Loading...

Blog Malachitowa

Każdego nowego dnia wstawała z łóżka , aby budować wszystko na nowo, wiedząc , że wszelkie jej starania i tak na nic się zdadzą. Mimo wszystko..nie poddawała się. Nadmuchiwała mydlaną bańkę, wiedząc, że ona wkrótce i tak pęknie..jednak zanim to nastąpi...ta bańka będzie przez kilka chwil istnieć. Tak jest z każdą dobrą chwilą..momentem..on i tak przeminie..a na jego miejsce wejdzie gorycz i tęsknota. Pocieszające jest to , że można go zanotować w pamiętniku swojego serca, by wracać do niego nieustannie.

21.02.2018 -Ruszam na nowo z nowenną pompejańską.

 

Planuje, mam dobre zamiary i szczere chęci...chce wszystko odbudować, nabieram siły i gdy nadchodzi ten moment...wszystko burze. Rozpędzam się do biegu ale nie biegnę w te stronę co trzeba. Działam wbrew sobie. Nie wiem już co mną kieruję. Nie wiem już czasem kim ja jestem.

Zagubioną duszą?

Zaplątaną w kłamstwa życia ofiarą?

A może po prostu dziewczyną, która znienawidziła swoje życia do stopnia, w którym zaczeła się z niego wycofywać ,rezygnować ze wszystkiego i godzić się na wszystko co złe, obojętnie zamykając oczy...

Dosyć tego.

 

Dzięki Ci Panie za to, że nieustannie mnie podtrzymujesz. Że w momentach odczuwania najgłębszego bólu,  jesteś w nim..w samym środku mego serca.

Bezustannie nawołujesz...Nigdy się nie poddasz. Nigdy ze mnie nie zrezygnujesz.

Każdy człowiek ma swoje granice wytrzymałości...zastanawiam się, gdzie są moje, bo wydaje mi się że zostały już dawno przekroczone.. A mimo to, jakimś cudem ciągle jestem, każdego dnia starając się budować wszystko na nowo, pomimo tej cholernej siły która ciągnie mnie w dół. Jak długo to potrwa...czy to właśnie takiej drogi dla mnie chciałeś , Panie? Dlaczego, pomimo tylu modlitw..moich i innych nic się nie zmienia. A może..modlitwa to za mało.

Kochani , bardzo mocno proszę was o modlitwę. Rozchorowałam się  a jutro , aż do poniedziałku przyszłego tygodnia mam egzaminy. Czuję , że wszystko zawale, choć do tego momentu szło dobrze i wszystko zaliczałam bez najmniejszych trudności ( sądze , że to tylko dzięki Bogu) i teraz ogrania mnie kryzys. Nie wiem czy tą związku z ta sytuacją czy to jakiś głębszy problem ale tracę poczucie motywacji...sensu..Mam ochotę rzucić wszystko i uciec do krainy wytchnienia. Dzisiaj , kiedy wracałam z kościoła miałam w głowie obraz siebie zakrwawionej , z wbitym nożem. Nie wiem skąd w mojej głowie biorą się takie rzeczy. Brak mi słów do opisania tego jak bardzo mam już dość. Błagam o modlitwę. Jej mocy bezgranicznie ufam.

Strony: 1 2 3 4 5 ... » »»