Loading...

Blog Malachitowa

To był naprawdę ciężki tydzień... wszystko poszło nie po mojej myśli. Chciałam być o krok do przodu a znów jestem do tyłu. Czas na wysnucie wniosków. Dlaczego tak się stało? Bo starczyła jedna nieprzewidziana rzecz, która totalnie mnie rozbiła i wyrzuciła z rytmu. Jedna niespodziewana wiadomość...jedno wyzwanie , które uderzyło w sedno moich lęków. I oczywiście nastąpiło wycofanie i flustracja z nim związana oraz strach , że znów nie robie tego co powinnam . Że być może próbuje za bardzo po swojemu.. A potem już była akcja , paraliż...lęk..łzy.. I spadłam. Spadłam na samo dno siebie. Otoczona ciemnymi myślami oraz uczuciem samotności i brakiem zrozumienia.

Jezu..oddaje Ci to wszystko co się wydarzyło. Wierze, że mimo wszystko Twoja ręka czuwa nad tym, i nie pozwoli bym cierpiała zbyt mocno..

Panie...czasem wydaje mi się , że mnie opuściłeś, ale przecież Ty nigdy nie opuszczasz człowieka. Wręcz przeciwnie, jesteś najbliżej wtedy kiedy jesteśmy najbardziej potrzebującymi..słabymi, porzuconymi..rozpadającymi się na kawałeczki jak potłuczone szkło. Wiem to...jednak tak często mam wrażenie jakbyś oddalał się..a może to ja..może to ja wybudowałam te mury, które nas od siebie odgradzają? Przecież tyle mi dałeś...a ja ciągle jestem jak ten Piotr , który zaczyna tonąć gdy idzie...co jeszcze musze w sobie zmienić...co jest ze mną nie tak....

" Co chcesz abym Ci uczynił? Rabbuni...abym przejrzał...".....