Loading...

Moja pierwsza NP... Świadectwo | Forum Nowenny Pompejańskiej

Aleksandra
Aleksandra Kwi 12, 15:23

Szczęść Boże! Przepraszam, że będzie trochę długo... W zeszłym roku zostawił mnie ukochany, byłam zrozpaczona... Wtedy zawalił mi się świat. Szukałam ukojenia w modlitwie do Św. Rity i Św. Judy Tadeusza, codziennie rozmawiałam z Panem Jezusem jak z najlepszym przyjacielem i mówiłam Mu o tym, jak mi ciężko... I kiedy szukałam w internecie świadectw, czy komuś modlitwa pomogła odzyskać utraconą miłość, ciągle przewijała mi się Nowenna Pompejańska... od razu odrzucałam tę myśl jako coś natrętnego... Przecież dla mnie odmówienie jednej części różańca to wyzwanie, a co dopiero trzy cześci i to przez 54 dni! Nie dam rady, na pewno. Na stronie o Św. Ricie, na którą często zaglądałam i pocieszałam się świadectwami, też za każdym razem pojawiała się informacja o NP...Nawet nie zaczęłam, uznałam, że będę modliła się do Św. Rity i... działała na własną rękę, walczyła o chłopaka... Wtedy myślałam, że nie mogę unosić się dumą, bo on ma problemy zdrowotne, że przecież tyle znaków świadczyło, że to TEN, że pomimo trudności, z którymi się liczyłam, nie zwątpiłam, że chcę z nim być... Dodam, że mam już ponad 30 lat i bardzo poważnie traktowałam naszą relację... Wróciliśmy do siebie, zaczęliśmy mysleć o ślubie, byłam pewna, że skoro się kochamy, to i przeciwności nas nie rozdzielą... I wszystko było dobrze do momentu, kiedy pod koniec roku postanowił ostatecznie ze mną zerwać... Myślałam, że nie uniosę tego bólu, zwłaszcza, że miałam za sobą zerwane narzeczeństwo... Wtedy często prosiłam o wsparcie modlitewne w grupach na Facebooku i znowu co chwila ktoś pisał "tylko Nowenna Pompejańska", "odmów NP"... Uznałam, że to nie przypadek, że muszę spróbować, bo tylko tu moja nadzieja i ostatnia deska ratunku... Dodam, że do tej pory zupełnie "nie czułam" Maryi... Owszem, modliłam się do Niej codziennie, ale wydawała mi się daleka, niedostępna... Dopiero drugie rozstanie z ukochanym zaczęło mnie do Niej przybliżać, oddawałam go Jej, moją miłosć do niego... I mówiłam, że kocham go i chcę się za nas modlić, że skoro Pan dopuścił rozłąkę, może jest nam potrzebna, ale ufam, że jeszcze będzie dobrze...
Nowennę zaczęłam zaraz na początku lutego. Po tygodniu modlitwy zmarł nagle, niespodziewanie mój ukochany Tatuś... Mój świat się skończył. To był taki cios, którego nigdy bym się nie spodziewała, ból, żal, który trudno opisać... W jednej chwili straciłam ogrom poczucia bezpieczeństwa, Tatusia, który mnie rozumiał, wspierał, pomagał we wszystkim, który razem ze mną przeżywał moje rozstania i razem ze mną się cieszył... Przerwałam Nowennę. Uznałam, że moje sprawy sercowe nie są teraz ważne. Zaczęłam kolejną NP w intencji łaski Nieba dla mojego Tatusia... Maryja była ze mną w najcięższych chwilach, każdego dnia czułam, że przybliżam się do Niej, do Pana Jezusa, że przestała być, jak mi się wydawało, niedostępną Osobą, a stała się najczulszą Matką, która rozumie wszystkie nasze bóle i wie, jak cierpimy! Ona mnie prowadziła i otulała Swoją opieką w najgorszych chwilach, bo przecież sama doświadczyła śmierci ukochanego Syna... Postawiła na mojej drodze przyjaciół, znajomych (a ostatnio zupełnie obcych ludzi), którzy swoimi dobrymi słowami i modlitwą wspierali mnie i towarzyszyli mojemu Tatusiowi w ostatniej drodze, przyjmując za Niego Komunię Św. Czuję, że jest ze mną cały czas w żałobie. Te wszystkie trudne doświadczenia w tak krótkim czasie sprawiły, że odmawianie NP stało się dla mnie nieodłączną częścią dnia, pragnę jeszcze bardziej poznawać życie Pana Jezusa, Matki Bożej, Świętej Rodziny, czytając m.in. ksiązki na pdst. objawień bł. Katarzyny Emmerich czy wizje o czyśćcu...

Nowennę za Tatusia ukończyłam, choć ulegałam rozproszeniom, zastanawiałam się, czy Maryja mnie wysłucha i zaprowadzi Go do Nieba, czy Ona faktycznie mnie słyszy... często też przeszkadzał mi żal do ukochanego, złość na niego, na to, że nie mamy kontaktu, moje myśli uciekały do codziennych spraw, wiedziałam jednak, że ukończę NP. Oprócz niej odmawiam też Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a kilka dni temu rozpoczęłam 30 dniowe nabożeństwo do Św. Józefa. Dzień po ukończeniu NP rozpoczęłam kolejną, w przerwanej intencji. 

Nowenna, pomimo tego, że nie zawsze skupiam się tak, jakbym chciała, prowadzi mnie i ufam całym sercem, że i tym razem Maryja będzie przy mnie, że wyprosi dla mnie tę łaskę, o którą się modlę... Wiem, że Pan Bóg nikogo nie zmusi do kochania i powrotu, ale wierzę, że skoro myśleliśmy o sobie poważnie, jeszcze będzie dobrze, że każde z nas musi coś przepracować... Teraz zrozumiałam też, że nie chcę walczyć na własną rękę... Chcę walczyć cichą modlitwą i chociaż tęsknię bardzo i po ludzku jest mi ciężko, czasem tracę też nadzieję (nie mamy kontaktu od 4 miesięcy), to tym bardziej wiem, że muszę tę sprawę omodlić. NP uczy mnie też cierpliwości i ufności, zwłaszcza, kiedy rozważam jak Pan Jezus i Matka Boża doskonale wypełnili wolę Bożą w Swoim życiu... Ten, jak do tej pory najcięższy czas w moim życiu, uświadomił mi, że nie chcę ani jednego dnia przeżyć bez Boga... Wcześniej, pomimo, iż uważałam się za osobę wierzącą, chodziłam do kościoła w każdą niedzielę, także w tygodniu, codziennie się modliłam, to jednak bardzo wiele razy żyłam tak, jakbym temu wszystkiemu zaprzeczała... NP pozwoliła mi zagłębić się w siebie, wyciszyć i zrozumieć wiele moich błędów, ale także to, że moja przeszłość i grzechy są już w rękach miłosiernego Pana, a teraz trzeba prosząc Go o siły wstać i iść dalej powierzając się Jego Miłości i Opatrzności... Ciągle uczyć się Mu ufać...

Maryjo, dziękuję Ci, że krętymi drogami doprowadziłaś mnie do Siebie i pokazałaś, jak jesteś kochaną i czułą Matką, że każdy, kto się do Ciebie ucieka i szuka pomocy, nie zostanie odtrącony.

Edytowany przez Aleksandra Kwi 12, 15:27