Loading...

Ćwiczenia Duchowe | Forum Nowenny Pompejańskiej

Lokalizacja tematu: Forum » Różności » Propozycje
Dorota
Dorota Oct 5 '15, 17:17
Jestem kochany i kocham


Prośba: o łaskę odkrycie, że jestem kochany i umiem kochać


Łk 10, 25-37 Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie


Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»
Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?
«On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego».
Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył».
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?»
Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.
Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?»
On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie».
Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie».




1. Pewien człowiek zadaje Jezusowi pytanie: Co mam robić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus odsyła go w pierwszej kolejności do Prawa.Odsyła go do Słowa, które dał Bóg. Te słowa Jezusa pokazują, gdzie i my mamy szukać wskazówek do tego, by iść Bożymi drogami. A w chwilach wątpliwości w wierze, we własną tożsamość, gdzie w pierwszej kolejności szukasz odpowiedzi?


2. „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”. Interesujące jest to, że z całego mnóstwa przepisów ten człowiek cytuje właśnie przykazanie o miłości Boga i bliźniego. Cztery razy pojawia się słowo „cały”, co oznacza też niepodzielony. „Serce, dusza, siła, umysł” – to obraz całego człowieka, zintegrowanego, znającego swoje mocne i słabe strony. To słowo pokazuje, że jedynie w odniesieniu do Boga jesteśmy w stanie poznać siebie i pozwolić na proces rozwoju. W miłowaniu Boga dzieje się nieustanna wymiana, bo to nie my pierwsi kochamy, ale odpowiadamy na miłość, która jest nam dana. W miłowaniu Boga chodzi chyba najpierw o odkrycie, że już jestem kochany i że dzięki temu jestem zdolny do miłowania. Dopiero wtedy mogę pokochać siebie i bliźniego.

Dorota
Dorota Oct 15 '15, 00:26
Postanowiłam dzisiejsze  (hmm bardziej wczorajsze, że względu na porę pisania ) rozważanie Ewangelii  wkleić tutaj, bo jest  w nim zawarta pewna rada , której warto się przyjrzeć. 

Nie udawać

Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie: Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać.

 Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz. On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie. Łk 11, 42-46



Hipokryzja i obłuda faryzeuszów i uczonych w Prawie nie podobała się Jezusowi. Niestety jest ona grzechem, który trapi ludzi w każdym pokoleniu, tak małych, jak i wielkich, osoby publiczne oraz zwykłych „śmiertelników”. W jaki sposób można z nią walczyć i co jest jej przeciwwagą?


Odpowiedź daje Syn Boży. Bycie człowiekiem sprawiedliwym i pełnym Bożej miłości. Jeśli pouczamy innych, co mają czynić, w pierwszej kolejności czyńmy to sami. Dlatego najlepszą katechezą jest świadectwo życia. Nie oznacza to, że aby innych uczyć, trzeba być bez grzechu. Jest to niemożliwe, bo nasza ludzka natura skłonna jest do zła i popada w grzechy. Chodzi tyko o to, aby nie udawać i nie odgrywać przed światem tego, kim się nie jest. Świadectwo grzeszników, którzy upadli, ale podnieśli się, bo uwierzyli w Bożą miłość, jest najpiękniejsze i najbardziej wiarygodne.


Spójrzmy zatem na nasze własne życie. Jeśli jest w nim grzech i jesteśmy pod jakimś względem niedoskonali, nie przerażajmy się tym i nie kamuflujmy tego na siłę. Po prostu stańmy w prawdzie przed samymi sobą i światem. Zaufajmy w Boże miłosierdzie i jak mówi św. Paweł, oddajmy samych siebie Bogu, jako ci, którzy powstali z martwych (por. Rz 6, 13).


A rozważał : ks. Mariusz Krawiec SSP


Dorota
Dorota Lis 13 '15, 13:58
Przyjście ku wolności

 

Wprowadzenie do modlitwy na piątek, 13 listopada.

Tekst: Łk 17,26-37

 Dzień Syna Człowieczego nadejdzie niespodziewanie

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich.
Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.
W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je.
Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona».
Pytali Go: «Gdzie, Panie?»
On im odpowiedział: «Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy».

 

Prośba: o łaskę prawdziwej radości z powodu ostatecznego przyjścia Pana.

1. Przyjście Pana.Jezus zapewnia o swoim ponownym przyjściu na ziemię. To wydarzenie dokona się pośród naszych codziennych zajęć, może i w środku tygodnia, gdy nasze myśli będą przy bieżących sprawach zaprzątających nasze głowy. Czy jestem gotowy na ostateczne przyjście Jezusa? Czy jestem gotów odsłonić przed Jezusem moje codzienne życie, drobne wybory, myśli i rozmowy?

2. Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy. Jezus daje bardzo dobitne porównanie na określenie, gdzie zbiorą się wszyscy wzięci do królestwa. Oni po prostu kochają Jezusa, a tam gdzie On się pojawi, tam też naturalnie znajda się i oni. Wybrani nie będą oglądać się za siebie, za tym co będą musieli pozostawić. Ich serce nie znajduje się tu na ziemi, lecz jest przy Bogu. Jak wygląda moja wewnętrzna wolność od tego wszystkiego, co posiadam na ziemi?

Autor Michał Kłosiński SJ
Dorota
Dorota Lis 15 '15, 10:38

Koniec świata.

Spotkanie z Jezusem to fascynujący czas. Czas, w którym spotykasz się ze swoim Stwórcą. Czas, w którym możesz nabrać dystansu do życia, problemów i wielu spraw. Czas, w którym na nowo uświadamiasz sobie sens i cel swojego życia, radość z faktu, że jesteś dzieckiem dobrego Boga, że kiedyś zobaczysz się z Bogiem. Zatem przygotuj się na to spotkanie, wycisz się, wsłuchaj się w głos Jezusa.

(Mk 13, 24-32) Sąd ostateczny

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.
Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.
A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.
Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec».

 

Obraz: Wyobraź sobie, że jesteś w ogrodzie i obserwujesz rozkwitające drzewo figowe. Widzisz soczyste owoce, rozwinięte liście, jesteś świadkiem rozwoju, który zachodzi w przyrodzie, to bardzo zjawiskowe widowisko. Przyjrzyj się teraz temu drzewu - silne, mocne i piękne. Wszystko dzieje się w swoim czasie. Wyobraź sobie teraz jakby wyglądało, gdyby się nie rozwinęło, gdyby uschło, pozbawione liści, owoców, ożywczych soków? Który obraz podoba ci się bardziej?

 

Prośba: Prośmy w tej modlitwie o dar Bożego pokoju i posłuszeństwa wobec Boskich praw i nakazów

 

1.” Jezus powiedział do swoich uczniów: W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.”
Jezus opowiada uczniom o końcu świata. Pytanie po co? Odpowiedzi mogą być różne. Mi przychodzi do głowy jedna, chyba sensowna. Ponieważ tak naprawdę nie wiemy, nie dostajemy informacji kiedy możemy się spodziewać końca świata, Jezus podkreśla pewną ciągłość naszego istnienia. Czy nie jest tak, że codziennie wielu ludzi doświadcza swojego końca świata? Końca życia z powodu nadejścia śmierci ciała? Końca wędrówki? No właśnie, czy potrafisz traktować życie na ziemi, jak wędrówkę, wędrówkę do Boga? Pomyśl teraz co ci przychodzi do głowy, kiedy myślisz o śmierci – strach i lęk, a może w ogóle sobie nie wyobrażasz takiej sytuacji, na razie cię nie dotyczy, więc nie będziesz sobie nią zaprzątać głowy? A gdybyś pomyślał/a, że gdy twoje ciało będzie odchodzić, będzie przy tobie Jezus, naprawdę żywy, taki jakiego już poznałeś/aś, czy byłoby ci choć trochę przyjemniej? Tak - przyjemniej? A właśnie – czy zdążyłeś/aś już poznać Jezusa?!chociaż troszeczkę?!

 

2. „A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.”
Bóg ponad wszystko pragnie naszego rozwoju, wewnętrznej przemiany, pragnie się nam przedstawiać, prezentować, dawać wiele, bardzo wiele. Pragnie, abyśmy byli mocni, silni i piękni, jak to drzewo figowe, nie do zdarcia. On chce nas widzieć na podium. Bóg mówi do Ciebie: Ja jestem Zwycięzcą, a Ty jesteś moim dzieckiem i tylko przy Mnie, w zjednoczeniu ze Mną możesz się rozwinąć, tak naprawdę rozwinąć. I kiedy przyjdę, aby zabrać Cię do siebie nie tylko Ja się ucieszę, ale również Ty poznasz Mnie i ucieszysz się na mój widok. Spójrz teraz na swoje życie właśnie z takiej perspektywy, bliskości Boga w codzienności. Nie jesteś sam, jesteś w drodze. Ta droga kiedyś się zakończy, po to abyś mógł obcować ze Swoim najlepszym Przyjacielem. Czy ta perspektywa nie skłania cię do spojrzenia na śmierć „łagodniejszym okiem”? Pomyśl chwilę o tym.

 

3. „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.”
Poniekąd dzisiejszą Ewangelię możemy odczytywać jako przypomnienie , że w każdej chwili swojego życia powinniśmy być przygotowani na śmierć, bo nie wiemy kiedy zapuka do naszych drzwi, wie to tylko Bóg, który jest Dawcą życia i śmierci. Nabierz zatem dystansu do swojego życia, codziennych obowiązków, one są ważne, ale nie mogą przesłaniać Twojej więzi z Bogiem, nie zwlekaj ze spowiedzią, abyś mógł/a karmić się największym darem jaki zostawił nam Jezus – Swoim Ciałem i Krwią pod postaciami chleba i wina. Pomyśl teraz o tym. Może warto byłoby coś naprawić, udoskonalić? Powiedź teraz o tym Bogu. Powiedź o tym, „co leży ci na wątrobie”, może o tym co chciałbyś/chciałabyś zmienić?

Na koniec tej modlitwy porozmawiaj z Jezusem o tym, co jest w twoim sercu, przede wszystkim w zaufaniu i szczerości.

Na koniec odmów modlitwę „Ojcze nasz”

 

[Dorota, Wspólnota św. Ignacego ]

Edytowany przez Dorota Lis 15 '15, 10:40
Dorota
Dorota Lis 21 '15, 16:09

Poznać zamiary

 

Tekst: (1 Mch 6,1-13)


W czasie swojej wyprawy po górnej krainie król Antioch dowiedział się, że w Persji w Elimais, jest miasto sławne z bogactwa, ze srebra i złota, że jest tam nadzwyczaj bogata świątynia, a w niej złote hełmy, pancerze i zbroja, jaką pozostawił tam król macedoński Aleksander, syn Filipa, który panował najpierw nad Grekami. Udał się więc tam, usiłował zdobyć miasto i obrabować je, to mu się jednak nie powiodło, gdyż mieszkańcy miasta poznali jego zamiary. Stanęli do walki przeciwko niemu, a on musiał się wycofać. Z wielkim smutkiem powrócił stamtąd i udał się do Babilonu. Do Persji przybył do niego jakiś posłaniec z wiadomością, że pobite są te wojska, które były wysłane do ziemi judzkiej; przede wszystkim wyruszył Lizjasz na czele ogromnego wojska i został przez nich pobity; oni zaś stali się naprawdę mocni dzięki broni, wojsku, a także dzięki wielkim łupom, które zabrali pobitemu wojsku; zburzyli ohydę, którą wybudowano na ołtarzu w Jerozolimie, świątynię wokoło otoczyli wysokimi murami jak poprzednio, a także jego miasto Bet-Sur. Gdy król usłyszał o tych wypadkach, zdumiał się i przeraził do tego stopnia, że padł na łoże i ze smutku się rozchorował, bo nie tak się stało, jak sobie życzył. Przez wiele dni tam przebywał, gdyż przyszedł na niego ciężki smutek i nawet pomyślał, że umrze. Przywołał więc wszystkich swoich przyjaciół i powiedział do nich: Sen odszedł od moich oczu, a troska gniecie me serce; powiedziałem więc w swoim sercu: Doszedłem do tak wielkiej udręki i niepewności, w jakiej obecnie się znajduję, a przecież w używaniu swej władzy byłem łaskawy i miłosierny. Teraz jednak przypominam sobie całe zło, którego dopuściłem się w Jerozolimie. Zabrałem bowiem wszystkie srebrne i złote naczynia, które tam się znajdowały, i bez przyczyny wydałem rozkaz, aby wytępić wszystkich mieszkańców ziemi judzkiej. Wiem, że dlatego właśnie spotkało mnie to nieszczęście, i oto od wielkiego smutku ginę na obcej ziemi.

 

Prośba: o łaskę rozeznawania i nawrócenia.

Najpierw przeczytaj cały ten tekst z księgi Machabejskiej. Król wyrusza na wojnę, bo posłyszał o bogactwach i pragnie je zdobyć. Nie powiodło mu się to jednak, podobnie jak doniesiono mu, iż druga wyprawa – do ziemi judzkiej – również się nie powiodła. My tak często życzymy sobie powodzenia i tego, by sprawy szły dla nas pomyślnie. Ale czy tak zawsze ma być? Czy wszystko musi iść po naszej myśli? Czy trudne wydarzenia nie są po to, by nas czegoś nauczyć?

Zobacz, że zdobycie miasta nie powiodło się królowi, gdyż „mieszkańcy miasta poznali jego zamiary”. To zdanie pięknie wyraża ideę rozeznawania duchowego i walki duchowej. Chodzi w nim bowiem o to, by rozpoznać zamiary złego ducha, a wtedy na pewno mu się nie powiodą, gdyż jesteśmy w stanie w porę zareagować. To poznawanie zamiarów złego jest ważne i uczymy się tego przez dłuższy czas. Ważna jest tu codzienna refleksja nad swoim życiem, zwana od starożytności rachunkiem sumienia. To spojrzenie na codzienność z jednej strony z wdzięcznością, z drugiej zaś widząc dobroć i łaskę Boga, Jego działanie względem nas – patrzymy na naszą odpowiedź na Jego miłość. Ta odpowiedź to nierzadko niewierność, brak miłości, grzech. W tym procesie możemy również widzieć pułapki zastawiane na nas przez złego i te miejsca, w których udaje nam się je omijać, ale również te, w których wpadamy w jego pułapki. Czy masz taką świadomość na codzień? Proś Pana o taką łaskę.

Król zauważa, że spotyka go to wszystko z powodu jego chciwości oraz tępienia mieszkańców ziemi. Te słowa o totalnym zabarwieniu pokazują jego okrucieństwo, choć sam siebie wcześniej określa jako władcę łaskawego i miłosiernego. Zobaczył miejsca, gdzie potrzebuje nawrócenia. Czy Ty widzisz takie miejsca?

 

Autor Grzegorz Ginter SJ

 

Edytowany przez Dorota Lis 21 '15, 16:10
Bożena
Bożena Lut 8 '16, 21:50

Pójść za Jezusem, to znaczy zawierzyć 

Stanisław Łucarz SJ

 

Pierwszymi elementami powierzenia się Jezusowi są: szukanie Go, słuchanie Jego słowa i wpatrywanie się w Niego. Na pozór to niewiele, jednakże jest to rzecz kapitalnej wagi, bez której cała reszta jest niemożliwa.      

    Zawierzyć  

Do samej natury zaufania należy ryzyko. Zaufanie nie jest nigdy pewnością, taką na przykład, z jaką człowiek odnosi się do praw fizycznych, czy logicznych. Jest pewne na mocy prawa grawitacji, że kamień wypuszczony z ręki spadnie na ziemię, albo też w oparciu o prawa matematyki pewne jest, że dwa dodać dwa, to cztery. Zaufanie jednak jest czymś innym, jest powierzeniem się w części, lub w całości, wolności drugiego. Ufam, że ktoś mi przyjdzie z pomocą. Mogę nawet powiedzieć, iż jestem pewien, że tak uczyni, ale to już inna pewność. On wcale mi z pomocą przyjść nie musi. Jeśli przyjdzie, to dlatego, że chce. A co będzie, jeśli nie zechce? Ileż na tym świecie zawiedzionych nadziei, ile nadużyć zaufania?  

 Pójść za Jezusem to powierzyć mu się. Ta postawa powierzenia się jest niezmiernie ważna, bez niej bowiem nie można stawać się prawdziwym chrześcijaninem. Lecz powierzenie nie jest li tylko jakąś deklaracją, ot wygło­szoną formułą, iż Jezusowi się powierzam. Jedną z takich formuł jest np. formuła ślubów zakonnych. To pewien akt zewnętrzny, który tak naprawdę może nie dotykać głębin naszego serca. Powierzenie się nie jest też tylko uczuciem, ciepłem w sercu i radością, że oddaję się Panu. To drugie ma wprawdzie charakter wewnętrzny, ale może być rzeczą bardzo płytką. Podobnych cudnych momen­tów przeżywamy w życiu wiele i są one, owszem, bardzo cenne, przynoszą nam ukojenie i radość, ale tak napraw­dę nie one zmieniają nasze życie i nie one są najważniejsze. Najważniejsza jest codzienność, szara, zwykła codzienność, gdzie dochodzi do głosu głębia naszego serca, a nie odświętny, sentymentalny blichtr.

  Pierwszymi elementami powierzenia się Jezusowi są: szukanie Go, słuchanie Jego słowa i wpatrywanie się w Niego. Na pozór to niewiele, jednakże jest to rzecz kapitalnej wagi, bez której cała reszta jest niemożliwa. Może się wydawać, że nie jest to jeszcze powierzenie się. Szukać, słuchać, oglądać to przecież jeszcze nie ryzyko. Ale czy nie jest ryzykiem strata czasu. Czas to w gruncie rzeczy nasze życie, więc tracąc czas na szukanie, słucha­nie i oglądanie Jezusa tracimy własne życie. Świat mówi: Czas to pieniądz. - strata czasu bez sensu jest wielką szkodą. A więc już samo szukanie, słuchanie i oglądanie jest zawierzeniem, owszem, wstępnym zawierzeniem, ale już zawierzeniem. Ten nasz problem jest również proble­mem Apostołów, którzy poszli za Jezusem. W pewnym momencie Piotr pyta Jezusa: Oto my opuściliśmy wszy­stko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Bardzo słuszne pytanie. Oni rzeczywiście opuścili wszystko, idą za Jezusem, szukają Go, gdy się oddala, słuchają Go, patrzą na niego i tracą czas, cenny czas. Jezus daje mu na to pytanie wyczerpującą odpowiedź: Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczyzasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczyć (Mt 19, 27-29). Jezus takich pytań nie pozostawia bez odpowiedzi także w naszym życiu.

 

Szukać

 

Szukać Jezusa... Co znaczy szukać Jezusa? To znaczy w gruncie rzeczy dać się znaleźć, nie ukrywać się przed nim. W raju, po grzechu pierworodnym Bóg szuka Adama i Ewę, którzy się ukryli ze strachu przed Nim. Czy Bóg nie wiedział, że Adam i Ewa zgrzeszyli? Oczywiście, że wiedział, a mimo to przychodzi i szuka ich. To znaczy, że On ich grzeszników kocha. Gdyby ich nie kochał, od razu rzuciłby na nich gromy. Bóg szuka ich i rozmawia z nimi, pyta ich o przyczynę ich biedy i lęku. Jak lekarz odsłania ranę, odsłania ich grzech i sam pokazuje im przyczynę cierpienia, ale i daje obietnicę (Mt 19, 27-29). Już tu na samym początku widać to, co Jezus ukaże w pełni w przypowieści o zaginionej owcy (Rdz 3, 8-15), a jeszcze bardziej w przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15, 11-32).

  Co znaczy konkretnie dać się znaleźć. To nie ukrywać się przed Bogiem, nie ukrywać przed nim i przed sobą naszej prawdy. Bóg, Jezus Chrystus, owszem, zna naszą prawdę i bez nas. Przed Nim nic nie jest ukryte. Lecz On nie uzdrowi nas, dopóki my się sami na to nie otworzy­my, dopóki sami nie odsłonimy przed Nim i przed nami naszych ran. Grzech w nas sprawia, że czujemy się nadzy. W naszym poczuciu nagość i ta fizyczna, i ta psychiczna, czy duchowa, kompromitują nas, boimy się, że takich nas nie da się kochać. Na tym też polega istota problemu, my nie wierzymy w Miłość, która mogłaby uleczyć nasze rany, która mogłaby przyodziać naszą nagość. Jesteśmy gdzieś bardzo głęboko przeświadczeni, że takiej Miłości być nie może, dlatego też głęboko w nas tkwi ów mechanizm ucieczki, ukrywania się, nie-szczerości wobec Boga, wobec samych siebie i w kon­sekwencji także wobec innych. Psychologia zna dobrze ten mechanizm. Jednym z jego przejawów jest na przykład tzw. represja, czyli spychanie w podświadomość rzeczy przykrych: naszych grzechów, grzechów innych, które zadały nam poważne rany.

  Bóg mówi wiele razy w Piśmie Świętym: Szukajcie mojego oblicza (Ps 24, 6; 27)To zna­czy: wystawcie się na mój wzrok, nie bójcie się przede mną waszej nagości, ja was przyodzieję. Jakby w nawią­zaniu do tej naszej sytuacji mówi prorok Izajasz: Ogrom­nie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości (Iz 61, 10). Szukać Jezusa, odkrywać się przed nim, być z nim szczerym, być szczerym z Jego Kościołem. Jezus jest w Kościele i w nim nas leczy. Ważne są tu szczere spowiedzi, szczere podejście do kierownictwa duchowego. Owszem, można się wstydzić, można się bać ludzi, to normalne. Ale Pan, który posłu­guje się ludźmi w Kościele, nie uleczy nas, jeśli nie będziemy otwarci, jeśli Go tam, gdzie on jest i działa, nie będziemy szukać, jeśli w obawie przed naszą nagością i odrzuceniem nie wyjdziemy z naszych kryjówek.

 Słuchać

  Słuchać Jezusa... Słuchać Jezusa to nie taka prosta sprawa, jak się na pozór wydaje. My bowiem zwykle słuchając innych słyszymy samych siebie. Owszem, słuchamy, ale słyszymy przede wszystkim to, co nam odpowiada, co nam potwierdza nasze wyobrażenia i plany. Nowości, które nam nie pasują, które nas niepokoją, zwykle odrzucamy, albo bardzo szybko o nich zapominamy. Bóg w Starym Testamencie bardzo często mówi: Słuchajcie... Słowo to występuje tam kilkaset razy. Jezus też często zachęca do słuchania, powtarza kilkakrotnie wezwanie: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słuch7. Mieć uszy do słuchania...nie tylko do potwierdzania swoich przemyśleń i idei, ale do słuchania Ewangelii, czyli czegoś nowego, bo Ewangelia to po polsku Dobra Nowina.

  My zwykle nie chcemy słuchać tego, co wzywa nas do prawdziwej zmiany życia, co nas wyrywa z naszych przyzwyczajeń i odbiera nam naszą codzienną pewność, nasze ludzkie bezpieczeństwo. Nie chcemy słuchać czegoś absolutnie nowego, podczas kiedy Słowo Boże zawsze takim jest. Jest zawsze absolutnie nowe, inne niż nasze wyobrażenia. Nam się wydaje, że poza ową codzienną pewnością i bezpieczeństwem nie ma nic innego. Podczas kiedy Jezus Chrystus chce nam dać nową pewność, nowe bezpieczeństwo. Jego pewność i bezpieczeństwo oparte na zawierzeniu. On wie, że poza Nim tak naprawdę nie ma pewności i bezpieczeństwa, że inna pewność i bezpieczeństwo niż On są złudne. On chce nas doprowadzić do takiego przekonania, jakie zrodziło się w pewnym momencie u św. Piotra: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego (J 6, 68)Dlatego Słowo, które do nas przychodzi, nie jest nam dawane do zapamiętania. Chrześcijaństwa, Jezusa Chrys­tusa nie można się nauczyć, tak jak uczymy się biologii, czy chemii, albo historii. Słowo Boże - Jezus Chrystus jest dawany nam do medytacji.

  O Maryi Pismo mówi, że zachowywała wszystkie te sprawy (słowa) i rozważała je w swoim sercu (Łk 2, 19). Medytacja ta jednak, jak widać na przykładzie Maryji, nie polega na intelektualnej obróbce otrzymanego Słowa, która z reguły jest przykrawaniem go do własnych możliwości, potrzeb i oczekiwań. Ją też Słowo Boże zaskakiwało, nie rozumiała Go tak jak my, ale Go nie wyrzucała ze swego serca. Przeciwnie, zachowywała i pytała się Boga, co znaczą te sprawy i Bóg pozwalał jej odkrywać ich znaczenie. Ilekroć podchodzimy do Słowa Bożego, do medytacji zawsze trzeba prosić o Ducha Świętego, gdyż my z naszymi uprzedzeniami nie jesteśmy w stanie przyjąć Słowa, tak jak należy. Wykoślawiamy je, słuchamy tego, co chcemy, a nie tego, co Bóg naprawdę chce nam powiedzieć.

  Często się zdarza, że czytając lub słysząc jakiś dobrze nam znany fragment Słowa Bożego, nagle spostrzegamy, jak on jest głęboki i wspaniały, jaką wielką jest pomocą. A przecież czytaliśmy i słyszeliśmy Go już tyle razy. Bóg zawsze nam chciał to powiedzieć, ale my nie byliśmy na to otwarci. Medytacja, rozważanie to właśnie otwieranie się na Słowo, to słuchanie. Samuel, kiedy Bóg go woła, myśli najpierw, że to człowiek, że to jego przełożony Heli. My też najpierw dopatrujemy się ludzkiego sensu w głosie Boga. Heli poucza Samuela, żeby przyjął postawę pokory i zasłuchania. Każe mu mówić: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha (1Sm 3, 4-10). Tak jak Heli Samuela, tak nas uczy Kościół. Słuchać pokornie, a nie zaśmiecać modlitwy swymi własnymi kombinacjami, które niekiedy mogą być bardzo piękne i inteligentne, ale to nie one zbawiają ten świat.

  Patrzeć

  Patrzeć na Jezusa... to kontemplować zachowanie się Jezusa w historii. Wchodzić naszą wyobraźnią w to, co opowiadają nam Ewangelie. Nasycać się tymi opisami, napełniać nasze zmysły tym, co w tychże opisach jest. Jest to idea bardzo droga Ojcom Kościoła. Chrześcijanina porównują oni do artysty malującego portret. Oiciec Bober pisał: Żeby malarz osiągnął w wykonywanym przez siebie portrecie jak największe podobieństwo do archetypu, musi bez przerwy wpatrywać się w tę osobę, uchwycić jej rysy i właściwości. Podobny proces zachodzi w duszy. Odtwo­rzy ona swoje podobieństwo do Boga, jeżeli uważnie i pilnie będzie się weń wpatrywać. Jeden z mistrzów duchowych powiadał, że bliższy mu jest domek nazaretański, niż jego dom rodzinny. Jeśli ktoś takiej łaski nie ma, to niech się nie martwi. Wyobraźnia bowiem nie jest rzeczą najważniejszą. Więcej, może nas łudzić, często nawet tak się dzieje.

  Jezusa Chrystusa można i trzeba kontemplować także w jego Kościele i to nie tylko pod postaciami sakramentalnymi. Postaci sakramentalne po­zwalają nam dostrzec Jezusa, kiedy mamy wiarę. Ktoś, kto nie ma pewnego minimum wiary, może stanąć przed Jezusem w monstrancji i nic nie będzie rozumiał. Będzie się czuł jak w jakimś dziwnym teatrze. Jezus jednak jest widoczny w Kościele w tych, którzy w niego wierzą. Chrześcijaństwo rozwija się poprzez świadectwo, a świa­dectwo chrześcijańskie na niczym innym nie polega, jak właśnie na ujawnianiu w sobie postaw Jezusa Chrystusa. W prawdziwych chrześcijanach widać Jezusa, On przebi­ja przez ich życie.

  Praktyka czytania żywotów świętych była zakorzeniona w Kościele od początku. Pierwsi chrześcijanie opowiadali sobie z zachwytem, jak ich bracia, męczennicy, oddawali życie za Chrystusa, jak była obecna w nich moc Jezusa zmartwychwstałego. Oni rzeczywiście kontemplowali Jezusa w swoich braciach. Pan i nam daje takie możliwości, nie tylko poprzez czytanie żywotów świętych, ale poprzez ludzi, których stawia na naszej drodze. Jestem przekonany, że każdy takich łudzi na swej drodze spotkał. Jest rzeczą ważną, aby umieć dojrzeć w nich Jezusa działającego, a nie tylko zachwycać się ich zaletami. Bywa też i inne, rzec by można, negatywne doświadczenie Jezusa. Jest to doświadczenie poprzez tych, którzy Jezusowi nie zawie­rzyli, którzy są zgorzkniali, zawiedzeni i rozczarowani. W nich też widać, kim Jezus jest, albo raczej, czym jest Jego brak. Umieć patrzeć, prosić o dar światłych oczu serca, które widzą więcej niż się oczom ciała przedsta­wia.

  W Piśmie Świętym bardzo często mówi się o czuwa­niu. Czuwać to nadsłuchiwać, czy nie dochodzą nowe głosy, czy ktoś gdzieś nie szepce, ale i mieć oczy otwarte, wypatrywać, czy ktoś nie nadchodzi. Wiemy, że na pewno nadchodzi, że jest blisko, ale ponieważ nadcho­dzi inaczej i jest blisko inaczej niż to sobie wyobrażamy, dlatego należy szukać, słuchać i patrzeć, tzn. żyć w szczerości serca, zachowywać i rozważać Słowo, oraz mieć oczy otwarte na obecność Pana działającego dziś.

Edytowany przez Bożena Lut 8 '16, 22:01
Dorota
Dorota Mar 4 '16, 21:02

Jak znaleźć w sobie siłę do działania?

 

Kobieta, która na co dzień jest płochliwa i wątła, w obliczu walki o ważną dla siebie sprawę potrafi znaleźć w sobie niesamowitą siłę. Jeśli nie wiesz, skąd wziąć w sobie odwagę, proś o to Tego, który jest Miłością, bo "doskonała miłość usuwa lęk" (1 J 4,18).

 

Wskazówki od Weroniki na drodze krzyżowej

 

1. Odwaga

 

Św. Weronika jest postacią wywodzącą się z chrześcijańskiej Tradycji, nie ma o niej wzmianki w Ewangelii. Wspominamy ją jednak w Wielkim Poście bardzo często, krocząc z Jezusem drogą krzyżową. Jest ona symbolem kobiecej odwagi, bo przecież nie było łatwą sprawą przedarcie się przez tłum i żołnierzy, aby podejść do skazańca.

 

Kiedy myślę o niej, przychodzi mi na myśl Judyta, o której opowiada jedna z ksiąg Starego Testamentu. Judyta to waleczna wdowa, która ratuje Izraelitów z opresji, ścinając głowę ich prześladowcy. Decyduje się ona na heroiczny czyn, by wejść do wrogiego obozu.

 

Nie idzie jednak sama, towarzyszy jej nieustannie jej Bóg, do którego wcześniej wytrwale się modli. Odwaga Judyty, podobnie jak Weroniki, nie pochodzi od niej samej, ale z tej właśnie ukrytej mocy, która rodzi się, kiedy kobieta walczy o sprawy najważniejsze. Dla nas zawsze najważniejsze powinno być zbawienie nasze i drugiego człowieka. Jeśli małe sytuacje w naszym życiu do tego prowadzą, Bóg da nam odwagę, by się nie poddawać.

 

2. Prawdziwe oblicze

 

Samo imię Weroniki pochodzi od słów vera eikon, czyli prawdziwe oblicze. Jezus pozostawił na chuście Weroniki swój prawdziwy wizerunek. Dzieje się tak za każdym razem, kiedy okazujemy drugiemu człowiekowi miłosierdzie - wtedy on otwiera się przed nami ze swoją prawdziwą twarzą, ze swoją skrywaną historią, z czymś najbardziej intymnym.

 

Ważne tylko, by kierowało nami autentyczne miłosierdzie, a nie litość, fałszywa chęć pomocy czy jakiś interes. Dzisiaj działalność charytatywna jest w modzie, szczególnie w Roku Miłosierdzia - wypada czasem zrobić jakiś dobry uczynek, żeby mieć poczucie spełnionego obowiązku. Nie ma to jednak nic wspólnego z prawdziwym miłosierdziem, które musi wypływać z czystej miłości, niepragnącej zupełnie nic w zamian - nawet prostego "dziękuję". "Jeśli bowiem miłujemy tych, którzy nas miłują, cóż za nagrodę mieć będziemy?" (Mt 5,48)

 

3. Miłość zaradna

 

Nie wiemy, w jaki sposób Weronika przedostała się przez tłum do Jezusa. Możemy jednak przypuszczać, że nie użyła w tym celu siły, bo pewnie nie miała szans z uzbrojonymi żołnierzami. Wydaje się, że podobnie jak biblijna Judyta musiała uciec się do jakiegoś podstępu.

 

W naszą naturę wpisana jest pewnego rodzaju zaradność, którą możemy wykorzystywać w dwojaki sposób - możemy nią uwodzić, kokietować i wpływać na innych, by realizować własne cele, albo możemy inspirować, motywować i pomagać innym w wykonaniu kroku w dobrą stronę. Wdziękowi kobiety o czystym sercu i szczerych intencjach bardzo trudno jest się oprzeć, bo jest w niej przesłanie od samego Boga. 

 

Spotkanie


Spotkaj się dziś z Weroniką i Jezusem na drodze krzyżowej. Zobacz, z jaką miłością pochyla się ona nad Jego zmaltretowaną twarzą. Niech ten prosty gest będzie inspiracją, byś zajrzała głęboko w swoje serce i znalazła te miejsca, gdzie jeszcze nie masz odwagi wyjść do drugiego człowieka.

 

Co jest twoim lękiem? Co pragniesz osiągnąć? Jakie są twoje motywacje?

 

Źródło: deon.pl - Ewa Bartosiewicz RSCJ

Edytowany przez Dorota Mar 4 '16, 21:02
Dorota
Dorota Mar 31 '16, 21:24

Gdy jest nam źle...wklejam to tutaj , bo to swoiste ćwiczenia duchowe.

 

Bitwa o umysł

 

„Broń, którą posługujemy się w naszej walce, nie jest bowiem ludzka, ale od Boga czerpie moc zdolną zniszczyć twierdzę. Burzymy rozumowania i wszelkie przeszkody wznoszone przeciwko poznaniu Boga, a wszelką myśl bierzemy do niewoli, aby doprowadzić ją do posłuszeństwa Chrystusowi” (2 Kor 10,4-5)

 

 

Ten fragment Pisma świętego mówi o walce słabych ludzi, która nie jest toczona po ludzku. Ludzie wprawdzie mają broń, jednak nie należy ona do nich, lecz do Boga. Ta broń ma moc zniszczyć twierdze wznoszone przez naszego przeciwnika, by utrudnić nam poznanie Boga jako dobrego i kochającego Tatę. Zatem unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, która się wynosi przeciwko poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi. To jest wyzwanie dla nas, byśmy myśleli tak jak Jezus. Twierdzą jest więc schematyczne myślenie, kłamstwa, w które uwierzyliśmy. Jak więc zapobiec ich powstawaniu?

 

Czujność wobec fałszywych myśli

Bierzemy każdą swoją myśl i doprowadzamy ją do posłuszeństwa Bogu. Na przykład, mogę pomyśleć: „Jest mi bardzo ciężko, bliska osoba mnie zraniła i nie wyobrażam sobie dalej życia. Cierpię z tego powodu i nie radzę sobie z tym”. Jeśli tę myśl doprowadzę do posłuszeństwa Bogu, to w konfrontacji z Bożym Słowem usłyszę, że „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”(Flp 4,13). Mam zatem dwa wyjścia: mogę uwierzyć słowom, które są prawdą, bo zostały wypowiedziane przez Boga, są w Jego sercu i są Jego planem dla mnie lub mogę je odrzucić, użalając się nad sobą i unieszczęśliwiając samą siebie. Dlatego tak ważna jest świadomość, że to od nas zależy, czy daną myśl przyjmiemy, czy odrzucimy. To my decydujemy o tym, jakie myśli są w naszej głowie. Jeśli czujemy, że ogarnia nas jakieś negatywne uczucie, to warto się zatrzymać i zastanowić, jaka myśl je poprzedziła. I to jest najlepszy moment, by tę niewłaściwą myśl odrzucić. Uczą nas tego Ojcowie Kościoła. Warto wiedzieć, że uczucia pojawiają się później niż myśli, a właściwe myślenie, które umożliwia nam patrzenie na rzeczywistość z Bożej perspektywy zmienia nasze nastawienie i rzeczywiście możemy powiedzieć, że radość w Panu jest naszą ostoją (por. Ne 8,10). Jeśli zatem odpowiednio wcześnie odrzucimy negatywną myśl, która może czasem być wspomnieniem– nie pojawi się nieprzyjemna emocja. Możemy być zanurzeni w Bogu, kroczyć w Jego przeznaczeniu, ponieważ gdy przyjmujemy zbawienie, nie żyjemy już my, ale żyje w nas Chrystus i nie jesteśmy sierotami, ale zostaliśmy zaadoptowani, jako dzieci Boże. A więc kiedy ogarniają nas negatywna myśli, zdemaskujmy nieprzyjaciela. Przykład: dziewczyna nagle posmutniała, zaczyna zamykać się w sobie, ogarnia ją niepokój. Co wywołało ten stan? Okazuje się, że była to myśl: „Jestem samotna. Nikt mnie nie kocha, nie radzę sobie ze swoimi problemami”. Co należy w tym momencie zrobić? Poddać tę myśl Bogu. A co on mówi w swoim Słowie? „Jestem z Tobą i będę cię strzegł. Nigdy cię nie opuszczę, dopóki nie spełnię tego co obiecuję” (por. Rdz 28,15).

 

Musimy wiedzieć, że tu nie chodzi o wykucie wersetów na blachę i proklamowanie ich sto razy dziennie, choć to oczywiście pomaga, ale chodzi o to, byśmy się nauczyli patrzeć na rzeczy z Bożej perspektywy.

 

To coś więcej niż posiadanie zdolności cytowania odpowiedniego wersetu, by dać odpowiedź na jakieś pytanie, czy odpowiedzieć na czyjąś potrzebę, to coś więcej niż bycie gotowym na przekazanie biblijnego wersetu komuś, kto przez to będzie mógł wyjść ze swoich problemów. To właściwy wgląd w to, jaki jest Bóg i co On myśli o nas, i jak objawia nam prawdę.

 

Wymiatanie „śmieci” z głowy

Słowo Boże jest więc matrycą, do której przykładamy myśli pojawiające się w naszej głowie. Te, które nie są zgodne ze Słowem – odrzucamy. Ponadto pilnie strzeżemy naszych umysłów, aby były czyste, pełne Bożej prawdy. To jest jak sprzątanie podwórka – by utrzymać porządek, trzeba sprzątać regularnie. Można to również porównać do sytuacji, gdy wyrzucamy złodzieja z domu – robimy to zdecydowanie, bez skrupułów. Bardzo ważna jest troska o porządek myśli. Zatem, kiedy się modlę, to walczę, by nie rozpraszało mnie to, co dzieje się za oknem, czy to, co ugotuję na obiad. Pan Bóg nie lubi chaosu. My również słabiej będziemy Go słyszeć, jeśli wokół nas i w nas samych będzie panował bałagan. Mamy moc nad tymi rozproszeniami, możemy je odgonić. Wspaniałym odkryciem jest to, że ja nie muszę funkcjonować z myślami, które nie pochodzą od Boga i nie są prawdą na mój temat.

 

Uwaga na język!

Ogromne znaczenie w kształtowaniu naszych myśli ma język, jakim się posługujemy. Możemy go używać do tego, by wypowiadać zarówno błogosławieństwa, jak i przekleństwa. Rodzice borykają się z tym na co dzień. Skomentowanie zachowania dziecka słowami: „nigdy nie uda ci się tego zrobić” może sprawić, że ono uwierzy naszym słowom i rzeczywiście nie poradzi sobie z tym, co przychodzi mu z trudem. Zakoduje sobie słowa rodziców i one będą determinowały jego postępowanie. Bóg ma dla nas plan i zrobi wszystko, aby go zrealizować. Wątpliwości i niewiara, troski i zmartwienia, podejrzliwość – to wszystko nie pochodzi z umysłu Chrystusowego.

 

Trwała przemiana umysłu

Znam mnóstwo osób, które przeżyły bardzo mocne nawrócenie. Doświadczyły ogromnej łaski, jednak po pewnym czasie wróciły do starych przyzwyczajeń, do znanych schematów, dawnych grzechów. Nie zadbały o dar nawrócenia. Nie podjęły wysiłku, by przemienić swój umysł. Warto bowiem podkreślić, że troska o czystość umysłu jest realnym wysiłkiem. Naszym obowiązkiem jest zgłębianie wiedzy, ciągły wzrost w poznawaniu Boga. Nikt nas nie zwalnia od tej odpowiedzialności. Nie możemy zadowalać się kazaniami podczas niedzielnej Mszy, to za mało! Niezbędne jest czytanie Pisma świętego, życie nim na co dzień, korzystanie z sakramentów, formacja duchowa. To wszystko po to, by poznawać prawdziwy obraz Boga. A jeśli trudno nam czytać Pismo święte, to prośmy Ducha Świętego, by rozbudził w nas miłość do Słowa i dał dar jego rozumienia.

 

Żyć jak zwycięzca

Wiedząc zatem, że „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” – nie pozwolimy sobie wmówić, że jest inaczej, nawet gdy spotka nas tragiczne doświadczenie, gdy stracimy kogoś bliskiego. Ta prawda o Bożej miłości do nas pozostanie niezachwiana. Bardzo ważne jest uświadomienie sobie naszej tożsamości – jesteśmy dziećmi Bożymi i do nas należy Jego dziedzictwo. Mamy DNA dzieci Króla! Jesteśmy zwycięzcami. Pan Jezus, żyjąc na ziemi jako człowiek, dał nam doskonały przykład – wszystko, co czynił, było poddane woli Ojca. I to powinno być również naszym celem – całkowicie poddawać się Duchowi Świętemu. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” Często ludzie, nawet bardzo gorliwi, „zacinają się” na braku wiedzy. Bo jeśli wiedzieliby, że Jezus umarł za nich na krzyżu, i znaliby konsekwencje Jego śmierci za nas, nie traciliby równowagi duchowej. Nie kontemplują prawdziwego oblicza Boga. Zbyt często skupiają się na dialogu z diabłem, zapominając, że to my mamy autorytet w Bogu. Przykładem doskonałej postawy wobec Boga była Dawid – gdy miał jakieś trudności, mówił: „Stół dla mnie zastawiasz, na oczach mych wrogów to czynisz” (Ps 23, 5). W każdych przeciwnościach siadał do stołu z Bogiem i z Nim rozmawiał. To była intymna relacja – Dawid chodził na śniadanka do Boga, gdy atakowali go wrogowie. Jego filozofia wyrażała się w słowach: walka już jest wygrana!

 

Autor. Anna Saj - Dr nauk teologicznych w zakresie teologii ekumenicznej.

Edytowany przez Dorota Mar 31 '16, 21:25
Dorota
Dorota Kwi 17 '16, 10:20

Zatroszcz się o dobre, spokojne miejsce. Poproś Ducha Świętego o otwartość serca na Boże słowo. Niech to On poprowadzi tę modlitwę, oddaj Bogu ten czas.

(J 10,27-30)
Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.

Obraz: Wyobraź sobie małe dziecko, niemowlaka w dużych, silnych dłoniach. Jego główka, rączki są objęte tymi dłońmi. Dziecko czuje się bezpiecznie, wie że w tych dłoniach nic mu nie grozi. Poczuj tę małość i kruchość nowo narodzonego dziecka, ale i bezpieczeństwo, pokój jakiego doświadcza.

Prośba o owoc: o zaufanie Bogu
1. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je.
Bóg Ciebie zna i to nie jest taka powierzchowna znajomość. On zna Twoje serce. Twoje pragnienia, słabości, porażki, zranienia. Zna Ciebie i bardzo kocha. Świadomość, że ktoś Ciebie zna bardziej niż Ty sam siebie, a więc też rozumie co przeżywasz, a przy tym kocha tak, że życie oddał, abyś Ty mógł żyć i chce dla Ciebie tylko DOBRA, pozwala odetchnąć. Taka świadomość daje też perspektywę aby spojrzeć dalej niż tylko na siebie.
Pomyśl o tym, że Bóg Ciebie zna. Zna i kocha w tym momencie. Teraz. Nie czekaj z przyjęciem tej miłości. Czy nie stawiasz czasem Bogu ścian i murów? Czy nie stawiasz pewnych ograniczeń? On chce mówić do Ciebie. Teraz, nie dopiero jak poukładasz jakieś sprawy, skończysz z jakimś grzechem. Teraz. Czy nie ograniczasz Boga przez to, że sam stwarzasz miejsca i momenty w których On może mówić do ciebie, a w których już nie...bo nie wypada? Zna Ciebie, pamiętasz? Zna całego i kocha ze wszystkim a to znaczy, że chce być z Tobą cały czas. Czy Ty pozwalasz na to Bogu, aby był z Tobą cały czas?

2. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec Mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.
Czy idziesz na Jezusem? Jak wygląda Twoja codzienność? Czy znajdujesz w niej czas dla Boga? Czy odkrywasz Boga w swojej codzienności? Pomyśl o ostatnim tygodniu. Czy szedłeś/szłaś za Jezusem?
Idąc z Jezusem, nie zginiesz. Czy wierzysz w tę obietnicę? Przypomnij sobie momenty, w których było Ci ciężko, w których coś nie szło po Twojej myśli, zgodnie z planem. Jak wtedy zareagowałeś? Czy w takich momentach potrafisz ufać?

Na koniec tej modlitwy porozmawiaj z Jezusem o tym, co najbardziej poruszyło Twoje serce, bądź z Nim szczery.

Zakończ modlitwą Ojcze Nasz

(Kasia K., we współpracy z Theofeel)

Dorota
Dorota Lip 5 '16, 00:22

5 biblijnych sentencji, które przybliżają do Boga       Jeśli masz trudniejszy okres w wyznawaniu wiary lub jeśli tracisz nadzieję i myślisz, że wszystko się wali, przeczytaj te pięć cytatów z Pisma. Pomogą ci w trudnych chwilach i przypomną, że nigdy nie jesteś sam.

 

1. Flp 3, 13-14

 

"Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie".

 

2. Hbr 2,1

 

"Dlatego jest konieczne, abyśmy z jak największą pilnością zwracali uwagę na to, cośmy słyszeli, abyśmy przypadkiem nie zeszli na bezdroża".

 

3. Ga 6, 9-10

 

"W czynieniu dobrze nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze". 

 

4. J 3, 16

 

"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".

 

5. Jk 1, 12

 

"Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują".

 

Za Deon.pl

Edytowany przez Dorota Lip 5 '16, 00:23
Dorota
Dorota Sie 4 '16, 23:33

Niedowierzanie w Dobroć Boga.

 

W opisywanych przez Ewangelistów rozmowach Jezus zdecydowanie przeciwstawiał się „mentalności niewolnika”. W miejsce logiki wypełniania trudnego prawa, proponował wolność wyboru Miłości. Wyjaśniał, że różnica między tymi postawami polega na „rozumieniu”, czego chce Bóg, na znajomości serca Ojca. Powiedział: „Już nie nazywam was niewolnikami, ponieważ niewolnik nie wie, co czyni jego pan. Ale ja nazwałem was przyjaciółmi, ponieważ oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od mego Ojca” (J 15; 15).

Co oznacza dziś „mentalność niewolnika”?

– religijność bezmyślną, wycofaną i zalęknioną, choć często wyedukowaną i gotową cytować wyjęte
z kontekstu zdania z Pisma Świętego czy encyklik Papieży sprzed wieków;

– opór przed przyjęciem prawdy o tym, że Bóg jest Miłosierny, szczególnie dla tych, którzy przeżywają religijność inaczej niż ja; odnoszenie się przede wszystkim do sprawiedliwości Boga i możliwości potępienia tych, którzy są Jemu niewierni, zamiast myślenia czy mówienia o dobroci Jezusa;

– pokładanie nadziei w swojej poprawności, co w praktyce oznacza dla wielu zadowolenie
z niepopełniania grzechów ciężkich i brak refleksji pozytywnej: „ jak mam mnożyć dobro?”

– poddawanie się lękowi przed Bogiem, ale również lękowi wobec świata, postrzeganego jako zagrażający, zmierzającego„w złym kierunku”, pełnego czyhających na człowieka pułapek.

 

Jak pomóc osobie chorej duchowo z powodu „mentalności niewolnika”, pozbawionej trzeźwości widzenia nieskończonego Miłosierdzia Chrystusa?

– nie angażować się w niekończące się dyskusje, przepychanki na argumenty i cytaty, bo choć
w deklaracji trudność znajduje się na poziomie intelektualnym, to w praktyce jest chorobą ducha;

– nie patrzeć z góry na osobę, która bardziej boi się Jezusa niż kocha Go całym sercem, ale i nie przyznawać racji w tym, co stanowi zafałszowany obraz Boga;

– dzielić się swoim doświadczeniem Miłości w sposób wolny od agresji i chęci doprowadzenia do szybkiej zmiany w sercu rozmówcy;

– pamiętać o łagodności, bo spotykamy się z osobą pozornie silną, a w rzeczywistości prawdopodobnie mocno zranioną w sercu i potrzebującą kogoś, kto doprowadzi ją do Jezusa-Lekarza, który opatrzy jej rany.

 

Może komuś innemu pomożesz? A może sam potrzebujesz odnowy serca, odzyskania „trzeźwości” po latach powątpiewania w Dobroć Boga? Wszak nikt z nas nie jest w stanie pojąć, jak wielka jest ta Dobroć!

 

W odnowie własnego serca mogą pomóc zadania:

 

  1. Odszukaj w myśli, wśród osób, które znasz kogoś, kto najbardziej ufa Dobroci Boga. Opisz w sercu tę osobę. Być może ten opis wskaże Ci kierunek odnowy Twojego serca.
  2. Podejmij próbę podziękowania na modlitwie za to, za co trudno Ci Bogu dziękować. Ważne, byś posłuchał, jak Pan odpowiada na Twoją modlitwę.

sierpień2

Piotr Kropisz  SJ

Edytowany przez Dorota Sie 4 '16, 23:35
Dorota
Dorota Sie 11 '16, 13:22

Umieszczam to tutaj, bo przebaczenie  , które aczkolwiek jest łaską , ale potrzebuje ono jeszcze naszego serca.

 

Pięć etapów przebaczenia.

Modlitwa z prośbą o łaskę przebaczenia.


Wstęp. Wzbudzam w sobie akt żalu, prosząc Boga, aby oczyścił moje serce. Proszę Ducha Świętego, aby otworzył moje serce na dar łaski wybaczenie i przyjęcie przebaczenia.

 

1. „W Imię Jezusa Chrystusa wybaczam ci…(wymieniam imię tej osoby i próbuję wyobrazić sobie jej twarz)…… oraz proszę cię o wybaczenie”.
Mówię do tej osoby, jakby ona była przy mnie, np.: mamo wybaczam ci…. . Słowa wybaczenia mówię głośno. Ja sam, mam sobie ogłosić to, że wybaczam! Ogłaszam również to, że odrzucam gniew, złość i wszelkie urazy.

 

2. „Podaje ci dłoń pojednania”.
Zobacz tę sytuację, jak podchodzisz do tej osoby i wyciągasz do niej dłoń oraz zobacz jaka jest twarz tej osoby do, której mówisz te słowa. Jeżeli twarz tej osoby jest ciepła, radosna to znaczy, że przebaczenie doszło w pełni do skutku, jeżeli jeszcze tak nie jest warto po jakimś czasie powtórzyć tę modlitwę.

 

3. „Boże nie pamiętaj jej tego złego i ja nie chcę jej tego pamiętać”.

Trudna modlitwa o uzdrowienie naszej pamięci, ale trzeba o to prosić Boga, bo tylko On może uzdrowić nasze wnętrze i pamięć.

 

4. „Panie Jezu uzdrów moją relację z tą osobą, abym na nowo spojrzała na nią z szacunkiem, z godnością i miłością”.

Jest to prośba do Jezusa, aby mi pomógł przywrócić tej osobie, która mnie zraniła na nowo godność w moich oczach. Abym nią nie pogardzał.

 

5. „Panie Jezu dopełnij swoją miłością to, czego nie otrzymałem od tej osoby i czego ja jej nie dałem”.

Ranimy się brakiem miłości. Jest to prośba, aby Jezus we mnie swoją miłością dopełnił to dobro, które np. nie otrzymałem od swoich rodziców lub bliskich, którzy mnie zranili oraz uleczył swoją miłością te rany, które ja zadałem innym.

 

ps. Przebaczamy nie ze względu na kogoś, na to, czy ktoś zmieni swoje postępowanie, czy też nie!
Przebaczamy dlatego, aby nasze serce było wolne od pogardy, gniewu, nienawiści lub chęci odwetu. Co więcej, przebaczamy naszym bliźnim, aby nasze serce mogło miłować i aby Jezus mógł w nas miłować!

ks. Roman Chyliński - egzorcysta z ramienia Kurii Krakowskiej

Dorota
Dorota Oct 2 '16, 11:15

Znajdź spokojny czas na modlitwę. Wycisz się, spróbuj skupić się tylko na Jezusie. Proś, aby On sam prowadził cię w tej modlitwie i pokazywał to, co najważniejsze.


Obraz: wyobraź sobie Jezusa, który kładzie ręce na twojej głowie lub twoich ramionach, prosząc Ojca, by posyłał ciebie w świat, z misją głoszenia Jego miłości.



Prośba: w tej modlitwie proś szczególnie o rozpalenie serca, o nowy zapał do wypełniania tego, co wynika z twojego powołania i do głoszenia Dobrej Nowiny.



1. Święty Paweł pisze do Tymoteusza, przypominając mu o ważnym w jego życiu momencie "nałożenia rąk" przez apostoła i powierzenia mu misji głoszenia Ewangelii. Być może również masz w pamięci jakieś ważne wydarzenie, które było początkiem twojego nawrócenia, drogi z Bogiem czy wyjścia z misją ku innym. Wróć myślami do tego dnia - być może była to ważna spowiedź, może pielgrzymka lub rekolekcje. Jak się wtedy czułeś? Ile zostało w tobie radości, zapału, chęci wprowadzania w życie dobrych postanowień? To naturalne, że w zderzeniu z codziennością takie nadzwyczajne wydarzenia stają się mniej wyraźne, a siły słabną - jeśli tak jest, pamiętaj że nie dokonujesz w życiu dobrych rzeczy własną mocą, tylko mocą Jezusa. Proś Go, aby On pozwalał Ci doświadczać tego, że On jest Twoją siłą i że zawsze jest przy Tobie obecny.



2. "Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia." Jakie myśli pojawiają się w tobie, gdy myślisz o tym, że jesteś świadkiem Jezusa? Czego się boisz w związku z głoszeniem Ewangelii, z przyznawaniem się do tego, że należysz do Jezusa? Święty Paweł pisze, że ten lęk nie może pochodzić od Boga - On daje nie ducha bojaźni, lecz mocy, miłości i trzeźwego myślenia. Spróbuj nazwać swoje lęki, a potem wyobraź sobie, że trzymasz je w rękach i stajesz przed Jezusem. Czy chcesz Mu je oddać? Spróbuj to zrobić i zobacz, jak Jezus zabiera je od ciebie, dając jednocześnie ducha miłości i mocy.


3. "Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!" Pomyśl przez chwilę o tym, jak wyglądało życie pierwszych chrześcijan. Jeśli znasz historię św. Pawła, możesz postarać się przypomnieć sobie momenty, w których głoszenie Ewangelii wiązało się dla niego z przeciwnościami: był więziony, biczowany, cierpiał głód, niewygody i odrzucenie. W tym wszystkim naśladował swojego Mistrza - szedł drogą Jezusa. I paradoksalnie - pomimo tych przeciwności, potrafił być pełen wdzięczności i uwielbienia. Popatrz teraz na siebie i na to, w jaki sposób myślisz o przeciwnościach, które mogą cię spotkać, gdy będziesz otwarcie i odważnie przyznawać się do Jezusa. Czy widzisz w nich okazję do naśladowania Pana? Proś Jezusa, aby zabierał lęk przed trudnościami, które mogą ciebie czekać, a pokazywał, że mogą być one okazją do wzrostu.



Porozmawiaj szczerze z Jezusem na temat tego, co działo się w czasie tej modlitwy. Zakończ odmawiając "Ojcze nasz".



(wsp. św. Ignacego, we współpracy z Theofeel)

 


 


 

 

Grażyna
Grażyna Oct 2 '16, 11:22

Dzięki Dorotko<3

Dorota
Dorota Lis 15 '16, 14:14

Co było pierwsze, jajko czy kura? Trudne pytanie! W dzisiejszej Ewangelii znajdujemy podobny dylemat. Kto kogo zobaczył pierwszy – Zacheusz Jezusa czy Jezus Zacheusza?

Być może pierwszy był Zacheusz. W końcu po to wspiął się na sykomorę, aby choć przez chwilę widzieć przechodzącego Pana. Jednak równie dobrze mógł to być Jezus. Wiedział przecież dokładnie, gdzie jest Zacheusz, gdyż wezwał go po imieniu i „zaprosił się” do niego na obiad. Kto więc zobaczył kogo pierwszy?

Nigdy się tego nie dowiemy. Wiemy natomiast dokładnie, co który z nich zobaczył. Zacheusz ujrzał sławnego, świętego człowieka i odważył się mieć nadzieję, że może On mu pomóc i wlać w jego serce pokój.

Jezus spojrzał w serce Zacheusza i zobaczył tam gorliwość oraz zainteresowanie. Dostrzegł też pragnienie zbliżenia się do Boga. Oczywiście widział także jego grzech, ale to Go nie powstrzymało. Z miłością odpowiedział na cichą modlitwę Zacheusza, wzywając go po imieniu.

Komentując ten fragment, św. Augustyn napisał: „Pan, który przyjął już Zacheusza w swoim sercu, był gotów zostać przez niego przyjęty w jego domu”. Zanim jeszcze Zacheusz zdążył pomyśleć o wspięciu się na drzewo, Jezus już działał w jego sercu, otwierając je na łaskę. On bowiem przyszedł „szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10). Aby odnaleźć Zacheusza, wlał w jego serce łaskę zainteresowania, tęsknoty i pragnienia Boga, a on, odpowiadając na tę łaskę, wspiął się na drzewo.

Jezus dziś szuka także ciebie. Widział dziś ciebie, jeszcze zanim zdążyłeś się przebudzić, i z miłością działał w twoim sercu. Gdy ty jeszcze spałeś, On udzielał ci wszelkich łask potrzebnych na dzisiejszy dzień.

Czy czujesz przynaglenie do modlitwy, czytania Pisma Świętego, pójścia na Mszę, odwrócenia się od pokusy? Te natchnienia pochodzą od Pana. On codziennie przynagla cię, próbując pozyskać twoją uwagę. Nawet kiedy jesteś obojętny czy oporny, On stara się, byś powrócił myślą do Niego.

Jezus pragnie, abyś przyjął Go do swego serca. Czy jesteś na to gotów? Bądź dziś czujny na Jego natchnienia.
 

Modlitwa

„Jezu, Ty widzisz moje serce i wiesz, co przyniesie dzisiejszy dzień. Pomóż mi wytrwać przy Tobie”.

"Słowo wśród nas"ród nas"
Listopad 2016
Rok 26 nr 11 (279)

 

Łk 19, 1-10 Nawrócenie Zacheusza

 

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę».
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie».
Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».

 

 

Dorota
Dorota Lis 17 '16, 19:21

Wewnętrzny płacz...o. Daniel Glibowski  zachęca dziś do spojrzenia w siebie, to jego rozważanie na dziś , ale  i swoistego rodzaju ćwiczenie duchowe dla nas.


"Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia" Łk 19, 41-44


Spróbuj wyobrazić sobie dzisiaj Jezusa, który płacze nad ludźmi.

Zapytaj Go, czy płacze także nad Tobą.

Porozmawiaj z Nim o czasie Twojego nawiedzenia.

Poszukaj w pamięci tych szczególnych momentów w Twoim życiu, w których Bóg mówił do Ciebie. Szukaj ich pośród chwil, w których: przyjmowałeś pierwsze sakramenty, spowiadałeś się, rozmawiałeś z kapłanem lub jakimś Bożym przyjacielem.

To może być także jakaś codzienna Msza święta, na której oczyma wiary dostrzegasz realną obecność Boga.

Gdy zlokalizujesz ten moment, to przypomnij sobie jego przesłanie.

Jeśli okaże się, że całkowicie zmarnowałeś kiedyś ten moment i nie posłuchałeś Bożego natchnienia, to nie martw się tym. Jezus w całej swojej łaskawości nadal nawiedza swój lud. Szukaj Jego głosu na Mszy świętej, w Słowie Bożym i u ludzi, którzy Nim żyją. Proś o odwagę, by iść za tymi natchnieniami. Przestań wreszcie płakać nad sobą i swoim życiem.


Im bliżej jestem Jezusa, tym bardziej zaczynam odczuwać wewnętrzny płacz spowodowany zamknięciem się ludzi na prawdziwe szczęście. Serce mi się kraje na widok smutnych ludzi, którzy jakby boją się wejść w głębszą relację z Bogiem. On natomiast cały czas wyciąga rękę i ma wielkie dary dla tych osób.


Panie, dzisiaj chce mi się płakać razem z Tobą. Mam jednak głęboką nadzieję, że wzbudzisz swoją łaską odważnych głosicieli Twojej miłości, którzy przebiją się przez mury ran i ogromnego bólu, poprzez który Diabeł zamyka ludzi na Twoją łaskę.

 

 

Edytowany przez Dorota Lis 17 '16, 19:22
Dorota
Dorota Lis 20 '16, 11:58
Którym łotrem jesteś? ...o. Daniel Glibowski

 

Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: «Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju». Łk 23, 39-43

 

Wyobraź sobie powyższą scenę.

Poproś Boga o obsadzenie w roli, w której aktualnie jesteś.

Może to będzie postać zbuntowanego łotra, który nie ma w sobie skruchy. Jest w nim tylko głęboka gorycz. Wypluwa z siebie szyderstwo mimo ostatnich chwil życia.

Po drugiej stronie dobry łotr otwiera się na łaskę miłosierdzia. Przyjmuje postawę uniżenia i uznania Chrystusa za Pana i Króla. W odpowiedzi otrzymuje obietnicę bycia w raju.

A może zobaczysz się w roli samego Chrystusa, który ma swój krzyż, przyjmuje pokornie szyderstwa i miłosiernie wybacza oprawcom.


Ja widzę się w roli łotra, który coraz bardziej poznaje wielkość swojej niegodziwości względem Boga.

Tym samym kruszę swoje serce i cały czas błagam o przebaczenie. Słyszę też obietnicę raju. Póki żyję, chcę głosić wielkość Jezusa Chrystusa – Pana i Króla, który ma nieskończone miłosierdzie dla skruszonych łotrów.
Piękną interpretację tej sceny słyszałem z ust ks. Godnarskiego, który powiedział, że na krzyżu kończy się przypowieść o marnotrawnym synu i miłosiernym Ojcu. Według niego Jezus jest starszym synem, który wyszedł od Ojca, aby przyprowadzić młodszego, zbuntowanego brata. On nie mógł parzeć na ból i cierpienie Taty. Na krzyżu odzyskuje brata dla Ojca.


Daj się dzisiaj odnaleźć. Nie uciekaj już. Nie próbuj żyć po swojemu. Skrusz swoje serce i oddaj je jedynemu Panu i Królowi.


Jezu Chryste – Królu Wszechświata, niech przyjdzie Twoje Królestwo. Panuj nad naszymi sercami i prowadź nas do Taty!

https://www.youtube.com/watch?v=8ze_JaeeJZI

Dorota
Dorota Lis 26 '16, 23:27
Odczuwać własne emocje...o. Grzegorz Ginter SJ

Wprowadzenie do modlitwy na 1 Niedzielę Adwentu, 27 listopada

 

Rekolekcje Adwentowe 2016 – DOŚWIADCZYĆ JEZUSA CAŁYM SOBĄ

 

Tydzień 1 – Jezus wyrażający uczucia i wywołujący emocje

 

Tekst: Mt 24, 37 – 44

 

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

 

Na początku modlitwy uczyń znak krzyża i uświadom sobie przez chwilę, że Bóg jest teraz przy Tobie. Ponieważ chcesz z Nim rozmawiać, więc On Jest Obecny. Poproś Go więc w tym momencie, aby Duch Święty poruszał Twoją modlitwę, by On sam ją prowadził. Poproś także, by Pan usuwał w niej wszelkie przeszkody oraz by oczyścił Twoje zamiary, intencje, pragnienia, decyzje, czyny – by służyły tylko większej chwale Boga i dobru innych ludzi.

 

 

Zaangażuj teraz wyobraźnię. Jeśli potrzebujesz, przypomnij sobie fragment Pisma, którym będziesz się modlił. Następnie wyobraź sobie daną scenę. Zobacz, jak wyglądała sytuacja Noego, o której mówi Jezus. Jak ludzie jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili i nie odczytali znaków, jakie przychodziły do nich z zewnątrz i wewnątrz. Jak nagle przyszedł potop i zniszczył wszystko.

 

Poproś teraz Pana o owoc modlitwy. W dzisiejszej modlitwie poproś o łaskę nazywania i spotykania się ze swoimi uczuciami, przez które również przemawia do Ciebie Bóg.

 

1.   Najpierw patrz na historię, którą opowiada Jezus. Jak wyglądał Noe? Jak ludzie, którzy go otaczali: rodzina, sąsiedzi? Zobacz Noego, który buduje arkę. Przyjrzyj się jego pracy – czy ktoś mu pomaga? O czym Noe rozmawia z ludźmi, którzy pytają go o arkę? Wszak Jezus mówi o potopie jako kataklizmie niespodziewanym, nagłym. Więc był to dla nich szok i być może wyśmiewali Noego, a na pewno się dziwili. Ci ludzie nie byli w stanie rozpoznać po pewnych znakach, że coś jest nie tak. Spróbuj teraz pomyśleć o swoim życiu i swoich odczuciach. W nas samych mamy takie „radary”, które pozwalają nam odbierać bodźce z zewnątrz czy wewnątrz, byśmy mogli je interpretować i móc przez to lepiej kształtować nasze życie. To uczucia, które są jak posłańcy, niosący różne wieści, które pozwalają nam lepiej „zarządzać” naszym życiem.

 

2.   Uczucia nie są ani dobre, ani złe moralnie. Uczucia po prostu są. Stąd nie ma uczuć pozytywnych czy negatywnych. Są tylko uczucia przyjemne w przeżywaniu oraz te nieprzyjemne, trudne, niemiłe. Jednak wszystkie są potrzebne. Dopiero nasze działanie pod ich wpływem może być oceniane w kategorii dobre/złe. Każde uczucie, oprócz tego, że jest pewną siłą, energią, przynosi także informacje. Chce nam o czymś powiedzieć, chce dać nam sygnał odnośnie tego, co dzieje się wewnątrz nas jako reakcja na sytuację w naszym wnętrzu oraz na to, co nas otacza. W dalszych dniach będziemy przyglądali się Jezusowi, który wyraża uczucia – zarówno te przyjemne, jak i te trudne, jak np. gniew, smutek. Ważne będzie, by zobaczyć, po co są uczucia, w czym mają nam pomagać (a więc w jakim celu używa ich także Jezus). Bez tego możemy stać się marionetką w rękach naszych własnych przeżyć – bardzo przecież subiektywnych (nikt przecież nie będzie przeżywał danego zdarzenia tak, jak ja).

 

3.   Uczucia są bardzo ważne dla naszego życia, także duchowego. Są „miejscem” objawiania się Boga i tak naprawdę nie ma prawdziwego życia duchowego bez uczuć, bez nazywania ich i kontaktu z nimi. Dla św. Ignacego Bóg komunikuje się z człowiekiem m.in. przez stany duchowo-emocjonalne, które nazywa pocieszeniem i strapieniem duchowym. Bez kontaktu z nimi trudno prowadzić jakieś życie duchowe, a więc trudno pozwolić, by Duch Święty mnie prowadził.

 

4.   Uczucia przyjemne mówią o tym, że nasze potrzeby są spełnione a także, że nasze samopoczucie jest dobre, nie jesteśmy w stanie zagrożenia, niebezpieczeństwa, itp. Uczucia nieprzyjemne zaś mówią o niespełnieniu naszych potrzeb, ale również o zagrożeniu (np. lęk), potrzebie ochrony, postawieniu granic i zawalczenia o dobro (gniew), o stracie kogoś lub czegoś (smutek), itd. Kiedy uczucia się pojawiają, niosąc informację jak posłańcy – chcą być wysłuchane do końca. Tylko wtedy spełniają swoją misję. Rolą posłańca (uczuć) jest poinformować mnie, jak się czuję, a nie co mam robić. „Łapiąc” więc kontakt z moimi uczuciami nie mam od razu reagować według nich. One mają mi pomóc podjąć decyzję, np. lęk powie mi o tym, że nie chcę się z kimś spotykać, bo się go boję (jest trudnym człowiekiem), ale mogę podjąć decyzję, że jednak się z nim spotkam i porozmawiam (przełamując lęk, który może okazać się nieuzasadniony). Uczucie powiedziało o czymś, ale ja wybrałem moją wolą i wolnością coś innego.

 

5.   Naszą trudnością jest działanie tylko pod wpływem uczuć, albo brak kontaktu z uczuciami. W pierwszym wypadku pozwalamy, by uczucia nami rządziły (np. gdy poczuję gniew to od razu atakuję, nie zważając na inne okoliczności). Nasze życie może być wtedy bardzo niestabilne, uzależnione od nastrojów, gdy tymczasem mamy działać nie według emocji, lecz wartości. Uczucie o czymś mi mówi, ale mam pytać siebie o to, co w danej sytuacji będzie bardziej wartościowe, czyli prowadzące do miłości. W drugim zaś wypadku, który dotyczy głównie uczuć nieprzyjemnych w przeżywaniu, tłumimy je i nie pozwalamy ich sobie przeżywać. Są one przez nas nieakceptowane i to często od dzieciństwa. Kiedy małemu chłopcu mówiono, że „chłopaki nie płaczą”, to dorosły mężczyzna słabo będzie wyrażał np. smutek. Kiedy małej dziewczynce wmawia się, że „dziewczynki są grzeczne i złość piękności szkodzi”, to dorosła kobieta nie będzie umiała wyrażać swojego gniewu czy oburzenia, zamieniając tę energię w ciągły smutek.

 

6.   Modląc się tekstem dzisiejszej ewangelii spróbuj skontaktować się z Twoimi uczuciami. Zapytaj siebie o to, co czujesz w danym momencie? Choć mieszkańcy ziemi widzieli Noego i przychodziły do nich zarówno informacje, jak i znaki, to jednak ignorowali je. Czy przypadkiem nie ignorujesz swoich uczuć, czyli informacji przychodzących z Twojego wnętrza? Czy pozwalasz sobie przeżyć w całości swój ból, smutek, gniew, zazdrość i inne uczucie? Przeżyć je, to nie oznacza reagować – przeżyć, to dopuścić je do głosu, umieć je przed samym sobą wypowiedzieć (jestem smutny, bo…, jestem zagniewany, gdyż…, czuję radość, ponieważ…). Uczucia przykre mogą ze sobą nieść również ból – czy pozwalasz go sobie przeżyć, czyli pozwolić, by bolało? Nasze ego nie znosi bólu, więc uciekamy od niego, choćby w uzależnienia, używki, nałogowe czy kompulsywne zachowania. A może wystarczy, by Twój posłaniec – anioł, czyli uczucie przemówiło do Ciebie? Jeżeli przez większość życia nikt Cię tego nie uczył, droga jest trudniejsza, lecz możliwa. Ze słuchania swoich uczuć rodzi się postawa czuwania i gotowości, o jakiej mówi dzisiejsza ewangelia.

 

Na koniec porozmawiaj z Panem o tym wszystkim, co zrodziło się w Twoim sercu pod wpływem dzisiejszej modlitwy. Wypowiedz przed Nim swoje uczucia – radości, pokoju, bezpieczeństwa, ale również smutku, obawy, lęku. Bądź szczery przed Panem. Możesz Mu podziękować za to, co odkryłeś, lub poprosić Go o coś, czego bardzo potrzebujesz. Porozmawiaj z Nim przez chwilę serdecznie – jak przyjaciel z przyjacielem.

 

Na zakończenie pomódl się słowami: Ojcze nasz

 

Zachęcamy, byś zapisał sobie refleksje po modlitwie, jakieś szczególne poruszenia czy myśli, które będą takim swoistym dziennikiem duchowym z tych rekolekcji. Te zapiski mogą Ci pomóc zobaczyć drogę, po której Pan Cię prowadzi, ścieżki, po których On idzie z Tobą przez życie.

Dorota
Dorota Gru 4 '16, 09:00
Zrozumieć Słowo...Grzegorz Ginter SJ

Wprowadzenie do modlitwy na 2 Niedzielę Adwentu, 4 grudnia

 

Rekolekcje Adwentowe 2016 – DOŚWIADCZYĆ JEZUSA CAŁYM SOBĄ

 

Tydzień 2 – Jezus nauczający i rozumiany / nierozumiany

Tekst: Mt 3, 1 – 12

 

Na początku modlitwy uczyń znak krzyża i uświadom sobie przez chwilę, że Bóg jest teraz przy Tobie. Ponieważ chcesz z Nim rozmawiać, więc On Jest Obecny. Poproś Go więc w tym momencie, aby Duch Święty poruszał Twoją modlitwę, by On sam ją prowadził. Poproś także, by Pan usuwał w niej wszelkie przeszkody oraz by oczyścił Twoje zamiary, intencje, pragnienia, decyzje, czyny – by służyły tylko większej chwale Boga i dobru innych ludzi.

 

Zaangażuj teraz wyobraźnię. Jeśli potrzebujesz, przypomnij sobie fragment Pisma, którym będziesz się modlił. Następnie wyobraź sobie daną scenę. Zobacz Jana Chrzciciela nad rzeką Jordan, popatrz na tłumy, które z różnych części kraju przychodziły do niego. Wsłuchaj się w słowa, jakie do nich mówi. Jakie gesty wykonuje. Przyjrzyj się jego zaangażowaniu w to, co robi.

 

Poproś teraz Pana o owoc modlitwy. W dzisiejszej modlitwie poproś o łaskę zmiany myślenia (nawrócenia) pod wpływem Słowa Bożego.

 

1.   Zanim pojawi się Jezus, spotykamy Jego poprzednika i kuzyna – Jana Chrzciciela. Jego wołanie jest dość podobne do Jezusowego. Wzywa do nawrócenia, co po grecku brzmi: „zmień myślenie”. Dlaczego nawrócenie jest zmianą myślenia, a nie zmianą postępowania? Kiedy Jezus kreśli obraz sądu ostatecznego, to jasno z niego wynika, że będziemy sądzeni z czynów miłości, a nie z tego, jak i o czym myśleliśmy. Potrzebujemy sobie jednak zadać pytanie: skąd płyną owe czyny miłości? Czy nie właśnie z naszego myślenia? Czy nie z tego, co myślimy o Bogu, sobie samych, o drugim człowieku czy o świecie wokół nas?

 

2.   Ojcowie Pustyni mówili o walce z demonami i nazywali je ośmioma złymi myślami. Chodziło im o myśli, które my nazywamy pokusami. Pokusa to nic innego jak myśl, która pochodzi z fałszywego źródła i ma moc zatruć nasze życie, czyli doprowadzić nas do grzechu. Oczywiście z naszym udziałem, czyli naszej wolności i wolnej woli. Pokusa bowiem nie jest grzechem. Tym może być to, co z pokusą (myślą) uczynimy. Jeśli pójdziemy za nią i zrobimy to, do czego nas wzywa – wtedy pojawia się grzech. Sama pokusa jest swoistą próbą i pytaniem: za czym pójdę? Czy za miłości, dobrem, tym, co wartościowe? Czy pójdę w konsekwencji za Bogiem i Jego Słowem? Czy za tym, co mój umysł sobie wymyśli, że jest „dobre”? Grzech powstaje tam, gdzie człowiek nie idzie za dobrem obiektywnym, a więc ustanowionym przez Boga i strzeżonym np. przez przykazania, lecz idzie za „dobrem”, które człowiek sam sobie wymyśla i ustala jako „dobre”. To właśnie wydarzyło się w raju: „…tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5). Znać w tym przypadku oznacza stanowić, co jest dobre, a co złe. I wiemy, że człowiek dzisiaj sam decyduje, co jest dla niego „dobre”. Nawrócenie jest zmianą tego właśnie fałszywego myślenia.

 

3.   Jan Chrzciciel używa mocnych słów wobec faryzeuszów i saduceuszów, którzy przychodzili do niego nad Jordan. Z kontekstu by wynikało, że oni również przyjmowali chrzest, zanurzali się w wodzie, lecz mógł to być pusty gest, który nie prowadził ich do zmiany myślenia (nawrócenia). To właśnie wyrzuca im Jan. Oni bardziej niż zmiany myślenia, szukali usprawiedliwienia np. tym, że mają Abrahama za ojca, więc są z samego tego faktu ludem wybranym.

Jezus potem nieraz powie, iż przynależność krwi (pokoleń) jest dużo słabsza niż przynależność ducha (kto pełni wolę Ojca, ten jest bratem Jezusa). Ta postawa faryzeuszów pokazuje, że w człowieku jest duża zdolność do oszukiwania samego siebie, usprawiedliwiania się czy rozmywania radykalnego wezwania do zmiany myślenia. Łatwiej jest przecież w Adwencie czy Wielkim Poście odmówić sobie słodyczy, alkoholu czy muzyki, aniżeli zmienić myślenie na temat naszych bliskich, sąsiadów, naszych krzywdzicieli (których osądziliśmy np. nie na podstawie całego ich życia, lecz jednej czy drugiej rzeczy, którą nam zrobili). Trudniej zmienić myślenie w miejscach, gdzie mamy utarte przekonania i stereotypy. Pomyśl o tym przez chwilę i przypomnij sobie jedną czy drugą osobę, która w Twojej ocenie jest trudna, a może wręcz zła czy podła. Czy jesteś w stanie zobaczyć w niej jakiekolwiek dobro, choćby najmniejsze? Czy jesteś w stanie to dobro uwypuklić, czy też bardziej jesteś skłonny je pomniejszać? Jak chciałbyś, by Ciebie potraktowano, gdy masz gorszy czas, trudniejsze chwile i nie wszystko Ci wychodzi?

 

4.   Skoro jest w nas zdolność do myślenia fałszywego, to gdzie mamy szukać myśli prawdziwych? Czy w nas samych? Człowiek jest kiepskim sędzią we własnej sprawie i nasze myśli wcale nie muszą płynąć ze zdrowego źródła. Możesz sobie zrobić małe ćwiczenie: co myślisz na temat Boga? Wypowiedz przed sobą i przed Nim kilka określeń, które są Twoim przekonaniem na Jego temat. A teraz przypomnij sobie fragmenty z Pisma, w których Bóg sam siebie przedstawia. Czy to pasuje do tego, co jest w Twojej głowie? Podobnie popatrz, co myślisz o sobie. A co na Twój temat mówi Biblia (np. Iz 43, Oz 11, Ps 139, itp.)? Aby poznać prawdę o sobie potrzebujesz spotkać się z Prawdą, którą jest Bóg. Możesz poznać prawdę i trwać w niej będąc w relacji do Tego, który Cię stworzył i zna całą prawdę o Tobie. Podobnie możesz poznać prawdę o bliźnim, kiedy trwasz w relacji do Boga i do bliźniego. A nasze stereotypy czy przekonania o bliźnich czy świecie biorą się często z tego, co my uznajemy za „prawdę”, a nie z tego, co tą prawdą JEST w rzeczywistości. Prawda jest więc czymś do odkrywania, do poszukiwania, a nie do wymyślania (a to właśnie robi często nasz umysł).

Zauważ, co czynimy, kiedy np. obgadujemy sąsiadów. Czy na podstawie faktów? Fakty służą nam wtedy zasadniczo do tego, by próbować „udowodnić” naszą tezę, a nie by dotrzeć do prawdy. Stąd – powtórzymy to po raz kolejny – potrzeba nawrócenia jako zmiany myślenia, które potem zmieni nasze działanie w czyny pełne miłości (bo nie będziemy patrzeć na świat i bliźniego według naszego, zepsutego przez grzech schematu, lecz przez pryzmat tego, jak Bóg – Prawda patrzy na niego i na nas).

 

5.   Prawda to nie tylko fakty, ale także to, co się pod nimi kryje, czyli nasze intencje, pragnienia, motywacje – niewidoczne dla oka. Tu często stosujemy podwójne standardy osądu. Naszych bliźnich sądzimy po czynach (zrobił źle, więc jest zły, chciał źle, itd.), a siebie samych sądzimy według naszych intencji (wprawdzie zrobiłem coś złego, ale chciałem dobrze). Stajemy się wtedy fałszywymi sędziami, nie szukającymi prawdy. Potrzebujemy zmiany myślenia, by naprawdę zrozumieć – samych siebie, naszych bliźnich, rzeczywistość wokół nas. Warto uczyć się od Maryi, która nie dość, że niewiele mówi (na kartach Biblii), to wypowiadane przez nią słowa nie osądzają ani nie interpretują czy to bliźnich czy rzeczywistości. Ona stwierdza fakty, np. „nie mają już wina”. Ujawnia fakt pewnego braku przez swoim Synem i pozwala Mu działać. Życie w prawdzie jest paradoksalnie łatwiejsze, gdyż nie tracimy wtedy energii na tworzenie wymyślonego, sztucznego świata i na podtrzymywanie go w istnieniu, by inni się nie zorientowali, że to wymysł naszego umysłu, a nie prawda.

 

6.   Uświadom sobie wagę myśli w naszym życiu i tego, że potrzebujemy zmieniać nasze myślenie, czyli nieustannie nawracać się. Nieustannie, gdyż grzech czyni w naszym myśleniu skazę, ranę, przez którą wsącza się w nasze życie śmiercionośny jad. Zmiana myślenia jest nam potrzebna, byśmy umieli podejść do naszych bliźnich (do siebie samych również) w sposób empatyczny i współczujący z nimi i ich sytuacją. Z tym zaś związane jest zrozumienie danego człowieka, okoliczności jego życia, jego wyborów, itp. Wtedy prawdziwie możemy bliźniemu okazać naszą wrażliwość i przyjąć go – pokochać takim, jaki jest.

 

Na koniec porozmawiaj z Panem o tym wszystkim, co zrodziło się w Twoim sercu pod wpływem dzisiejszej modlitwy. Wypowiedz przed Nim swoje uczucia – radości, pokoju, bezpieczeństwa, ale również smutku, obawy, lęku. Bądź szczery przed Panem. Możesz Mu podziękować za to, co odkryłeś, lub poprosić Go o coś, czego bardzo potrzebujesz. Porozmawiaj z Nim przez chwilę serdecznie – jak przyjaciel z przyjacielem.

 

Na zakończenie pomódl się słowami: Ojcze nasz…

 

Zachęcamy, byś zapisał sobie refleksje po modlitwie, jakieś szczególne poruszenia czy myśli, które będą takim swoistym dziennikiem duchowym z tych rekolekcji. Te zapiski mogą Ci pomóc zobaczyć drogę, po której Pan Cię prowadzi, ścieżki, po których On idzie z Tobą przez życie.

Dorota
Dorota Gru 10 '16, 11:59
Pogrzebać oczekiwania

 

Rekolekcje Adwentowe 2016 – DOŚWIADCZYĆ JEZUSA CAŁYM SOBĄ

Tydzień 2 – Jezus nauczający i rozumiany/nierozumiany

Tekst: Łk 24, 13-35

 

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy.  Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło.  Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi.  Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.  On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni.  A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: "Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało".  Zapytał ich: "Cóż takiego?" Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu;  jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali.  A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało.  Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu,  a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje.  Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli".
 Na to On rzekł do nich: "O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!  Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?" I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
 Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej.  Lecz przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Wszedł więc, aby zostać z nimi.  Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im.  Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu.  I mówili nawzajem do siebie: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?"
 W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: "Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi".  Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

 

 

Na początku modlitwy uczyń znak krzyża i uświadom sobie przez chwilę, że Bóg jest przy Tobie. On Jest Obecny. Poproś Go więc w tym momencie, aby Duch Święty poruszał Twoją modlitwę, by On sam ją prowadził. Poproś także, by Pan usuwał w niej wszelkie przeszkody oraz by oczyścił Twoje zamiary, intencje, pragnienia, decyzje, czyny – by służyły tylko większej chwale Boga i dobru innych ludzi.

 

Zaangażuj teraz wyobraźnię. Przypomnij sobie fragment Pisma św., którym będziesz się modlił. Następnie wyobraź sobie daną scenę. Zobacz dwóch uczniów, którzy są w drodze, idą do Emaus, rozmawiają z sobą o wszystkim co w ostatnich dniach wydarzyło się w Jerozolimie. Zobacz Jezusa, który przyłącza się do nich. Zobacz swoje miejsce w tej scenie.

 

Poproś teraz Pana o owoc modlitwy. W dzisiejszej modlitwie poproś o łaskę zmiany myślenia (nawrócenia) pod wpływem Słowa Bożego.

 

1. Najpierw wpatruj się w postacie biorące udział w scenie. Przyjrzyj się uczniom, którzy opuszczają Jerozolimę. Wiemy, że są smutni, że oddalają się od wspólnoty, że moją zaburzone postrzeganie (oczy na uwięzi). Uciekają z miejsca, w którym miały miejsce wydarzenia, które ich dogłębnie poruszyły. Rozmawiają, i rozprawiają o wszystkim, wspominają każdy szczegół minionych dni, są tak pochłonięci rozmową, że nie zauważają człowieka, który przyłączył się do nich. Bywamy czasem tak zajęci rozprawianiem, analizowaniem, przeżywaniem różnych faktów z naszego życia, że nie dostrzegamy otaczającej nas rzeczywistości. Podobnie jak uczniowie możemy być zaskoczeni, że ktoś nie wie co się wydarzyło, chociaż w nas smutek drży głębokie korytarze. Dwie wstępne zasady, które mogą pomóc spotkaniu i w zrozumieniu siebie i innych to: po pierwsze, że „sprawy niewypowiedziane nie istnieją w przestrzeni publicznej” (poczynając od spotkania dwóch osób) i po drugie: „uczucia nie nazwane żyją własnym życiem”. Uczniów jest dwóch, ale nie pomaga to im wyjść z impasu nierozumienia i zagubienia wobec minionych wydarzeń, ślepy ślepego prowadzi i coraz bardziej oddalają się od miejsca, w którym zwyciężyło Życie. W jaki sposób ty radzisz sobie z trudnymi wydarzeniami? Przypomnij sobie jakiś konkretny fakt i zobacz gdzie i jak szukałeś/aś pomocy?

 

2. Posłuchaj co osoby mówią w tej scenie. Wsłuchaj się w dynamikę dialogu między Jezusem a uczniami. Jezus zadaje proste pytania uczniom: o czym rozmawiacie? co się wydarzyło? A oni szczerze, bez ukrywania i kombinowania wyjawiają Mu wszystko. Zaczynają od faktów a kończą na uczuciach. Mówią o rozczarowaniu, o zawiedzionych oczekiwaniach, o przerażeniu…. Wylewają wszystko ze swego serca. I wtedy Jezus wraca do tego co dobrze znali z Pisma zaznaczając, że rozumem nie da się tego ogarnąć, że serce potrzebuje wiary, by zrozumieć i rozpoznać zbawcze wydarzenia w swoim życiu. Czy jesteś szczery w rozmowach z Jezusem? Odważny w nazywaniu rzeczy po imieniu? Zdeterminowany by wołać do Jezusa? Co w Twoim życiu wymaga Jego interwencji?

 

3. Zobacz co osoby robią w tej scenie. Zobacz uczniów, którzy docierają do miejsca ucieczki i przymuszają Jezusa, by z nimi został. Poczuj siłę i żarliwość tego przymuszenia. Jezus wszystko im po drodze wyjaśnił, ale dał do zrozumienia, że to oni muszą podjąć decyzje, by Go zaprosić do środka, do wnętrza, do swego życia, do Emaus, do wstydliwych miejsc ucieczki, gdzie panuje ciemność…. I dopiero TAM Jezus dokonuje znaku przemiany. Uczniowie w tej samej godzinie wracają do Jerozolimy, nie zważając na późną porę i odległość. Wszystko jest ważne, by dokonało się nawrócenie – droga, dialog, słowa Pismo św., Eucharystia, ale nic nie jest skuteczne bez decyzji człowieka. W jaki sposób Ty podejmujesz decyzje w swoim życiu?

 

Na koniec porozmawiaj z Panem o tym wszystkim, co zrodziło się w Twoim sercu pod wpływem dzisiejszej modlitwy. Wypowiedz przed Nim swoje uczucia – radości, pokoju, bezpieczeństwa, ale również smutku, obawy, lęku. Bądź szczery przed Panem. Możesz Mu podziękować za to, co odkryłeś, lub poprosić Go o coś, czego bardzo potrzebujesz. Porozmawiaj z Nim przez chwilę serdecznie – jak przyjaciel z przyjacielem.

 

Na zakończenie pomódl się słowami: Ojcze nasz

 

Zachęcamy, byś zapisał sobie refleksje po modlitwie, jakieś szczególne poruszenia czy myśli, które będą takim swoistym dziennikiem duchowym z tych rekolekcji. Te zapiski mogą Ci pomóc zobaczyć drogę, po której Pan Cię prowadzi, ścieżki, po których On idzie z Tobą przez życie.

Strony: « 1 2 3 4 5 6 7 8 »