Loading...

Ćwiczenia Duchowe | Forum Nowenny Pompejańskiej

Lokalizacja tematu: Forum » Różności » Propozycje
Dorota
Dorota Lip 13 '14, 10:13
Każde z nas kogoś drażni, prawda?Moja znajoma R. jest zachwycona pewnym psychiatrą, którego przypadkiem poznała w pociągu i który wysłuchał jej skargi i udzielił jej rady. Ponieważ nie wiem, jak często ów psychiatra jeździ pociągiem i udziela tej rady swym bliźnim, postanowiłem podać ją do publicznej wiadomości — myślę, że jest znakomita.


R. należała do osób, które z nikim nie mogą się zżyć, nie mają na świecie żadnych przyjaciół, koleżanek, kolegów. Od dzieciństwa żyła wewnętrznie osamotniona, nikomu nie zależało na tym, by się z nią zaprzyjaźnić, a jej zresztą też nie.


Nie rozumiała się z rodzicami, z rodzeństwem, z nauczycielami. I oto kiedyś w pociągu, którym jechała, pewien starszy pan o mądrych oczach wdał się z nią w rozmowę. Rada, którą od niego otrzymała, była prosta.
— Każde z nas kogoś drażni — powiedział starszy pan. — Jeśli zrozumiemy, czym swoich bliźnich drażnimy, możemy zmienić całe nasze życie. O ile, oczywiście, postanowimy, że tym, czym ich drażnimy, nie będziemy ich drażnić.

Poradził R., aby sobie przygotowała zeszyt i zapisywała w nim nie tylko to, co mu wtedy w pociągu mówiła, a mianowicie czym ją drażnią i uprzykrzają życie bliźni, ale przede wszystkim to, czym jej zdaniem ona drażni ich.
Całkiem szczerze. Tego zeszytu nikt poza nią nie będzie nigdy czytał.


Kiedy zaczęła zapisywać, początkowo nic jej nie przychodziło na myśl i strony zeszytu pozostawały puste. Potem jednak wzięła się do tego na dobre. Spróbowała czegoś niezwykłego: być tymi drugimi — nie tylko krytykować ich i bronić się przed nimi, ale oceniać siebie tak, jakby była nimi. Podobno stało się to nawet zabawne.


I strony zeszytu, w którym spisywała swoje obserwacje, powoli się zapełniały — a zapełniały się tym, co by jej dawniej nigdy nie przyszło na myśl. Na każdej stronie było nazwisko którejś z osób, z którymi żyła w niezgodzie. Była tam strona jej ojca, jej matki, jej dziadka, rodzeństwa, sąsiadów — każdy miał swoją stronę, na której R. zapisywała w ciągu kolejnych dni wszystko, co w odniesieniu do nich i do siebie zaobserwowała. Starała się odkryć wielką tajemnicę: czym drażni bliźnich. Kiedy zeszyt został zapisany, zrobiła sobie kawę i uważnie go przeczytała, podkreślając to, co uznała za ważne.

A potem zeszyt spaliła. Nie potrzebowała go zachowywać, dobrze pamiętała, w czym jej pomógł. Dobrze pamiętała oczy tych drugich, którymi teraz patrzyła na siebie, i nie sposób było zapomnieć o tej zdumiewającej postaci, która jej się ukazała, kiedy przestała patrzeć na siebie tylko swym dawnym własnym urażonym spojrzeniem.


Myślę, że jest to rzeczywiście operacja, jak to nazywała R., opowiadając mi o tym, co robiła. Człowiek musi sobie operacyjnie usunąć wiele wygórowanych wyobrażeń o swej doskonałości, musi przyjąć prawdę o tym, co rzeczywiste.


Kiedy się spotka dwoje ludzi i zaczyna rozmawiać o życiu, zwykle zaczynają opowiadać o tym, co ich w życiu drażni. Mówią o ludziach w swoim otoczeniu i o cierniach, jakie ludzie ci rozsypują na ich drodze. Zapominają przy tym o tych cierniach, które oni sami rozsypują przed bliźnimi na drodze — o cierniach bolesnych dla innych, a dla nich niewidocznych. Na pewno wiele rzeczy na świecie nas drażni. Na pewno wielu ludzi nas drażni. I niemało jest tych, którzy nas drażnią prawdziwie. Jeśli jednak będziemy się tym zajmować z tego tylko punktu widzenia i stokroć powtarzać to, co i tak dobrze wiemy, na nic nam się to nie przyda. Przecież i my kogoś drażnimy.


Kogo? Dlaczego? I co z tym zrobić? Na wszystkie te pytania trudno nam będzie odpowiedzieć, dopóki nie zdecydujemy się otworzyć zeszytu i spisać na jego kartkach imiona swoich bliskich...


Adwokaci specjalizujący się w sprawach rozwodowych mówią, żew większości przypadków, którymi się zajmują, zniechęcenie do dalszego współżycia nie wynika z żadnych poważnych powodów, lecz z błahostek. Jedno drażni. Drugie drażni. I nie znajdują sposobu, jak sobie to powiedzieć, jak to rozwiązać, zmienić...


Zwykły zeszyt jest znacznie tańszy niż koszty związane z rozwodem, a czas potrzebny na zapisywanie znacznie krótszy niż ten potrzebny na procedurę rozwodową i wiążące się z nią komplikacje. Nie mówię już nawet o tych wielkich tragicznych skutkach, jakie towarzyszą rozcięciu dwóch serc, które kiedyś były zrośnięte, szczęśliwie zrośnięte. Nie mówię o komplikacjach, jakie występują, kiedy od serca matki albo serca ojca odcięte zostają serca dzieci, które były z nimi złączone. Szczęśliwie zrośnięte. Tak czy inaczej, warto tę próbę podjąć.


Kiedy zobaczymy siebie, jakimi rzeczywiście jesteśmy, i swoich bliźnich, i jakimi rzeczywiście są oni, kiedy zobaczymy nasze relacje z nimi wyraźnie, niczego nie ukrywając, nic przecież na tym nie stracimy...


Tego, kto was najbardziej na świecie drażni, możecie wpisać na pierwszej stronie. Ale potem już, zgodnie z radą, jaką otrzymała R., nie pisać, czym ten człowiek drażni nas, ale czym drażnimy go my. Jest to uchwyt, którym możemy ująć wiele swych trudności — uchwyt, którym możemy je ująć i odrzucić.

 

Więcej w książce: Radości dla duszy - Eduard Martin
  Źródło: www.deon.pl



Edytowany przez Dorota Lip 13 '14, 10:16
Inka
Inka Lip 13 '14, 21:08
Bardzo mi się to ćwiczenie podoba. Przeczytałam to i...tak jest. Wiele nas u innych drażni a nad swoim zachowaniem nie zawsze pomyślimy. Dzięki Dorotko:))
Dorota
Dorota Lip 13 '14, 21:15
Te ćwiczenia służą poznawaniu siebie, przyznawaniu się do swoich błędów przed Bogiem. Ktoś puszcza je na FB , podejrzewam , że kryją się za nimi jezuici z Ośrodka Łódzkiego, albo ktoś z nimi związany :)
Tak ja poznawałam siebie na rekolekcjach ignacjańskich, niezłą szkołą było to dla mnie :)))
Inka
Inka Lip 13 '14, 21:28
Ja nie mam FB więc cieszę się,że mogę tutaj o tym poczytać, przemyśleć to i zastosować:)ale masz rację, to niezła szkoła:))
Dorota
Dorota Lip 15 '14, 23:19
"Jego nieprzewidywalność polegała na odmowie- lub niemożności- życia zgodnie z oczekiwaniami innych ludzi" mówił Wendell Berry o Jezusie.

My chyba postępujemy zupełnie inaczej. Naszym życiem kierują cudze oczekiwania i wtedy w pierwszej kolejności rezygnujemy z własnego serca.
A co mamy lepszego do zaoferowania i Jezusowi i światu niż właśnie ono?
Jest też tak, że epoka w której żyjemy powinna nosić nazwę "POŚPIECH". Prawie każdy kogo nie zapytam jest strasznie "zagoniony"..

Gdzie w tym wszystkim miejsce na słuchanie naszego serca?

A przecież ono jest najważniejsze....


To nie mój tekst, znaleziony na FB, ale godny przemyśleń...


Dorota
Dorota Lip 19 '14, 13:37


Medytacja – Pragnienia i lęki



Z Ewangelii wg św. Jana (J 1, 35-39)



Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak

mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! -to znaczy: Nauczycielu gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej




Zacznij znakiem Krzyża.

Wyobraź sobie, że Bóg patrzy na Ciebie!-

Poproś Go, żeby był w centrum tej modlitwy (swoimi słowami).

-

Przeczytaj kilka razy fragment Słowa, zamknij oczy i spróbuj

sobie wyobrazić całą scenę lub jej części. Nie spiesz się. Masz czas.

-

Poproś Boga, żeby w tej modlitwie pokazał Ci Twoje pragnienia.


1. Uczniowie Jana byli nim zafascynowani. Spróbuj to zobaczyć. Chodzili za nim, słuchali go, chwalili się nim. Teraz zafascynowali się Jezusem. Przypomnij sobie jedną, dwie osoby z Twojego życia, które Cię inspirują. Zastanów się , co Cię w nich najbardziej fascynuje? Jakie ich cechy?

(Szukaj konkretów!)


2. Jezus, ich nowy Mistrz, patrzy im prosto w oczy i pyta o ich pragnienia, o to, co jest najgłębiej w ich sercach. Wyobraź sobie ten moment. Wyobraź sobie, że Jezus patrzy teraz TOBIE prosto w oczy i zadaje to samo pytanie: „Czego szukasz?” (wyobraź sobie Jego oczy, barwę głosu, mimikę). Zastanów się , co TERAZ jest Twoim NAJWIĘKSZYM pragnieniem? (Szukaj konkretów i...nie

spiesz się! Kop głęboko w swoim sercu...)


3. Jezus nie daje chłopakom odpowiedzi, ale... chce ich zaprowadzić tam, gdzie te pragnienia się zrealizują. Oni z entuzjazmem ruszają za Mistrzem. Wyobraź sobie, że Jezus teraz CIEBIE zaprasza ...

wyciąga rękę i mówi:

„Chodź! zobaczymy co da się z tym Twoim pragnieniem zrobić.”

Zastanów się , czy chcesz pójść za Jego propozycją.

Zastanów się , co KONKRETNIE możesz TERAZ w swoim życiu zrobić, żeby razem z Jezusem rozwinąć to pragnienie?

(Jeszcze zostało Ci trochę czasu do końca? Zacznij ponownie od pkt. 1!)

Na koniec wyobraź sobie, że siedzisz z Jezusem jak z Przyjacielem w jakimś ciekawym miejscu.

Pogadaj z Nim o tym wszystkim, co odkryło się na tej modlitwie.

Dziękuj ,

opowiadaj,

proś,

pytaj...

Rozmowę zakończ modlitwą „Ojcze nasz...” i znakiem Krzyża.


Na modlitwę masz 45 minut. Nie musisz przerobić wszystkich punktów nie o to chodzi. Ale nie próbuj też skracać tego czasu! :)


Dorota
Dorota Lip 22 '14, 08:06
On może Cię uzdrowić. Chcesz tego?

Dorota
Dorota Sie 3 '14, 15:42

Jezus lituje się nad tłumem, uzdrawia ich chorych. Dotyka tych miejsc, które wymagają uleczenia. Cisza i samotność bardzo w tym pomagają. Ale wtedy widać też bardziej wszelkie głody, które wychodzą z człowieka. Bo ten głód, który odczuwają tłumy, a który zauważają uczniowie jest też obrazem głodów, które każdy z nas nosi w sercu...
---
zapraszam  do dzisiejszej - niedzielnej modlitwy.


Głód

Wprowadzenie do modlitwy na XVIII Niedzielę zwykłą, 3 sierpnia

Tekst: Mt 14, 13 – 21

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce tu jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”.

Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”.

Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”.

On rzekł: „Przynieście mi je tutaj”.

Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci


Prośba: o uświadomienie sobie swoich głodów i pozwolenie, by wypełnił je Jezus.

1.   Po śmierci Jana Chrzciciela Jezus oddala się od tłumów. To naturalna reakcja kogoś, kto opłakuje przyjaciela. Ewangelia nie mówi nic o żałobie Jezusa, ale przecież był w pełni człowiekiem i skoro zapłakał nad grobem Łazarza, dlaczego nie miałby płakać po śmierci swego Poprzednika? Miejsce pustynne, osobno… niezależnie z jakiego powodu – czy dajesz sobie przestrzeń oddechu i samotności? Czy pozwalasz sobie każdego dnia, albo bardzo często, by choć przez parę chwil być samemu, by pozwolić sercu złapać oddech, zanurzyć się w ciszy i trwać przy Bogu, który jest wtedy OBECNY?


2.   Jezus lituje się nad tłumem, uzdrawia ich chorych. Dotyka tych miejsc, które wymagają uleczenia. Cisza i samotność bardzo w tym pomagają. Ale wtedy widać też bardziej wszelkie głody, które wychodzą z człowieka. Bo ten głód, który odczuwają tłumy, a który zauważają uczniowie jest też obrazem głodów, które każdy z nas nosi w sercu. Czego tak bardzo pragniesz? Za czym tęsknisz? Ile z tego może wypełnić tylko Bóg? Czy pozwalasz Mu na to?


3.   Do tego, by Jezus mógł wypełnić nasze głody, potrzebuje nas i tego, co mamy – choćby było tego bardzo mało. Pan to wszystko błogosławi i rozdaje tłumowi. Ale czyni to poprzez uczniów, a więc przez „pośrednictwo”. Tak działa do dzisiaj w Kościele. Boża ręka jest widzialna, bo to zarazem nasza ręka. Oby była hojna i otwarta na bliźniego. Patrząc na tę scenę odkryj w sobie lub uświadom sobie na nowo, że człowiek ostatecznie tu na ziemi zawsze będzie nienasycony. Zawsze będzie mu czegoś brakować, choćby miał niby wszystko. Okazuje się bowiem, że kiedy traci wszystko – zyskuje Wszystko. A tym wszystkim jest Bóg, który karmiąc nas chlebem (i doczesnym i eucharystycznym) tak naprawdę daje nam siebie całego. Pozwól, by to Jezus był Twoim głównym pokarmem – w Nim bowiem zawiera się wszystko!

Małgorzata Kundzia
Małgorzata Kundzia Sie 4 '14, 10:27
Ćwiczenie na dzisiaj i kazdy kolejny dzien
Dorota
Dorota Sie 17 '14, 22:59
Wielka wiara

W tym kontekście znaczące jest milczenie Jezusa. Spróbuj w wyobraźni przypatrzeć się tej scenie. Bo milczenie Boga jest tym, co denerwuje dzisiejszy świat.

Wprowadzenie do modlitwy na XX Niedzielę zwykłą, 17 sierpnia

Tekst: Mt 15, 21 – 28

Prośba: o wielką wiarę zdolną do przekraczania wewnętrznych granic.

1. Jezus w swojej wędrówce zbliża się do okolic Tyru i Sydonu, a więc miast pogańskich. Jest to ważny szczegół, bo kiedy poganka prosi Go o uzdrowienie jej córeczki, Jezus próbuje „uciec” mówiąc o tym, że jest posłany do owiec Izraela. Jezus zbliża się jednak pod granice świata wierzącego i pogańskiego. Może to zbliżenie było swoistą prowokacją? Tego nie wiemy, ale możemy i takie uzasadnienie przyjąć. Być może Jezus chce się przekonać, jak zareaguje świat pogański na Jego zbliżenie się.

2.   W tym kontekście znaczące jest milczenie Jezusa. Spróbuj w wyobraźni przypatrzeć się tej scenie. Bo milczenie Boga jest tym, co denerwuje dzisiejszy świat. Zapominamy, że Bóg dał nam wolność, a więc sam jest wolny – dał to, co sam posiada i to w pełni. Czy pozwalam Bogu działać w pełni wolności? Czy też powinien zawsze się „odzywać” i spełniać moje oczekiwania?

3.   Milczenie Jezusa i Jego odrzucenie kobiety prowokuje teraz ją. Ale do czego? Do jeszcze usilniejszej prośby. Okazuje się bowiem, że jej wiara (pomimo bycia poganką) jest tak wielka, że przekracza granice, której Jezus – wydaje się – nie chciał przekroczyć. Bo miłość przekracza wszelkie granice. Jezus zbliżając się do granic pomaga człowiekowi je przekroczyć i wzbudza w nim niesamowitą wiarę. A czyni to przez… milczenie i pozorne odrzucenie tej kobiety. Gdyby nie to, jej wiara nie miałaby okazji stać się wielką, a może i w ogóle by jej nie było. Czy pozorne milczenie Boga pcha mnie do przekraczania moich wewnętrznych granic, ograniczeń i lęków za pomocą wiary, która staje się przez to wielka?

Dorota
Dorota Lis 15 '14, 13:44

Patrz na Jezusa

Stanisław Biel SJ

 

Droga Jezusa jest również drogą Jego ucznia. Czasem może się wydawać, że naśladowanie Jezusa jest łatwe, proste, przyjemne, wiąże się z profitami… Jeżeli idziemy za Jezusem, On powinien nam błogosławić. I błogosławieństwo to bywa rozumiane jako brak większych problemów, trudu, cierpienia.

 

Ale to nie jest droga Jezusa. Naśladowanie Jezusa nie jest ucieczką od życia, problemów, trudu, cierpienia. Przeciwnie, Jezus mówi: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mk 8, 34).

 

Uczeń ma przyjąć Mistrza takim, jaki jest i ma Go naśladować w całym Jego życiu. A więc także w niesieniu krzyża. Ojciec Pedro Arrupe SJ, przełożony generalny jezuitów pod koniec życia doświadczał cierpienia z wiązanego z paraliżem. To doświadczenie cierpienia, jak wyznaje w swoich świadectwach, najbardziej zbliżyło go do Jezusa. W swoim Przesłaniu do Towarzystwa Jezusowego mówił: Bardziej niż kiedykolwiek czuję, że znajduję się w rękach Boga. Tego właśnie pragnąłem przez całe życie, od młodości. Obecnie pozostaje to jedynym moim pragnieniem. Dostrzegam jednak wyraźną różnicę: dziś cała inicjatywa należy do Boga. Zapewniam was, że świadomość i poczucie, iż jestem całkowicie w Jego rękach jest niezwykle głębokim doświadczeniem (3 IX 1983).

 

Św. Ignacy w II Tygodniu Ćwiczeń Duchownych zachęca, by zastanowić się nad słowami, jakie kieruje Jezus do swoich uczniów: Nakazuje im, żeby tych, którym chcą udzielić pomocy, pociągali najpierw do najwyższego ubóstwa duchowego, a jeżeli Majestatowi Bożemu to by się podobało i do tego ich wybrał, także do ubóstwa rzeczywistego; następnie do [przyjmowania] obelg i pogardy, ponieważ z tych dwóch wyłania się pokora. Tak więc są trzy stopnie: najpierw ubóstwo przeciw bogactwu, następnie obelgi i pogarda przeciw poszanowaniu w świecie, wreszcie pokora przeciw pysze. Te trzy stopnie sprawiają, że się rozwijają wszystkie inne cnoty (Ćwiczenia Duchowne, nr 146).

 

Uczeń Jezusa ma świadomie podjąć zaproszenie do ubóstwa, znoszenia zniewag i pokory. Oczywiście, nie zawsze mamy wpływ na wybór życia wymagającego większej pokory, niższej pozycji społecznej czy skromniejszych warunków życia. Ale od nas zależy pragnienie serca, by we wszystkim być bliżej Jezusa, naśladować Jego styl.

 

Św. Paweł napisze o swoim naśladowaniu Jezusa w cierpieniu: umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 12n).

 

Naśladowanie Jezusa w cierpieniu nie jest jednak łatwe. Historia uczniów pokazuje, jak ciągle są dalecy od mentalności Jezusa i wybierają propozycje świata. Przykładem są dwaj bliscy Jezusowi uczniowie - Jan i Jakub, którzy proszą o pierwsze miejsca w hierarchii społecznej Jezusa: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie (Mk 10, 35-45).

 

Jan i Jakub chcą być najbliżej Jezusa w chwale. Są jednak niecierpliwi, myślą już o celu, o chwale, a Jezus pragnie, by Mu towarzyszyli w drodze, w trudzie. Uczniowie proszą o pierwsze miejsca. Ale nie są świadomi, że w hierarchii Jezusa być pierwszym oznacza podjąć trud, cierpienie, krzyż, służbę. Zasiadać obok Jezusa znaczy być najpierw ukrzyżowanym razem z Nim. W domu Bożym jest odwrotnie niż w hierarchii społecznej. Najniższe służebne miejsce jest naczelne.

 

Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? - pyta Jezus uczniów i otrzymuje odpowiedź: Możemy (Mk 10, 38n). Odpowiedź uczniów jest szczera. Jan i Jakub nie odwracają się od trudności, od cierpienia, okazują zdecydowanie i lojalność. Jezus nie wypomina im zarozumiałości. Wie, że niedługo sprawdzą się. Jan będzie stał pod krzyżem i wraz z Maryją doświadczy męczeństwa serca. Jakub jest pierwszym z Apostołów, który odda życie za Jezusa.

 

Jednak miejsce po prawej lub lewej stronie dostanie się tym, dla których zostało przygotowane (Mk 10, 40). Jezus rezygnuje z wszelkiej władzy, nawet z władzy decydowania, kto ma być najbliżej Niego. Gdyby Jan i Jakub zwrócili się z tą prośbą do Boga Ojca, otrzymaliby zapewne podobną odpowiedź: To nie ja przydzielam te miejsca, ale Syn. Syn wskazuje na Ojca, a Ojciec na Syna. Nie po to, (jak my), by uniknąć odpowiedzialności i złożyć ciężar na drugiego. Ale po to, by uczcić się wzajemnie. Ja nie szukam własnej chwały, Ja czczę Ojca - mówi Jezus (J 8, 49n). Wschłuchiwać się w siebie, spełniać swoje pragnienia, służyć sobie wzajemnie i czcić się - to jest miłość i szczęście Trójcy Świętej.

 

I tak samo powinno być wśród uczniów Jezusa. Wzajemny szacunek, cześć, pokora, miłość i służba - to legitymacja ucznia. Kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mk 10, 45).

 

Pytania do refleksji i modlitwy:

 

Co dla mnie osobiście oznacza: zaprzeć się siebie, wziąć swój krzyż i naśladować Jezusa? (Mk 8, 34). Jakie uczucia i reakcje rodzi we mnie zaproszenie Jezusa do ubóstwa, znoszenia zniewag i pokory? Czy nie boję się panicznie cierpienia i wszystkiego, co kojarzy się z krzyżem? Co jest moim kielichem, który daje mi Bóg Ojciec? W jaki sposób go przyjmuję?

 

 

Więcej w książce: Ścieżkami wiary i miłości

 

Edytowany przez Dorota Lis 15 '14, 13:44
Dorota
Dorota Sty 16 '15, 20:09

Zaproszenie do przyjacielskiej rozmowy z Jezusem


Zaproponowane przez
Św. Antoniego Marię Clareta (1807 – 1870)
- założyciela klaretynów

Znalazłam to dziś wśród książek, pamiętam , że było mi to kiedyś bardzo pomocne, więc odnalazłam w internecie .

Zaproszenie do przyjacielskiej rozmowy z Jezusem

 

Nie musisz nic robić, żeby Mi się przypodobać. Wystarczy, że Mnie bardzo kochasz, bo Ja kocham Cię bezgranicznie. Mów do mnie tak jakbyś rozmawiał ze swoim przyjacielem.

 

Chcesz Mnie dla kogoś o coś poprosić? Powiedz Mi jego imię, a następnie co byś chciał, żebym teraz dla niego uczynił. Nie wahaj się, proś o wiele! Mów do Mnie prosto i otwarcie o biednych, których zamierzasz pocieszyć, o chorych, których cierpienia widzisz, o zabłąkanych, dla których gorąco pragniesz powrotu na dobrą drogę. Powiedz Mi o nich chociaż jedno słowo..

A dla siebie? Czyż nie potrzebujesz dla samego siebie jakiejś łaski? Powiedz mi otwarcie: może jesteś dumny, samolubny, niestały, niestaranny? Poproś Mnie, żebym ci przyszedł z pomocą w twoich nielicznych czy też licznych wysiłkach, które podejmujesz, by się wyzbyć tych wad. Nie wstydź się! Jest wielu sprawiedliwych, wielu świętych w niebie, którzy popełniali te same błędy. Ale oni prosili pokornie i z biegiem czasu zobaczyli, że są od tego wolni. Nie zwlekaj prosić też o zdrowie, o szczęśliwe zakończenie twoich prac, interesów czy studiów& To wszystko mogę ci dać i daję. A Ja życzę sobie, żebyś Mnie o to prosił, i gotów jestem ci to dać pod warunkiem, że nie zwróci się to przeciwko twojemu uświęceniu, ale będzie mu sprzyjało i je wspierało. Powiedz Mi, czego ci dzisiaj potrzeba& Co mogę dla ciebie uczynić? Gdybyś wiedział, jak bardzo pragnę ci pomóc!

Czy masz w tej chwili jakiś plan? Opowiedz Mi o nim. Czym się zajmujesz? O czym myślisz? Co mogę uczynić dla twojego brata i siostry, dla twoich przyjaciół i znajomych, dla twojej rodziny, dla twoich przełożonych, może podwładnych? Co ty chciałbyś dla nich uczynić? Co dobrego uczyniłbyś swoim przyjaciołom, tym, których bardzo kochasz, a którzy żyją nie myśląc o Mnie? Czy pragniesz, żebym przez nich był uwielbiony?

Powiedz Mi, co dzisiaj pochłania Twoją uwagę? Czego pragniesz z utęsknieniem? Jakie środki posiadasz, aby to osiągnąć? Powiedz mi o twoim nieudanym przedsięwzięciu, a Ja wyjaśnię ci przyczyny niepowodzenia. Czy nie chciałbyś Mnie dla siebie pozyskać?

Może czujesz się smutny, albo źle usposobiony? Opowiedz mi w szczegółach, co cię smuci& Kto cię zranił? Kto cię obraził lub znieważył? Informuj Mnie o wszystkim, a wkrótce dojdziesz tak daleko, że za moim przykładem wszystko im darujesz i przebaczysz. W nagrodę otrzymasz moje pocieszające błogosławieństwo.

Może się czegoś obawiasz? Czy odczuwasz w duszy nieokreślone przygnębienie, które wprawdzie jest bez podstaw, ale mimo to nie przestaje rozrywać ci serca? Rzuć się w ramiona mojej Opatrzności! Jestem przy tobie, u twojego boku. Ja wszystko widzę, wszystko słyszę i w żadnym momencie nie zostawię cię.

Czy odczuwasz niechęć ze strony ludzi, którzy cię kiedyś lubili? Teraz może zapomnieli o tobie, odwrócili się od ciebie, mimo, że z twojej strony nie było do tego najmniejszego powodu& Proś za nimi, a ja ich przywrócę do twojego boku, jeśli nie staną się zawadą dla twojego uświęcenia.

Nie masz dla Mnie czasem jakiejś radosnej wiadomości? Dlaczego nie pozwalasz mi uczestniczyć w niej, przecież jestem twoim przyjacielem? Opowiedz mi, co od twoich ostatnich odwiedzin u Mnie pokrzepiło twoje serce i wywołało twój uśmiech. Być może miałeś szczęśliwe wiadomości, list, miłą rozmowę, może przezwyciężyłeś trudności, wyszedłeś z sytuacji bez wyjścia? To wszystko jest moim dziełem. Ty masz mi tylko powiedzieć: dziękuję!

A czy nie chcesz Mi czegoś obiecać? Ja czytam w głębi twojego serca. Ludzi można łatwo zmylić, ale nie Boga. Mów więc do Mnie otwarcie. Czy jesteś zdecydowany nie poddawać się więcej wiadomej okazji do grzechu? Zrezygnować z rzeczy, która pobudziła twoją wyobraźnię? Nie przestawać z człowiekiem, który spokój twej duszy zmącił? Czy będziesz znowu łagodnym, miłym i usłużnym wobec tego człowieka, którego miałeś dziś za wroga, bo cię skrzywdził?

Dobrze, powróć więc teraz do swojego zajęcia, do swojej pracy, do swoich studiów& Ale nie zapominaj chwil, które przeżywaliśmy razem. Zachowaj, jak dalece możesz, milczenie, skromność, wewnętrzne skupienie, miłość bliźniego. I przyjdź znowu, z sercem przepełnionym jeszcze większą miłością, jeszcze bardziej oddany mojemu Duchowi. Wtedy znajdziesz w moim Sercu codziennie nową miłość, nowe dobrodziejstwa i nowe pocieszenia. Kochaj Matkę moją, która i twoją jest.

Zawsze czekam na ciebie

Twój Jezus

Edytowany przez Dorota Sty 16 '15, 20:11
Dorota
Dorota Lut 16 '15, 23:45
Jak nauczyć się nieustannej modlitwy? jak-nauczyc-sie-modlitwy-nieustannej

Bardzo słusznie porównaliście postęp w sprawach duchowych z nauką dzieci, które tak długo nie będą umiały rozpoznawać poszczególnych liter ani swobodnie ich pisać, dopóki nie otrzymają dokładnego wzoru, wyrytego w wosku, aby przez ciągłe ćwiczenie i codzienne naśladowanie przyzwyczajać do nich wzrok i rękę. Podobnie jest w życiu duchowym – dlatego i dla was trzeba znaleźć taki wzór, taką formę modlitwy, abyście mając ją przed oczyma i stale powtarzając w pamięci, mogli przejść na wyższy poziom kontemplacji.

Chciałbym ją teraz podać. Pamiętajcie tylko, że każdy kto pragnie trwać w Bogu, powinien nieustannie rozważać ją w swoim sercu, odrzucając wszelkie inne myśli dotyczące codziennych trosk. Jeśli nie będzie od nich wolny, to nawet na tej jednej, którą podam, nie uda mu się skupić. Ja sam nauczyłem się jej od najstarszych Ojców, którzy dożyli jeszcze do moich czasów; dzisiaj wyjawiam ją tylko nielicznym, szczerze pragnącym doskonałości.

  A zatem, jeśli chcecie zawsze pamiętać o Bogu, po­wtarzajcie nieustannie następujące wezwanie: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu! (Ps 70,2)  

Nie bez znaczenia z całego skarbca Pisma Świętego wybrano właśnie to jedno, albowiem mieszczą się w nim wszystkie uczucia jakie rodzą się w człowieku i bardzo dobrze można je zastosować w każdym stanie duszy i w każdej pokusie.

Jest w nim zawarte wołanie do Boga w niebezpieczeństwie, akt pokory w pobożnym wyznaniu niemocy, czujność duszy pełna troski i lęku, świadomość własnej ułomności, nadzieja wysłuchania i ufność w bliską pomoc, każdy bowiem, kto ustawicznie wzywa swego Obrońcę, musi być przekonany o jego stałej obecności.

Jest w nim miłość i płomienne przywiązanie oraz świadomość niebezpieczeństw i lęk przed nieprzyjaciółmi – widząc wszak jak w dzień i w nocy jesteśmy przez nich oblegani, jedyny ratunek upatrujemy w Panu. Jest ono murem niezdobytym, twardym pancerzem i mocną tarczą dla wszystkich, którzy bronią się przed atakami szatana. Kiedy przyjdzie opieszałość i trwoga du­cha, chroni nas od rozpaczy a kiedy gnębi smutek lub [grzeszne] myśli, przypomina, że Ten, do kogo się zwracamy, widzi nasze zmagania i blisko jest wszystkich, którzy Go wzywają.

W czasie zwycięstw, powodzenia i płynącej stąd radości serca, przestrzega najpierw przed pychą i dumą, a ponieważ bez opieki Boga nawet chwilę nie moglibyśmy cieszyć się pomyślnością, modlimy się, by i wtedy śpieszył nam na ratunek.

Jak więc widzicie, wezwanie to jest niezbędne i pożyteczne w każdym położeniu, a ten, kto we wszystkim oczekuje pomocy, okazuje, że nie tylko w chwilach ciężkich i smutnych, ale także pomyślnych i radosnych, nie może się obejść bez Bożej opieki. Z tych pierwszych, wszak, tylko Bóg może wyzwolić, tym drugim, tylko On zapewnić trwałość, albowiem ludzka ułomność, tak w szczęściu jak nieszczęściu, potrzebuje Jego wsparcia.

Podam kilka przykładów. Uderza we mnie pokusa obżarstwa i jest tak silna, że każe mi szukać potraw na pustyni nieznanych lub w tym surowym odosobnieniu przypomina mi zapachy królewskich przysmaków… Kiedy spostrzegam, że zaczynam ich pragnąć, mówię: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Innym razem korci mnie, by przyśpieszyć godzinę posiłku lub z wielkim trudem zmagam się z pokusą przekroczenia miary słusznego, codziennego umartwienia w jedzeniu… Z jękiem wołam więc: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Wiem, że z powodu cielesnych pokus powinienem surowiej pościć, nie pozwala mi jednak na to stan zdrowia i kłopoty z żołądkiem… Aby płomienie cielesnych żądz wygasły we mnie bez surowego postu, modlę się więc: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Zdarza się, że o wyznaczonej godzinie mam przystąpić do posiłku, a tu chleb wywołuje we mnie mdłości i w ogóle straciłem ochotę na jakikolwiek pokarm potrzebny ciału… Wołam więc: Boże, wejrzyj ku wspo­możeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Dla większego skupienia chciałbym poświęcić się czytaniu, przeszkadza mi jednak nagły ból głowy; o go­dzinie trzeciej, zmorzony snem, zasypiam nad świętą Księgą, przekraczając lub uprzedzając czas przeznaczony na spoczynek; z powodu sen­ności, nie mogę śpiewać psalmów w czasie wspólnych nabożeństw… We wszyst­kich tych przypadkach błagam więc: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Innym razem, przeciwnie, sen uleciał sprzed moich oczu i przez wiele nocy szatan męczy mnie bezsennością, pozbawiając pokrzepienia jakie daje nocny spoczynek… Wzdycham więc i modlę się: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Bywa też, że walczę jeszcze z wadami, a tu w czasie snu odzywają się ukryte żądze i kuszą do cielesnej rozkoszy… Aby nie wybuchnął szkodliwy ogień i nie spalił miło pachnących kwiatów czystości, wołam więc: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Czuję, że osłabły już we mnie cielesne pragnienia i wystygł ich żar… Aby ta zdobyta cnota, a raczej łas­ka Boża, trwała we mnie jak najdłużej (najlepiej zawsze), powtarzam więc gorliwie: Boże, wejrzyj kuwspo­możeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Niepokoją mnie wybuchy gniewu, chciwości lub smutku, pozbawiając tym samym upragnionej i umiłowanej łagodności… Aby te uczucia nie napełniły mnie gorzką żółcią, wołam więc z głośnym jękiem: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Jestem opieszały, nadymam się próżną chwałą i py­chą, schlebiam sobie skrycie w myślach, obserwując lenistwo i oziębłość innych… Aby nie zwyciężyły we mnie te zgubne podszepty wroga, modlę się więc szczerze ze skruszonym sercem: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Udało mi się opanować pychę i dzięki stałej skrusze uzyskać łaskę pokory i prostoty… Aby nie dosięgła mnie stopa pyszałka i ręka grzesznika mnie nie wygnała (Ps 35,12 Wlg), i aby chełpiąc się zwycięstwem, nie spotkało mnie coś gorszego, wołam więc z całej siły: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu me­mu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

  Moją duszą zawładnęły liczne i groźne rozproszenia, moje serce jest niestałe, nie potrafię opanować rozbieganych myśli, nawet w czasie modlitwy ulegam zwodniczej wyobraźni, przypominając sobie dawne rozmowy i zdarzenia…  

Kiedy obezwładniony tą oschłością i niepłodnością ducha, nie jestem w stanie wzbudzić nawet jednej pobożnej myśli, wołam więc pośród westchnień i jęków: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!, aby raczył mnie wybawić od tych ciemności.

Po nawiedzeniu Ducha Świętego, moja dusza odnalazła właściwą drogę, myśli nabrały stałości, a do serca wypełnionego zachwytem i radością powróciła gorliwość. Opływam wtedy w bogactwo pobożnych myśli a dzięki światłu Pana, odsłaniają się przede mną najgłębsze i nigdy nie zauważone tajemnice Pisma Świętego… Abym jak dłużej mógł wytrwać w tym stanie, wołam więc często z wielką gorliwością: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Trwożę się osaczony w nocy przez ataki szatana, niepokoją mnie zjawy duchów nieczystych, potworny strach pozbawił mnie nadziei życia i zbawienia… Uciekam więc do zbawiennej przystani mojej modlitwy i z całych sił krzyczę: Boże, wejrzyj ku wspo­możeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Innym razem tak mnie pokrzepiła pociecha od Pana i takiej odwagi dodało mi Jego nawiedzenie, że wydaje mi się jakby niezliczone rzesze Aniołów otaczały mnie murem. Zaczynam wtedy szukać spotkania i wszczynam walkę z tymi, których dotąd bałem się bardziej niż śmierci, a których dotknięcie czy nawet sama bliskość napełniała trwogą moją duszę i ciało… Aby łaska Boża jak najdłużej zachowała we mnie to stateczne męstwo, wołam więc ze wszystkich sił: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu!

Tak oto nieustannie powtarzajmy tę modlitwę: w nieszczęściu, abyśmy zostali wybawieni, w szczęściu, abyśmy je mogli zachować, nie unosząc się pychą. Rozważajmy ją nieprzerwanie w naszym sercu, nie przestawajmy śpiewać w pracy, w podróży czy przy jakimkolwiek innym zajęciu. Rozmyślajmy o niej we śnie, przy jedzeniu i w każdej potrzebie. Niech to rozmyślanie stanie się dla nas zbawienną metodą, która nie tylko zachowa nas bezpiecznie od napaści szatana, ale i oczyści od skażenia jakąkolwiek ziemską wadą, doprowadzając do kontemplacji rzeczy niewidzialnych i niebieskich, i wznosząc do owej niewysłowionej, żarliwej modlitwy, znanej tylko niewielu.

Rozmyślajmy więc o niej gdy sen klei nam oczy, aby przez ciągłe ćwiczenie nauczyć się ją śpiewać nawet we śnie. Niech jej słowa jako pierwsze przypomną nam się rano, a w ciągu dnia niech wyprzedzają wszystkie nasze myśli. Niech zginają nam kolana do modlitwy, a gdy powstajemy, niech nas prowadzą do zajęć i obowiązków, i nigdy nie opuszczają. Rozmyślajmy o nich według przykazania Prawa przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu (Pwt 6,7). Niech będą na naszych ustach i na ścianach domu, a przede wszystkim w naszym sercu, aby jak pokorny refren pochylały się z nami, gdy padamy przed Bogiem, i jak nieustanna modlitwa wraz z nami powstawały, gdy przystępujemy do codziennych zajęć.

 

Jan Kasjan | Rozmowy o modlitwie

 

 
Dorota
Dorota Lut 21 '15, 21:00

Psalm 6 – pierwszy z siedmiu psalmów pokutnych, czyli jak dobrze zasłać sobie łóżko w Wielkim Poście

 

Wielki Post, czas nawrócenia i pokuty, który ma nas przygotować do największej celebracji chrześcijańskiego roku liturgicznego, do celebracji męki, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, Jezusa Chrystusa. W tradycji Kościoła jest to również czas wielkiej modlitwy, rozważania męki Zbawiciela na drzewie krzyża, które wyrosło na niewdzięcznej glebie świata a korzeniami sięga do głębi duszy każdego człowieka jak śpiewamy w pięknym hymnie liturgicznym (LG tom III: Piątek III, str. 885-886; LG skrócone: Piątek III, str. 1037-1038).

W modlitewnym skarbcu Ludu Bożego znajduje się wiele klejnotów, które odpowiadają nastrajają do pokuty, sprzyjają przyznawania się do grzechu, skłaniają do nawrócenia. Wśród nich głębokim i szlachetnym blaskiem promienieje siedem psalmów pokutnych. Wybór najprawdopodobniej pochodzi od świętego Augustyna, wielkiego miłośnika i komentatora psalmów. Są wśród nich te bardzo znane jak Psalm 51 („Miserere”) i Psalm 130 („De profundis”) ale także inne, trochę zapomniane, warte żeby je nieco „odkurzyć” w naszej świadomości – Psalm 6, 32, 38, 102, 143. Niektórzy znawcy twierdzą, że te siedem psalmów wyśpiewanych przez Dawida odpowiada siedmiu popełnionym przez niego konkretnym grzechom:
- pycha i próżność, którą wykazał dając rozkaz policzenia ludu wybranego,
- cudzołóstwo z żoną Uriasza Chetyty,
- obłudę i oszustwo wobec Uriasza, gdy próbował zataić swój grzech,
- chęć ukrycia grzechu, przez nakłanianie Uriasza do współżycia z Batszebą,
- zabójstwo Uriasza,
- pobłażliwość wobec swego syna Amnona, kiedy zgwałcił on swoją siostrę Tamar,
- zatwardziałość serca, gdy nie chciał wyznać swego grzechu (uczynił to dopiero po dwóch latach wobec proroka Natana).

Wśród tych „siedmiu wspaniałych” wyróżnia się Psalm 6 stojący w cieniu swoich wielkich towarzyszy. Kiedyś miał stanowczo większe powodzenie niż dzisiaj. Przez żydów odmawiany w ramach modlitwy codziennej i jako psalm pokutny. Często pojawiał się także w modlitwie wczesnochrześcijańskiej, obecnie ktoś przesadził go do ostatniej ławki. W niedzielnych czytaniach mszalnych nie pojawia się ani razu, a co dziwniejsze zrezygnowano z niego również w czytaniach „Obrzędów pokuty”… Przygarnął go jedynie rytuał „Sakramentu chorych”.

Psalm 6 jest wołaniem człowieka udręczonego cierpieniem, który w grzechu rozpoznaje przyczynę swego nieszczęścia. Może właśnie to zbyt bezpośrednie połączenie choroby z grzechem i karą oraz nawrócenia z powrotem do zdrowia drażni nieco ucho dzisiejszego słuchacza. Czy jednak nie warto, czytając ten psalm, przypomnieć sobie to co było oczywiste dla Dawida i jego pobratymców i staje się oczywiste dzisiaj, że człowiek jest jednością, i że grzech niszczy go całego z duszą – tchnieniem życia i ciałem, do szpiku kości a także i to, że nawrócenie obejmuje swym blaskiem i darem uzdrowienia całego grzesznika.

Warto w wielkim poście sięgnąć po ten psalm, choćby w pięknym przekładzie ekumenicznym z języka hebrajskiego:

Przewodnikowi chóru. Na instrumenty strunowe, na oktawę.
Psalm Dawida
Panie, nie karć mnie w swoim gniewie
i nie karz w zapalczywości!
Ulituj się nade mną, Panie, bo jestem bezsilny,
ulecz mnie, Panie, przenikniętego trwogą aż do szpiku kości!
Moja dusza przepełniła się lękiem,
a Ty, Panie, jak długo jeszcze…?
Zwróć się ku mnie, Panie, ocal moja duszę,
niech mnie wybawi Twoje miłosierdzie!
Bo nikt po śmierci nie wspomni o Tobie,
czy ktoś w Szeolu będzie Cię wysławiał?
Już wyczerpało mnie moje wzdychanie,
co noc łez strumieniami zalewam me łoże,
mokre od płaczu jest moje posłanie.
Już niemal całkiem wypłakałem oczy,
a wróg mój sprawił, ze się postarzałem.
Odejdźcie ode mnie wszyscy nieprawi,
bo Pan usłyszał mój płacz.
Pan wysłuchał mego błagania,
Pan przyjął moja modlitwę.
Niech się zawstydzą i strwożą okrutnie
wszyscy moi nieprzyjaciele
i pohańbieni niech uciekną!
(Księgą Psalmów, przekład ekumeniczny,
Towarzystwo Biblijne w Polsce 2003)

Czyż nie jest to piękna modlitwa? Ach, byłbym zapomniał o ścieleniu łóżka… J Kiedyś św. Jan Chryzostom wołał z zapałem do swoich słuchaczy: – Chcecie wiedzieć co czyni łoże prawdziwie pięknym? Pokażę wam wspaniałość pewnego posłania, nie zwykłego zjadacza chleba czy żołnierza lecz króla i to największego króla, który jest do dzisiaj czczony na całym świecie i o którym śpiewa się pieśni. Pokaże wam łoże błogosławionego Dawida. Na jakim łożu on sypiał? Nie na łożu zdobnym w srebro i złoto lecz we łzy i wyznania, ozdobił je całe we łzy jak w perły…

Odnaleźć głęboką skruchę i dar łez oczyszczających serce! To droga Wielkiego Postu. No a jeśli ktoś nie lubi płakać i nie lubi ścielic łóżka to ojcowie kościoła mieli dla niego inną propozycję.– niech modli się w nocy! Takie wołanie ma szczególną wartość u Boga. Gdyby modlitwa siedmioma psalmami pokutnymi pozostawiła jakiś niedosyt to przecież jest jeszcze 143 możliwości do wyboru.

ks. Michał Kozak MIC

Dorota
Dorota Cze 20 '15, 17:15

Nie lubisz podejmować decyzji? Przeczytaj!

 

  Lenistwo, wątpliwości oraz strach przeszkadzają w podejmowaniu decyzji. To wrogowie ukryci. Jawni wrogowie, tacy jak egoizm, pycha, zazdrość, małoduszność, są również niebezpieczni, lecz atakują nas w sposób otwarty i dlatego można ich zidentyfikować. Dzięki zaś identyfikacji można ich pokonać w bezpośredniej walce.

 

Ukryci wrogowie bardziej nam zagrażają, gdyż zbliżają się do nas w sposób niedostrzegalny i atakują w ciemności. Przenikają do naszych sił obronnych, docierając w sposób ukryty aż do najbardziej wewnętrznych punktów dowodzenia, gdzie podejmowane są akty ludzkie.

 

Akt decyzji jest najbardziej szlachetnym i najgłębszym spośród wszystkich ludzkich działań, on to określa ludzką osobę, najpełniej wyraża jej godność. I właśnie dlatego, że jest szlachetny i głęboki, że określa ludzką osobę i stanowi o jej godności, jest tak trudny i bolesny, doprowadzając nas wielokrotnie do walki i wystawiając na niebezpieczeństwo. Dlatego też pierwszą instynktowną reakcją na sytuację wymagającą decyzji jest próba uniknięcia jej, odłożenia na później, udawanie, że się jej nie dostrzega. Większość decyzji podejmuje się na tym świecie przez niepodejmowanie ich (jest to już jakaś decyzja), raczej przez unikanie działania niż działanie, przez pozostawienie rzeczy ich dotychczasowemu biegowi, niż podjęcie bezpośredniej interwencji po to, by je zmienić. Te niczemu nie służące decyzje zazwyczaj nie prowadzą nas do upragnionego celu. Brak decyzji jest najgorszą z decyzji. Inercja wolitywna jest chorobą śmiertelną.


Rytm, zdążenie na czas, precyzja podejmowanych decyzji pomagają również wygrać grę życia. Natomiast brak wykonania ruchu w określonym czasie może doprowadzić do przegranej. We wszystkich oficjalnych mistrzostwach szachowych oprócz graczy i sędziego w każdej grze jest jeszcze czwarty element: zegar. Świadek nieubłagany i istotny, posiadający ściśle określone zadanie: ma odmierzać czas przeznaczony na każde zagranie, oraz czas, którego w całości gracze nie mogą przekroczyć. Jeśli ktoś przekroczy limit, przegrywa. Zegar jest nieprzekupny. Odmierza sekundy, idzie do przodu, ostrzega i ogłasza koniec -czas wykorzystano. Należy uczynić ruch, zanim wskazówka zacznie się podnosić. Trzeba się zdecydować, zanim będzie za późno. Lecz gracz zaczyna powątpiewać, wyciąga rękę i cofają, wyczekuje, zamyśla się, jest sparaliżowany, napięty i nie czyni kolejnego ruchu. W tym czasie zegar biegnie do przodu, wskazówka podnosi się i czas zostaje wyczerpany. To ten moment, gdy zawodnik przegrywa.

Takie sytuacje nie zdarzają się często w mistrzostwach szachowych, lecz są na porządku dziennym w naszym życiu. Należy dokonywać wyborów. Każdy wybór zawiera w sobie element mechanizmu zegara, ograniczony czas, chronometr, który wyznacza koniec etapu. Lecz zawodnik waha się: zatrzymuje się, chwieje, odsuwa decyzję. Wyciąga rękę, ale nie porusza żadną figurą. Pozwala, by czas uciekał. Pozwala, by życie uciekło. Zegar natomiast idzie do przodu i życie także. Ostatni odpowiedni moment dla podjęcia decyzji przybliża się, nadchodzi, mija. Zegar wyznacza czas i tracimy możliwość wyboru. Tak gra po grze i całe życie tracimy. Gra w szachy może nas nauczyć gry w życie. Zegar obok, który wymierza nasze decyzje i ogłasza karę za niepodjęcie ich na czas. Bezczynność zawsze przegrywa. Możemy utracić wygraną.

Moi studenci tysiące razy pytają mnie: "Który dzień jest ostatni aby... ?" Mam zwyczaj odpowiadać na to pytanie: "Czy nie moglibyście dla odmiany pytać raczej: Który dzień jest pierwszy aby...?" Wszyscy są ze "stowarzyszenia ostatniego dnia". Ostatni dzień aby się zgłosić, zapisać się na kurs. Jeśli uda się go przesunąć, to się przesuwa. Nie czynisz dzisiaj tego, co możesz uczynić jutro. Chociaż masz czas, chociaż są wolne dni, nie ruszasz się. Mijają dni, kalendarz robi się napięty, dzień wyznaczony przybliża się, aż uświadamiasz sobie, że nadszedł czas. Jutro jest ostatni dzień! Słowo magiczne, upomnienie sądowe, sąd ostateczny. Wtedy zaczyna się pośpiech, bieganina, przepychanie... i błędne decyzje. Każda decyzja posiada swoją godzinę, swój poranek, swoje miejsce pośród gwiazd, należy je odgadnąć, uszanować, być mu posłusznym. Nie można bezkarnie łamać rytmu życia.

Odkładamy decyzje, ponieważ wybory nas kosztują. Z tego samego względu unikamy podejmowania decyzji, starając się, w miarę możliwości, zrzucić ten ciężar z nas i przerzucić odpowiedzialność za wybór na kogoś innego.

Znajdujemy się na spotkaniu grupy, podczas którego ma być podjęta wspólna decyzja. Został przedstawiony temat, została przekazana pełna informacja, przedstawiono wszystkie za i przeciw, na zakończenie ten, kto przewodniczy posiedzeniu, zwraca się z bezpośrednim zapytaniem do grupy: cóż powinniśmy uczynić? W tym momencie zapada cisza. Twarze stają się napięte, wzrok utkwiony w podłodze, grupa wydaje się trwać w bezruchu, bez oddechu, jakby w zbiorowej agonii. Nikt nie chce przemówić jako pierwszy, nikt nie chce się określić, nikt nie chce zaryzykować otwarcie decyzji jasnej i osobistej. Później, gdy wypowie się dwóch lub trzech, będzie łatwiej na kimś się oprzeć, przyjąć jego opinię, iść w nakreślonym kierunku, istnieje także możliwość przeciwstawienia się komuś, czy też zaproponowania jakiejś alternatywy. Jest nam łatwiej pracować we dwoje, z czymś lub z kimś, na kim można się oprzeć, w grupie lub w towarzystwie innych. Niełatwo podjąć decyzję osobistą i niezależną, niełatwo jest także ją wyrazić. Głębia osoby dąży do ukrywania się w anonimowości grupy. Podjęcie decyzji wymaga kosztów, ponieważ kosztuje nas samookreślenie siebie.

 

Strach przez zaangażowaniem, strach przed określeniem się, strach przed pomyłką, strach przed pokazaniem twarzy, strach przed działaniem, strach przed wyborem, strach przed byciem sobą. Strach czyni ślepymi kanały rozeznawania, unieruchamia mechanizm podejmowania decyzji. Ten, kto się boi, nie podejmuje dobrych decyzji, nie może dobrze wybierać. Pod wpływem strachu spojrzenie, rytm serca, równowaga przestają być tym, czym powinny być, przestają działać tak, jak powinny działać. Środowisko ulega zaburzeniu, wybór zaś się marnuje. Być może przy dokonywaniu dobrego wyboru najbardziej liczy się odwaga, być może nasze decyzje nie są najlepiej trafione, ponieważ brakło nam odwagi przy ich podejmowaniu. Odwagi, by się zaangażować w coś i odwagi, by się pomylić (to najlepsza gwarancja tego, by się nie pomylić), odwagi, by wybrać, odwagi, by żyć. Strach paraliżuje duszę. I przeciwnie, odwaga wyboru w sposób zdecydowany i jasny jest tym, co naznacza człowieka jako takiego, nadaje mu godność i osobowość. Nie ma lepszej szkoły stawania się człowiekiem jak umiejętność wyboru.

Podejmując osobistą decyzję, zobowiązuję się względem siebie, biorę bezpośrednią i całkowitą odpowiedzialność, tak więc to wszystko, co jest we mnie świadome, nieświadome i podświadome zostaje zaangażowane bezwarunkowo w realizację mojej decyzji, ma udowodnić jej słuszność. Jeśli jakiś młodzieniec żeni się z dziewczyną, którą sam wybrał, będzie robił wszystko, co możliwe i niemożliwe, aby udowodnić całemu światu i sobie samemu, że jego decyzja była prawidłowa, że dziewczyna była wspaniała, a w konsekwencji małżeństwo funkcjonuje bardzo dobrze i obydwoje są szczęśliwi. Napotka trudności w życiu małżeńskim i rodzinnym, jakie muszą się zdarzyć w każdym związku, lecz będzie posiadał motywację i pragnienie, by wszystko dobrze się udało, i to go będzie zmuszać do pracy i wysiłku, aby znaleźć rozwiązanie tych trudności. Jeśli przegra, to nie będzie mógł innych oskarżać bardziej niż siebie samego. Aby uniknąć poczucia winy, będzie się starał nie przegrać.

Kiedy sam podejmuję decyzję, to instynktownie staram się pokazać, że wybrałem dobrze, i zobowiązuję się do ukazania rezultatów wyboru. Podejmując osobistą odpowiedzialność przez konkretną decyzję, mobilizuję wszystkie moje możliwości, aby wyjść naprzeciw wyzwaniu i wygrać walkę. To jest ogromna korzyść, jaką daje naszemu życiu podejmowanie decyzji: czyli wykorzystywanie w sposób maksymalny naszych umiejętności, docenienie tego wszystkiego, co mamy w sobie, ożywienie całej naszej osobowości, która jest stworzona po to, aby poznawać, pragnąć i decydować. Jeśli unikam decyzji i uciekam od odpowiedzialności, skazuję się na życie w jakimś kącie, na pozostawanie skurczonym i zwiędniętym. Aby rozwinąć w sposób maksymalny moje możliwości, potrzebuję konfrontacji z trudnościami, dylematami, bezradnością, odpowiedzialnością. To wszystko pozwala mi ożyć, pokazać siłę, spotkać się z samym sobą. Nie pragnę usprawiedliwień dla moich pomyłek, ani nie uciekam pod wpływem przegranych..., a to jest najlepszy sposób, aby ograniczyć do minimum pomyłki i porażki. Chcę podejmować decyzje i żyć swoim życiem. Lepiej czy też gorzej, lecz jest to jedyne życie, które mi dano.

Innym sposobem zrzekania się odpowiedzialności jest pozostawienie decyzji okolicznościom. Zdarza się to częściej, niż się nam wydaje. Oto jeden z przykładów. Ktoś waha się, czy pojechać na wakacje, jakie proponuje jedno z biur podróży, czy też nie. Rozmyśla, rozważa, ale nie podejmuje decyzji. Racje za i racje przeciw. Z jednej strony pragnienie, aby pojechać; z drugiej strony lenistwo. Jedni zachęcają go, by pojechał, podczas gdy inni radzą mu by został. On nie wie, co ma robić. Raz wstaje lewą nogą, raz prawą. W końcu, któregoś dnia, nie wiedząc jeszcze, czy pojedzie czy też nie, telefonuje do biura podróży, które informuje go, iż wszystkie miejsca są już wykupione. Słysząc to czuje, że wielki ciężar spadł mu z ramion. Nie ma miejsca! Fantastycznie! Wszystko jest już w porządku! Oni zadecydowali za mnie! Już nie muszę decydować, ani nikomu się tłumaczyć. Nie ma miejsca! Dzięki Bogu, dzięki też agencji. Ponieważ nie ma miejsca, to nie ma wycieczki, jak nie ma wycieczki, to nie ma decyzji, nie ma też lęku przed podjęciem jej. Możesz pozostać spokojnie w domu, a jeśli ktoś o coś będzie pytał, to wystarczy zacytować słowa pracownika biura podróży. Odetchnij głęboko i odpoczywaj. Okoliczności przemówiły.

Istnieje jeszcze inna przyczyna, powszechna i nieunikniona, prowadząca do omijania decyzji. Tkwi ona w nagim i nie do uniknięcia fakcie, że wybierając jakąś rzecz, trzeba zrezygnować z innej. Wszyscy dobrze wiemy, że nie można jednocześnie dzwonić w dzwony i iść w procesji, lecz w praktyce chcemy jednocześnie być i na dzwonnicy, i na ulicy..., wskutek czego ani nie uczestniczymy w pełni w procesji, ani też nie dzwonimy z zadowoleniem. Wszyscy mówimy z twardym przekonaniem: "to, co pierwsze, jest pierwsze"; lecz mówiąc to, zapominamy, iż oznacza to także, że: "ostatnie jest ostatnim". To zaś zakłada, że wybierając "pierwsze", trzeba zapomnieć o tym "co ostatnie", które nie będzie już nigdy zrealizowane. To ciężko powiedzieć... a także ciężko zrobić. Wybrać jedno, oznacza pozostawić inne. Istota wyboru polega właśnie na pozostawieniu czegoś. Samo słowo "decyzja" pochodzi od łacińskiego decidere, co oznacza: obcinać, oddzielać. Decyzja ma coś z chirurgii, i jako taka jest czymś bolesnym... ale i służy zdrowiu. Chociaż w znacznym stopniu preferujemy jedną z dwóch możliwości, to jednak zawsze boli porzucenie drugiej, dlatego dla osłodzenia sobie cierpienia, wynikającego z oddzielenia, opóźniamy pożegnanie.

Pewnego razu obserwowałem, jak mała dziewczynka cierpiała, gdyż musiała dokonać wyboru pomiędzy dwoma lalkami w jednym ze sklepów z zabawkami. Jej mama powiedziała jasno i wyraźnie: Jedna z dwóch; ta, którą wybierzesz". To zrodziło w dziewczynce logiczny dylemat. Dzieci nie rozumieją jeszcze zdań rozłącznych. Łatwo im zrozumieć stwierdzenie: "dwie razem", albo "żadna z dwóch", lecz Jedną lub drugą", to nie jest łatwe. Być może ta językowa trudność, z jaką wszyscy się rodzimy, jest wynikiem i echem oporu przed dokonaniem wyboru, koniecznością pozostawienia czegoś. Wspomniana dziewczynka wzięła pod pachy obydwie lalki, pokazując w ten sposób swoje przekonanie, że może zabrać Jedną i drugą"; i kiedy mama ją powstrzymała gestem, który nie budził wątpliwości, malutka wybrała opcję: "żadna z dwóch", rzucając lalki na ziemię, wychodząc z powagą i z obrażoną miną ze sklepu. Kiedy mama zaczęła jej tłumaczyć cierpliwie, że lepsza jest jedna lalka niż żadna, dziewczynka powróciła zrezygnowana do sklepu i w końcu wybrała jedną. Zapakowano ją i wręczono dziewczynce, a ta wzięła ją na ręce i przytuliła do siebie. Wychodząc ze sklepu jeszcze raz spojrzała na lalkę, którą musiała pozostawić, i wydaje mi się, że zauważyłem błysk cierpienia i żalu w niewinnym spojrzeniu, jakim żegnała się z lalką, którą pozostawiała. Mama wzięła ją za rękę i już wychodziły ze sklepu, gdy dziewczynka uczyniła jeszcze coś równie niespodziewanego, jak i pięknego. Wyrwała swoją rękę z dłoni mamy, podbiegła do lady, gdzie ciągle leżała lalka, którą musiała pozostawić, dała jej wielkiego całusa i podbiegając, znowu wzięła mamę za rękę. W tym całusie był wyrażony cały ból, cierpienie, bezsilność i umieranie niemożliwych opcji. Ta maleńka, wspaniała dziewczynka zaczynała uczyć się, że wybór bywa trudny.

 

 

 

Więcej w książce: Sztuka wyboru- Carlos G. Valles hiszpański jezuita

 

 

 

Edytowany przez Dorota Cze 20 '15, 17:17
Dorota
Dorota Cze 21 '15, 23:20

Gdy modlitwa nie idzie łatwo

 

Gdy modlitwa jest łatwa, daje radość, przynosi wewnętrzny pokój, koncentrację, wtedy czas na modlitwie szybko mija. Czujemy się umocnieni, spontanicznie rodzi się uwielbienie Boga, wdzięczność, prośby.

 

Ale wiemy z doświadczenia, że nie zawsze tak jest. Doświadczamy również trudności: towarzyszy nam pośpiech, nerwowość, spoglądamy na zegarek, myślimy o tysiącach spraw, które nas czekają.

 

Te trudności podczas modlitwy mają zazwyczaj dwa źródła: zewnętrzne i wewnętrzne.

 

Rozproszenia zewnętrzne

 

Źródłem rozproszeń zewnętrznych są okoliczności, które wpływają negatywnie na modlitwę, a więc: zmęczenie fizyczne i psychiczne, nieodpowiednie miejsce lub czas modlitwy, brak koncentracji i nerwowy styl życia, wejście w modlitwę bez wyciszenia i przygotowania.

 

Rozproszenia zewnętrzne są zjawiskiem normalnym. Nie należy się im dziwić ani martwić z ich powodu. Kiedy się pojawiają, nie powinniśmy z nimi walczyć, ale uświadomić je sobie, pozwolić im odpłynąć i spokojnie kontynuować modlitwę.

 

Zycie wewnętrzne przypomina gałęzie tropikalnych drzew, pełne skaczących małp. Jeżeli zwraca się na nie uwagę, będą się popisywać. Jeśli jednak nie będziemy się nimi przejmować, małpy z czasem odejdą zniechęcone naszą obojętnością.

 

Jeżeli nawet cała modlitwa będzie walką z rozproszeniami, to chociaż będzie uboga i prosta, to jednak miła Bogu. Bóg, który jest naszym Ojcem, wie, że jesteśmy słabi, i nie wymaga, by wszystko nam się udawało. Dla Pana Boga ważniejsze jest nasze pragnienie modlitwy, pragnienie bycia z Nim niż perfekcjonizm duchowy.

 

Ponadto, światło czasem przychodzi pod koniec modlitwy. Modlitwa jest wtedy trudna, wydaje się tylko walką z rozproszeniami, ale pod koniec przychodzi wyciszenie, wewnętrzny pokój, światło...

Św. Teresa z Lisieux, która miała trudności nie tylko z rozproszeniami, ale także ze snem podczas modlitwy, powiedziała: Sądzę, że małe dzieci podobają się swoim rodzicom, zarówno wtedy, kiedy śpią, jak i kiedy nie śpią (Dzieje duszy). A może jeszcze bardziej, kiedy

śpią.

 

W modlitwie najważniejsza jest wewnętrzna wolność i pragnienie oddania się Bogu, niezależnie od pojawiających się trudności. Poszukiwanie stanu absolutnego skupienia byłoby błędem i powodowało raczej napięcie nerwowe niż pomoc w modlitwie.

 

Jeśli zaczniemy modlić się sercem, to rozproszenia zewnętrzne przestaną stanowić dla nas problem.

 

Rozproszenia wewnętrzne

 

Rozproszenia wewnętrzne wynikają z nierozwiązanych problemów emocjonalnych i duchowych (np. niedojrzałość uczuciowa, nieuporządkowane problemy emocjonalne, głębokie zranienia, obsesje, kompleksy...).

 

Rozproszenia wewnętrzne nie powinny być traktowane jako przeszkoda, ale jako wyzwanie do podjęcia i przepracowania zasadniczych problemów życia. Modlitwa wówczas nie przypomina miejsca walki z rozproszeniami, ale raczej miejsce ich rozwiązywania przed i z Bogiem.

 

ważnym czynnikiem w modlitwie jest wyobraźnia. Wyobraźnia jednak jest kapryśna i może przeszkadzać w modlitwie. Dlatego niektórzy mistrzowie modlitwy proponują usuwać wszystko, co rozprasza. Na przykład św. Jan od Krzyża mówi, że cela mnicha oprócz krzyża powinna mieć gołe ściany (nawet święte obrazy mogą przeszkadzać). z kolei ojcowie z góry Athos zalecają, by podczas modlitwy siedzieć w ciemnym kącie, spuścić głowę, nie wyobrażać sobie niczego, ale całą uwagę skupić na sercu.

 

Jednak takie całkowite ogołocenie, na ogół, nie jest naszym udziałem i zawsze będziemy mieć problemy z wyobraźnią. Poważny błąd wielu modlących się polega na tym, że podejmują walkę z własną wyobraźnią.

 

Próba walki z wyobraźnią i natychmiastowego usuwania z niej wszystkiego, co niepożądane, świadczy o lęku przed głębszym wglądem w siebie i braku akceptacji siebie. Wyobraźnia odsłania nieświadome motywacje, cele, postawy, przyzwyczajenia, zachowania. Dlatego nie należy z nią walczyć, ale podjąć to, co nam podsuwa.

 

Strapienia duchowe

 

Źródłem trudności na modlitwie są również strapienia duchowe. Św. Ignacy z Loyoli w liście do siostry Teresy Rejadell w taki sposób opisuje strapienie: Nieprzyjaciel dręczy nas bez przerwy, wywołuje smutek, którego przyczyn zupełnie nie rozumiemy. Nie odczuwamy żadnej pobożności ani w modlitwie, ani w kontemplacji, żadnego smaku i upodobania wewnętrznego w mówieniu i słuchaniu o rzeczach Bożych. Na tym jednak jeszcze nie koniec, bo gdy nieprzyjaciel spostrzeże, że jesteśmy osłabieni i upokorzeni przez tego rodzaju przykre przeżycia, wówczas podsuwa nam myśl, że Bóg, nasz Pan, zupełnie o nas zapomniał. W takich chwilach zaczyna nam się wydawać, że jesteśmy daleko od Pana naszego i że wszystko, co zrobiliśmy i co chcielibyśmy jeszcze zrobić, nie ma żadnej wartości (Mieczysław Bednarz, oprac., Pisma wybrane).

 

I bardziej współczesny opis: Oddzielony od Boga, którego jesteś obrazem, tracisz swoją tożsamość. Po zerwaniu twej podstawowej relacji rwą się również inne. Pozostajesz sam, opuszczony, w samotności coraz większej i bez granic. Ogarnięty ciemnością nicości, nie wiesz, kim jesteś, skąd pochodzisz i dokąd zmierzasz. Jesteś zakłopotany i wzburzony, napełniony strachem, zawieszony w żarłocznej pustce, którą bezskutecznie starasz się wypełnićiluzorycznymi przyjemnościami. Jesteś niespokojny, niezdolny do działania, pozbawiony nadziei, wiary i miłości. Jesteś jak wzburzone morze, które nie może się uciszyć i którego fale wyrzucają muł i błoto (Silvano Fausti SJ, Okazja czy pokusa).

 

W życiu duchowym strapienie wyraża się w braku jakiegokolwiek smaku i upodobania w sprawach duchowych, w rodzącej się niechęci do modlitwy, Eucharystii, sakramentu pojednania, rozmów o sprawach duchowych itd. Zycie duchowe wydaje się iluzją, czymś nierealnym albo niemożliwym do urzeczywistnienia. Odzywają się wszystkie namiętności, niewłaściwe pragnienia. Prawie niemożliwa jest wtedy modlitwa. Przykładowo: pojawia się myśl i od razu rozproszenie, czyta się słowa Biblii, które nie dają radości i nic nie mówią, modlitwę powtarza się mechanicznie bez zrozumienia. Jest to przykry stan, w którym nic nie owocuje. Człowiek czuje się do tego stopnia przytłoczony lękiem, że byłby skłonny zanegować nawet istnienie Boga. Mistycy karmelitań-scy nazywają ten stan ciemną nocą zmysłów.

 

O ile oschłość i strapienie pojawia się podczas modlitwy, o tyle niechęć do modlitwy poprzedza samą modlitwę. Jest lękiem przed podjęciem próby modlitwy, lękiem, który paraliżuje i uniemożliwia w ogóle rozpoczęcie modlitwy. Modlitwę odkłada się wciąż na później.

 

Ten rodzaj trudności bywa dopuszczany przez Boga. Pozwala nam uświadomić sobie, że modlitwa jest darem Boga; pogłębia ducha pokory i wdzięczności. Św. Augustyn powie nawet: Gdzie nie ma pokusy, nie ma modlitwy (List do Proby).

 

Jeżeli strapienie dopuszcza Pan Bóg, to właściwą postawą będzie podjęcie próby wiary i ufności Bogu, trwanie w cierpliwości. Pamiętajmy, że wszystko jest Bożą łaską. My istniejemy dzięki łasce Boga. I chociaż może brakować pociechy wewnętrznej, to jednak Bóg nie odmawia człowiekowi wystarczającej łaski, aby przejść zwycięsko wszystkie próby.

 

Gdy św. Paweł skarżył się Jezusowi na pewien rodzaj cierpienia, szczególnie dla niego uciążliwy, usłyszał słowa: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9).

Doświadczenie i poczucie słabości, zwłaszcza gdy liczymy tylko na siebie i uważamy, że wszystko zawdzięczamy sobie, jest upokarzające. Ale z drugiej strony, świadomość, że wszystko jest darem Bożej miłości, jest oczyszczająca i pozwala trwać w ufnej cierpliwości w czasie cierpienia i kryzysów.

 

Ponadto warto sobie uświadamiać, że czas strapienia jest przejściowy; po nim następuje pocieszenie, podobnie jak po deszczu przychodzi słońce, a po mroku dzień. Strapienie jest trudnością przejściową i stanowi wstęp, preludium do większego daru.

 

Gdy doświadczamy strapienia, wydaje się, że tak będzie zawsze. I to wyobrażenie niszczy naszą energię. Niektórzy naukowcy twierdzą, że ok. 90% energii jest marnowane na przeciwstawianie się trudnościom urojonym, które dotąd nie istnieją i prawdopodobnie nigdy się nie pojawią. Wyobrażenie przyszłego cierpienia jest bardziej bolesne i dręczące niż cierpienie aktualne. Jezus powie, że dość ma dzień swojej biedy (Mt 6, 34). Dlatego nie należy sądzić, że realnością są tylko te stany, które przeżywamy w czasie strapienia. Przeciwnie!

 

Św. Ignacy zachęca, by w czasie pocieszenia ładować duchowe akumulatory, gromadzić Bożą energię, która pomoże w wierze i nadziei przeżyć czas strapienia.

 

Stanisław Biel SJ deon.pl

Edytowany przez Dorota Cze 21 '15, 23:21
Karolina
Karolina Cze 22 '15, 08:14

Dziękuję ci, Dorotko zwłaszcza za ten ostatni post - tak niewiele mówi się o tych rzeczach, chyba że człowiek ma tą łaskę i trafi na światłego kierownika duchowego, a tak cenna jest to wiedza. 

Dorota
Dorota Wrz 14 '15, 11:41

  Dlatego, że jesteś

Wprowadzenie do modlitwy na poniedziałek, 14 września, Święto podwyższenia Krzyża

Tekst: J 3,13-17

Prośba: o łaskę doświadczenia miłości Boga.

1. Jest noc. Jezus rozmawia z Nikodemem, uczonym w Piśmie. Usiądź przy nich i wsłuchaj się w rozmowę, którą prowadzą. Przyjrzyj się im. Jak się do siebie odnoszą? Jak na siebie patrzą? O czym jest ta rozmowa? A jak Ty na nich patrzysz? Co się wydarza w Tobie? Jakie są w Tobie poruszenia, emocje, pragnienia, nadzieje, obawy…? Po modlitwie przyjdzie czas, żeby to ponazywać i być może zobaczyć skąd i po co się to pojawiło.

2. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał”. Bóg jest cały dawaniem. Dał Syna, czyli wszystko to, co najcenniejsze i najbardziej ukochane. A jednocześnie sam – w osobie Syna – wydał siebie: wydając swoje bóstwo… swoje synostwo, skoro człowiek je stracił; swoje życie, skoro zostało w Rajskim Ogrodzie przez człowieka zaprzepaszczone. Bóg – z miłości – rzucił się za nami w śmierć, w krzyż. Stań pod Krzyżem i postaraj się uświadomić sobie to ogołocenie, w które poszedł Bóg. To dla Ciebie, dlatego, że jesteś i Bóg Cię kocha. W miłości do Ciebie znajduje siłę aby iść w śmierć, wyciągnąć Cię z niej i wyprowadzić do życia. Czy przyjmiesz Go przychodzącego? Stojąc pod Krzyżem poproś Boga, aby dał Tobie posmakować miłości, którą Cię darzy.

3. „Aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Łatwo jest odrzucać życie i miłość. Bać się i chować po krzakach, nie chcąc pokazać siebie, swojej słabości, biedy, ran. Robimy to za każdym razem, kiedy obawiamy się powiedzieć, co czujemy, czego pragniemy, że coś tak a nie inaczej przeżywamy. Nie żyć w pełni własnym życiem, nie być w pełni we własnej skórze – to mur, który pojawia się w sercu i zaczyna pogłębiać wewnętrzne rozdarcie każdego z nas, także rozdzielenie między nami i innymi ludźmi, jak również między nami a Bogiem. Jeśli chcesz, stań w miejscu swojego wewnętrznego rozdarcia, miejsca, w którym czujesz, że giniesz i zawołaj do Boga, aby On sam się o Ciebie zatroszczył. Masz gwarancję, że tak się stanie. On przychodzi po to, żebyś nie zginął, ale miał życie wieczne. Możesz być spokojny o to, że nie przychodzi potępiać, ale zbawiać.

Źródło:e-dr.jezuici.pl

Edytowany przez Dorota Wrz 14 '15, 11:42
Dorota
Dorota Wrz 15 '15, 13:54
Być z tymi, którzy cierpią

 

Proś o łaskę uczenia się od Maryi wiernego trwania przy Bogu.

Tekst: Ps 31,2-6.15-16.20

Psalm 31

2 Panie, do Ciebie się uciekam,
niech nigdy nie doznam zawodu;
wybaw mnie w Twojej sprawiedliwości!
3 Skłoń ku mnie ucho,
pośpiesz, aby mnie ocalić.
Bądź dla mnie skałą mocną,
warownią, aby mnie ocalić.
4 Ty bowiem jesteś dla mnie skałą i twierdzą;
przez wzgląd na imię Twoje kieruj mną i prowadź mnie!
5 Wydobądź mnie z sieci zastawionej na mnie,
bo Ty jesteś moją ucieczką.
6 W ręce Twoje powierzam ducha mojego:
Ty mnie wybawiłeś, Panie, Boże wierny! (...)

15 Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie,
mówię: "Ty jesteś moim Bogiem".
16 W Twoim ręku są moje losy: wyrwij mnie
z ręki mych wrogów i prześladowców! (...)

 

20 Jakże jest wielka, o Panie, Twoja dobroć,
którą zachowujesz dla tych, co się boją Ciebie,
i okazujesz tym, co w Tobie szukają ucieczki
na oczach synów ludzkich.

 

Tuż po Święcie Podwyższenia Krzyża obchodzone jest Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej. To uhonorowanie tej, która wytrwała przy swoim Synu. Przeczytaj uważnie Psalm 31. Jest w nim wyrażony ból i cierpienie, ale też nadzieja i zaufanie. Który fragment porusza Cię bardziej, który w Tobie rezonuje? Jeśli znajdziesz taki, możesz skupić się tylko na nim. Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, nie musisz analizować. Wystarczy, że będziesz przy tym Słowie. Ono samo Cię poprowadzi.

Maryja uczy nas, że nigdy nie należy odchodzić od Jezusa – nawet w takim cierpieniu, którego On sam zdaje się być sprawcą. Ilu ludzi obraziło się na Boga za to, że nie spełnił ich oczekiwań? Ilu porzuciło Go dlatego, że obarczyli Go odpowiedzialnością za swoje nieszczęście? Bóg może być naszym schronieniem i twierdzą nawet w takim bólu. Bóg pragnie dla każdego człowieka dobra, pragnie, by każdy z jego dzieci stał się Jego chwałą. Dlatego nakłania swe ucho ku człowiekowi, by wysłuchać jego błagania. Bóg współdziała we wszystkim, co dobre, wybawia od nieprzyjaciół i kieruje losami. Szczęśliwy jest człowiek, który może powiedzieć do Boga: „Ty jesteś moim Bogiem”.

Lęk i cierpienie sprawiają, że ludzie jeszcze bardziej zamykają się w sobie i popadają w piekło osamotnienia. Dla nich wszystkich pomocą jest Maryja, która w swoim cierpieniu otwiera się na ludzi i daje im wytchnienie. Polecajmy jej wszystkich tych, którym jest ciężko, który stracili nadzieję i którzy odwrócili się już nie tylko od Boga, ale także od ludzi. Niech na nowo doświadczą dotyku ciepła w swoim sercu.

Źródło:e-dr.jezuici.pl

 

Dorota
Dorota Oct 4 '15, 09:24

O łaskę prostego, czystego serca...


Przyjdź do Jezusa. Powierz Jemu ten czas. Proś Ducha Świętego, aby prowadził to spotkanie.


(Mk 10,2-16)



Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę.
Odpowiadając, zapytał ich: «Co wam nakazał Mojżesz?».
Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić».
Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg „stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem”. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela».
W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: «Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo».


Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego».
I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.


Obraz: Wyobraź sobie Jezusa i grupkę dzieci wokół Niego. Jedno dziecko siada na Jego kolana, drugie opiera się o Jego ramię, jeszcze inne zaczyna coś opowiadać i skakać. Poczuj te ciepłe miejsce, zaufanie jakie jest między nimi, radość z przebywania z kimś bliskim.


Prośba o owoc: o proste i czyste serce, o serce otwarte na Miłość Bożą.


1. Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: Co wam nakazał Mojżesz? Oni rzekli: Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić. Wówczas Jezus rzekł do nich: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela! W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo.

Faryzeusze byli chyba specjalistami od Prawa, ale raczej nie od Miłości.
Prawo i Miłość. Dosyć często skupiamy się tylko albo przede wszystkim na tym pierwszym. Przykazania. One są, TAK, ale są z Miłości. Pierwsza jest Miłość. Pierwszy jest Bóg. Czy samo Przestrzeganie Prawa, gdy serce zatwardziałe i zamknięte na Miłość Boga i na drugiego człowieka, coś da? Na dłuższa metę będzie tylko utrudnieniem, obciążeniem, może frustracją i niezadowoleniem.

Czy często myślisz w kategoriach: „czy popełniłem grzech czy jeszcze nie?”, „czy już wyszedłem poza granice Prawa czy jeszcze się mieszczę w Jego ramach?”. Czy Twoje oczy i myśli skierowane są bardziej na Jezusa, czy patrzysz raczej na samego siebie i na to czy udało Ci się nie popełnić grzechu. Gdzie biegną Twoje myśli? Gdzie jest Twoje serce?

2. Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

Małe dziecko jest szczere, chce płakać to płacze, chce pokrzyczeć to krzyczy, chce się przytulić to przytula się. Nie przejmuje się jeszcze za bardzo opinią ludzi wokół. Serce takiego dziecka jest prostsze i jaśniejsze niż dorosłego człowieka.
Czy widzisz w sobie jakieś podobieństwa do takiego dziecka? Czy miałbyś w sobie taką wolność i odwagę, aby zwyczajnie podejść do Jezusa jak dziecko, bez zbędnych długich analiz i przemyśleń czy wypada czy może jednak nie. Czy masz do Niego takie zaufanie i czy jest między wami taka bliskość, że byłoby to dla Ciebie wręcz naturalne? Popatrz na zachowanie dzieci i ich właśnie naturalność w przyjściu do Jezusa. Popatrz też na swoje cechy i zachowania.
Czy przeważa w Tobie taka wolność i spontaniczność czy raczej dostrzegasz w sobie lęk i wewnętrzne opory? Co Ciebie najbardziej hamuje i powstrzymuje ?

3. Na koniec tej medytacji porozmawiaj z Jezusem o Waszej relacji, o Twoim sercu. Pozwól sobie na stanięcie przed Nim jak dziecko. Po prostu.


Zakończ modlitwą Akt wiary: "Boże choć Cię nie pojmuję…”


[ Kasia K., Wspólnota św. Ignacego ]

Strony: 1 2 3 4 5 »