpowiedź św. Marka jest jasna i czytelna: <Nawróć się i uwierz w Ewangelię!>.

 

Zapytamy, ale co to znaczy? Jak to praktycznie ma wyglądać?


Wyjaśnienie otrzymujemy błyskawicznie!

 

Św. Marek wskazuje nam na postawę pierwszych uczniów Chrystusa. Kiedy usłyszeli głos Jezusa powołujących ich do ewangelizowania świata, natychmiast zostawiają wszystko i poszli za Nim.

 

Jak to rozumieć?


Oczywiście ,że nie masz porzucić swojej żony, męża, dzieci, czy swój dom, ale tylko to, co przeszkadza ci iść za Jezusem.


Przede wszystkim zrzuć z siebie ciężar grzechu, który cię zwodzi i zniewala!!! Zacznij, więc od konfesjonału, a może od duchowej rozmowy z księdzem, którego Ci ktoś polecił lub rekolekcji.

 

Następnie, patrz na Jezusa, tzn. zacznij czytać Ewangelię według św. Marka wierząc, że to, co dokonało się 2000 lat temu może się dokonać dzisiaj w twoim i moim życiu.

 

Zobacz jak Jezus się spiesz by zbawić ciebie i twoich najbliższych.
POMÓŻ MU!!!

 

Modlitwa: Panie Jezu, przez chrzest św. zostałem powołany do głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu. Przymnóż mi wiary, abym czynił to z odwagą i głębokim przekonaniem. Zabierz mi lęk i niepewność, abym we własnej rodzinie nie bał się ogłaszać zwycięstwo Chrystusa oraz zachęcał do nawrócenia i uwierzenia w Ewangelię. Zaczynam tę przemianę duchową od siebie. Amen!

Dorota
Dorota Sty 10, 18:47

.:O Jezusie i demonach...ks. Roman Chyliński, egzorcysta

 

(Mk 1,21-28)
W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich, bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży". Lecz Jezus rozkazał mu surowo: "Milcz i wyjdź z niego". Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.
A wszyscy się zdumieli, tak, że jeden drugiego pytał: "Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne". I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

W chwili rozpoczęcia oficjalnej działalności Jezusa, żydowska synagoga przestała spełniać miejsce Bożej obecności. Moc Boża była już tylko w Jezusie, a nie w synagodze i jej kapłanach.


Do synagogi mógł wejść człowiek opętany, a modlitwy kapłanów i wspólnoty żydowskiej nie miały już władzy nad złym duchem.

 

Pamiętam jak na zjeździe Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze, w czasie Mszy św., w trakcie podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej swoją obecność manifestował szatan, który spowodował, że dwie opętane osoby kulały się po ziemi.

 

Tego momentu w Eucharystii, zwanego „przeistoczeniem” szatan najbardziej się boi i nienawidzi. W tym właśnie momencie na Golgocie, szatan został pokonany, a każda Eucharystia podczas konsekracji, urzeczywistnia tę chwilę. Potęga Krzyża pokonała szatana.

 

Dlatego każdy chrześcijanin, który pokochał żywe i owocne przeżywanie Eucharystii staje się wrogiem szatana. Przypomina nam o tym Apokalipsa wg św. Jana:


„ I rozgniewał się Smok na Niewiastę,
i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga
i mają świadectwo Jezusa.”(Ap 12,17).

 

Tak wielu obecnie katolików nie wierzy w istnienie szatana.
Nie wiem czy wiesz, że zaprzeczenie istnienia szatana jest zaprzeczeniem naszej wiary?!
W czasie Paschalnego wyznania wiary trzykrotnie wyrzekamy się: szatana i jego uczynków oraz okoliczności prowadzących do grzechu.

 

Słyszymy dzisiaj słowa Złego ducha:
„Wiem, kim jesteś: Święty Boży. Przyszedłeś nas zgubić”.

 

Złe duchy są poddane mocy Jezusa Chrystusa. Stąd nie musimy się lękać działania szatana, jeśli z żywą wiarą przylgnęliśmy do Chrystusa. Ale też nie można go lekceważyć i tracić świadomości, że on jest!

 

Najlepszą „furtką” dla szatana, aby nas zaatakował jest życie przez dłuższy czas w grzechu ciężkim lub nieszczere spowiedzi z ukrywanymi grzechami.

 

Kiedy więc przygotowujesz się do spowiedzi, przyjmij postawę radykalną w stosunku do grzechów i módl się: „ W Imię Jezusa Chrystusa wyrzekam się wszystkich grzechów głównych: pychy, chciwości, nieczystości, zazdrości, nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, gniewu i lenistwa. Amen! „

 

Przez taką postawę wyrzekania się grzechów osłabiasz działanie demona i uwalniasz się od niego.

 

Modlitwa: Panie Jezu, wierzę w Twoje zwycięstwo nad szatanem i jego demonami. Nie boję się niczego, kiedy jestem przy Tobie. Króluj Jezus w sercu moim, w moich myślach, pragnieniach i słabościach. Cały należę do Ciebie, Panie mój! Kocham Cię! Prowadź mnie! Oddaje Tobie wszystko to, z czym sobie nie radzę. Amen!

 

Na czym polega moc nauki Jezusa?..ks. Józef Tabor

 

Moc prawdy

Zastanawiamy się dzisiaj, na czym polega moc nauki Pana Jezusa.

Jest to moc, która uwalnia nas od złego i czyni wielkimi i świętymi słabych ludzi. Moc nauki Jezusa, tak jak moc każdej nauki, to moc prawdy. Im bliżej prawdy jest jakakolwiek nauka, tym większą posiada moc.

Dla przykładu pomyślmy o budowaniu mostu. Jeżeli obliczenia konstruktora są bezbłędne, most będzie pełnił swoje funkcje niezawodnie. Jeżeli jednak konstruktor pomyli się w obliczeniach, most może się zawalić już przy przecinaniu wstęgi.

Podobnie jest z innymi naukami. Astro­logia wyciągała zupełnie błędne wnioski z budowy wszechświata, stąd jej informacje, szczególnie dotyczące losów człowieka, są zupełnie bezużyteczne. Natomiast astronomia, która ściśle trzyma się prawdy, ma dzisiaj wspaniałe osiągnięcia. Jeżeli ktoś z ciężką chorobą idzie do znachora, który ma niewielkie i zabobonne pojęcie o budowie organizmu człowieka, może się narazić na pogłę­bienie choroby a nawet na śmierć; medycyna natomiast – w takim zakresie, w jakim poznaje ona tę prawdę – może skutecznie człowiekowi pomóc. Moc nauki Jezusa, która wyrzuca złe duchy i grzeszników czyni świętymi, jest najbardziej przekonywającym dowodem na to, że zawarta jest w niej prawda o Bogu i o czło­wieku. Ta prawda jest mocą tej nauki.


 

Prawda o człowieku jest bardzo piękna i wzniosła.

Na pytanie – Kim jest człowiek? – List do Hebrajczyków cytuje słowa psalmu 8:

Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów, uwieńczyłeś go czcią i chwałą. Obdarzyłeś go władzą nad dziećmi rąk swoich”.


 

Autor Listu stosuje jednak te słowa do samego Chrystusa. „Widzimy natomiast Jezusa, który mało od aniołów był pomniejszony, chwałą i czcią ukoronowanego za cierpienia śmierci...” (Hbr 2,9).

Prawda o człowieku najwspanialej ujawnia się w Synu Człowieczym. Trzeba o tym pamiętać, gdy szukamy odpowiedzi na pytanie: Kim jest człowiek? Chrystus jest tym, który mówi nam prawdę, ale On sam jest również Prawdą. Dlatego nie wystarczy Chrystusa tylko słuchać, ale trzeba na Niego patrzeć. Trzeba Go również naśladować.

Moc Jego nauki to moc Jego samego, to potęga władzy, którą posiada nad wszystkimi dziełami rąk Bożych.

Edytowany przez Dorota Sty 10, 18:47
Dorota
Dorota Sty 11, 00:31

Przysposobić do służby....Roman Chyliński

 

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę. Gorączka ją opuściła i usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.
Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: "Wszyscy Cię szukają". Lecz On rzekł do nich: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem". I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy(Mk 1, 29-39).

Dalsza działalność Jezusa u św. Marka obejmuje dom Piotra.


Gorączka u teściowej Piotra może oznaczać niechęć do służenia Jezusowi i jego uczniom.
To Jezus „wyciągnął” Piotra, może jedynego żywiciela tej rodziny na drogę apostolską. Stąd słuszna domniemana pretensja teściowej, względem Jezusa – kto nas teraz wyżywi?

 

Jezus: „podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę”.

 

Ten gest Jezusa podnoszenia człowieka z jego nędzy i śmierci duchowej jest nam znany przy wskrzeszeniu zmarłej córki Jaira, jak również z Ewangelii wg św. Jana, uczyniony względem kobiety cudzołożnej.

 

Gest ten zawsze będzie symbolizował odrodzenie fizyczne lub duchowe człowieka.

 

Jezus tym gestem nie tylko uzdrowił teściową Piotra, ale przede wszystkim uzdolnił ją do usługiwania, jak pisze św. Marek: „Gorączka ją opuściła i usługiwała im”.

 

Człowiek przyjmujący postawę sługi, najbardziej upodabnia się do Chrystusa.
Do Chrystusa, który nie przyszedł na ziemię, aby Mu służono, ale aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

 

„Służyć to znaczy królować”, mawiał często Jana Pawła II.

 

Musiała mocno krzątać się teściowa Piotra, kiedy: „całe miasto pod wieczór zebrało się u drzwi jej domu, aby przyjmować z rąk Jezusa dar uzdrowienia.

 

Jezus poszerza nam serca dla Ewangelizacji, tak, że przestajemy myśleć tylko o sobie.
Pragnienie zrobienia czegoś bezinteresownego dla ludzi, dla Kościoła staje się wówczas potrzebą serca. I właśnie oto chodzi w chrześcijaństwie.

 

Modlitwa: Panie Jezus, otwórz moje serce, ręce, usta i uszy, abym mógł Ciebie słuchać, wielbić, dzielić się Tobą i Ciebie kochać! Zabierz mi wszelką „gorączkę” egoizmu i zapatrzenia się tylko we własne sprawy. Uzdolnij mnie do służenia: żonie, mężowi, dzieciom, synowej, zięciowi, teściom i rodzicom. Spraw, abym służył Kościołowi pomagając ludziom biednym i potrzebującym. Amen!

Dorota
Dorota Sty 12, 01:14

Jestem z Bogiem, dlatego że… / ks. Krystian Malec/

 

Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. 

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. (Mk 1,40-45)

Trąd był jedną z najstraszniejszych chorób starożytności. Ludzie tamtych czasów nie znali na niego żadnego lekarstwa, dlatego osobę zarażoną już za życia uważano za martwą. Choroba niszczyła ciało człowieka całymi latami. Znano wówczas trzy rodzaje trądu: 1) guzowaty, 2) powodujący znieczulicę i odpadanie kawałków skóry, a nawet rąk i nóg, a także 3) łączący dwa poprzednie przypadki. Ze względu na swoją dolegliwość taki człowiek nie mógł mieszkać ze zdrowymi, musiał ubierać się w specyficzny sposób, tzn. jego szaty były rozdarte na dwoje, miał odkrytą głowę, a gdy widział, że w jej stronę zbliża się ktoś zdrowy wołał: „Nieczysty, nieczysty”. Jak widać sytuacja osób chorych na trąd była ze wszech miar tragiczna.

 

 

Myślę, że czytając te informacje nie sposób nie współczuć tym ludziom. Jednak w czasach Jezusa myślenie na temat ludzi chorych było inne. Bardzo często uważano, że dowodem Bożego błogosławieństwa jest zdrowie fizyczne, natomiast wszelkie przejawy chorób kojarzono z grzechem danej osoby. Im cięższa dolegliwość, tym więcej dany człowiek miał na sumieniu, więc Bóg słusznie zesłał na niego karę – tak uważano.

 

Zachowanie Jezusa względem tego człowieka musiało zszokować wielu, na czele z Apostołami. Rabbi nie tylko poczuł litość do niego litość, co już mogło zostać uznane za niewłaściwe zachowanie, ale wyciągnął rękę i dotknął go. Żeby tego było mało, przemówił do niego, co również było zabronione. W ciągu kilku chwil Jezus wprawił wszystkich w zdumienie, ale to nie był koniec jego spotkania z trędowatym. Te wszystkie gesty były częścią cudu uzdrowienia, które stało się udziałem chorego człowieka. Jezus jednoznacznie pokazał, że dla Niego nie ma ludzi, których należy unikać. Każdy był i jest dla Niego ważny.

 

Ale specjalnie nie zahaczyłem jeszcze jednego, bardzo ważnego szczegółu tej Ewangelii, bez którego trędowaty nie zostałby uzdrowiony. Mianowicie, zobacz, że to on przyszedł i padł na kolana przed Jezusem. To on musiał złamać znane mu doskonale zasady, żeby spotkać się z Bogiem. Klękając przed Nim, uznał swoją zależność od Rabbiego i publicznie przyznał się, że potrzebuje pomocy. Takiej postawy uznania, że mam problem może nam niekiedy brakować.

 

Wiem, że bardzo często szukamy u Boga pocieszenia. I dobrze, bo On je daje.

 

Ale ta Ewangelia skłania mnie także do innych przemyśleń, niekoniecznie przyjemnych.

 

Przychodząc do Boga musimy mieć  świadomość tego, że nie wszystko w naszym życiu jest czyste, tak jak nie było czyste ciało trędowatego. Nie możemy traktować Jezusa jedynie jako kolegi, który ciągle będzie nas poklepywał po ramieniu, zapominając o słowach wzywających do nawrócenia czy pokutowania za grzechy. Nie możemy zrobić z Jezusa „przytulaka” tylko na smutne chwile.

 

Warto dzisiaj, ale nie tylko, zastanowić się – i to bardzo solidnie – czy przyjmuję orędzie Ewangelii w całości, czy raczej dobieram sobie to, co jest mi wygodne, a to, co zmusza do wysiłku albo zostawienia pewnych spraw czy relacji, uważam za przestarzałe i niepasujące do realiów XXI wieku?

 

Boję się, naprawdę boję się, że wielu ludzi jest z Bogiem tylko dla pozytywnych emocji czy odczuć, a nawet doznań, a gdy one się kończą albo w ogóle się nie pojawiają, to przychodzi wielkie rozczarowanie.

 

Dlaczego tak jest?

 

Odpowiedź jest bardzo prosta. Człowiekowi najłatwiej jest uwierzyć w to, czego może doświadczyć zmysłami. Jeśli natomiast coś je przekracza i nie da się uchwycić za pomocą dotyku, smaku, węchu, wzroku czy słuchu wydaje nam się mniej realne. Bóg zawsze będzie się wymykał naszym zmysłom i dlatego możemy czuć rozczarowanie, a nawet zawód w relacji z Nim. Nie my pierwsi  i nie ostatni w dziejach ludzkości borykamy się z takimi sytuacjami. Są one wpisane w wiarę, która – przypomnę po raz kolejny – nie jest wiedzą, tzn. nie wszystko w co wierzymy jesteśmy w stanie opisać za pomocą adekwatnych, precyzyjnych i niepozostawiających wątpliwości pojęć. W chwili, w której udałoby się nam opisać Boga za pomocą naszych definicji, to On przestałby być Bogiem.

Z samej definicji słowa „Bóg” wynika, że jest to Ktoś przekraczający nasz świat, nas samych i nasze zdolności poznawcze. Można się zbuntować i powiedzieć, że nie będę w Kogoś takiego wierzył, bo potrzebuję dowodów, ale jest to droga do nikąd. Albo nie. Ona gdzieś wiedzie, a tym miejscem jest rozczarowanie.  To, co napisałem jest moją subiektywną oceną, z którą nie trzeba się zgadzać. Ale proszę Cię zastanów się jak to jest u Ciebie? Nie myśl o innych, ale pomyśl o sobie. Czego oczekujesz od Boga? Po co Ci on jest potrzebny? Co przyjmujesz, a co odrzucasz z Jego słów? Jakie są Twoje motywacje?

 

Pocieszenie, radość, euforia albo inne pozytywne emocje czy stany emocjonalne są częścią wiary, ale nie są jej istotą. Jest nią żywa, osobista relacja z Jezusem, polegająca na ciągłym podążaniu za Nim.

Czy Apostołowie rozumieli wszystko, co robił ich Mistrz? Oczywiście, że nie, ale mimo tego nie zostawili Go. To jest droga, którą nam wskazali i powinniśmy nią iść. Nieraz będziemy przechodzić przez wiele dni, w których próżno szukać „czucia”  Boga na płaszczyźnie miłych doznań czy zrozumienia tego, co się z nami i wokół nas dzieje. Gdyby w wierze najważniejsze były ekscytujące przeżycia, to Ewangelie kończyły by się opisem triumfalnego wjazdu do Jerozolimy w Niedzielę Palmową. Ale wiemy, że pięć dni później nasz Zbawiciel zawisł na krzyżu. Owszem radość przyszła w poranek Zmartwychwstania i trwa aż do dzisiaj, bo Jezus żyje, ale była – i musiała być – poprzedzona agonią Wielkiego Piątku. Taka sama droga czeka chrześcijan, ale nie tych z nazwy, ale z decyzji.

 

Konkret na dzisiaj: dlaczego jesteś z Bogiem? Jakie motywacje Tobą kierują?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Wyzwolenie z grzechu...ks. Roman Chyliński

 

„Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić".

 

W Piśmie św. trąd, przeważnie symbolizuje grzech człowieka. Żaden trędowaty nie jest w stanie sam wyleczyć swojej choroby. Przyczyną choroby jest prątki trądu (Mycobacterium leprae), który powoduje, że choroba niezwykle długo rozwija się w organizmie. Jej okres inkubacji wynosi średnio 5-10 lat.

 

Tak samo długo może rozwijać się w nas grzech. Owszem, możemy pojmować grzech, jako jednorazowy akt nadużycia wolnej woli przeciw przykazaniom Bożym. Ale przeważnie jest inaczej.

 

Św. Jakub poucza nas w swoim Liście, jak rozwija się w nas choroba grzechu:


„Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi.
Bóg, bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi.
To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci.
Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech,
a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć.
Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani!”(Jk 1,13-16).

 

Św. Jakub wymienia nam poszczególne etapy wchodzenia na drogę grzechu.


1. Pokusa pochodzi od szatana i on jest pierwszym sprawcą grzechu. Trzeba, więc pamiętać, że za każdym złem stoi Zły, o wiele większa inteligencja od nas. Stąd nie bawmy się złem, bo to może źle się skończyć.


2. Drugą przyczyną grzechu jest nasza własna pożądliwość. Rodzi się ona z naszych złych pragnień. Jeżeli nie zastosujemy powściągliwości, aktu woli odrzucenia złych pragnień, zamieniają się one w pożądliwość. A pożądliwość jest już postawą, czyli stałym pielęgnowaniem złych uczuć i wejściem w zły styl życia.


3. I tak właśnie poczyna się grzech. A kiedy ten grzech polubimy, wchodzimy w następny etap, trwania w grzechu.


4. Śmiercią dla chrześcijanina jest takie pielęgnowanie grzechu, że w sumieniu traci on poczucie grzechu.

 

„Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony". Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.”

 

Tylko Jezus odpuszcza grzechy. To on czeka na ciebie w konfesjonale, aby obdarzyć ciebie:


- pojednaniem z Ojcem, przejściem z niewoli ku wolności,
- egzorcyzmem – uwolnieniem od Zła,
- pojednaniem z samym sobą, stąd pokój serca przychodzący po spowiedzi,
- napełnieniem Duchem Świętym,
- jasnym widzeniem dobra i zła,
- wprowadzeniem ciebie na nowo do Kościoła.


Zobacz ile łask otrzymujesz w darze sakramentu pokuty i pojednania!

 

Modlitwa: Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje miłosierdzie i dar rozgrzeszenia w konfesjonale. Nie pozwól mi długo trwać w grzechu ciężkim, ale pobudź moje sumienie w dążeniu ku dobru i radykalnym odrzuceniu zła. Wzbudź we mnie pragnienie życia w łasce uświęcającej, bo tylko wówczas jestem wolnym człowiekiem. Amen!

   

Edytowany przez Dorota Sty 12, 01:16
Dorota
Dorota Sty 12, 23:32

Czterech wspaniałych...ks. Roman Chyliński.

 

Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus widząc ich wiarę rzekł do paralityka: "Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy".
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: "Czemu tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?"
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: "Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje łoże i chodź»? Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - rzekł do paralityka: "Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu". On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: "Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego"(Mk 2,1-12).

 

„Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech”

 

Są takie problemy i trudności w naszym życiu, wobec których czujemy się bezradni.
Często są to sprawy dotyczące poważnej choroby, zniewalającego nałogu, czy też utraty pracy, a co za tym idzie, środków do życia.

 

Stajemy wówczas z problemem podjęcia trudnych decyzji: jak pokierować sobą, gdzie pójść, u kogo szukać porady. Sparaliżowani takimi sytuacjami czujemy się jak w ciemnym tunelu bez wyjścia. Owszem pojawia się wielu telefonicznych doradców, takich na 5 min. z dobrymi radami, co i jak mamy robić, ale to nie rozwiązuje naszego problemu – znowu pozostajemy sami z własnymi myślami.

 

Czy, aby dzisiejszy paralityk z Ewangelii według św. Marka, nie symbolizuje nas samych będących w powyższych problemach?

 

A kim są ci czterej, niosący na noszach z taką ogromną wiarą człowieka w potrzebie?

 

Patrząc na ich postępowanie moglibyśmy powiedzieć: „Co za dojrzałość, odwaga, wręcz brawura pokierowały myślami naszych „Czterech” dzisiejszych bohaterów, skoro podjęli się tak karkołomnego zadania.

 

Wzięli paralityka z jego łóżkiem, przeszli przez całe duże miasto Kafarnaum, następnie wdrapali się na dach, odkryli połać dachu i spuścili go na łożu przed Jezusa.

 

Co za walka o człowieka !

 

Sam św. Marek staje w zachwycie i komentuje to wydarzenie w ten sposób: „Jezus widząc ich wiarę, rzekł do paralityka:<Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy>.

 

Zapewne każdy z nas chciałby mieć w swoim życiu takie wsparcie, takich „czterech wspaniałych”, którzy by w naszej bezsilności, przyprowadzali nas do Jezusa i to z takim skutkiem!!!


Tak myślę, że każdy z nas mógłby dużo w tym momencie napisać o takich „czterech odważnych” w swoim życiu, którzy z wielkim poświęceniem i wielkodusznością udzielili nam wsparcia w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebowaliśmy.

 

Mam dobrą nowinę dla tych z nas, którzy jeszcze nie znaleźli w swoim życiu takich czterech odważnych przyjaciół!


Otóż, każdy ma takich czterech pewnych przyjaciół, którzy są w stanie przyprowadzić do Jezusa!

 

Tylko o nich może nic nie wie, a znamy ich nawet po imieniu, są to święci Ewangeliści: Mateusz, Marek, Łukasz i Jan!!!

 

Ci czterej Ewangeliści z niesamowitą mocą i pewnością wprowadzają nas przed Jezusa. Co więcej, ze względu na ich WIARĘ , Pan Jezus nas uzdrawia!

 

Znam osobę, której kapłan w konfesjonale, za pokutę nakazał przeczytać wszystkie cztery Ewangelie. Osoba ta, po ich przeczytaniu nawróciła się!

 

Jezus rzekł do paralityka: "Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu". On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich.”

 

Dlaczego Jezus kazał zabrać paralitykowi swoje łoże, skoro już nie będzie mu potrzebne?
Może, dlatego, aby on teraz poszukał następnych trzech i na tym łożu przyniósł kolejnego zniewolonego człowieka po odpuszczenie grzechów.

 

Warto, więc na koniec zapytać się siebie:


Czy, ja jestem tym człowiekiem, który doprowadza ludzi do Jezusa?


Czy potrafię być przy człowieku wspierając go, w trudnych chwilach jego życia?


Czy masz jeszcze takich trzech, którzy by ci w tym pomogli?

 

Modlitwa: Panie Jezu, w przypowieści „o zagubionej owcy i drachmie” mówisz, że tyle jest radości w niebie z jednego nawróconego. Spraw, aby każdy człowiek w potrzebie był dla mnie ważny. Abym nie przeliczał mój czas na pieniądze, lub niezałatwione sprawy, kiedy bliźni jest w potrzebie. Zabierz mi obojętność z serca, kiedy moi bliscy odchodzić będą od Ciebie. Daj mi siłę na nowo przyprowadzić ich do Ciebie. Amen!

Dorota
Dorota Sty 13, 23:49

Trwajmy w słowie Bożym. ..ks. Roman Chyliński

 

Hbr 4,12-16

Bracia:
Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.
Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.
Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili

 

Zaraz na początku dzisiejszego Listu do Hebrajczyków usłyszeliśmy pochwałę słowa Bożego:


- Żywe jest słowo Boże,
- skuteczne


- i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny,


- przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku,


- zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.


- Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne,


- przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

 

To żywe działanie słowa Bożego możemy zauważyć na przykładzie sceny z niewiastą cudzołożną z Ewangelii św. Jana. Występuje tam kobieta, którą przyłapano na cudzołóstwie, są tam faryzeusze z kamieniami w ręku, aby zgodnie z prawem mojżeszowym ukamienować ową kobietę, jest i Jezus.

 

Co czyni Jezus?


Najpierw zwraca się do faryzeuszy słowami:„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.


Słowo Boże oświetla sumienia Żydów, przenika je, osądzając pragnienia i myśli ich serc oraz zmusza do stanięcia w prawdzie wobec własnych złych czynów.
I jak widzimy Jezus czyni to na tyle skutecznie, że ci odchodzą nie wymierzając owej kobiecie kary.

 

Później Jezus oświetla sumienie tej kobiety. Stawia ją w prawdzie, ale nie potępia. Kobieta słyszy słowo miłosierdzia i przebaczenia, ale też i słowo przestrogi: „"I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!".

 

Tak właśnie działa słowo Boże. Stawia nas w prawdzie, oświetla nasze sumienie, pokazuje nam grzech i zło, ale nas nie potępia.

 

Pokochaj, więc słowo Boże, przyjmij je bez leku, a będziesz żył w prawdzie i w wolności wewnętrznej.

 

Słowem Bożym jest sam Jezus Chrystus, o którym autor Listu do Hebrajczyków powie: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.

 

Możemy, więc czytając i rozważając słowo Boże liczyć na zrozumienie naszych słabości oraz na konkretną pomoc w wyjściu z nich.

 

O czym przekonuje nas św. Paweł w Liście do Tymoteusza:


„Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci powierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie.
Wszelkie Pismo od Boga natchnione:
- [jest] i pożyteczne do nauczania,
- do przekonywania,
- do poprawiania,
- do kształcenia w sprawiedliwości
- aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu.(2 Tym 3,14-17).

Modlitwa:


Panie Jezu spraw, abym ukochał słowo Boże.


Niech przenika moje sumienie, myśli i pragnienia serca pobudzając mnie do życia w prawdzie.


Duchu Święty, daj mi siłę podążania za słowem Bożym, aby było dla mnie żywe i oświetlające zakamarki duszy mojej.


Zabierz mi wszelkie lęki przed Nim, abym każde słowo Jezus, niezależnie, czy jest dla mnie miłe czy nie, przyjmował z radością.


Maryjo, Matko słowa Bożego prowadź mnie. Amen!

Edytowany przez Dorota Sty 13, 23:50
Dorota
Dorota Sty 14, 12:00

Mieszanka wybuchowa...ks. Krystian Malec

 

Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. 

Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie spośród faryzeuszów widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?”

Jezus usłyszał to i rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. (Mk 2,13-17)

 

Jeśli czytamy słowo Boże, uwzględniając uczciwie także realia i stosunki społeczne panujące między ludźmi w czasach, o których mówi, to ono samo bardzo szybko obedrze nas z bajkowego postrzegania wydarzeń w nim opisanych. Gdy zagłębimy się chociaż trochę w mentalność ówczesnego świata i przez ten pryzmat spojrzymy na życie Jezusa (ale nie tylko), to niejednokrotnie włosy staną nam dęba. I nie mówię tego w przenośni.

 

Mateusza niemal wszyscy nienawidzili. Dlaczego? Bo był celnikiem. Wydaje się, że nie tylko żydowscy celnicy nie byli – mówiąc bardzo delikatnie – ulubieńcami tłumów. Znowu zapytam: dlaczego? „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Podróżujący tak naprawdę nigdy nie wiedzieli, ile „zaśpiewa” celnik. Gdy miał dobry humor, mogła to być nieznaczna kwota, ale jeśli ktoś trafił na wyjątkowo chciwą jednostkę, mógł stracić naprawdę dużo. Oczywiście, część pobieranych pieniędzy trafiała do kasy urzędu celnego, ale w tamtych czasach zweryfikowanie kto, ile i kiedy wziął, było bardzo trudne.

Nikt z nas nie lubi, gdy ktoś zabiera mu jego pieniądze, dlatego ta grupa społeczna w Izraelu była uważana za jedną z najgorszych. Ale nie tylko Biblia wyraża się o nich źle. Grecki pisarz Lukian postawił ich w jednym szeregu z „cudzołożnikami, stręczycielami, lizusami i pochlebcami”.

 

 

Jezus świadomie i dobrowolnie powołał Mateusza na jednego z apostołów. Musiał wiedzieć, że takie zachowanie nie spodoba się wielu. Być może syn Alfeusza nie miał łatwego życia również w gronie Dwunastu. Przypuszcza się, że jeden z apostołów przed powołaniem, a konkretnie Szymon Gorliwy, należał do zgromadzenia zelotów. A ci mieli tylko jeden cel: przepędzić Rzymian, zniszczyć wszystko co rzymskie i odzyskać niepodległość. Szli – dosłownie – po trupach do celu.

 

Nie jest łatwo z dnia na dzień zmienić myślenie. To, że Szymon stał się uczniem Jezusa, nie zadziałało jak wytarcie tablicy mokrą gąbką. Z całą pewnością to, czym żył przez wiele lat ciągle w nim „siedziało”. Niechęć do Rzymu i wszystkiego, co było z nim związane, czyli także celników, krążyła w jego żyłach. Nie wiem, czy dzisiaj ktoś formujący grupę swoich najbliższych współpracowników zdecydowałby się na stworzenie takiej wybuchowej mieszanki. Jezus naprawdę wiele ryzykował, a mimo to powołał Mateusza. Co więcej to, że Rabbiemu towarzyszył zdrajca narodu, na pewno nie przysporzyło Mu sympatyków. Wielu taki wybór musiał bardzo się nie spodobać i pewnie byli tacy, którzy zaczęli patrzeć na Jezusa przez pryzmat syna Alfeusza. Takie myślenie bardzo łatwo, nam ludziom, przychodzi. Jesteś taki jak ci, którymi się otaczasz.

 

 

Podziwiam Jezusa z całych sił. Wiedząc o tym wszystkim, co starałem się przed chwilą opisać, mówi do Mateusza: „Pójdź za mną”. Kolejny dzień z rzędu dostajemy niezbity dowód tego, jak On patrzy na ludzi. Dla niego naprawdę nie ma kogoś kto nie byłby wart Jego uwagi, a nawet powierzenia ważnego zadania.

 

 

To, co teraz napiszę, nie jest próbą bronienia kogokolwiek w Kościele czy tuszowania grzechów. Jestem daleki od tego, ale pomyśl czy przypadkiem nie patrzy się na najbliższych współpracowników Boga na ziemi, a mam na myśli kapłanów, zakonników, zakonnice, osoby życia konsekrowanego, jak na ludzi, którzy nie mają prawa popełniać błędów? Oczywiście – jak każdy – mają obowiązek podejmować jak najwięcej wysiłków, żeby było ich jak najmniej, ale nie spotkałem jeszcze nikogo, kto nigdy by nie upadł.

 

 

Życie Mateusza przed powołaniem było złe, bardzo złe. Jego majątek musiał być spory, skoro od razu po spotkaniu z Jezusem wyprawił ucztę. Skąd miał pieniądze? Z oszukiwania innych, z wyzysku, z kłamstw. Podoba Ci się taki obraz jednego z filarów Kościoła, Apostołów Baranka, fundamentów Nowego Jeruzalem? Podoba Ci się świadomość tego, że Szymon Gorliwy mógł mieć na rękach krew innych ludzi? Czy może gorszy Cię to tak bardzo, że nie chcesz więcej o tym czytać czy słyszeć, bo wtedy kamienie wypadają z rąk?

 

Apostołowie nie byli święci w chwili powołania. Jezus, patrząc na nich, widział to, kim mogą się stać, ale na starcie nie wyróżniali się niczym szczególnym. Zbawiciel był jak rzeźbiarz, który spoglądając na bryłę marmuru oczami wyobraźni, widział arcydzieło, które jest w niej ukryte.

 

 

Z kim Mistrz miał najwięcej problemów w czasie publicznej działalności? Powiesz, że z faryzeuszami, saduceuszami, uczonymi w Prawie. A może z apostołami? To z nimi spędził niemal każdą chwilę publicznej, trzyletniej działalności. Im dłużej żyję, tym lepiej widzę, jak ciężko jest zmienić czyjeś myślenie.

Mówię tu także o sobie. Lubimy siedzieć w okopach naszych przyzwyczajeń i poglądów. Nie lubimy natomiast, gdy ktoś chce nas z nich wyciągnąć. Przez trzy lata można poznać kogoś na wskroś, łącznie z jego największymi zaletami i wadami. Praca, którą musiał wykonać Jezus, żeby ich uformować, mogła nieraz wydawać się orką na ugorze. Nie wymyślam tego, to mówi Biblia. A mimo to, że nie wszystko od razu rozumieli i wiele razy dopytywali się o coś Jezusa, to nie słychać z Pisma Świętego pomstowania na nich. Zdarzą się upomnienia, ale żadnego nie przepędził, nie machnął ręką, mówiąc: „pomyliłem się co do ciebie, idź do domu, z ciebie nic nie będzie”. Jeśli ktoś odchodził od Jezusa, to była decyzja tego człowieka, a nie Rabbiego. Jedynie diabłu kilkukrotnie kazał iść precz, ale człowiekowi nigdy.

 

 

Można się gorszyć także dzisiaj tym, kogo Bóg powołuje i formuje do kapłaństwa czy innej formy posługiwania w Kościele. Pewnie, że można. Można także prowadzić wielogodzinne dysputy (chociażby w komentarzach na facebooku) na temat kondycji duchowieństwa. Pewnie, że można.

Ale proszę pamiętaj w tym wszystkim, że wybór Mateusza, Szymona Gorliwego, innych apostołów, a także kolejnych zastępów ludzi na przestrzeni wieków, to suwerenna, autonomiczna decyzja samego Boga. To on daje powołanie. Czy w tej samej chwili odbiera słabości i sprawia, że ktoś staje się nadczłowiekiem wolnym od pokus i niepopełniającym błędów? Chciałbym, ale tak nie jest. Każdy z powołanych jest słabym człowiekiem i zdarza mu się upaść. Za każdym razem, gdy myślę sobie, że nie jestem godzien powołania, którym mnie obdarzył, to przypominam sobie właśnie tę Ewangelię i Mateusza. W oczach ludzi był on nikim, zwykłym ścierwem, a dla Jezusa był apostołem. Zanim wydasz osąd o tym, dlaczego ktoś został księdzem i z jakich pobudek, przypomnij sobie tę scenę. Tylko o to proszę.

 

 

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Idąc za Jezusem, Mateusz naprawdę zostawił wszystko. Chociażby Piotr, Andrzej, Jakub, Jan mieli wyuczony fach. Zawsze mogli wrócić do rybołówstwa (i wrócili po śmierci Jezusa), ale Mateusz nie miał do czego wracać. Nie można było odejść z komory celnej i potem wrócić. Tą jedną decyzją przekreślił całe swoje stare życie, bo spotkał Jezusa. Podziwiam go z całego serca.

 

Konkret na dzisiaj: pomódl się dzisiaj za powołanych o wytrwałość  i wierność, zwłaszcza dla tych, których nie lubisz.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

   
Dorota
Dorota Sty 15, 10:04

Świadek i widz...ks. Roman Chyliński

J 1,29-34
Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: «Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi".
Jan dał takie świadectwo: "Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: «Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym». Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym".

„Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym".

Są to odważne słowa Jana Chrzciciela o Jezusie.


Jan wcześniej dostał proroctwo od Boga, że: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym»”. Zobaczył to Jan i dał świadectwo o Jezusie:"Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.”

Zastanówmy się dzisiaj patrząc na Jana Chrzciciela, co znaczy być świadkiem prawdy zawartej w Ewangelii?

 

Przyglądając się w Ewangelii zachowaniom ludzi wobec słów i czynów Jezusa możemy wyszczególnić dwie postawy.


Jedną nazwalibyśmy postawą „widza”, drugą „świadka”.

 

Spróbujmy z charakteryzować tę pierwszą postawę – widza.

 

Otóż, widz szuka sensacji. Jego myślenie jest takie: pójdę zobaczyć, bo coś się stało. O! Jezus robi cuda, fajnie może coś będzie się dziać, może ja coś dostanę?
Dla widza ważne jest wydarzenie, ale tylko od jego zewnętrznej strony: chwilowe emocje, chwilowe zatrzymanie się, aby popatrzeć i idzie dalej. Nie interesuje go głębiej to, co on widzi, co się stało.

 

Chrześcijanin „widz” przyjmuje względem środowiska w którym się znajduje postawę dużego dystansu, rezerwy, stania z boku, a często konformizmu.
Sam nie zaangażuje się, ale ma najwięcej do powiedzenia o całej sprawie i przeważnie osąd jego jest negatywny: a to mu się nie podoba lub tamto, ta osoba jest do niczego, a tamta z kolei nic nie rozumie.

 

Niestety, taki chrześcijanin wszystko i wszystkich ocenia, osądza, krytykuje ale nie s i e b i e!

 

Dlaczego będzie miał problem spotkania się z Jezusem?
Bo najpierw sam musiałby stanąć w prawdzie, a na to nie ma, ani czasu, ani ochoty.

 

Zauważasz i w sobie trochę widza?!

 

Kiedy więc chrześcijanin staje się świadkiem Jezusa?

 

Świadek, rzecz dziwna często używa słów: nie wiem, nie znam go, nie znam się na tym, muszę się zastanowić, przyglądnąć się temu, posłuchać, a wówczas powiem dopiero co o tym myślę.

 

Taką postawę zauważamy u największego świadka Jezusa, właśnie św. Jana Chrzciciela.

 

Św. Jan takie oto dają świadectwo o Jezusie: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go wcześniej nie znałem...” Dwa wiersze dalej powie: „Ja Go przedtem nie znałem”(J 1, 31.32.).

 

Otóż, Jan Chrzciciel nas czegoś w tym jednym zdaniu uczy.

 

1. Świadek Chrystusa jest człowiekiem prawdziwym i autentycznym.

Pewno ze zdziwieniem zapytamy św. Jana Chrzciciela: jak to nie znałeś Jezusa? Jezus był Twoim krewnym, co roku chodziliście wraz z całą waszą rodziną do Jerozolimy na święto Paschy. I Ty mówisz, że nie znałeś Jezusa?

 

Jan, jako świadek nie wstydzi się, jak widzimy przyznać się do tego, że nie znał Jezusa
Czyż nie było tak i w naszym życiu, że przez wiele lat nie interesowaliśmy się jako katolicy, kim jest Jezus Chrystus i w ogóle nie czytaliśmy Ewangelie?

 

2. Jan Chrzciciel uczy nas też, że nie jest ważne to, co jest widoczne dla oczu, to co zewnętrzne, ale najważniejsze jest to, co odkrywamy na głębinach własnego serca. Bo tam przemawia do nas Duch Święty.
Właśnie w ten sposób nasz świadek odkrył Jezusa jako: Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata.

 

 

3. I jeszcze jedna ważna cecha świadka. Musi to być człowiek, który odważnie będzie głosił prawdę Ewangelii. Wiemy dokąd ta odwaga zaprowadziła św. Jana? Do królewskiego więzienia, a później na męczeńską śmierć.


Chcąc być świadkiem Jezusa, nie raz narazimy się nawet u bliskich nam osób na: osąd, pogardę, czy w najlepszym wypadku na niezrozumienie. Skutkiem czego doświadczymy samotności, a nawet odrzucenia.

 

Modlitwa: Duchu Święty, to Ty dałeś Apostołom odwagę stawania w prawdzie, a później jej głoszenia. Daj i mnie ten dar życia w prawdzie i autentyczności. Spraw, abym chciał poznać Jezusa przez czytanie Ewangelii, zrozumieć Jego naukę i stać się Jego uczniem. Bo pięknie być świadkiem Jezusa, świadkiem prawdy pomimo trudu i konsekwencji. Amen!

Dorota
Dorota Sty 16, 11:01
Jak przetrwać trudne chwile?...ks. Daniel Glibowski

 

Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Mk 2, 20

 

Przychodzą w życiu takie chwile, w których człowiek czuje się bardzo samotnie. W duszy pojawia się wielka ciemność. Taka osoba może być otoczona gronem przyjaciół, a i tak będzie czuła pustkę. Zdumiewające jest to, że może nie pomagać nawet Eucharystia, Adoracja, czy sakrament pokuty. Ten czas strapienia jest naznaczony wieloma atakami demonów. Dlaczego Bóg dopuszcza takie momenty? Jak je przetrwać?

 

Otóż to jest czas próby wiary i miłości. Mimo poczucia głębokiej samotności człowiek otrzymuje minimum łaski do wytrwania przy Panu. Ważne jest, aby mieć wtedy w pamięci wszystkie chwile pocieszenia, w których Bóg dawał głęboką radość. Św. Matka Teresa z Kalkuty kilkanaście lat nie czuła nic w relacji z ukochanym Jezusem. Tą ciemną noc w duchowości odczytała jako łaskę, aby lepiej zrozumieć niekochanych ludzi, do których idzie. Ciekawe jest także to, że wielu świętych nie czekało na czas strapienia. Oni nawet sami dążyli do wielkich umartwień, aby kształtować w sobie ducha pokory i posłuszeństwa.

 

I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. Hbr 5, 8

 

Jezus jest pierwszym, który przeszedł wszystkie próby. Jego ciało i dusza były ekstremalnie wycieńczone, a jednak wytrwał do końca w miłości do Ojca i ludzi. Zaproś Go dzisiaj do swojego serca i nie lękaj się, że nie dasz rady. A jeśli masz aktualnie czas pocieszenia, to zachowuj te momenty na trudniejsze chwile.


Polecam bardzo pomocne reguły o rozeznawaniu duchów podczas czasu strapienia i pocieszenia: http://www.okiem.pl/bog/reguly_loyoli.htm


Panie, dziękuję za wszystkie chwile pocieszenia, które niosą mnie także w momentach strapienia. Wiem, że Ty nigdy nie zostawisz mnie samego.

 

O kapłaństwie....ks. Roman Chyliński

 

Każdy arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości. Powinien przeto jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron.
Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: "Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził", jak i w innym miejscu: "Tyś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka".
Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, nazwany przez Boga kapłanem na wzór Melchizedeka(Hbr 5, 1-10).

 

Powyższy fragment głęboko charakteryzuje, czym jest kapłaństwo i jaka jest jego istota.
Chciejmy poznać do czego jest powołany kapłan i co może nam ofiarować oraz o co też możemy go prosić.

„Każdy kapłan jest z ludu brany”.


Można śmiało, więc powiedzieć: jakie rodziny tacy kapłani. Coraz więcej zauważa się u młodych ludzi problem z powołaniem. Otóż powołanie, gdzieś się tam tli, ale nie ma żywej wiary. Stąd brak odwagi w podjęciu jednoznacznej decyzji. Czegoś ważnego nie dopełnili rodzice. Nie przekazali dziecku tego, do czego zobowiązali się wobec Kościoła na chrzcie świętym, że wychowają to dziecko w duchu wiary katolickiej.

 

„Ustanowiony w sprawach odnoszących się do Boga”.


To ważna klauzula. My kapłani mamy być w sprawach Bożych i to Boże życie mamy wam wiernym przekazywać: sprawując sakramenty, nauczając słowem Bożym i służąc każdemu człowiekowi w jego potrzebach. Oczekujcie tego od nas i dobrze!
Dzielenie się Chrystusowym kapłaństwem z wami, drodzy wierni powinno dla kapłana być wielką radością!


Czymś pięknym jest też z waszej strony pragnąć posługi kapłańskiej od nas kapłanów.
Proście nas często o błogosławieństwo, umocnienie Duchem Świętym oraz uwolnienie od wszelkiego złego.

 

„Może on współczuć…” .


Jak nam wszystkim dzisiaj ta cnota jest potrzebna. Przez współodczuwanie wyrabia się w nas cecha ludzka, a tacy mamy być my kapłani – ludzcy.
Fundamenty tej cnoty kapłan otrzymuje we własnym domu lub nie. Formacja intelektualno-duchowa kleryka w trakcie studiów teologicznych, bazuje na wrażliwości psychicznej i duchowej, którą on wyniósł z domu.


Niestety, kapłan, którego własna rodzina nie nauczyła wejścia w relację, będzie miał zaburzoną sferę przeżywania i współodczuwania oraz lęk przed spotkaniami z ludźmi, a to jest tak ważne w prowadzeniu parafii, czy tworzeniu grup formacyjnych.

 

„Ponieważ sam podlega słabości”.


Jak to dobrze, że Bóg obdarzył nas kapłanów takimi samymi słabościami, co wszystkich wiernych. Czasami brakuje nam pokory w konfesjonale i na ambonie. Ma się wrażenie , że to sprawiedliwy rozgrzesza grzesznika, a nie grzesznik grzesznika.


Na ambonie również grozi nam robienie dużego dystansu: tu my „wybrani”, a wy tam gorsi słuchajcie i nawracajcie się.


Inaczej jest, kiedy dzielimy się trudami własnej pracą nad sobą i wówczas czujemy się jak bracia z jednej gliny.

 

Kapłan: „Powinien przeto jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy.”
Eucharystia, konfesjonał, własne umartwienie oraz poświęcenie się w służbie człowiekowi, to jest kapłańska droga. Nic dodać, nic ująć! Prosić tylko Boga, abyśmy my kapłani codziennie to rozumieli i to właśnie wybierali. Omadlajcie nas kochani, wierni Kościoła.

 

„Zanosił On gorące prośby i błagania”.


Kapłan jest od tego, aby wstawiał się za swój lud. Czasami słyszałem od osoby mi znajomej, a nie wierzącej: pomódl się do swojego Boga za mną.
Proście kapłanów, aby modlili się nad wami i za wami oraz błogosławili was i waszą rodzinę. Błogosławieństwo kapłana ma niesamowitą moc.


W Górkach k/Garwolina modliłem się z pewną rodziną za ich syna narkomana. Po dwóch tygodniach przyjechali już razem, a syn dał świadectwo, że w tym samym czasie, kiedy modliliśmy się za niego on w domu doświadczył ogromnej jasności, która powaliła go na ziemię. Otrzymał wówczas taką łaskę od Boga , że rzucił owo zniewolenie i zaczął żyć normalnie.

 

Co to znaczy wspólna modlitwa rodziców z kapłanem?!
Takie jest Chrystusowe kapłaństwo trudne, ale piękne i pełne mocy!

 

Proszę Was też drodzy, abyście nam wiele wybaczyli...ranimy Was naszym pośpiechem, brakiem czasu oraz nie zawsze dobrym świadectwem naszego życia. Głosimy, ale nie dajemy dobrego przykładu życiem.


Dlatego w tym miejscu pragnę podziękować wszystkim wiernym, siostrom zakonnym, szczególnie „margaretkom” za częstą modlitwę w naszych intencjach. Bardzo jej potrzebujemy.

 

Modlitwa: „Panie Jezu, umocnij naszych kapłanów w umiłowaniu Kościoła i nas wiernych. Daj nam świętych kapłanów, pełnych poświęcenia i chęci służenia każdemu człowiekowi. Bądź w ich słabościach i wspieraj w chwilach samotności. Niech każda posługa względem potrzebującego człowieka przyniesie im radość, a codzienne sprawowanie Eucharystii umocnienie. Amen!

Dorota
Dorota Sty 17, 16:52

Jak wyleczyć się z krytykanctwa?...ks. Daniel Glibowski

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: "Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?"
On im odpowiedział: "Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom".
I dodał: "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu"(Mk 2,23-28).

 

Często zdarza się nam błąd, który popełniali faryzeusze. Polega on na tym, że widząc złe zachowanie włączamy krytykowanie i ocenianie. Przez to nie dostrzegamy człowieka. Jednocześnie zapominamy, że każda osoba ma swoją historię, z której wypływają konkretne czyny. Jezus mówi dzisiaj, że prawo i przykazania są dla ludzi, a nie ludzie dla przykazań.

Tym samym o wiele więcej pożytku osiągniemy, gdy nie będziemy skupiali się na prawie, ale na człowieku. Spróbuj przyjąć to wyzwanie. Zacznij dostrzegać w ludziach piękno ich człowieczeństwa. Wydobywaj je z nich. Pokazuj im także wielką wartość przykazań poprzez swoje codzienne postawy. Gdy ludzie zobaczą w Tobie relację z żywym Bogiem, to sami zapragną wypełniać przykazania. Skończ z hejtami. Bądź świadom swojej małości i ogromnej łaski, którą stale otrzymujesz od Boga. Idź i pokornie pokazuj ludziom, że warto być Bożym człowiekiem;

 

Bracia: Nie jest Bóg niesprawiedliwy, aby zapomniał o czynie waszym i miłości, którą okazaliście dla imienia Jego, gdy usługiwaliście świętym i jeszcze usługujecie. Pragniemy zaś, by każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca, abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic. Hbr 6, 10-12

 

Nie zostałeś powołany do bycia ospałym. Wzrastaj w świętości! Podążaj za nadzieją, którą dał Ci Bóg;

 

(…) my, którzy uciekliśmy się do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jak bezpiecznej i silnej dla duszy kotwicy (…) Hbr 6, 18b-19a

 

Trzymaj się tej kotwicy. Bóg naprawdę jest z Tobą i uzdolni Cię do każdego wyzwania!
Panie, dziękuję Ci za nadzieję, która jest moją kotwicą. Kochaj we mnie tych, których spotykam. Broń mnie przed pokusami oceniania i krytykowania. Naucz mnie widzieć w każdym Twoje umiłowane dziecko!

 

 

Prawo na służbie człowieka...ks. Roman Chyliński

 

"Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze?

 

Dawid, kiedy uciekał wraz ze swoją grupą wojowników przed królem Saulem, udał się do Nob, do kapłana Achimeleka, ojca Abiatara i poprosi go o 5 chlebów. Achimelek, miał chleby święte, spożywane tylko przez kapłanów, ale widząc konieczność życiową odstąpił od tej zasady i dał Dawidowi chleby pokładne, usuwane sprzed Pana, aby położyć chleb świeży.

 

Kapłan ów prosił tylko Dawida, aby ci, którzy będą je spożywać mieli czyste serce ( 1Sm 21,5-7).

 

Jezus, przypominając faryzeuszom to wydarzenie, chciał ukazać im jak ważny jest dla niego człowiek. Co więcej, wykazał Żydom, że nawet w tradycji judaistycznej miały miejsca takie sytuacje, iż kapłani naruszali prawo wspierając człowieka w potrzebie.

 

Człowiekowi ma wszystko służyć, jego rozwojowi, zdrowiu, wiedzy i duchowości. Także i prawo ma być na służbie człowieka.

 

Dużo można byłoby tu napisać jak współczesne prawo w imię pozornej wolności, tolerancji niszczy człowieczeństwo w człowieku.


Dlaczego? Bo buduje się prawo pozytywne, konstytucyjne, które nie uwzględnia Prawa Bożego i Ewangelii.

 

Wystarczyło tylko ,że na 20 lat Kolumbijczycy ze swojej konstytucji wyrzucili przesłanie dotyczące oddania całego narodu Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi , aby w każdej rodzinie nie było kogoś poszkodowanego przez kartele narkotykowe.

 

W 2008 roku oficjalnie nowy prezydent Kolumbii, katolik zawierzył z powrotem swój naród Jezusowi i Maryi.

 

Czy Jezus jest Panem Twojego życia i Twojej rodziny?

 

Zawierz więc i ty swoja rodzinę przez ręce Maryi Jezusowi jako Panu i Zbawicielowi.
Niech i w twoim domu, najwyższym prawem będzie Ewangelia.

 

Modlitwa: Jezu, przez Niepokalane Serce Maryi i wraz z Nią obieram Ciebie, jako mego Pana i Zbawiciela. Oddaje Tobie całą moją rodzinę i siebie samego. Kieruj moim życiem, tak jak Ty chcesz. Do Ciebie należy moja: wola, rozum, uczucia, moje słabości i grzechy. Weź w opiekę mój dom i strzeż go od wszelkiego złego. Kocham Cię Jezu i króluj w nim bez zastrzeżeń! Amen!

Dorota
Dorota Sty 18, 11:04
Podnieś wzrok - nie przegap życia...ks. Daniel Glibowski

 

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? » Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. Mk 3, 1-5

Wyobraź sobie powyższą scenę. Zobacz przepaść pomiędzy sercem Jezusa, a sercami faryzeuszy. Przeciwnicy Chrystusa są tak dalecy od miłości. Ich umysły są totalnie zaślepione. Oni nie widzą cierpienia i dramatu drugiego człowieka.

Popatrz teraz na swoje życie. Codziennie spotykasz kogoś z uschniętym sercem, ręką, twarzą.

Wśród ludzi XXI wieku nie brakuje duchowych kalek. Wiele serc przestało wierzyć w Boga, Kościół, miłość i prawdę. Prawdziwe, poranione oblicza chowają pod maskami pełnymi sztucznego uśmiechu. Dłonie usychają od trzymania telefonów, papierosów i alkoholu. Czy widzisz tych ludzi? Czy potrafisz im pomóc?

Czy jesteś człowiekiem, który odważy się przyprowadzić ich do Jezusa? Zacznij od siebie. Oddaj Chrystusowi każdy skrawek swojego wysuszonego życia. Pozwól Mu panować we wszystkich. Poznawaj Jego wolę poprzez czytanie Słowa Bożego. Proś o siłę do wypełniania tej woli. Żyj w łasce uświęcającej. Zaufaj Panu, a Twoje życie zmieni się o 180 stopni.


Panie, dziękuję Ci za to, że wlałeś w moje serce nowe życie. Proszę Cię za wszystkimi, którzy czują się wyschnięci. Wlej w ich serca łaskę Twojej miłości.

 

O połowicznie miłujących...ks. Roman Chyliński

 

„ Jezus wszedł znowu do synagogi” i zastaje tam człowieka z uschłą ręką.

Człowiek ten jest znakiem dla synagogi. Synagoga odrzucając Jezusa usycha, aż przyjdzie czas, że cała uschnie i zostanie przeklęta.
Zostało to wyrażone w słowach Jezusa: „ Niech już nikt nigdy nie je owocu z ciebie”(Mk 11,14). Drzewo figowe, które Jezus przeklął na kartach Ewangelii wg św. Marka jest właśnie symbolem synagogi.

 

Natomiast moc Jezusa wzrasta i zwycięstwo Jego na krzyżu da życie tym, co po części „wyschnęli” w wierze, ale później się nawrócili. Uzdrowienie człowieka z uschłą ręką jest tego zapowiedzią.

 

Jezus bierze człowieka na środek synagogi, i ustawia go na „bemie”, to znaczy tam, gdzie zawsze stał stół ze zwojem Pisma św. Żydzi mieli przekonanie, że to właśnie czytanie Pisma św. uzdrawia:„ Nie zioła ich uzdrowiły, ani nie okłady, lecz Słowo Twe, Panie, co wszystko uzdrawia. Bo Ty masz władzę nad życiem i śmiercią”(Mdr 16,12-13).

 

Oto teraz Ten, który ma władzę stoi przed nimi i pyta:„Czy w szabat można życie ocalić lub zabić”, a oni milczeli.

 

Niestety, na zadane pytanie przez Jezusa odpowiadają milczeniem.

 

Zauważmy, mało jest rzeczy, czy postaw ludzkich, które w Ewangeliach mogły rozgniewać Jezusa. U św. Marka, ta właśnie sytuacja, jak zaznacza Ewangelista, wzbudziła gniew w Jezusie: „ Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca”.

 

Kim jest ten człowiek z uschłą ręką? Jakie niesie przesłanie dla nas?

 

To ten, który wyraża siebie połowicznie. Nie potrafi: kochać całym sobą, dzielić się sobą, wyrażać swoje uczucia w sposób otwarty. Coś w nim uschło, zamknęło się na innych i tak funkcjonuje, nie mając większych potrzeb.

 

Zapytaj się teraz siebie, czy i twoja osobowość czasami nie potrzebuje uleczenia tej już uschłej części samego siebie, może w wyrażaniu uczuć, czy w relacjach z mężem, żoną, dziećmi… .

 

Chodzisz do kościoła, wyznajesz wiarę, przyjmujesz Eucharystię, a jesteś usychający, drętwy, wycofany.

 

Jezus dzisiaj i do ciebie mówi: „Wyciągnij rękę”.


Zapytasz może do kogo mam wyciągnąć swoją rękę?

 

Może do tych, do których już dawno tego nie zrobiłeś.


To tak niewiele potrzeba, aby twoja druga „komora serca” wreszcie przemówiła pełnią miłości. Może trzeba kogoś przeprosić, komuś na nowo powiedzieć dzień dobry, okazać życzliwość, a nie czekać kto tu komu pierwszy okaże dobro.

 

Modlitwa: Panie Jezu, staje dzisiaj przed Tobą, jak ten człowiek z uschłą ręką i proszę Cię, uzdrów mnie. Dotknij we mnie to wszystko, co już dawno wyschło: w uczuciach, w relacjach i w miłości do drugiego człowieka. Ożyw we mnie to, co martwe, napełnij swoich Duchem to, co puste, podnieś moją rękę do zgody i pojednania, aby moje serce na nowo zaczęło współodczuwać to, co jest w moim bliźnim. Amen!

Dorota
Dorota Sty 19, 18:13
Cieszę się, że wracasz...ks. Krystian Malec  

Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli.

Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały. (Mk 3,7-12)

Jeśli czytałeś/-aś mój wczorajszy komentarz, to wiesz, że po uzdrowieniu w szabat człowieka z uschniętą prawą ręką faryzeusze i zwolennicy Heroda odbyli naradę i zaczęli szukać sposobu na zgładzenie Jezusa. Taka sytuacja wymusiła niejako na Rabbim zmianę miejsca nauczania. Zamiast w synagodze przemawiał nad morzem. Jakim morzem? Śródziemnym? Przecież to kawał drogi. Dla Żydów Jezioro Galilejskie było tak ważne, że nazywali je także Morzem Tyberiadzkim i właśnie nad jego brzegami rozgrywa się wiele scen związanych z działalnością Jezusa.

 

Wieść o tym, że On uzdrawia, w błyskawicznym tempie obiegła okolicę. Ale nie tylko tę najbliższą, galilejską, ale dotarła też dalej. Św. Marek zanotował, że przychodzili do Niego ludzie z Judei i Jerozolimy, czyli z południa. Mowa jest także o Idumejczykach. Idumea to dawne Królestwo Edomu, wysunięte znacznie dalej na południe niż wspomniane przed chwilą Święte Miasto Jeruzalem. Do Jezusa przybyli także ludzie z Zajordania. Ze wszystkich grup o których mówi Marek, ci mieli najbliżej. Ale na tym nie koniec. Czytamy także o ludziach z okolic Tyru i Sydonu, czyli miast fenickich leżących nad Morzem Śródziemnym i będących znanymi oraz uczęszczanymi portami w tamtych czasach. Co więcej, ich mieszkańcy byli poganami, ale mimo to postanowili wybrać się w drogę i znaleźć Tego, o którym tak wiele słyszeli.

 

Zauważ, co było powodem ich pielgrzymek? Choroby, dolegliwości, nękanie przez złego ducha. Św. Marek zapisał, że ci wszyscy ludzie przyszli nie po to, żeby Go słuchać, ale ze względu „na wieść o Jego wielkich czynach”. Czy możemy im się dziwić? Czy uzasadnione byłoby myślenie, że – mówiąc kolokwialnie – „mieli gdzieś”, co On mówi, bo liczyło się to, co robi? Pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą „tak”, ale ja uważam inaczej. Gdy spotka nas coś trudnego, to jesteśmy w stanie dać z siebie wiele, aby tę sytuację zmienić. Jeśli jest to np. choroba nasza albo kogoś bliskiego, to poruszymy niebo i ziemię, aby znaleźć pomoc. Tak samo myśleli ludzie w czasach Jezusa. Przebywali długą drogę, bo szukali ratunku.

 

W tym momencie przypomina mi się znane, polskie przysłowie „jak trwoga, to do Boga”, które  można odnieść do tłumów lgnących do Jezusa.

Czasami spotykam się z ironicznymi komentarzami o osobach, które dopiero w obliczu trudnej sytuacji wróciły do Boga, poszły do spowiedzi, poprosiły o sakrament czy modlitwę. Przyznam, że nie do końca rozumiem takie głosy. Owszem, jestem w stanie pojąć oburzenie z tego faktu, że ktoś przypomina sobie o Bogu dopiero w sytuacji kryzysowej, a do tej pory On mu nie był do niczego potrzebny, a Kościół, księża i osoby wierzące były jedynie przedmiotem drwin.

Wiem, że to boli i rodzi sprzeciw, ale czy jest to myślenie prawdziwego ucznia Jezusa? Jeśli naprawdę spotykam Go w swojej wierze, to sam jestem podobny do tych ludzi, którzy pokonali wiele kilometrów, żeby stanąć przed Rabbim. Dlaczego tak twierdzę? Pomyśl teraz o swojej ostatniej spowiedzi. Co było jej przyczyną? Grzech. A czym on jest? Odwróceniem się do Boga i powiedzeniem Mu z premedytacją: „w tej chwili nie chcę Cię w moim życiu i wybieram grzech”. I gdzie chodzisz po pociechę? Do spowiedzi. Czy do tej sytuacji także nie pasuje powiedzenie „jak trwoga, to do Boga”? Ja nie widzę różnicy. Być może jestem ślepy. Nie wykluczam tego.

 

Jeśli ktoś przychodzi do spowiedzi po wielu latach i szuka Boga, to ja jako chrześcijanin powinienem skakać z radości, bo mój brat czy siostra wraca do domu, tak jak syn marnotrawny. Nieraz ich powrót i przeżywanie wiary będzie wyglądało nieco dziwnie, nie będą umieli się odpowiednio zachować w kościele, zdarzy im się „palnąć” jakąś mniejszą czy większą herezję, ale od czego jesteśmy my, którzy uważamy się za uczniów Jezusa? Od tego, żeby robić im wypominki i „lać po głowie”?

Nie. Jesteśmy od tego, żeby im pomóc. Owszem, przyjdzie czas na rozliczenie się z przeszłością. Nikogo to nie minie, ale jeśli człowiek, w którym zaczyna się tlić mały ogień wiary, natrafi na wichurę kazuistyki, to ta mała iskierka zginie w mgnieniu oka. Trzeba upominać, trzeba pokazać błąd, grzech, niesprawiedliwość, ale w taki sposób, żeby nie zabić drugiego. Jest to bardzo trudne, ale popatrz na Jezusa. On nie podzielił swoich słuchaczy na lepszych i gorszych. Był dla wszystkich. Był dla każdego bez względu na to, skąd przyszedł i jakie były jego intencje. Zrozumienie i wcielanie tego w życie jest niebywale trudne, ale z Bogiem wszystko jest możliwe.

 

Konkret na dzisiaj będzie parafrazą słów św. Matki Teresy z Kalkuty: nie oceniaj ludzi, bo wtedy nie masz czasu ich kochać.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Trzymajmy się wiary katolickiej....ks. Roman Chyliński

Bracia: Jezus może zbawiać na wieki tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi.
Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, ustanawia Syna doskonałego na wieki.

Sedno zaś wywodów stanowi prawda: takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka.
(Hbr 7, 25 – 8,6).

 

„Sedno zaś wywodów stanowi prawda: takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka.”

 

Prawda o czym i o kim?

 

O Jezusie Chrystusie, jako jedynej drodze do Ojca!

 

Są tylko trzy religie na świecie , które pochodzą od Boga, to: Chrześcijaństwo, Judaizm i religia arabska,pochodząca od Ismaela, syna Abrahama, zrodzonego z niewolnicy Hagar. Religia ta w VII w. przeobraziła się w Islam.

 

Dwie ostatnie mają wspólnego przodka Abrahama.


Chrześcijaństwo założył Jezus.

Wszystkie te trzy religie nazywamy objawionymi, bo objawił je Bóg.

 

Wszystkie pozostałe jak: Buddyzm, Konfucjonizm, Hinduizm, Szyntoizm, Taoizm i ich odłamy pochodzą od człowieka i tak właściwie nie są religiami, ale filozofiami.

 

Stąd nie można łączyć religie objawione z filozofiami, jak nie można łączyć myśl Boga z ludzką: „ Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi”(Iz 55,9).

 

Z tych trzech religii objawionych najdoskonalszą jest religia chrześcijańska, ponieważ pochodzi od samego Jezusa, który stanowi „jedno z Bogiem”(J 17,22-23).

 

Prawdą w naszej religii jest sam Jezus, gdyż sam tak mówi o sobie:” Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem(J 14,6).

 

Czym sztucznym byłoby szukać prawdy poza Jezusem!

 

Nie dajmy się zwieść „wielkim teoriom”, że prawdę zawierają wszystkie religie i filozofie. To jest kłamstwo!

 

Buddyzm i wszystkie religie Wschodu są, jak ich nazwał św. Jan Paweł II w książce: „Przekroczyć próg nadziei”, „soteriologią negatywną”.

 

Słowo „soter” w j.gr.oznacza zbawienie. Soteriologia, jest więc nauką o zbawieniu. Papież nazywając wszystkie religie Wschodu „soteriologią negatywną”, chciał nam jasno powiedzieć, że te religie nie są wstanie doprowadzić nas do zbawienia.

 

Religie Wschodu są skoncentrowane na doskonaleniu własnego „Ego”.


Opierają się na ascezie oraz na medytacji, która nie odnosi się bezpośrednio do Boga. Religie Wschodu są więc zwykłą mądrością ludu, które mówią, jak lepiej żyć, a nie jak żyć, aby zostać zbawionym.

 

Co do religii objawionych, Judaizm odrzucił Jezusa i pogubił się ceniąc sobie bardziej tradycję żydowską od słowa Bożego. Stąd Żydzi (ale nie wszyscy) odrzucili Jezusa, jako Mesjasza.

 

W Ewangelii wg św. Marka właśnie to im Jezus zarzuca:


„Odpowiedział im Jezus: "Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane:
Ten lud czci Mnie wargami,
lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.
Ale czci Mnie na próżno,
ucząc zasad podanych przez ludzi.
Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, <dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie>". I mówił do nich: "Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować.” (Mk 7,6-9).

 

Druga religia objawiona, Islam, dopóki nie została skażona Mahometem żyła przyjaźnie z innymi religiami.


Według tradycji Mahomet, urodził się 570 w Mekce, zmarł 8 czerwca 632 w Medynie . Nazwał się prorokiem Islamu i założył pierwszą wspólnotę muzułmańską, która przeobraziła się w teokratyczne państwo religijne.

 

Mahomet i jego religia odrzucił Jezusa, jako Boga. Religia ta, stała się obecnie bardziej kulturą narodową, a niżeli szukaniem prawdy o Bogu.


W jednym z meczetów św. Jan Paweł II napisał: „ Religia, która nie pozwala istnieć innej religii, przestaje być religią”.


Lepiej nie można było scharakteryzować, czym właściwie jest Islam.

 

Trwajmy więc w chrześcijaństwie i tu dodam, bo to jest ważne, ale tylko w katolicyzmie, bo jak wyznajemy w CREDO tj. Wyznaniu wiary: jest jeden chrzest, jeden Kościół, święty, powszechny i apostolski i drugiego dla nas nie ma!!!

 

Nie dajmy się więc zwieś, jak mówi św. Paweł obcym i próżnym naukom! Pamiętajmy na Jezusa Chrystusa!!!(2 Tym2,8).

 

Dziękujmy więc Bogu za to, że jesteśmy katolikami i z dumą wyznawajmy naszą wiarę. Amen!

Dorota
Dorota Sty 20, 19:29

Jezus zrodził ciebie w swoim sercu!...ks. Roman Chyliński

Mk 3, 13-19

Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.
Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy: Synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

 

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o powołaniu i ustanowieniu „Dwunastu”.

 

„Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego.”

Biblia Jerozolimska tłumaczy te słowa jeszcze głębiej, a mianowicie: „Jezus przywołał tych, których nosił w sercu”!

 

Czy wiesz, że powołanie otrzymujesz już na chrzcie św?
I czy wiesz, że Twoje chrześcijaństwo rodzi się w sercu Jezusa?

 

„ I ustanowił Dwunastu, aby Mu:
- towarzyszyli,
- by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki
- i by mieli władzę wypędzać złe duchy.”

 

Forma towarzyszenia jest najpiękniejszą postawą, jaką człowiek może wyrazić wobec drugiego człowieka. Być przy kimś, w jego trudach życia. Nosić jego problemy i wspierać go w słabościach, ale też mieć udział w jego radościach i zwycięstwach.

 

Apostołowie, aż do takiej bliskości zostali zaproszeni przez Jezusa. Nasz Zbawiciel chciał, aby Jego uczniowie mogli patrzeć na Jego cuda, uzdrowienia, głoszenia nauki. Mieli również przeżyć razem z Nim: Ogrójec, odrzucenie przez własny naród i pogan, drogę krzyżową, ukrzyżowanie, złożenie do groby i zmartwychwstanie.

 

Czy chciałbyś właśnie tak, jak apostołowie towarzyszyć Jezusowi?
Bo On ci tak towarzyszy, w twoim życiu.

 

Jezus jest przy tobie, kiedy:


- przeżywasz własny „Ogrójec”- zmagasz się ze swoimi słabościami i pokusami;
- kiedy jesteś odrzucony przez najbliższych z rodziny,
- kiedy bierzesz własny krzyż cierpienia lub wierności Bogu,
- i kiedy oddajesz ostatnie tchnienie życia w obliczu śmierci.

 

„ By mógł wysyłać ich na głoszenie nauki...”

Mamy również, jako uczniowie Jezusa mamy głosić Jego naukę. Stąd, jak ważne jest czytanie Ewangelii, aby później ją ogłaszać w domu, w miejscu pracy, w relacji z ludźmi.
Jak ważne jest też czytanie Katechizmu Kościoła Katolickiego, aby mieć świadomość, co naprawdę jest nauką katolicką, a co nie.

 

Nie tak dawno rozmawiałem z ludźmi, którzy korzystali z rehabilitacji u masażysty mającego zdjęcie z Janem Pawłem II i liczne jego nauczania. Ale wśród tych książek widniały dyplomy ukończenia kursów „Silvy” i „Reyki”, które zabronione są przez Kościół i są świetnymi „furtkami” dla demona.

 

Rozmawiałem też z katoliczką , która chodziła, jak mówiła do „katolickiej” wróżki. Wróżka wróżąca z kart „Tarota”, była dla niej „katolicka”, jak mi tłumaczyła owa pani, ponieważ uczęszczała na niedzielną Mszę św.


O zgrozo, jaka jest nasza świadomość co od Jezusa, a co od demona pochodzi!
Jak potrzeba dzisiaj głoszenia zdrowej nauki Kościoła!

 

Po trzecie, Pan Jezus ustanowił „Dwunastu”, aby mieli władzę wypędzania złych duchów.”

 

Każdy kapłan może czynić modlitwę uwolnienia nad człowiekiem, który tego potrzebuje. Jeżeli przychodzi do konfesjonału penitent, któremu trudno wyjść z jakiegoś grzechu, należałoby po rozeznaniu uwolnić od demona, który może stać za tym grzechem.

 

Penitent wówczas powinien wyrzec się tego grzechu, a kapłan w imię Jezusa Chrystusa uwolnić penitenta od złego mówiąc: „W imię Jezusa Chrystusa wyrzucam z ciebie wszelkie demony, których się teraz wyrzekłeś. Idźcie precz! Związuje was pod krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa. Już nic, co należy do tej osoby nie należy do was i zakazuje wam powrotu do niego. Amen!”

 

Należy później zanurzyć penitenta we Krwi Pana Jezusa, aby Ona wypełniła wszystkie wolne miejsca po demonach. I napełnić Duchem Świętym.

 

Stańmy się i my uczniami Jezusa i czyńmy wszystko do czego nas powołał, abyśmy Mu towarzyszyli, głosili Jego zdrową naukę i wypędzali złe duchy. Amen!

Być z kimś, bez względu na okoliczności, to znaczy kochać go...ks. Krystian Malec

 

Choć kocham całe Pismo Święte, to są takie fragmenty, które są mi szczególnie bliskie. Niewątpliwie ten dzisiejszy znalazłby się w moim „top ten”. Jest tak dlatego, że jest w nim zawarta tajemnica i sposób na właściwe przeżywanie wiary.

Napisałem o tajemnicy, ponieważ żeby dobrze zrozumieć, do czego Jezus powołuje przede wszystkim i w pierwszym rzędzie Dwunastu, trzeba sięgnąć do greckiego tekstu tej Ewangelii. Jest tam takie zdanie, które znajdziesz w swojej Biblii pod siglami Mk 3,14:

καὶ ἐποίησεν δώδεκα, [οὓς καὶ ἀποστόλους ὠνόμασεν,] ἵνα ὦσιν μετ’ αὐτοῦ καὶ ἵνα ἀποστέλλῃ αὐτοὺς κηρύσσειν (kai epoiesen dodeka [hous kai apostolous onomasen] hina osin met autou kai hina apostelle autous keryssein),

co dosłownie powinniśmy przetłumaczyć tak: i uczynił dwunastu [których i wysłannikami nazwał], aby byli z nim, i aby wysłał ich głosić. Dla mnie najważniejsze są te słowa ἵνα ὦσιν μετ’ αὐτοῦ (hina osin met autou), czyli aby byli z nim.

To jest pierwsze i najważniejsze zadanie Dwunastu, a także nas – być z Nim. Głoszenie nauki, wyrzucanie złych duchów jest tego konsekwencją. Nie da się być dobrym, wiarygodnym, a także skutecznym apostołem, jeśli zapomni się o tej prawdzie. Gdy ona schodzi na dalszy plan, to szybko można stać się katolickim aktywistą, który dużo robi pod sztandarem Jezusa i dla Niego (zapewne kierując się dobrymi intencjami – tych nie ośmielę się podważać), ale bez osobistej więzi z Nim.

Zdaję sobie sprawę z tego, że są to trudne słowa i pewnie jeszcze nie raz będę musiał uderzyć się w piersi, ponieważ właśnie tak postępowałem, ale po to Bóg daje nam słoje słowo po wielokroć, aby przypominać nam o sprawach fundamentalnych.

Jezus miał świadomość tego, że wokół Niego będzie się przewijać wielu ludzi. Jedni będą przychodzić, a inni odchodzić. Chciał mieć przy sobie taką grupę, która będzie wierna i nie zostawi Go. Dzisiaj wiemy, że większość dochowała wierności (z własnej winy odszedł tylko Judasz), ale czy myślimy o Apostołach jak o ludziach wielkiej odwagi? Przecież to, że ich Mistrz „miał na pieńku” z władzami Izraela, było powszechnie wiadome.

Niedawno pisałem o tym, że na Jezusa patrzono przez pryzmat Jego współpracowników, np. mówiąc o Mateuszu, który był znienawidzonym celnikiem. Ale ta zależność działała także w drugą stronę. Nie każdy z grona Dwunastu kojarzył się rodakom jednoznacznie źle. Taki Piotr czy Jakub zapewne cieszyli się dobrą reputacją i byli znani ze swej solidności przy łowieniu ryb.

Przypuszczam, że ludzie mieli do nich dobre nastawienie, jednak z chwilą pójścia za Nieznajomym postawili to wszystko na szali. I jak na tym wyszli? Przecież ich Nauczyciel przez wielu uważany był za heretyka, mąciciela, bluźniercę, przyjaciela grzeszników, który łamał prawo szabatu i inne przepisy religijne kultywowane od pokoleń. Było i tak, że posądzono Go o konszachty z diabłem. Przebywając tak blisko z Rabbim z Nazaretu, traktowani byli jako ci, którzy popierają jego słowa i działania. To jak ich postrzegano jeszcze kilka czy kilkanaście tygodniu temu, uległo zmianie.

Jeśli zadajesz się z kimś, o kim mówią źle, jeśli mu ciągle towarzyszysz, to znaczy, że myślisz tak samo jak on i jesteś taki jak on. Tak było, jest i będzie. Patrząc przez ten pryzmat na Dwunastu, mój podziw dla nich ciągle rośnie i czuję się przy nich bardzo malutki. Oni Go nie zostawili, chociaż na Jezusa, a pewnie i na nich nieraz sypały się obelgi i posądzenie o niszczenie tego, co dobre.

Ale patrząc na słowa, od których zacząłem ten dzisiejszy wpis, widzę, że oni naprawdę wzięli sobie do serca to, żeby z Nim być. Na dobre i na złe. W zdrowiu i w chorobie. W dobrej i złej doli, aż… ich śmierć nie rozłączy? Nie. Ich nie rozłączyła śmierć. Jeśli już to na krótko, na trzy dni. Teraz żyją z Nim i w Nim w Jego domu. To dzięki tym Dwunastu (mam na myśli grono z Maciejem, który zajął miejsce zdrajcy Judasza) naprawdę prostym i niczym niewyróżniającym się ludziom, Ewangelia rozniosła się na świat. To ich serca i umysły były nośnikiem tak trwałym i niezłomnym, że nie poddali się w obliczu licznych trudności i przeciwności. Oni zawsze byli z Nim, a On – z nimi, nawet gdy odszedł do Nieba, bo tak powiedział, a On jest wierny swojemu słowu:

 

„A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20b)

 

Konkret na dzisiaj: bądź z Bogiem bez względu na okoliczności.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Dorota
Dorota Sty 21, 09:25
Czasami najtrudniej znaleźć zrozumienie u najbliższych...ks. Krystian Malec

Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. (Mk 3,20-21)

Tak, to jest cały tekst dzisiejszej Ewangelii. W sumie to nie dziwię się twórcom lekcjonarza, że podzielili dzieło św. Marka na takie maleńkie perykopy. Przecież musi ich wystarczyć na cały rok liturgiczny, a mieli do dyspozycji tylko szesnaście rozdziałów. Ale skupmy się już na tekście, bo warto przyjrzeć mu się uważnie w szerszym kontekście tego, co rozważamy razem od kilku dni.  Odpowiedzmy sobie na pytanie: dlaczego najbliżsi posądzili Jezusa o utratę zmysłów?

 

Jak wiesz, Jezus przez trzydzieści lat prowadził tzw. życie ukryte w Nazarecie. Czym się tam zajmował? Sama Biblia niemal w ogóle nie zdradza tej tajemnicy, ale jeśli chwilkę pomyślimy, to dojdziemy do wniosku, że najprawdopodobniej wykonywał zawód, którego nauczył go św. Józef, czyli zajmował się ciesielką. Jak każda rodzina, także ta Święta, musiała z czegoś żyć. Pieniądze nie kapały im z nieba i musieli troszczyć się o najbardziej podstawowe rzeczy potrzebne do codziennego życia. Rzecz jasna, osobą odpowiedzialną za to był najpierw Józef, a po jego śmierci Jezus. Miejsce izraelskiej kobiety było w domu i tam służyła innym, jak teściowa Piotra o której pisałem w zeszłym tygodniu. To mężczyzna pracował w pocie czoła. Myślę, że Jezus miał już wyrobioną markę solidnego fachowca (tak mówią apokryfy) i był w stanie utrzymać siebie i Maryję. Ale wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Z dnia na dzień zostawił interes i zmienił stateczne i raczej pewne życie nazaretańskie na rzecz stania się wędrownym kaznodzieją, a taki ktoś żył z tego, co mu ludzie dali i nie miał własnego domu.

 

Kto z nas odważyłby się na taki krok? Raczej dążymy do tego, żeby ustabilizować naszą sytuację, mieć dobrze płatną pracę, która da pewność, że nam i naszym bliskim niczego nie zabraknie. Decyzja Jezusa musiała być szokująca dla wielu osób, a na pewno dla rodziny.

 

Ale to nie koniec. Sądzę, że właśnie najbliżsi posądzili Go o stratę zmysłów z jeszcze jednego powodu. Kilka dni temu rozważaliśmy fragment, w którym była mowa o uzdrowieniu człowieka z uschniętą ręką. Pamiętasz, czym kończy się tamta perykopa? Faryzeusze i zwolennicy Heroda odbywają naradę i zaczynają szukać sposobu, jak zgładzić Jezusa. Popatrz na to wydarzenie tylko ludzkimi kategoriami. Jakiś prosty rzemieślnik z Nazaretu rzuca wyzwanie ówczesnym władzom Izraela. Przecież nikt rozsądny tak nie postępuje! Na co On liczył? Że sam będzie w stanie przeciwstawić się im?! Jego misja od samego początku – tak pewnie myśleli bliscy – była „rzucaniem się z motyką na słońce”. Dlatego mówią, że odszedł od zmysłów, że oszalał.

 

Czego uczy nas to słowo? Niestety wniosek jest smutny, ale trafny. Wielokrotnie człowiek wierzący największy opór spotka… we własnym domu. „Po co latasz do tego kościoła? Za naukę się weź, a nie jakieś wspólnoty ci w głowie! Marnujesz tylko czas, to i tak nic nie zmienia. Ja nie chodzę do kościoła i żyję. Raz w tygodniu nie wystarczy? Nie bądź świętszy od papieża! Biegasz tam tak często, a w ogóle się nie zmieniasz na lepsze. Klęczy pod figurą, a diabła ma za skórą! Przyznaj się, chodzisz tylko dla księdza etc.”.

 

Słowa, które napisałem, niestety nie są moim wymysłem, ale słyszałem je z ust ludzi, z którymi rozmawiałem. Ale wiem też z osobistego doświadczenia, że jeśli wiara wyśmiewanego człowieka jest szczera i autentyczna, to Bóg – dzięki niemu – może zmienić nastawienie najbliższych i przyprowadzić ich do siebie. Mahatma Ghandi powiedział kiedyś:  Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz. 

Twoja wiara i wierność Bogu mogą zdziałać cuda i ci, którzy teraz się z Ciebie śmieją – co na pewno jest bardzo bolesne – kiedyś mogą przyjść i podziękować Ci, bo pokazałeś, że warto żyć z Bogiem. Wiem, że przyznawanie się do Niego we współczesnym świecie, zwłaszcza dla młodych, bywa trudne, ale chciałbym Cię w tym miejscu prosić, żebyś nie dał sobie zabrać radości wiary, żebyś nie dał sobie wmówić, że człowiek wierzący to życiowa fajtłapa, która chowa się za Bogiem, jak małe dziecko za spódnicą mamy. Nie pozwól, żeby słowa ludzi stały się ważniejsze od słów Boga.

 

Ale nie chcę tylko prosić, ale także podziękować za małe rzeczy, które mówią, że On jest dla Ciebie ważny. Dziękuję za różaniec na palcu, dziękuję za medalik czy krzyżyk na szyi, dziękuję za przeżeganie się przed posiłkiem, za wstąpienie do kościoła na chwilę modlitwy, za świadectwo postu w piątki, za publiczne przyznanie się do codziennej modlitwy i czytania słowa Bożego, za regularną spowiedź, a także za poświęcanie czasu innym w imię miłości bliźniego. Dziękuję za każde przebaczenie, za każde wyciągnięcie ręki na zgodę, za każde krzepiące słowo dla kogoś, kto czuł się załamany, za bycie z kimś w trudnej chwili, gdy fałszywi przyjaciele opuścili. Dziękuję za każdą, nawet najmniejszą próbę walki o lepszą wersję samego siebie.

 

Jezus wiedział, co ludzie o Nim mówią, ale wiedział, że nie ich opinia jest najważniejsza, ale  misja, którą przyszedł wypełnić. Gdyby słuchał tylko ludzi, to do końca życia siedziałby w Nazarecie i robił stołki. Ale na szczęście słuchał bardziej Boga niż ich i dlatego dokonało się dzieło odkupienia i zbawienia. Jego konsekwencja w czynieniu dobra zmieniła świat. Twoja też może.

 

Konkret na dzisiaj: pomyśl, w jaki sposób możesz dawać świadectwo o swojej wierze na co dzień i wciel to w życie.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Niedoceniana bliskość Boga!...ks. Roman Chyliński

 

Hbr 9, 1-3. 11-14
.
Bracia: Pierwsze przymierze miało przepisy służby Bożej oraz ziemski przybytek. Był to namiot, w którego pierwszej części, zwanej Miejscem Świętym, znajdował się świecznik, stół i chleby pokładne. Za drugą zaś zasłoną był przybytek, który nosił nazwę "Święte Świętych".
Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką, to jest nie na tym świecie, uczyniony przybytek, ani przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie.
Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie, jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu.

 

„Pierwsze przymierze miało przepisy służby Bożej oraz ziemski przybytek”.
O czym autor Listu do Hebrajczyków pisze, o jakim pierwszym przymierzu?

 

Trzeba nam zaglądnąć do Księgi Wyjścia. W 24 rozdziale mamy opis Przymierza zawartego pomiędzy Bogiem, a ludem Izraelskim, pod górą Synaj.

 

Przypatrzmy się temu Przymierzu.


Mojżesz, jako pośrednik Przymierza na znak jego postawił:


- Ołtarz, jako miejsce przymierza
- 12 stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela,
- złożył Panu ofiarę całopalną oraz biesiadną z cielców,
- krwią cielców skropił ołtarz,
- wziął Księgę Przymierza i czytał 10 przykazań Bożych,
- cały lud Izraelski wyraził zgodę na przyjęcie Prawa Bożego -naturalnego.
- Prawo to wyrażało: dla Boga: cześć, służba i uwielbienie, dla bliźniego: szacunek, czystość i ludzkie usposobienie.

 

Natomiast „Nowe Przymierze” w Jezusie Chrystusie wyraziło się poprzez:


- tam Synaj, tu Golgota,
- tam żertwa ze zwierzęcia, tu z człowieka,
-tam krew cielca, tu Boga-Człowieka, Syna Bożego,
- tam ołtarz kamienny, tu krzyż drewniany,
-tam 12 pokoleń, tu rodzi się Kościół oparty na 12 Apostołach,
- tam stare Przymierze, niedoskonałe, tu Nowe Przymierze, jedyne i wieczne,
- tam Mojżesz, przedstawiciel Prawa, tu Syn Boży dający łaskę i prawdę.
- tam Księga Prawa, tu osoba Jezusa Chrystusa i nowe przykazanie: „Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem”.(J 13,34.;15,12).

 

Następna sprawa, o której pisze autor dzisiejszego Listu to „Przybytek”.
Świątynia Jerozolimska składała się z siedmiu przedsionków i Miejsca świętego.
Poganom, pod karą śmierci nie wolno było wchodzić do świątyni. Do dzisiaj zachowała się ostrzegająca tablica z powyższym napisem na resztkach świątynnego muru w Jerozolimie.

 

W świątyni osobny przedsionek był dla kobiet, dla mężczyzn i dla służby świątynnej.
Były również wyznaczone miejsca na składanie ofiar i miejsce oczyszczenia.

 

Natomiast tylko kapłanom można było wejść do Sanktuarium, Miejsca świętego, aby wymienić, co jakiś czas chleby pokładne. A raz do roku arcykapłan wchodził do miejsca zwanego „Święte, Świętych”, aby dokonać przebłagania za grzechy swoje i ludu.

 

Patrząc na ten stary rytuał, jaki panował w świątyni Jerozolimskiej trzeba na dziękować Bogu za „Nowe Przymierze”, w którym mamy bezpośredni dostęp do tego, co najświętsze, Jezusa Chrystusa Eucharystycznego.

 

Codziennie możesz dostępować przebaczenia grzechów, a nie raz do roku.
Codziennie możesz spożywać Eucharystię, samego Boga, co nie było możliwe w Starym Przymierzu, gdzie tylko kapłanom było dane spożywać chleby pokładne.
Codziennie możesz iść przed Tabernakulum, Miejsca Najświętszego, aby doświadczyć żywej obecności Jezusa Chrystusa.

 

Pytanie: czy tylko z tego korzystam?!

Dorota
Dorota Sty 22, 11:14
Sieć Boga i sieć diabła...o. Daniel Glibowski

 

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło». Mt 4, 12-16

 

Jezus przemieszcza się do cienistej krainy śmierci. On ma światło i nadzieję dla każdego nawet największego poganina. Jeżeli Twoje serce jest na samym dnie, to bądź pewien, że jest dla Ciebie szansa. Wołaj, szukaj, proś z całego serca, czytaj Boże znaki i słuchaj mądrych ludzi, a znajdziesz prawdziwe światło. Wtedy będziesz mógł zdobywać ludzi dla Chrystusa;

 

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. Mt 4, 18-20

 

Patrząc na powyższe słowa jestem zdumiony reakcją pierwszych uczniów. Ich natychmiastowe porzucenie wszystkiego dla Jezusa robi wrażenie. Zakładam, że ich dotychczasowe zajęcie było niczym w porównaniu z ofertą Jezusa. W końcu łowienie ryb umywa się przy łowieniu ludzi

Dorota
Dorota Sty 22, 23:21

O walce duchowej...ks. Roman Chyliński

 

Mk 3, 22-35

Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: "Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy".
Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: "Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże i wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę powiadam wam: wszystkie grzechy bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego". Mówili bowiem: "Ma ducha nieczystego".

Jezus w „potędze Krzyża" pokonał szatana.


Przez swoją Mękę i Śmierć najpierw związał szatana-mocarza, aby przez Zmartwychwstanie "ograbić jego dom", to znaczy nas wypuścić na wolność.
Zbyt cenna jest, więc wolność, którą otrzymaliśmy, bo opłacona została drogocenną krwią Jezusa, Syna Bożego.

 

Co zrobić więc, aby jej nie stracić?

 

Św. Ignacy Loyola poucza nas, iż szatan jest dobrym strategiem i przeważnie działa na trzy sposoby.

 

Pierwszy, mówi św. Ignacy podobny jest do kobiety, która jest bezradna wobec silniejszego od siebie męża. Stąd manifestuje swoją niemoc krzykiem.
Również szatan, mówi dalej św. Ignacy lubi wokół siebie robić dużo hałasu, zamętu, aby nas przestraszyć, ale tak naprawdę nie ma do nas dostępu, jeżeli oczywiście własną wolą nie damy mu ku temu okazji np. przez: magię, wróżenie, wywoływanie duchów, czytanie biblii szatańskiej, muzykę demoniczną, pornografię i inne "furtki".

 

Drugi sposób odnosi się do chytrości szatana, który działa jak amant chcący uwieś kobietę. Jeżeli kobieta podzieli się z tym z mężem demaskuje pokusę i przez to ją odsuwa.
Chodzi tu Ignacemu o szczere stawanie w prawdzie przed spowiednikiem. Szatan często przedstawia nam zło, jako dobro pozorne i za nim się zorientujemy jesteśmy w jego szponach.

 

Uważajmy na relatywizowanie zła wyrażający się często w słowach: a to jeszcze nie grzech, a tak wielu ludzi robi i nic złego się nie staje, a ja takim świętym to nie muszę być itd..

 

Trzeci sposób atakowania ludzi przez szatana św. Ignacy porównuje do zdobywania zamku warownego. Wróg otaczając mury obronne zamku patrzy na dwie rzeczy: gdzie jest słaba straż na murach lub gdzie jest w fortyfikacji słabe powiązanie cegieł lub chudszy mur i tam uderza z zaskoczenia.

Otóż, każdy z nas nosi w sobie jakąś słabość- wadę główną charakteru. Szatan wie, gdzie ona w nas jest i tylko czeka na jakiś nasz zły dzień, to znaczy: brak silnej woli, zniechęcenie, niepotrzebny niepokój, aby uderzyć w to newralgiczne miejsce naszej psychiki.

 

Jak widzimy, nieunikniona jest prawie codziennie walka z szatanem o własną duszę.

 

Codzienna Eucharystia, czytanie słowa Bożego i modlitwa osobista z zaproszeniem Matki Bożej oraz spełnianie bezinteresownych dobrych uczynków to najlepszy oręż przeciw szatanowi.

 

A chodzi tu przecież o zbawienie duszy i szacunek dla majestatu śmierci.

 

Czuwajmy więc i nie oddawajmy zbyt łatwo szatanowi czystości naszej duszy! Amen!

Dorota
Dorota Sty 24, 10:18

Jak stać się „bratem i siostrą” Jezusa?...ks. Roman Chyliński

 

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: "Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie".
Odpowiedział im: "Któż jest moją matką i którzy są braćmi?" I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: "Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką"(Mk 3,31-35).

" I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: "Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką".

Porównywalny tekst spotykamy u św. Łukasza w 8 rozdziale, przy czym na takie samo pytanie, przedstawione Jezusowi przez tłum, Mistrz odpowiada trochę inaczej: „Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je»(w. 21)”.

 

Według św. Łukasza spełnienie woli Bożej polega na słuchaniu słowa Bożego i realizowaniu Go w życiu.

 

Podobnie napisze św. Mateusz w „Kazaniu na Górze”, zwracając uwagę, na jakich „fundamentach” człowiek buduje własne życie, czy na skale, czy na piasku? Tych budujących na skale porównuje do ludzi, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.

 

Nie można, więc wypełniać woli Bożej bez znajomości słowa Bożego, bez jego pilnego słuchania!

 

Odnieśmy tą naszą refleksję do niedzielnej Mszy św. i przygotowania się do rozważania słowa Bożego.

 

Niedzielne czytania ukazują nam jasno, czego w ciągu tygodnia będzie od nas oczekiwał Pan Jezus.


Stąd zachęta, aby w sobotę głębiej zapoznać się z czytaniami niedzielnymi.

 

W trakcie przygotowania zwróćmy uwagę na:


- Osoby, które tam występują oraz na to, co mówią lub co robią.


- Szczególną uwagę poświęćmy samemu Jezusowi oraz temu, co mówi i odbierzmy Jego słowa, jakby były bezpośrednio skierowane do nas.


- Nie bójmy się wymaganiom, jakie stawia nam Jezus. W mocy Ducha Świętego są one do zrealizowania.


- Każde słowo Jezusa odbierajmy bez leku, jako Dobrą Nowinę. Nawet wówczas, kiedy to słowo ukarze nam nasze złe nasze myślenie czy postępowanie. Bo nie zawsze nasze myślenie idzie w parze z Bożym myśleniem i nasze działanie z Bożym działaniem.

 

Za każdym razem przed wzięciem do ręki Pisma św. pomódlmy się do Ducha Świętego o światło i dar właściwego odczytania słowa Bożego.

 

Modlitwa przed czytaniem i rozważaniem słowa Bożego:
Duchu Święty otwórz nas na słowo Boże i zabierz nam wszelkie lęki przed przyjęciem jego treści. Daj nam dar zrozumienia oraz odwagę wprowadzania słowa Bożego w swoim życiu. Amen!

 

Nie wstydź się Rodziny...ks. Daniel Glibowski

 

I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką» Mk 3, 34-35

Nie wiem, jak wyglądają Twoje relacje w najbliższej rodzinie. Jeżeli masz braci i siostry, to wiesz jak silne są wasze więzi. Nawet w chwilach pogubienia się kogoś z rodziny pojawia się odruch solidarności i miłości. Do takich więzi zaprasza Cię dzisiaj Jezus. On chce być Twoim najlepszym Bratem, który może nauczyć Cię wszystkiego. On także pragnie ochronić Cię przed wszystkimi zagrożeniami, które czyhają na Ciebie. Zadbaj o tę relację. Wypełniaj wolę Boga Ojca, o którą upomina się dzisiaj Twój starszy Brat.

Czy potrafisz przyznać się do tego Brata?

Czy umiesz obronić Jezusa przed ludźmi, którzy atakują Go i wyśmiewają się z Twoich braci i sióstr?

Zacznij prawdziwie identyfikować się z Bożą Rodziną, do której należysz. Uznaj Boga za swojego Ojca, Jezusa za Brata, Ducha Świętego za Przyjaciela, Maryję za Matkę i nie bój się ludzi tego świata. Uświadom sobie, kto stoi za Twoimi plecami i kto jest w Twoim sercu. Spełniaj wolę Ojca i bądź dumny z bycia w takiej Rodzinie.

 

Sprawiedliwości Twej nie kryłem w głębi serca, głosiłem Twoją wierność i pomoc. Nie taiłem Twojej łaski ani Twej wierności przed wielkim zgromadzeniem. Ps 40, 11

 

Jezu – mój najlepszy Bracie, bądź stale przy mnie i ucz mnie spełniać wolę Ojca.

 

Strony: «« « ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... » »»