Loading...

Blog użytkownika

Wynik wyszukiwania po tagach: "nowenna"
Jakub
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie zamierzam nikogo tu obrażać ani podważać niczyjej wiary. Sam z resztą jestem katolikiem. Może bardzo zagubionym, ale jednak katolikiem. Muszę to napisać, ponieważ na dalszą część tego posta zapewne wiele osób zareaguje oburzeniem. Moje wątpliwości dotyczą ogólnie modlitwy, a szczególnie nowenny pompejańskiej. Otóż od dłuższego czasu znajduję się w dość przykrej i trudnej dla mnie sytuacji. Jako, że jestem z religijnej rodziny postanowiłem poprosić o pomoc Jezusa i Maryję. Wiedziałem jednak, że nie dam rady odmówić Nowenny Pompejańskiej. Tak więc z wielką wiarą i łzami w oczach odmówiłem nowo poznają Nowennę do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Nie było łatwo, w ciągu raptem dziewięciu dni chciałem się poddać jakieś trzy razy, ale udało się. Byłem szczery, starałem się z całych sił nie skupiać na sobie, godzić z Wolą Boga, rozważać tajemnice różańca i samemu podejmować realne działania. Efekty zobaczyłem niemal natychmiast. Niestety im bliżej końca nowenny tym było gorzej, a sytuacja wróciła do wcześniejszego stanu. Nowennę w tej intencji skończyłem jakoś ponad miesiąc temu, a obecnie jest jeszcze gorzej. Skąd ten chwilowy przebłysk? Nie wiem. Po tej sytuacji dostałem chwilowego załamania, po czym bezskutecznie próbowałem zacząć tą nowennę od nowa. Myślę, że tym razem znowu mi się uda, bo jestem już w siódmym dniu. Niestety, obawiam się, że ona również mi nie pomoże, bo wzięło mnie zwątpienie. Zacząłem więc zastanawiać się nad odmawianiem Nowenny Pompejańskiej. Aby podbudować swoją wiarę w jej moc wchodziłem wiele razy na stronę ze świadectwami. I tu dochodzę do sedna sprawy. Im dłużej czytałem te "świadectwa" tym mocniej wątpiłem. Te pseudo "świadectwa" w zdecydowanej większości przypadków kończą się na zasadzie "Bóg mnie nie wysłuchał, ale czuję jakiś taki pokój w sercu i jest super..." To nie są świadectwa, to anty-świadectwa, one niczego nie udowadniają. Dla mnie oznacza to, że albo takie nowenny nie działają, albo działają zupełnie inaczej. Zastanawiam się nad tym trochę od strony filozoficznej. To jedna z tych modlitw NIE DO ODPARCIA, O COKOLWIEK poprosimy itd.. Skąd tyle niespełnionych intencji? Czy nie jest tak, że Bóg w większości przypadków pozbywa się naszych próśb, bo przecież On sam wystarczy? Mówiąc, że się ich pozbywa mam na myśli zabranie od nas uczucia, że tego potrzebujemy. Zamiast zdrowia otrzymujesz pogodzenie się z chorobą, zamiast życiowego partnera bądź powrotu współmałżonka - zgodę na samotność, zamiast upragnionego dziecka, zgodę na to, że nigdy nie będziesz go mieć. Tak działa Bóg. Z punktu widzenia człowieka to trochę oszustwo... Zanim zostanę zasypany standardowymi argumentami pragnę zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę z następujących kwestii: 1. Bóg patrzy w kategoriach naszego zbawienia i nie może dać nam czegoś, co byłoby przeciwko temu. Tak więc prośmy o cokolwiek pod warunkiem, że prosimy o Boga... bo rzecz w tym, że ktoś, kto jest na wysokim poziomie wiary chce już tylko Boga... Jak więc można mówić, że nasze problemy są dla Niego istotne? 2. Bóg nie jest maszynką do spełniania życzeń. Oczywiście, że nie. Dlatego 3. Należy z nim rozmawiać zawsze, a nie tylko gdy jest źle, a prosić pokornie i z wiarą, bo bez naszej wiary i pokory sam Jezus nie uzdrowi. Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym. 4. Rzeczy materialne nie są istotne, o czym miałem okazję się dość boleśnie przekonać. A słyszałem o ludziach, którzy ponoć modlą się pompejanką o milion złotych... Jak słabe życie duchowe trzeba prowadzić? 5.Boga trzeba nazywać Ojcem i naśladować. Być blisko poprzez sakramenty święte i uczynki na codzień. 6. Trzeba godzić się z Jego wolą, bo (patrz punkt 1.). 7. Na efekty trzeba czekać, czasami lata, co jednak jeśli jest jeszcze gorzej niż było przed naprawdę szczerą modlitwą i zupełnie nie ma się już nadziei? 8. Dla Chrystusa trzeba wyrzec się siebie, czyli znowu proś o co chcesz pod warunkiem, że prosisz o Boga. Czyli proś o cokolwiek chcesz pod warunkiem, że Ja też tego chcę... Tak, wiem, w moich słowach nie ma już pokory, za to jest frustracja. Może to głupie, ale boję się zacząć odmawiać Nowennę Pompejańską, bo nie chcę żeby przestało mi zależeć na tym, na czym tak bardzo mi zależy już od dawna. Wolę być smutnym z powodu braku tej sfery życiowej, niż jej nie potrzebować. Nie potrafię wyrzec się siebie, więc uzdrowienie Chrystusa do mnie nie przyjdzie... Nie proszę o rzeczy materialne, nie chcę prosić tylko dla siebie, z całych sił staram się wyrzucić wszelki egoizm z siebie i z tej jedynej prośby, na której mi tak bardzo zależy, chcę i próbuję zostać z Chrystusem mimo wszystko, chcę też doprowadzić do Niego osobę, którą wydaje mi się, że kocham, ale nie mam już siły, bo wszystko coraz bardziej przemawia za tym, że ani jedno, ani drugie nigdy nie będzie mi dane... Więc co jest ze mną nie tak? Brak cierpliwości? Dziwna filozoficzna logika? Sam już nie wiem...
Jakub Sie 9, 13:03 · Komentarze: 1 · Tagi: bóg, nowenna, pompejańska, węzły, zwatpienie, zwątpienie
przepelnionanadzieja

Za 4 dni dowiem się czy zdałam maturę czy nie. To już tak niedługo, a ja ze stresu i z myślami, że egzamin dojrzałości nie poszedł mi dobrze, nie mogę spać po nocach! Dużo się modlę o zabranie złych myśli ode mnie, dużo się modlę o pozytywne wyniki, ale wciąż się boję. Momentami ten strach mnie paraliżuje. Bardzo proszę o modlitwę. Otoczcie mnie i moją maturę w modlitwie, bo naprawdę czasem się boję, że odchodzę od zmysłów:(

przepelnionanadzieja

Witajcie kochani! Wracam na ten portal po ponad roku. Ponieważ bardzo chciałabym podzielić się z Wami moim życiowym świadectwem, który bardzo zmienił moje życie i pokazał jak wielką siłę ma BÓG!

Zacznijmy od tego, że prawie dwa lata temu zostawił mnie chłopak. Pierwsza miłość, bardzo go kochałam. On podobno mnie też. Jednak czas zrobił swoje. Obiecując, że będzie już ze mną zawsze, zostawił mnie na dobre ze względu naszych wiar (on prawosławny, ja - katoliczka). Co więcej, przed naszym zerwaniem, jakoś tydzień, skończyłam swoją pierwszą Nowennę w życiu, do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły. Nie podałam konkretnej intencji. Powiedziałam - Maryjo, rozwiąż ten węzeł, który według Ciebie najbardziej uciska w moim życiu. Po tygodniu od zakończenia - rozwiązał się mój związek z chłopakiem, który byłam pewna, że jest na całe życie. Po skończeniu owej nowenny zaczęła przeszkadzać mu moja wiara i postanowił skończyć nasze relacje. Wtedy byłam totalnie załamana, zmieniłam się, nie jadłam, nie widziałam w niczym sensu. Zaczęłam się dużo modlić, bo jak wiadomo, "jak trwoga to do Boga". Tylko w modlitwie widziałam ratunek. Między nowennami znalazłam ją - Nowennę Pompejańską. Na początku przeraziła mnie jej długość oraz ilość, ale pomyślałam - spróbuję! Najwyżej przerwę. Intencja - wiadomo... Powrót byłego chłopaka! W tamtym czasie było to moje jedyne marzenie, ponieważ bez niego nie widziałam sensu w moim życiu. Wtedy również założyłam to konto. Być może niektórzy mnie stąd pamiętają. Pisałam notki o tym jak odmawiam Pompejańską, a nic się nie dzieje... Byłam załamana, ALE WIERZYŁAM! SERIO! Było dużo zwiątpienia, że to bez sensu, to nie pomoże. Różańce mi się rwały! Miałam w sobie dużo złości, negatywnych emocji.. Był chaos w moim życiu duchownym. Dziś wiem, że to ten zły mieszał we wszystkim, a kiedy pojawiało się we mnie zwątpienie - on się cieszył. Ja się nie dałam, wiedziałam, że jestem Ziomkiem Boga i trzymam się tylko Jego, a pokusom szatana się nie dam! I tak też było. Siedziałam dużo na tym koncie, odmawiałam Nowennę Pompejańską, poznałam wiele wartościowych ludzi z którymi potrafiłam rozmawiać godzinami! I ciągle wierzyłam, że coś się zmieni w moim życiu uczuciowym. A mianowicie - że chłopak wróci. Skończyłam Nowennę, liczyłam na BUM CHŁOPAK WRÓCIŁ. Nie wrócił. Jakie były moje odczucia? W sumie.. Przykro mi było trochę, ale w pewnym czasie zrozumiałam, że Bóg to nie koncert życzeń. Że on zrobi tak jak on tego chce. On wie, co przyniesie nam PRAWDZIWE szczęście. On wie o nas wszystko. Zrozumiałam to, ale potrzebowałam naprawdę wiele czasu, aby dojść do takich wniosków w swoim życiu. Po jakimś czasie, kiedy już widziałam, że nie ma szans na poprawę moich relacji z tamtym chłopakiem, uklęknęłam przed obrazem Maryi i powiedziałam "Kurcze! Mamo! Oddaję Ci się cała! Rób z moim życiem co tylko sobie wymarzysz!". Przestałam narzucać tam na górze swoje zachcianki, tylko poprosiłam, aby to właśnie ten Najwyższy wraz ze swoją Matką Najświętszą - zajęli się moim życiem. 

Jaki skutek tego wszystkiego był?

Zajęli się i to dokładnie. Poprowadzili mnie tak - jakbym w życiu sobie tego nie wymarzyła. 
Obecnie jestem prawie już rok z chłopakiem o którym nigdy nie pomyślałam, że będę w związku. Poznaliśmy się kilka dobrych lat  temu na rekolekcjach na wakacjach, ale nigdy nie przywiązywaliśmy do siebie uwagi nawzajem. Wówczas Bóg złączył nasze drogi na jednej mszy... I od tamtej mszy kontakt się pogłębił, a dziś jesteśmy już prawie rok razem!
Co więcej - jest katolikiem, bardzo wierzącym. Momentami sam ciągnie mnie do kościoła, kiedy mnie łapie lenistwo, czy zmęczenie. Bóg jest w naszym związku i dbamy, by zawsze się nami opiekował!

Jestem szczęśliwa i bardzo wdzięczna samej sobie, że zacisnęłam zęby i kazałam Bogu prowadzić się sama, a nie walczyć o to, czego ja tak bardzo chcę. Bo obecnie jestem jeszcze bardziej szczęśliwa w aktualnym związku, wiem, że może wyniknąć z tego coś głębszego i poważniejszego, ja w chwili obecnej jestem bardziej dojrzała w temacie wiary jak i w postrzeganiu życia. Wszystko na plus! Wniosek: Oddajcie się w 100% Bogu! On wie lepiej, co jest dla Was najlepsze! 
Ja jestem tego żywym przykładem! 

 

 

A Nowenna Pompejańska właśnie zagościła ponownie w moim życiu. Napisałam maturę, a perspektywy na dalszą naukę należy mieć... Teraz mam nadzieję, że Mamusia z Nieba weźmie mnie za rękę i pokaże w którą stronę iść w temacie edukacji. :)

Waleczna

7 października skończyłam swoją piątą nowennę pompejańską. Odmawiałam ją w intencji o ponowne skrzyżowanie mojej drogi z drogą byłego chłopaka. Odmawiało mi się naprawdę dobrze - ponieważ już raz odmawiałam nowennę w podobnej intencji (o powrót), postanowiłam, że będzie to najlepiej odmówiona przeze mnie nowenna - tym razem odmawiałam 4 tajemnice różańca wraz z rozważaniami. Generalnie w czasie trwania NP towarzyszył mi spokój i ogromna wiara w moc modlitwy (nigdy wcześniej nie wierzyłam bardziej). Czułam też, że w końcu, po wielu miesiącach, szczerze oddałam wszystko w ręce Boga, że zaufałam. Ostatniego dnia nowenny poszłam na Mszę Św, przyjęłam komunię i przed Najświętszym Sakramentem jeszcze raz zawierzyłam wszystko Jezusowi i Maryi.

Zawsze jeszcze przed zakończeniem jednej nowenny rozpoczynałam kolejną, tym razem tak się nie stało. Po pierwsze dlatego, że nie byłam pewna intencji, w której chce się modlić, a po drugie ze względu na "sprawy organizacyjne". Szukam pracy i lada moment biorę udział w konkursie na stanowisko, dlatego zdecydowałam, że kolejną NP rozpocznę w przyszłym tygodniu. Obecnie odmawiam 2 różańce dziennie - jeden w intencji związku, drugi w zupełnie innej. Może to też ma znaczenie - na początku października dołączyłam do róży modlącej się za dusze czyśćcowe, a od ok. 2 tygodni odmawiam modlitwę 100x wieczny odpoczynek.

Dzień po zakończeniu NP zaczęło dziać się źle. Wrócił niepokój, ciągle myśli o ukochanym, strach, że już nigdy się nie spotkamy...Wiem, że to nie pochodzi od Boga, staram się odpędzać wszystkie negatywne myśli. Cały czas powtarzam "Jezu, Ty się tym zajmij". Wczoraj pod wpływem obejrzanego filmiku na yt odmówiłam Akt zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi poświęcając jej siebie i całą tą sytuację z byłym chłopakiem. Pomogło, ale na chwilę.

Zastanawiam się, czy już teraz nie powinnam zacząć odmawiać kolejnej NP, żeby wyeliminować to wszystko. Jeśli tak ma to wyglądać do planowanego przeze mnie terminu, zacznę wcześniej bo naprawdę źle mi z tym wszystkim...Najgorsza jest utrata spokoju i niezachwianej wiary w moc modlitwy.  Już tak dobrze mi się żyło, czekałam cierpliwie... A tu znowu smutek, tęsknota i zwątpienie...;/

Czy ktoś z Was miał podobnie? A może macie jakieś rady co jeszcze powinnam zrobić, żeby odciąć się od negatywnych myśli?

Ps. Nie wiem, co u niego. Nie wchodzę na jego profil, nie sprawdzam. Ostatni raz widziałam go kątem oka w kościele w lipcu, a więc jeszcze przed rozpoczęciem nowenny.

Aneta

Cześć wszystkim, szukam osoby, która wraz ze mną odmówiłaby NP o uratowanie mojego małżeństwa, odwdzięczę się tym samym. Nie mam zbytnio kogo o to poprosić, a wiadomo, Gdzie 2 lub 3 z was zgodnie o coś prosić będzie...

Z góry dziękuję za pomoc :) Szczęść Boże

Aneta Wrz 12 '17, 10:59 · Komentarze: 9 · Tagi: małżeństwo, nowenna, pomoc
Strony: 1 2 3 4 5 ... » »»