Loading...

świadectwo- Powrót ukochanej osoby | Forum Nowenny Pompejańskiej

Magdalena
Magdalena Lis 22 '14, 19:55

Witam 

19 listopada skończyłam swoją pierwszą nowenne i została wysłuchana. Nowenne zaczęłam odmawiać w intencji tego abyśmy zeszli się z moim chłopakiem. Krzyśka poznałam w grudniu, mieszkał w tym samym akademiku co ja, studiował też na tym samym wydziale. Szybko się do siebie przywiązaliśmy, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, wspólne weekendy , zakochaliśmy się w sobie szybko i oboje czuliśmy , że to miłość, trudno tu opisać jak bardzo byliśmy szczęśliwi. Kochałam go bardzo najbardziej szczęśliwa byłam gdy przyjechał poznać moją rodzinę, byłam z niego taka dumna, przywiózł kwiaty dla mojej siostry i mamy, bardzo go polubiły. Moja mama zawsze jak Krzysiek przyjeżdżał traktowała go jak własne dziecko. Mimo że tak bardzo go kochałam i byłam szczęśliwa nie zdecydowałam się na seks. Do tej pory jestem dziewicą. Byliśmy tak cały rok aż nadeszły wakacje, których tak się baliśmy tej rozłąki...Krzysiek w sierpniu wyjechał na wakacje na 2 tygodnie, codziennie pisaliśmy rozmawialiśmy...Wrócił ja wyjechałam z rodziną w góry. Gdy wróciłam pamietam 1 wrześnie Krzysiek napisał że musimy porozmawiać o nas...wystraszyłam się...powiedział że mnie zdradził i tego nie żałuje, wybaczyłam mu po 15 minutach. Wsiadłam w autobus i pojechałam do niego...tam dowiedziałam się że na tych wakacjach traktował ją jak swoją dziewczynę że to nie był jeden raz, że jest nią zafascynowany. Powiedział że nadal mnie kocha, że musi to przemyśleć, że potrzebuje czasu, powinnam go zapewne wtedy olać ale dałam mu ten czas modliłam się codziennie mimo że specjalnie religijna nie byłam. Po 4 dniach zadzwonił do mnie i powiedział że chce ze mną być , że z nia zrywa kontakt. Zadzwonił w chwili gdy odebrałam recepte na leki które miały pomóc mi dostać się na tamten świat. Obiecałam mu że to odbudujemy że gdy wrócimy na studia znów bedziemy całe dnie razem wszystko nam sie ułoży. Dodawałam mu sił mimo że sama w duchu płakałam cierpiałam że nie usłyszałam nawet''przepraszam'' albo ''załuję że to zrobiłem'' żadne takie słowa nie padły żyłam z nadzieją że nam się wszystko ułoży. 22 września przyznał mi że mnie okłamał że nie zerwał z nią kontaktu że nadal się spotykają że kocha nas 2... wtedy zawalił mi się cały świat byłam pewna że chce śmierci...gdy spotkaliśmy sie na uczelni płakaliśy oboje wtedy gdy miałam wsiadać do autobusu zatrzymał mnie i powiedział że żałuje tego co zrobił i że nigdy nie powie mi żegnaj. Wróciłam do domu powiedziałam o wszystkim mamie, płakałam 2 dni...stwierdziłam że nie moge mieć z nim kontaktu że musze zapomnieć i nauczyć się żyć bez niego. nie odpisywałam na smsy meile...nic zakwaterowałam się w akademiku i wróciłam do domu wszystko mnie bolało w środku, wróciły wspomnienia przypomniały mi się nasze plany ten akademik...tam wszystko robiliśmy razem. On jednak nie mógł pogodzić się z tym że nie mamy kontaktu pisał smsy listy...ale wciąż utrzymywał że kocha 2 osoby. Gdy zaczęły się studia odebrałam od niego tylko swoje rzeczy i tyle...on natomiast za każdym razem gdy mnie widział pisał mi że na mój widok serce zaczyna walić mu jak dzwon. Byłam już w trakcie nowenny i czułam za każdym razem gdy pisał takie smsy albo gdy zatrzymywał się widząc mnie w sklepie czułam że to pomoc Matki Boskiej. Pare razy się spotkaliśmy żeby porozmawiać ja już wtedy byłam silniejsza dziwnie spokojna to też na pewno łaska którą zesłała mi Maryja. On natomiast był załamany...mówił że nie może się pozbierać że na nic nie ma ochoty. Nie wytrzymał pocałował mnie płakał mówił że mnie kocha że jest śmieciem (padały też inne epitety których wole tu nie cytować) powiedziałam mu że modlę się że to daje mi siłę. Modliłam się dalej pewnego dnia powiedział że nie ma z nią kontaktu 3 dni i że mu tego nie brakuje ona nie odpuszczała pisała dzwoniła. Ja modliłam się dalej tydzień później przyszedł w nocy do mojego pokoju troche pijany i zapłakany powiedział że z nia skończył że zwyzywał ją od....powiedział że jest dla niego zwykła.....która puściła się na wakacjach i zniszczyła mu życie. Leżał i płakał na moich kolanach do 4 rano obiecał że kiedy będzie pewny tego że zrobił wszystko by mnie odzyskać kupi mi najpiękniejszy bukiet tulipanów jaki widziałam (tulipany to moje ukochane kwiaty, które zawsze mi kupował) od tego czasu starał się, rozmawialismy obchodził się ze mną jak z lalką. Było tak tydzień w następnym tygodniu jakby nie wiem poczuł się pewniej w każdym bądź razie nie starał się, ja tego nie widziałam w ciągu całego tygodnia widział mnie pół godziny, postanowiłam z nim o tym pogadać wtedy powiedział że nie kocha mnie tak jak kiedyś.....wtedy uświadomiłam sobie że to koniec wróciłam do domu nie pisałam nie odpisywałam, a pisał już tego samego wieczora i całą noc. Gdy było mi  już tak źle siadałam gasiłam światło zapalałam świeczke i się modliłam, cały czas mimo że nie raz miałam chwilę zwątpienia to nie przestawałam się modlić. Gdy pojechałam do domu usiłował dzwonić wysyłał smsy na dobranoc mimo że nie odpisywałam, wylądowałam w szpitalu....dowiedział się strasznie się wystraszył...i to jakby był pewien impuls dla niego zmienił się znów zabiegał o moje towarzystwo dbał o mnie. Był ostrożny w tym co robi nie chciał mnie wystraszyć i tak metodą małych kroczków znów można powiedzieć jesteśmy razem powiedział że jestem jedyna i najważniejsza przeprosił za wszystko co było oficjalnie jeszcze nie dostałam  tulipanów ale czuję że to niedługo....dziś nie wyobrażam sobei już dnia bez modlitwy wiem że to że jesteśmy razem to zasługa nowenny i wytrwałości w nowennie. od razu po zakończeniu pierwszej nowenny zaczęłam odmawiać drugą w intencji tego aby jego miłość do mnie została umocniona;)

po tej nowennie wiem że nigdy nie można powiedzieć ''to koniec'' odkąd dowiedziałam się o zdradzie było tyle zwrotów akcji że trudno to opisać, zrywaliśmy kontakt chyba miliony razy, wiem że to że wytrwałam to wszystko że nie popełniłam samobójstwa i miałam siłę żyć dalej to zasługa Matki Boskiej, zanim do siebie wróciliśmy ja już otrzymałam łaski siłę do życia i spokój wcześniej nie było nocy której bym nie przepłakała. Odmawiajcie tę nowennę nawet jeśli wydaje wam się że już nie ma ratunku, nie rezygnujcie.

Życzę wam wszystkim abyście zostali wysłuchani i tak jak ja szerzyli kult różańca;)

Magdalena
Magdalena Lis 22 '14, 20:27

Oj myślę że tym świadectwem tchnęłaś trochę nadziei w serca paru dziewczynom na tym forum..:)

aneciak
aneciak Lis 23 '14, 07:56

Dzieki wielkie:) niech Bog Ci blogoslawi. Sama zastanawiam sie nad podjeciem nowenny w intencji powrotu ukochanego, ale mam ogromne opory by ja podjac. Kloci mi sie to z wolna wola tego czlowieka

Ola
Ola Lis 23 '14, 10:45

Anetko, jeśli jakiś człowiek darzy nas gdzieś w środku uczuciami to Bóg może pomóc mu je odkryć. Jak ktoś był w związku to inna sprawa niż modlenie się bo ktoś np. chce być z konkretną osobą bo mu się podoba i już.

Widocznie coś w tym jest skoro ludzie modlą się o powroty i one następują. Z jakiegoś powodu Bóg postawił nam wcześniej tę osobę na drodze.Także pomódl się o to. Nawet jeśli nic nie zyskasz to na pewno nie stracisz. A może i zyskasz coś innego.

Edytowany przez Ola Lis 23 '14, 10:48
aneciak
aneciak Lis 23 '14, 10:57

Olu ja sie modlilam w intencji tej osoby, ale nie o powrot:) otrzymalam wiele, wiele, wiele, teraz modle sie o dobrego meza, jeszcze 9 dni:) ale jakos ta intencja nie daje mi spokoju, jak juz mowie "Boze, ja zdaje sie na Twoja wole, nie wiem co robic, modlic sie nie modlic, chce, ale co jesli Twoja wola jest inna, a jest masa innych intencji" i zdarza sie ze mowie "Boze ja sie juz nie bede modlila o laske pojednania z tym czlowiekiem, on widocznie nie ma takiej woli" i zawsze wtedy dzieje sie cos co daje mi nadzieje. Glupie, a ja nie jestem juz nastolatka, powinnam sie ogarnac i isc do przadu. Z jednej strony wiem, ze Bog ma dla mnie plan i na pewno zesle mi czlowieka, ktory bedzie dla mnie dobry... najlepszy! Ale z drugiej strony, chcialabym aby to byl wlasnie on... masakra jakas

Ola
Ola Lis 23 '14, 16:00

Wiem co czujesz. Mnie trochę przeraża fakt, że są osoby którym nie udało się ułożyć życia z nikim. Ta pani jest już po 50-tce i nie ukrywam, że nie jest szcześliwa. Wielu ludzi spotykała na swojej drodze, a jednak...

Dlatego ja proszę Boga bo wiem, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.

aneciak
aneciak Lis 23 '14, 16:23

Troche zabawne... nie wiem czy traktowac wasze wypowiedzi i to swiadectwo, jako odpowiedz na moje watpliwosci :) Troche prosilam Boga o jakas podpowiedz w tej kwestii, marudzilam ze chcialabym przeczytac swiadectwo o powrocie chlopaka... a jak wiecie bardzo rzadko sie takie swiadectwa czyta:)

Ola
Ola Lis 23 '14, 17:33

Po raz kolejny zgadzam się z Renatą na tym forum :) Mnie spotkał już wymodlony powrót do mężczyzny, który okazał się po prostu nie tym.

Po prostu się módl Anetko, nie szukaj znaków. Módl się choć jest trudno i pewnie są duże wątpliwości. tak jak i u mnie.

Ilona
Ilona Lis 23 '14, 20:57

Anetka, a moje świadectwo sie nie liczy ? :) Przecież wrócił :) A odszedł do innej żeby być szczęśliwy z nią, a nie ze mną :) A jednak ;)

Ola
Ola Lis 23 '14, 21:06

Ilona, gdzie mogę przeczytać Twoje świadectwo? :)

Dorota
Dorota Lis 23 '14, 21:06

Olu,  wcześniej piszesz, że  dla Boga  nie ma rzeczy niemożliwych.  Ja w to akurat wierzę. Wierzę też w Jego słowa , że potrafi poruszyć obumarłe kości, jak i wskrzesić zmarłych. Nie mamy doskonałego poznania  w tym, co Pan może uczynić,  podobnie niedoskonała jest nasza miłość. Ja wierzę więc, że  Bóg potrafi rozpalić nawet najbardziej oziębłe serce , mamy przecież na ziemi Jego Ducha, który wszystko może ożywić i przemienić.

Piszesz o wymodlonym mężczyźnie, który okazał się nie tym jednak.... Coś tu nie tak jest..czy aby można mówić o wymodlonym wtedy...? Może i tak , bo  może miało nam to coś pokazać, tylko że co...? No właśnie to, że modliliśmy się nie obserwując znaków. Nie chodzi o szukanie ich , ale obserwowanie  ich tzn. znaków , gdy takowe się pojawiają,  problem w tym, czy potrafimy je rozeznać.....

aneciak
aneciak Lis 23 '14, 21:08

Ilonko liczy sie liczy:) ale jak juz wczesniej Ci wspominalam Wy macie malzenstwo sakramentalne, wiec to inna sprawa:p

Olu nie szukam znakow, za te ktore dostaje i mam pewnosc skad pochodza dziekuje i nie dotycza one wcale jego osoby, chociaz co do niego tez dostalam znak, nie swiadczacy o tym ze wroci, a o tym ze mu Bog blogoslawi, i tyle mi wystarczy. Co do reszty niby znakow mam dystans, ogladam, patrze, a zycie je zweryfikuje. Ale mysle ze wszyscy jestesmy troche tymi niewiernymi Tomaszami i gdy nam na czyms zalezy to chcielibysmy znac odpowiedz juz i teraz. I wcale nie mowie, ze to na pewno ten, bo moze nie, nie znam planow Boga, moze po prostu potrzebna jest mu modlitwa i tyle:) 

Ola
Ola Lis 23 '14, 21:10

Myslę Dorota, że Bóg wysłuchał wtedy moich modlitw o powrót abym przekonała się, że ten mężczyzna nie jest dla mnie :) Gdyby nie to, to może do dzisiaj zastanawiałabym się dlaczego potoczyło się tak a nie inaczej? Ja jestem bardzo wdzięczna, że zostałam wtedy tak wysłuchana bo dzięki temu wiem, że Bóg nie chciał abym została jego żoną, że nie był dla mnie. A wręcz był bardzo niewłaściwy. Właśnie w taki sposób Bóg może nam także pokazać, że dana osoba nie jest dla nas i ma inny plan :) Musiałam się przekonać o tym na własnej skórze. Potem już modliłam się o miłość i dostałam ją, niestety nie potrafiłam uszanować. Człowiek to jednak błądząca istota.

Ola
Ola Lis 23 '14, 21:12

Aneta, jakie znaki widzisz? Napisz, może faktycznie tak jest a ja sama ich nie umiem dostrzec.

Dorota
Dorota Lis 23 '14, 21:18

Oj, Olu , jeszcze jak bardzo błądzącymi jesteśmy istotami , ale po to  Jezus dał nam Ducha swego , byśmy jak najmniej błądzili właśnie :)

I dziękuję za rozszerzenie tego "wymodlonego mężczyzny", inaczej  można by było zrozumieć nieopacznie, że Bóg daje  nam coś na naszą szkodę :)

Ilona
Ilona Lis 23 '14, 21:20

Anetka, wiem, że małżeństwo sakramentalne rządzi sie innymi prawami ,ale... gdyby tak do końca było, nie byłoby rozwodów i separacji. A przecież jest tyle rozpadów, gdzie małżonkowie nie wracaja do siebie. Ja wierzę że powrót wymodliłam. I w znaki, które otrzymywałam też wierzę. Nie doszukuję się w nich nie wiadomo czego, ale dla mnie to były małe cuda w moim życiu. Dlatego wiem, wierzę, ze Pan mnie wysłuchał za moje ogromne zawierzenie Mu, ogrom poświęcenia, jakie włozyłam w modlitwę, dostosowaniu mojego zycia pod modlitwę. I nikt mnie nie przekona, że w tej kwestii nie mam racji. To był cud modlitwy. To jest cud modlitwy :))))

aneciak
aneciak Lis 23 '14, 21:33

Olu, jak juz pisalam do pewnych "znakow" nie jestem przekonana, wiec nie bede o nich pisala, ale napisze o blogoslawienstwie. Bylam na mszy o uzdrowienie, poszlam bez intencji na msze w jezyku francuskim, zdalam sie na Ducha Swietego, modlilam sie w intencji uzdrowienia naszych relacji,  prosilam Boga by cos z tym zrobil, bo ja oszaleje z tesknota i miloscia, wlasciwie 3 godziny tak paplalam Bogu proszac jednoczesnie o jego nawrocenie i litosc dla jego duszy, nic wlasciwie nie rozumialam na mszy wiec sobie tak sie modlilam. Na koniec mszy byly uzdrowienia. Ja mimo ze nic nie rozumialam, zrozumialam slowa "mloda kobieta" "relacja " "szkola przy placu x." zrobilo mi sie wtedy strasznie zimno i okrylam sie szaliikiem kladac rece na piersi. Po mszy zadzwonilam do znajomej, ktora tez tam byla i zapytalamo te slowa. Powiedziala, ze Jezus powiedzial ze "jest mloda kobieta, ktora modli sie w intencji relacji damsko meskiej i chodzi do szkoly przy placu x. zeby polozyla rece na piersi, a Bog przez jej osobe blogoslawi chlopaka ktorego ona ma w sercu. I nawet jesli ona tego nie zrozumiala to Bog i tak to czyni"  :) pozniej bylam na zwyklej mszy i modlilam sie rowniez za niego i jeszcze kogos, mimo ze rzadko ofiaruje  msze w jego intencji, tego dnia jednak tak poczulam i przed modlitwa wiernych padly bardzo podobne slowa tylko skierowane do ogolu, a nie do mnie:)

aneciak
aneciak Lis 23 '14, 22:36

Ilonko kochana nawet nie smialabym twierdzic, ze jest inaczej:) w moim zyciu tez dzieja sie cuda! Male i duze jak dla mnie, czasem mam gorsze chwile, ale ktorz ich nie ma? Czasem braknie sily i sie watpi, ale wiem, ze Bog czyni te male cuda, by nas utwierdzic w tym, ze jest mimo wszystko, pomimo wszystko i zawsze i nawet jak sie nam swiat wali.:) Kiedys pisalam Ci o gorzkich cukierkach, a dzis mysle, ze to nie gorzkie cukierki tylko przystawki przed daniem glownym:) A nizej, jesli kogos zainteresuje podaje link na temat tego, jak mowi do nas Bog:)

http://www.teologia.pl/m_k/zag01i.htm

Ilona
Ilona Lis 23 '14, 22:46

Ja z kolei polecam książkę o. Józefa Witko "Nie bój się, wierz tylko". Zawiera Imprimatur. Są to rozważania Pisma Świętego w kontekście naszej wiary w modlitwę, szukania znaków, "jak nie dotkniesz, to nie uwierzysz", cudów dokonanych przez Jezusa w czasie Jego życia na ziemi. Książka jest rewelacyjna.  Daje dużo nadziei, opisuje nasze zwątpienia w odniesieniu do przykładów biblijnych. Naprawdę polecam. Zawiera też modlitwy uzdrowienia oraz świadectwa ludzi i samego o. Witko. 

Anetko, wiem, że Ty akurat nie interpretujesz znaków przesadnie. W naszym życiu odkąd podjęłyśmy wyzwanie walki za pomocą modlitwy dzieją się cuda, doświadczamy obecności Pana, ale też zemsty złego. Jednak nie poddamy się, z Bożą pomocą, spragnione Jego łask, będziemy szturmować niebo i osiągniemy  dobro, które Pan ma dla nas w zanadrzu :)))

Ilona
Ilona Lis 23 '14, 22:49

Olu, przepraszam, ale dopiero zobaczyłam twój wpis. Powiem Ci szczerze, że nie wiem, czy zamieściłam je tutaj (świadectwo). Jestem tu jakiś juz czas. Męczyłam wszystkich swoimi rozterkami, bólem, zwątpieniem. Potem wielka euforia, powrót męża. Czy zamieściłam świadectwo / NIE pamiętam :)))) Jak tylko znajdę dam Ci znać :)

  Chyba nie zamieściłam tutaj swiadectwa, ale zamieściłam je na Forum NP. Tu masz link :

http://pompejanska.rosemaria.pl/2014/10/ilona-uratowanie-malzenstwa/ 

Edytowany przez Ilona Lis 23 '14, 22:56
Strony: 1 2 3 »