Loading...

Będziesz Biblię czytał nieustannie | Forum Nowenny Pompejańskiej

Lokalizacja tematu: Forum » Różności » Propozycje
Bożena
Bożena Maj 29, 08:20
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Duch Prawdy

"Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy." J 16, 12-13a

Wczuj się rolę uczniów, którzy na tamtym etapie wiedzy i wiary nie byli w stanie ogarnąć całej nauki Jezusa. Zauważ także mądrość Chrystusa, który nie mówi Apostołom wszystkiego, ponieważ zna ich ograniczenia. On uznaje, że lepiej będzie posłać Ducha Prawdy, który powoli wszystko rozjaśni i poukłada w głowach uczniów. Ten sam Duch Święty, jego dary i owoce są na wyciągnięcie ręki we współczesnym świecie. Wystarczy codziennie gorliwie prosić o nie i szczerze otwierać się na wolę Bożą względem siebie. Gdy żyje się w przyjaźni z Duchem Świętym, to życie staje się piękną pasją pełną miłości wyrażającej się w służbie.

Człowiekiem pełnym Bożego Ducha był z pewnością św. Paweł, który przemawiał na Areopagu tak:

"Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak to powiedzieli niektórzy z waszych poetów: „Jesteśmy bowiem z jego rodu”. Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że Bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka.

Nie biorąc pod uwagę czasów nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, kiedy to sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych». Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: «Posłuchamy cię o tym innym razem». Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli." Dz 17, 27b-34a

Ten najsłynniejszy misjonarz był przepełniony miłością, którą czerpał od Stwórcy. On doświadczał tego, że Bóg nie opuszcza go. To w Nim żył, poruszał się i odkrywał w pełni sens swojego istnienia. Mówił o tym do tysięcy ludzi. Niektórzy odbiorcy jego przepowiadania (np. ci z Areopagu) powiedzieli, że posłuchają go innym razem. Byli też tacy, którzy uwierzyli i stali się dobrym zaczynem w swoich środowiskach. Dlatego też nie wolno nigdy zatrzymywać się w głoszeniu Ewangelii. Słowo Boże w swoim czasie przyniesie owoce.

Czasami odkrywa się wielkość jakiegoś człowieka dopiero po śmierci. Nawet wielkość samego Jezusa Chrystusa rozpowszechniła się dopiero po jego odejściu. Bóg ma swój plan, który w cichości realizuje, a my mamy wsłuchiwać się pokornie i naśladować Pana każdego dnia. W ten sposób będzie szerzyło się Królestwo Boże.

Duchu Prawdy, dziękuje Ci za to, że z każdym dniem jestem bliżej pełnej prawdy o Bogu, człowieku i świecie. Wiem, że absolutna pełnia może być dopiero wtedy, gdy spotkam Cię twarzą w twarz w Twoim Królestwie. Póki co dziękuję za to, że już tu na ziemi wiem wystarczająco, aby iść za Tobą i pomagać innym odkrywać Ciebie i Twoją miłość.

Polecam głęboki załącznik na WNG, który wprowadzi Cię do modlitwy.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Maj 30, 07:57
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Życie jest chwilą

"Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»." J 16, 16

Oczywiście powyższe słowa są zapowiedzią męki, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. On przygotowuje swoich uczniów na te trudne momenty, które będą swoistą próbą wiary. Bóg jednak wie, że na koniec Jego Syn zwycięży śmierć i da swoim uczniom wielkie powody do radości.

Czytając powyższe przesłanie Jezusa przypomniały mi się słowa z kazania arcybiskupa Stanisława Nowaka, który ma już 61 lat kapłaństwa i 84 lata życia. Ten Boży pasterz mówił, że nasze życie jest małym odcinkiem pomiędzy dwoma wiecznościami. Te słowa zaskoczyły mnie trochę. Wiedziałem, że zmierzam do wieczności, ale zupełnie zapomniałem, że przed zaistnieniem na ziemi byłem w odwiecznym zamyśle Boga Stwórcy, który od zawsze pragnął, abym przyszedł na świat i ukochał Pana Boga oraz innych ludzi. Dlatego też warto przeżyć jak najlepiej to życie, które jest tak naprawdę tylko chwilą. I nie warto tracić czasu na głupoty, gdy można wokół czynić mnóstwo dobra.

Od dłuższego czasu w Liturgii Słowa można pochylać się nad kolejnymi fragmentami z Dziejów Apostolskich, w których św. Paweł niestrudzenie głosi Ewangelię;

"Paweł opuścił Ateny i przybył do Koryntu. Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów. A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków.

Kiedy Sylas i Tymoteusz przybyli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: «Krew wasza na wasze głowy, ja nie jestem winien. Od tej chwili pójdę do pogan». Odszedł stamtąd i poszedł do domu „czciciela Boga”, niejakiego Tycjusza Justusa. Dom ten przylegał do synagogi. Przełożony synagogi, Kryspus, uwierzył w Pana z całym swym domem, wielu też słuchaczy korynckich uwierzyło i przyjmowało wiarę i chrzest." Dz 18, 1-8

Zauważ, że św. Paweł normalnie pracuje przez tydzień, a w szabat rozprawia w synagodze i przekonuje Żydów i Greków. Gdy jest odrzucany, to idzie dalej. Pan Bóg kieruje go do pogan i wielu z nich zaczyna wierzyć i przyjmować chrzest.

Gdyby tak dzisiaj więcej ludzi mocniej pogłębiało swoją wiarę poprzez praktykowanie sakramentów, katechezę, wspólnoty, przeróżne kursy biblijne i ewangelizacyjne, a przede wszystkim, gdyby mieli żywą relację z Jezusem Chrystusem, to świat bardzo szybko wróciłby do jedynego, prawdziwego Boga.

"Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swą sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.
Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie." Ps 98, 2-4

Uwielbiam, Cię Panie za to, że dajesz mi poznawać Cię każdego dnia. Pomóż mi jak najlepiej wykorzystać życie, które jest tylko krótką chwilą pomiędzy wiecznością. Pozwól mi tak promieniować Twoją miłością, abym mógł jak najwięcej osób przyprowadzić do Ciebie.

W załączniku na WNG polecam film o św. Pawle, który może rozpalić na nowo chęć głoszenia Ewangelii.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Maj 31, 07:53
 

Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:
„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.
Wtedy Maryja rzekła:
„Wielbi dusza moja Pana, 
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. 
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy. 
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą 
wszystkie pokolenia. 
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. 
święte jest Jego imię, 
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie 
nad tymi, co się Go boją. 
Okazał moc swego ramienia, 
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. 
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. 
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił. 
Ujął się za swoim sługą, Izraelem, 
pomny na swe miłosierdzie. 
Jak przyobiecał naszym ojcom, 
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki”.
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu. 

Po tym, jak Maryja dowiedziała się za pośrednictwem anioła Gabriela, że urodzi Syna, Którego wielu później uzna za Syna Najwyższego, przyszła Matka Jezusa odwiedza swoją starszą krewną Elżbietę, która jest także brzemienną i ma stać się matką Jana Chrzciciela.

Nie wiemy, jaki związek istniał między Elżbietą a Maryją, ale możemy się pokusić o domysły, że istniała relacja o wiele głębsza niż między ciotką, a jej siostrzenicą, lub między kuzynami. W każdym razie spotkanie Maryi i Elżbiety zajmowało wyobraźnię wielu ludzi przez wiele wieków. Spotkają się dwie matki, które oczekują wyjątkowych dzieci. Ciężarna Maryja nawiedza swoją krewną – brzemienną Elżbietę. Najwspanialszy gest czyni Jan, w łonie swojej matki, porusza się w łonie swojej matki, wskazując, że rodzi się nowe realne i namacalne życie.

To spotkanie jest o wiele pełniejsze nadziei niż strachu, a możemy tego doświadczyć w szczerej modlitwie Maryi, która jest pełna uwielbienia Boga. Nadzieja i strach jakby splatały się w Jej duszy, a zarazem radość, która napełnia Jej istnienie, a musi zostać wypowiedziana – Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.

Świat ukazuje się Jej w nowym świetle. Bóg dzięki Niej otrzymuje ludzką Twarz. Strach i niepokój wydają się znikome w porównaniu z nadzieją, której doświadcza Maryja. Dlatego może wypowiadać słowa obietnicy, że wszystko przebiega zgodnie z planem Boga. W Jej hymnie wybrzmiewa cześć wobec Stwórcy, a jednocześnie nadzieja, że spełnią się słowa Obietnicy Boga, które wybrzmiewa w Starym Testamencie.

Strach i nadzieja ciężarnej Marii ustępują buntowi, że nie tylko będzie, ale musi być dobrze, bo Bóg tak chce. Bóg jest miłosierny dla wszystkich, którzy wyznają Mu swoje winy, aby mogli zacząć od nowa i żyć inaczej.

Kościół naprawdę w to wierzy, nie tylko symbolicznie czy mitologicznie. To nie wyobraźnia czy fikcja, ale rzeczywistość zakorzeniona w życiu. Zmartwychwstanie ciała pokazuje nam, że Bóg traktuje człowieka poważnie w całej jego istocie. Nasza dusza jest nie tylko przeznaczona do zjednoczenia z Bogiem, ale także tworzy jedność naszego śmiertelnego i zgniłego ciała. Śmierć nie ma ostatniego słowa. Na zawsze Bóg zwycięża.

Spójrzmy dziś w duchu na Dziewicę Maryję, błogosławioną Maryję, Która nawiedza świętą Elżbietę. Jej szczęście nie jest wyłączne, ale nie tylko chce się tym szczęściem dzielić ze swoją kuzynką Elżbietą, ale każdego z nas pragnie doprowadzić do chwały, którą już osiągnęła. Maryja jest całkowicie wypełniona miłością Boga. Bóg chce, abyśmy osiągnęli cel wiecznego życia w niebie. Wzywając orędownictwa Maryi zakotwiczmy nasze serca. wśród codziennych zmartwień, w Bogu, a wtedy nie tylko innym będziemy umieli mówić o Chrystusie, ale będziemy mieli udział w Jego życiu.

Konkret na dziś: Módl się wołając – „Pod Twoją obronę” .

Niech Cię błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

Bożena
Bożena Cze 1, 08:33
  Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Tata, który naprawdę kocha

"Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek prosilibyście Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię wam, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wy Mnie umiłowaliście i uwierzyliście, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca»." J 16, 23b-28

Nie wiem, ile masz lat i jakiego prezentu oczekujesz na Dzień Dziecka. Wiem natomiast, że jesteś dzieckiem Bożym i masz kochającego Tatę w niebie, który MIŁUJE CIĘ. To powiedział sam Pan Jezus, który jest pełnią prawdy, więc nie mógł pomylić się.

Myślę, że najpiękniejszym prezentem jaki można było dzisiaj otrzymać w tym wyjątkowym dniu, jest zapewnienie o miłości Boga Ojca. On dał życie każdemu (także mi i Tobie). Co więcej, ukazał pełnię miłości w swoim Synu i pokazał kierunek, w którym mamy zmierzać, aby radować się w Nim na wieki.

Aby jeszcze mocniej docenić niezwykłość kochającego, odwiecznego Taty przytoczę słowa najlepszego współczesnego trenera (według mnie) Jürgena Kloppa (obecnie trenuje Liverpool, z którym drugi raz z rzędu gra w finale Ligi Mistrzów, to jemu zawdzięczamy największy rozwój Roberta Lewandowskiego, który dokonał się kiedyś w Borussi Dortmund):

"Jezus Chrystus jest najważniejszą osobą w historii. Dla mnie to łatwa odpowiedź. Ten człowiek przychodzi na świat i ma jasną misję, która wcale nie jest łatwa do osiągnięcia. Na końcu swego życia wziął na siebie wszystkie grzechy ludzi i został przybity do krzyża. To było największym osiągnięciem wszechczasów, ponieważ zmieniło wszystko. My, ludzie, w żaden sposób nie moglibyśmy tego dokonać. I nie musimy tego robić, ponieważ mamy kogoś, kto uczynił to za nas i to jest ogromne pocieszenie."

Kto zrozumie życie, mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, ten pojmie miłość Boga Ojca. Naprawdę możemy czuć się bezpiecznie będąc w bliskiej relacji ze swoim Stwórcą. Choć czasami może przytłaczać zło szalejące na tym świecie, to jednak Tata jest ponad tym wszystkim i czeka na nas w miejscu, gdzie jest mieszkań wiele…

Chciałbym podzielić się także kilkoma zdaniami bardzo uduchowionej kobiety, która w kontekście dnia dziecka napisała list motywujący do bezdomnej kobiety:

"Bóg Ojciec jest ojcem dobrym i kochającym. On chce naszego dobra i naszej radości. Czasem trudno to zrozumieć, patrząc na zło tego świata, ale On kocha… Kochana Pani Ewo! Niech Pani pomyśli, co czułby ziemski ojciec, czy ziemska matka patrząc na swoje ukochane dziecko, które nie ma domu. Mnie serce bardzo bolałoby. Bardzo. Co musi czuć w takim razie Bóg Ojciec, który kocha człowieka o wiele bardziej niż rodzice ziemscy? Co On czuje? Myślę, że On chce pomóc swojemu synowi, czy swojej córce. Tylko trzeba szczerze zawołać do Niego. Niedługo jest Dzień Dziecka, Dzień Ojca. To dobra okazja, żeby w Dzień Dziecka zawołać do swojego Ojca Niebieskiego: TATO! RATUJ! Bo nie mam siły!
Kiedy w Dzień Dziecka córka woła do taty – Tato, Ratuj, to czy ojciec może odwrócić się od dziecka? Chyba nie… Może właśnie w Dzień Dziecka Bóg Ojciec da Pani siły do zmiany na lepsze.
Pani Ewciu! Jest Pani córką Boga niezależnie od tego, ile ma Pani lat. Jest Pani maleńkim dzieckiem w rękach Boga. Prawie miesiąc po Dniu Dziecka jest Dzień Ojca. Może w tym dniu będzie Pani dziękować Bogu za siłę, którą wlał w Pani serce. Może na Dzień Ojca dostanie Pani dach nad głową i godne warunki do życia.
Kochana Pani Ewciu! Niech Pani spróbuje zawołać do Boga Ojca i swojej Matki Maryi nawet, kiedy brak sił i chęci do życia. Może w te piękne dni Bóg ulituje się nad Panią.” Monika
Niech ten list pomoże Ci dzisiaj wejść w szczery dialog, modlitwę z kochanym Tatą w niebie…"

Boże – Ojcze, kochany Tato, Tatusiu, dziękuję za życie, za każdy dzień, za wszystkie łaski, za rozświetlanie drogi i najtroskliwszą opiekę. Pomóż mi wiernie dojść do Ciebie i uwielbiać Cię w nieskończoności…

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Cze 2, 08:49
 

Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. 
A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił: ”Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.
Zapytywali Go zebrani: ”Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”. Odpowiedział im: ”Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.
Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: ”Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. (Dz 1,1-11)

Żydzi wierzyli, że trzy osoby nie umarły i zostały zabrane do nieba. Byli to: Mojżesz, Eliasz i Henoch. Zatem motyw wniebowzięcia jakiegoś człowieka do nieba nie jest obcy literaturze biblijnej. Jednak już na samym początku musimy zaznaczyć ważną różnicę między wniebowzięciem, a wniebowstąpieniem, które dzisiaj świętujemy. Ci, o których napisałem, a także Maryja z postaci nowotestamentalnych, trafili do nieba nie dzięki swojej mocy, ale dzięki interwencji Boga, który obdarzył ich tą łaską. Natomiast Jezus, jak czytamy w Dziejach Apostolskich: „uniósł się w ich obecności w górę” oraz „wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba”. On nie potrzebował niczyjej pomocy, ponieważ będąc jednocześnie Bogiem i człowiekiem, sam mógł to uczynić.

Jednak nie to jest dzisiaj dla mnie najważniejsze. Gdy przeanalizujemy opowiadania mówiące o wniebowzięciu Mojżesza i Eliasza – bo o Henochu jest zaledwie kilka słów – widzimy pewien powtarzający się motyw. Mianowicie Mojżesz przekazał kontynuację swojego dzieła Jozuemu, a Eliasz Elizeuszowi. Zatem Ci dwaj, uważani za jednych z najważniejszych postaci w dziejach Izraela, namaszczają następców, aby ci kontynuowali ich misję. A co robi Jezus? Co mówi Apostołom na chwilę przed wniebowstąpieniem?

„[…] gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.

Jezus także namaszcza uczniów, aby kontynuowali Jego dzieło. Postępuje jak Mojżesz i Eliasz, bo to oni mają przekazywać dalej to, co On zapoczątkował. Bóg powierza swoje dzieło ludziom, ale nie na zasadzie „róbcie jak wam się wydaje”, lecz działajcie tak, jak Was uczyłem i w moim Duchu.

Nie dziwi Cię Jego zaufanie do uczniów? Przecież tyle razy Go zawiedli, tyle razy okazali się niedojrzali, tyle razy słowa nie poszły w parze z czynami, a w kluczowym momencie tylko Jan stał pod krzyżem. A mimo to właśnie ich Jezus prosi, aby nieśli dalej słowo życia. Jest to dowód Jego wielkiego zaufania wobec nich.

Tak jak napisałem przed chwilą, oni wielokrotnie „dawali plamę”, ale porażki, których doświadczyli w swoim życiu, nauczyły ich bardzo ważnej rzeczy, czyli zaufania Jezusowi. Tak często upadali, że w końcu pojęli, że to, do czego ich zaprasza Mistrz, nie może być oparte na ich zdolnościach, talentach i osobistych predyspozycjach, ale na Nim.

Gdyby to, co nazywamy Kościołem, było uzależnione tylko od indywidualnych cech poszczególnych ludzi, to już dawno przestałby istnieć, ale trwa, ponieważ Bóg jest siłą Kościoła. Co więcej, On ciągle trzyma się tej samej taktyki i nadal wybiera ludzi, którzy czasami zawodzą. Zobacz jak bardzo jest konsekwentny i jak mocno nam ufa. Apostołowie przekazali to, co nakazał im Jezus swoim następcom, a oni następnym, ci następnym itd., aż do naszych czasów. Kościół istnieje dlatego, że kolejne pokolenia ludzi dzielą się osobistym doświadczeniem spotkania z żywym Bogiem, sakramentami i Dobrą Nowiną.

Myślę, że warto w tym miejscu zadać sobie (retoryczne) pytania: czy ci wszyscy, którzy przez wieki głosili Jego Zmartwychwstanie, byli inni niż my? Czy nie mieli grzechów? Czy codziennie nie musieli walczyć o swoją świętość? Czy nie mieli złych przywiązań, nałogów? Czy nie kłócili się z innymi, obrażali, mieli ciche dni? Oczywiście, że mieli, ale w wierze chodzi o zaufanie, że pomimo naszych słabości, upadków i niewierności Bóg chce się nami posługiwać i że jesteśmy dla Niego ważni. Tak wielu świętych na przestrzeni wieków pokazuje nam, że Bóg potrafi to, co słabe zmienić w coś pięknego.

Gdy to zrozumiemy, łatwiej będzie nam stawiać czoła temu, co nas przygniata i nie pozwala w pełni przylgnąć do Boga. Nasze słabości są dla Boga okazją do okazania potęgi.

Konkret na dzisiaj: pomyśl, co według Ciebie, dyskwalifikuje Cię do bycia apostołem? Zaproś Boga do tej konkretnej przestrzeni Twojego życia w czasie Mszy Świętej.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Bożena
Bożena Cze 4, 07:36
 

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami:
„Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo.
Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”. (J 17,11b-19)

Jak modli się Bóg? Czy Bóg się w ogóle modli? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Ja wielokrotnie i dzisiejsza Ewangelia po raz kolejny pokazuje mi, że się modli. Modli się Bóg-człowiek Jezus. I tak sobie myślę, że Jego modlitwa musiała wyglądać wspaniale.  Apostołowie mieli ten przywilej, że mogli widzieć to wiele razy. Na szczęście trochę z tego, co sami obserwowali, przekazali nam w Biblii. Ewangeliści, a zwłaszcza św. Jan, zostawili nam opis kilku sytuacji,  w których modlił się Jezus, dlatego możemy dzisiaj przyjrzeć się Jemu i spróbować czegoś  nauczyć.

Jak wyglądała modlitwa Jezusa? Zadziwiająco prosto. Podnosi oczy ku niebu i zaczyna mówić. Nie robi nic nadzwyczajnego. Ale właśnie to, co najprostsze nieraz bywa najtrudniejsze do wcielenia w życie. Zauważ, że nasz Pan zanim zaczyna wypowiadać  słowa modlitwy, to najpierw podnosi oczy ku niebu, czyli zwraca się do Ojca także w fizycznym geście. Na modlitwie możemy przybierać różne pozycje: klęczącą, siedzącą, stojącą albo leżenia krzyżem. Każda z nim wyraża coś innego. W każdym bądź razie postawa mojego ciała na modlitwie jest bardzo ważna i pokazuje to, co jest w środku. W przytoczonym wyżej fragmencie nie ma o tym mowy, ale w innym miejscu Pisma Świętego czytamy:

„A sam [Jezus Chrystus] oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się” (Łk 22,41)

Dlatego na podstawie dzisiejszej perykopy, a także wyżej przytoczonego zdania, chciałbym napisać parę słów o postawie klęczącej na modlitwie. Jeśli jestem zdrowy, a nie klękam, to coś jest nie tak. Pomyśl. Gdy przychodzisz do kogoś ważnego i masz do niego ważną sprawę, to dbasz także o to, żeby Twoja zewnętrzna postawa wyrażała szacunek do tej osoby. A czy może być Ktoś ważniejszy od Boga? Zatem moje uklęknięcie wyraża, to Kim On dla mnie jest. Jeszcze raz powtórzę, jeśli zdrowie mi na to pozwala, powinienem uklęknąć przed moim Bogiem, chociaż na chwilę. Na pewno modlący się na leżąco zdrowy człowiek powinien uklęknąć, bo wtedy uświadamiam sobie, że przychodzę do Kogoś od Kogo zależę. Nie na zasadzie poddaństwa, służalczości czy niewoli, ale ze względu na szacunek i miłość. Na kolanach człowiek uczy się pokory, bo im częściej klęczy, tym częściej dochodzi do wniosku, że nie jest panem wszystkiego, co się dzieje w jego życiu i potrzebuje pomocy Boga.

Zatem, zanim zacznę się modlić, także postawą mojego powinienem zwrócić się do Boga. -Ale, proszę księdza, przecież to oczywiste. W teorii tak, ale w praktyce niekoniecznie tak musi być.

Idźmy dalej, ponieważ postawa ciała, to pierwszy element dobrej modlitwy, bo powiedzmy sobie szczerze, można klęczeć lub przybrać inną postawę modlitewną i trwać w niej przez wiele godzin i w ogóle nie pomodlić się i nie myśleć o Bogu. Brzmi to dziwnie, ale tak może się zdarzyć. Dochodzę do takiego wniosku, bo… znam siebie i wiem, że zdarza mi się przybrać zewnętrzną postawę, która pokazuje, że się modlę, ale moje myśli biegają gdzie indziej. Ważne jest żebym uświadomił sobie, z Kim się spotykam, zanim zacznę wypowiadać słowa modlitwy. Przez to skupię się na Nim, a nie na sobie, a to jest celem modlitwy – spotkanie z Bogiem.

Zostając w tym toku myślenia, chciałbym podzielić się pewnym spostrzeżeniem. Zdarza mi się widzieć ludzi, którzy wpadają na Mszę Świętą spóźnieni. Dlaczego? Nie wiem, nie wnikam, nie oceniam. Ale czasem siedząc w konfesjonale, gdy nie było nikogo do spowiedzi, przyglądałem się,  co robią. Szybko klękają, żegnają się jakby muchy przeganiali i po kilku sekundach już stoją i „uczestniczą” w Eucharystii. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że w tak krótkim czasie nie można uspokoić myśli i wyciszyć się na tyle, żeby skupić się na Bogu i na tym, co dzieje się przy ołtarzu.

Jeśli chcemy, żeby nasza modlitwa była prawdziwym spotkaniem z Bogiem, powinniśmy połączyć te dwa elementy, czyli zewnętrzną postawę ciała ze skupieniem się na Bogu i dopiero wtedy powinienem otworzyć usta do modlitwy, tak jak to robi Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Jeśli będziemy respektować te proste zasady to nasza modlitwa nie będzie dla nas ciężarem, nie będzie nudna i monotonna, ale stanie się spotkaniem, ponieważ skupimy się na Nim. Taka modlitwa może zmienić. Taka modlitwa będzie pozwoleniem Bogu na to, żeby mówił do mnie i tłumaczył mi, co jest dla mnie najlepsze.

Tak się OD dzisiaj módlmy łącząc postawę ciała ze skupieniem na Bogu i niech się dzieją cuda, bo

„Gdy [Jezus] się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe” (Łk 9,29)

Mnie te słowa motywują, abym przykładał się do modlitwy, bo wtedy dokona się zmiana. Nie tylko mojej twarzy, ale przede wszystkim serca.

Dobrego dnia, niech Jego błogosławieństwo Ci towarzyszy + </p></div>
		        
		                
	</div>
		      		<div class=

Bożena
Bożena Cze 5, 08:26
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Prawdziwa miłość jednoczy

"W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: «Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się wypełniło Pismo.

Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie»." J 17, 11b-19

Wyobraź sobie Jezusa z rozpalonym sercem na modlitwie. On przy najbliższych uczniach błaga Boga Ojca o jedność wśród Apostołów, o zachowanie ich w prawdzie i ustrzeżenie przed złem. Zobacz w tej postawie Chrystusa niezwykłą troskę oraz Jego pełne rozumienie świata i wielu zagrożeń, które czyhają na prawdziwych uczniów.

Spróbuj dzisiaj wyobrazić sobie modlitwę Jezusa o jedność w Twoim małżeństwie, rodzinie, środowisku pracy, klasie, szkole, sąsiedztwie… On wszystko widzi. Żadne słabości, które kryjesz w sercu, nie są Mu obce. Chrystus tak bardzo pragnie Twojej jedności z Nim oraz ludźmi. Odkryj to głębokie pragnienie, które dał Ci Bóg. Kochaj mimo przeciwności. Bądź narzędziem jedności. Broń się przed złem: modlitwą, spowiedzią, eucharystią, adoracją, rozmową z kierownikiem duchowym.

Nie daj się zwieść wielkim emocjom, które potrafią pchnąć człowieka w najgorsze decyzje. Proś o spokój ducha mimo szalejących wokół nawałnic. Tylko w pokornej jedności z Panem możesz budować prawdziwą jedność w swoim środowisku. Daj Twoim bliskim czas na zrozumienie Bożych planów. Prowadź ich swoją postawą do Stwórcy.

Może zbuduje Cię dzisiaj postawa św. Pawła, który jest przepełniony miłością, gdy żegna się ze wspólnotą Kościoła efeskiego;

"Paweł powiedział do starszych Kościoła efeskiego: «Uważajcie na samych siebie i na całe stado, w którym Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata w dzień i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was. A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski, władnemu zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi.

Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy. We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując, trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, które On sam wypowiedział: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”». Po tych słowach upadł na kolana i modlił się razem z nimi wszystkimi. Wtedy wszyscy wybuchnęli wielkim płaczem. Rzucali się Pawłowi na szyję i całowali go, smucąc się najbardziej z tego, co powiedział: że już nigdy go nie zobaczą. Potem odprowadzili go na okręt." Dz 20, 28-38

Proś Boga o taką miłość oraz ducha głębokiej modlitwy za tych, których spotykasz na drodze swojego życia. Nie patrz zbytnio na efekty Twojej miłości, dziesiątki upomnień itp. Rób to, co do Ciebie należy z największą miłością, jaką tylko możesz wydobyć ze swojego serca. Uwierz mi, że przyjdzie czas docenienia Twojego wysiłku. Choćby to miało być dopiero przed Bogiem na Sądzie Ostatecznym, to i tak warto!

Panie Boże, Ty cały czas patrzysz, jak Twoje dzieci przepychają się i zapominają, że dążą do tego samego celu. Ty jesteś kochanym Tatą dla wszystkich i pragniesz naszego zmierzania ku Tobie w jedności. Ustrzeż nas przed wilkami, które kuszą, szarpią, mącą i wprowadzają wszelki zamęt. Przyoblecz nas w pokorę, uniżenie, pracowitość, a nade wszystko w prawdziwą miłość, abyśmy nie ustali w drodze i nie odwrócili się od Ciebie.

W załączniku na WNG zobaczysz CZŁOWIEKA MODLITWY.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Cze 7, 07:25
 

Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” 
Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. 
Rzekł do niego: „Paś baranki moje”. 
I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” 
Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. 
Rzekł do niego: „Paś owce moje”. 
Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” 
Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje. 
Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. 
To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” 

Wiele w życiu jest dla nas tajemnicze. Przynajmniej tak myślimy, kiedy patrzymy na rzeczywistość rozgrywającą się na naszych oczach, choć odczuwamy, że o wiele więcej dzieje się poza naszą percepcją i naszymi zmysłami. Jest wiele rzeczy w życiu, które możemy sobie tylko wyobrazić i uwierzyć i z ufnością przyjąć.

Kiedy Jezus zmartwychwstał i ukazywał się swoim uczniom wiele razy, ci powoli odnajdowali wiarę w Niego jako zmartwychwstałego Pana. Niemniej jednak wiele sytuacji dla uczniów było niezrozumiałych i tajemniczych. Nie zawsze byli w stanie natychmiast dostrzec obecność Pana.

Ale apostołowie i uczniowie doświadczyli rzeczy, które zmieniły całe ich życie od podstaw. Ten Jezus, w Którym wszyscy pokładali nadzieję, umarł na krzyżu. Strach i rozczarowanie były ogromne, ale wtedy ukazał się im Zmartwychwstały. Doświadczyli Obecności, że mogli powiedzieć: „Nie możemy milczeć o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy” (Dz 4, 20). Nawet pod groźbą kary nie byli już gotowi powstrzymać się od głoszenia zmartwychwstałego Pana, bo wiedzieli „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Ich wiara w Jezusa była silniejsza niż strach przed śmiercią. I tak głosili pokutę i przebaczenie grzechów całemu ludowi izraelskiemu i wszystkim, którzy ich usłyszeli. Wielu nawróciło się, przyjęło wiarę i zostało ochrzczonych.

Jak na ironię, po zmartwychwstaniu Jezus powierza Piotrowi, który się Go zaparł tuż przed śmiercią, powszechną posługę duszpasterską w Kościele, która różni się charakterem od tego, czego doświadczał wcześniej. W kategoriach „politycznych” można zapytać czy to była dobra osobista decyzja. Ponieważ my, ludzie, zawsze zachowujemy się tak, jakby zależało to przede wszystkim od osobistej jakości naszych papieży i biskupów, niezależnie od tego, czy Kościół nadal działa dobrze. I tak były i zawsze są różne oczekiwania wobec nowego papieża lub nowego biskupa, oczywiście, także innych osób odpowiedzialnych w Kościele.

Według Jezusa decydującym czynnikiem duszpasterstwa Piotra jest miłość. I właśnie z powodu tej miłości Piotr znalazł drogę powrotną do Jezusa po trzykrotnym sprzeniewierzeniu się Mistrzowi. W ten sposób pokutował i otrzymał przebaczenie. Prawdziwą przyczyną jego niepowodzenia była nadmierna ufność samemu sobie. Myślał, że może zrobić więcej i być bardziej wiernym niż reszta apostołów, ze chciał nawet oddać życie za Jezusa, dlatego też powiedział – „«Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja!»”. Jak szybko to samo przeszacowanie zostało obalone przez trzykrotne zaparcie się Jezusa. A teraz On zwraca się ze szczególną inicjatywą, czy Piotr kocha Go bardziej niż inni. Uczeń unika teraz błędu wywyższania się nad innymi i wyznaje jasno: „Tak, Panie, wiesz, że cię kocham”. Wiedza Jezusa o miłości Apostoła obejmuje jego wiedzę o jego przeszłych porażkach, jednocześnie apostoł z pewnością znalazł przebaczenie. Znajomość jego własnej winy nie jest już dla niego ciężarem, ale zbawiennym przypomnieniem, że gdy nie ufa swoim własnym siłom, ale otwiera się na łaskę ufając słowu Jezusa pozostaje silny i może wzmacniać braci.

Słuchając dzisiejszych słów Jezusa powinniśmy prosić Boga o dar Ducha Świętego, który pozwolił apostołom i uczniom, dać tak odważne świadectwo Chrystusowi. Bóg prawdopodobnie nie oczekuje od nas spektakularnego występu przed potężnymi tego świata. Milcząca służba Bogu w codziennym wypełnianiu obowiązku, przyjęciu swojego krzyża, jest sposobem, w jaki powinniśmy żyć naszą wiarą w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Tym samym stajemy się znakiem dla innych ludzi, że istnieje nadzieja. co prowadzi nas poza śmierć.

Konkret na dziś: Powtarzaj często za Świętym Piotrem – „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

Bożena
Bożena Cze 8, 08:03
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Pamiętnik dobroci

"Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, jakie trzeba by napisać." J 21, 25

Św. Jan Apostoł stwierdza w pierwszym wieku, że księgi z dokonaniami Jezusa nie pomieściłyby się na świecie. Co mamy powiedzieć po dwóch tysiącach lat? Przecież Bóg wciąż czyni wiele mniejszych i większych znaków. Gdyby tak każdy człowiek zaczął spisywać swoje dziękczynienie za poszczególne momenty, w których doświadczył Bożej pomocy, to faktycznie mogłoby zabraknąć papieru na ziemi.

Może dzisiejsze słowa z Ewangelii zapraszają Cię właśnie do takiego dostrzeżenia Bożej dobroci oraz spisania jej. Stwórz osobistą księgę dziękczynienia, w której będą wszystkie chwile naznaczone ingerencją Jezusa. Pisząc taki oryginalny pamiętnik, oddawaj chwałę Bogu za całe dobro, którego doświadczałeś i nadal doświadczasz. Być może te zapisane refleksje będą podtrzymywać Cię na duchu w chwilach największego cierpienia i totalnej bezradności. Taka księga będzie dla Ciebie także lekarstwem na chwile zwątpienia we wszechmoc Boga oraz Jego opatrzność.

"Poślę wam Ducha prawdy,
On doprowadzi was do całej prawdy."
Por. J 16, 7. 13

Niezaprzeczalną prawdą jest to, że Bóg kocha każdego człowieka. Dzisiaj w Wigilię Zesłania Ducha Świętego proś o rozmiłowanie się w Bogu, Jego słowie i prawdzie odwiecznej, aby nikt nie zachwiał Twoją wiarą.

Duchu Święty, pobudź moje serce do głębokiego dziękczynienia za całą dobroć, której doświadczałem od poczęcia aż do tej chwili. Prowadź mnie w pełnej prawdzie i pomóż mi dawać dobre świadectwo wobec ludzi, których spotykam. Pragnę przyprowadzać do Ciebie innych, aby także byli ludźmi zakorzenionymi w prawdzie.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Cze 9, 08:09
 

Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. 
Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. 
Pełni zdumienia i podziwu mówili: ”Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże”. (Dz 2,1-11)

Co roku z wielką niecierpliwością czekam na dzień Pięćdziesiątnicy. Jest tak dlatego, że moje prawdziwe i głębokie nawrócenie dokonało się w czasie Seminarium Odnowy Wiary, gdy byłem klerykiem. Jednym z najważniejszych momentów tych niezwykłych rekolekcji była modlitwa o dar Ducha Świętego. W tamten – pamiętny dla mnie – niedzielny wieczór Duch Święty przestał być w moim życiu „gołębiem” z obrazków, a stał się Tym, Kim jest naprawdę, czyli żywą Osobą, która jest blisko mnie i ożywia moją wiarę.

Kim On jest dla Ciebie? Czy modlisz się do niego codziennie? Jeśli nie, to popełniasz spory błąd, który można i należałoby szybko zmienić. Oczywiście jest to prośba, a nie nakaz. Jako zachętę przytoczę słowa wypowiedziane przez Metropolitę Ignatiosa IV Hazim z Laodycei, które padły z jego ust w czasie ekumenicznego zjazdu w Uppsali w 1968 r.: „Bez Ducha Świętego Bóg jest daleko, Chrystus pozostaje w przeszłości, Ewangelia pozostaje martwą literą, Kościół jest tylko organizacją, władza – dominacją, misja – propagandą, liturgia – niczym więcej, jak tylko wspomnieniem, życie chrześcijańskie – moralnością niewolnika. Ale w Duchu Świętym: kosmos jest zmartwychwstały i wzdycha w bólach rodzenia Królestwa, Zmartwychwstały Chrystus jest tutaj, Ewangelia jest mocą życia, Kościół ukazuje życie Trójcy, władza jest posługą wyzwalania, misja jest Pięćdziesiątnicą, liturgia – pamiątką i zapowiedzią, ludzkie działanie jest przebóstwione”. 

Chcesz takiej wiary? Więc daj się porwać Duchowi Świętemu!

Z pierwszego czytania przeznaczonego na dzisiejszą uroczystość dowiadujemy się, że przyjście Ducha Świętego do zamkniętych w Wieczerniku apostołów było związane z wiatrem: „Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali”. (Dz 2,2)

Co nam to mówi?

Ducha Świętego, tak jak wiatru, nie można zamknąć w żadnym pomieszczeniu, a jednak działa. Pomimo tak wielkiego rozwoju techniki ludzkość w dalszym ciągu nie potrafi opanować wiatru. Raz po raz słyszymy, że w jakimś regionie naszej planety gdzieś uderzył huragan. Owszem jesteśmy w stanie przewidzieć, że on nadciąga, ale nie potrafimy go w żaden sposób okiełznać czy zablokować. Podobnie działa Duch Święty (oczywiście nie mam na myśli siły niszczącej to, co spotka na swojej drodze, ale coś – a raczej Kogoś – nad Kim nie potrafimy zapanować, podobnie jak nad Ojcem i Synem). Myślę, że większość z nas przyjęła już sakrament bierzmowania, czyli (przynajmniej w teorii) staliśmy się dojrzałymi chrześcijanami. Od tamtej chwili powinniśmy pamiętać, że Ten, który zstąpił na nas wtedy, chce działać, tak jak zaczął to czynić w życiu apostołów. Ale jednocześnie nie możemy zapominać, iż Jego działanie wielokrotnie będzie wymykało się naszym założeniom, planom czy oczekiwaniom. Duch Święty, który napełnił Wieczernik sprawił, że apostołowie przestali się chować i wyszli naprzeciw wielkiego tłumu, aby głosić z mocą prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa. Podejrzewam, że gdyby parę godzin wcześniej ktoś przyszedł i powiedział im, że tak się stanie, popukaliby się w głowę z niedowierzaniem, a herolda tej wiadomości mogliby wyśmiać. Przyjęcie Ducha Świętego zmieniło absolutnie wszystko w życiu uczniów. Podobnie może stać się z nami. Człowiek, który codziennie modli się do Ducha Świętego, nie narzeka na brak pomysłów czy zapału. Co najwyżej może żalić się, że brakuje mu czasu na ich realizację. Duch Święty sprawia, że wiara staje się przygodą, która nigdy się nie nudzi, ponieważ raz po raz spotyka nas coś nowego i zaskakującego, a nawet w tym, co znamy doskonale widzimy nową jakość. Bez Ducha Świętego nasza wiara jest niepełna, a my gnuśniejemy i wpadamy w utarte schematy, które z czasem zabijają w nas entuzjazm. Bez Niego życie z nas uchodzi. Bez Niego usychamy.

Konkret na dzisiaj: prośmy, aby przyszedł do nas właśnie teraz. Wyłączmy komputer, tablet, komórkę, odłóżmy gazetę i zacznijmy się modlić, aby miejsce, w którym aktualnie znajduję się, stało się nowym Wieczernikiem.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Bożena
Bożena Cze 10, 07:44
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Mama, która stale pomaga

"Gdy Adam zjadł owoc z drzewa zakazanego, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go: «Gdzie jesteś?» On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?» Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa, i zjadłem». Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?» Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł, i zjadłam»." Rdz 3, 9-13

Każda kobieta jest wspaniałym Bożym stworzeniem. Pierwszymi kobietami, które darzymy największą miłością są nasze mamy. Jednak z całym szacunkiem do nich trzeba zaznaczyć, że one też czasami popełniają błędy i ulegają pokusom. Bóg uchronił od grzechu jedną wyjątkową Mamę i uczynił ją Matką Jezusa i Kościoła, a tym samym każdego człowieka. Ona już prawie dwa tysiące lat wstawia się za swoimi przybranymi dziećmi, które wciąż ulegają pokusom świata. W jej matczynym płaszczu znalazło ochronę miliardy ludzi. Czy Ty także widzisz w niej swoją pomoc i ratunek w walce ze złem?

"Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i Jego braćmi." Dz 1, 14

Maryja, która pod krzyżem Jezusa otrzymała misję bycia mamą dla Apostołów i całego Kościoła, postanowiła trwać na modlitwie z pierwszymi uczniami. Po niespełna dwóch tysiącach lat niewiele zmieniło się. Jej kult rozszerzył się po całym świecie. Można tylko wybierać sobie przed jakim wizerunkiem Matki Bożej chcemy modlić się do kochanego Ojca w niebie przez wstawiennictwo najlepszej mamy.

"W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja». Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie»." J 2, 1-5

W dzisiejszych czasach, w których może nie brakuje wina, pieniędzy (w zależności od kontynentu i kraju) i dóbr materialnych, są całkiem inne braki, które wydają się być o wiele poważniejsze. Takim największym współczesnym głodem jest z pewnością brak prawdziwej miłości w relacjach małżeńskich, rodzinnych, wspólnotowych, sąsiedzkich, szkolnych oraz w środowisku pracy. Ludzie tak zaczęli gonić za pieniędzmi i swoimi sprawami, że zupełnie nie patrzą na boki i nie widzą, że ktoś będący bardzo blisko potrzebuje miłości, zauważenia, dobrego słowa, uśmiechu, zainteresowania itd.

Jestem pewien, że Maryja widzi te dzisiejsze braki, gorąco modli się i błaga swojego Syna o ożywienie naszych serc, abyśmy przestali żyć jak roboty i maszynki do pieniędzy oraz konsumpcji. Bóg jest w stanie tchnąć nową jakość w życie każdego człowieka. Warto w tym drugim dniu Zielonych Świąt poprosić za wstawiennictwem Maryi o Ducha Świętego, Jego dary, owoce i charyzmaty. Z pomocą Bożą wszystko może zmienić się w Twoim życiu. Uwierz w to!

Maryjo, kochana mamo, dziękuję za Twoje wstawiennictwo za mną i Kościołem świętym. Ty widzisz nasze braki i niedomagania. Uproś każdemu człowiekowi jeszcze większe otwarcie się na łaskę Bożą. Błagaj za nami o przymnożenie wiary i odwagę do dawania jeszcze silniejszego świadectwa.

W załączniku na WNG polecam świadectwo człowieka zakochanego w Maryi.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Cze 12, 07:47
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik 

Bożena
Bożena Cze 13, 08:07
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Kogo mam posłać?

"W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: «Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi.

Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie.
Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś.

I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, że Ty Mnie posłałeś i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»." J 17, 1-2. 9. 14-26

W świecie pełnym podziałów tak bardzo potrzeba jedności. Popatrz dzisiaj sercem na powyższe słowa modlitwy Jezusa, który posyła swoich uczniów do świata, który zada im wiele bólu. Mimo to oni mają dać świadectwo prawdzie i pokazać autentyczną, duchową jedność między braćmi i siostrami. To wezwanie dotyczy wszystkich duchownych i świeckich. Gdyby tak Chrystus naprawdę był na pierwszym miejscu we wszystkich sercach wierzących chrześcijan, to byśmy bardzo szybko poprowadzili wielu ludzi do Królestwa Niebieskiego. To jest pewnie największe pragnienie Boga.

Podam teraz ciekawy przykład, który obejrzałem przed chwilą. Na Twitterze angielskiego klubu Liverpool ukazał się 6 minutowy filmik pokazujący zachowanie niemieckiego trenera Jurgena Kloppa (bardzo wierzącego chrześcijanina, dla którego Jezus jest najważniejszą postacią w historii ludzkości), który od razu po ostatnim gwizdku zaczyna przytulać po kolei: trenera drużyny przeciwnej, ludzi ze swojego sztabu szkoleniowego oraz na przemian swoich graczy oraz graczy drużyny przeciwnej, oczywiście także sędziów. Świat chyba nie widział jeszcze takiej postawy i to w finale słynnej Ligi Mistrzów. Wielokrotnie widziałem w tym trenerze miłość do ludzi i prawdziwą pasję do sportu. Poprzez tą postawę zauważyłem, że ten człowiek pozwolił Bogu działać w swoim sercu. To było niesamowite świadectwo!

"I usłyszałem głos Pana mówiącego: «Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?» Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!»" Iz 6, 8

Czy zastanawiałeś się, do czego Bóg Ciebie posyła? Może nie będziesz piłkarzem ani trenerem na szczeblu finału Ligi Mistrzów, ale możesz budować jedność i dawać świadectwo w swojej rodzinie, szkole, klasie, pracy. Pokaż ludziom poprzez swoją postawę, że są kochani przez Ciebie i Boga. Bądź człowiekiem pokoju i jedności. Proś Ducha Świętego o wszystkie potrzebne dary, owoce i charyzmaty. On naprawdę chce działać w Twoim życiu.

"Bracia: Przystało Bogu, dla którego wszystko i przez którego wszystko istnieje, który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia udoskonalił przez cierpienia. Tak bowiem Ten, który uświęca, jak ci, którzy mają być uświęceni, od Jednego wszyscy pochodzą. Z tej to przyczyny nie wstydzi się nazywać ich braćmi swymi, mówiąc: «Oznajmię imię Twoje braciom moim, pośrodku zgromadzenia będę Cię wychwalał». I znowu: «Ufność w Nim pokładać będę». I znowu: «Oto Ja i dzieci moje, które Mi dał Bóg»." Hbr 2, 10-13

Wczoraj przeżywaliśmy kolejny dzień Tygodnia Ewangelizacyjnego w naszej diecezji. Kilka godzin ludzie adorowali Jezusa przy ulicy, po czym nastąpiło uwielbienie. Fantastycznie patrzyło się, jak Duch Święty jednoczy ludzi z różnych wspólnot, daje uśmiech i głęboką radość osobom w każdym wieku. Były całe rodziny, młodzież, osoby w średnim i podeszłym wieku. Nie brakowało bezdomnych i ubogich. Żywy Kościół zjednoczył się na kilka chwil, aby oddać chwałę Bogu. Ci ludzie nie wstydzili się swojej wiary i miłości do Jezusa. W pewnym momencie poszedłem na ulicę z sześcioosobową rodziną, aby dać świadectwo wiary. Spotkaliśmy ubogiego, ale mocno wierzącego człowieka, który wychwalał przy nas Boga – Tatę za to, że troszczy się o niego i daje mu wszystko, czego potrzebuje. Spojrzał w pewnym momencie na rodzinę, która była ze mną i mówi: Tata dał wam tyle dzieci. Jak pięknie! Chwała Panu!

Boże Ojcze, kochany Tato, proszę Cię za wszystkimi ludźmi Kościoła, aby z miłością wyszli do osób, które czekają na żywe świadectwo wiary. Zjednocz Panie wszystkie swoje dzieci!

Bożena
Bożena Cze 14, 08:13
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Jezus broni nierozerwalności małżeństwa

"Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Nie cudzołóż”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. Powiedziano też: „Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa»." Mt 5, 27-32

Nie będę rozpisywał się na temat słynnego wypadku nierządu, o którym mówi Jezus. Na koniec wpisu będzie szczegółowa i myślę, że wyczerpująca interpretacja tych słów przez ojca profesora Salija.

Ja zacznę od tego, że Chrystus z wielkiej miłości do człowieka i każdego małżeństwa pragnie prawdziwego szczęścia ludzi. To odwieczne ludzkie pragnienie realizuje się wtedy, gdy człowiek panuje nad grzechem. Niestety od początku istnienia ludzkości nie wszyscy potrafią zapanować nad swoimi popędami. Myślę, że bierze się to ze słabej relacji z Bogiem. Człowiek, który myśli bardziej o sobie niż o swoim Panu dochodzi do przekonania, że liczy się tylko jego osobisty zysk i choćby chwilowa przyjemność.

Taki egoizm może rozwinąć się do potężnych rozmiarów i w konsekwencji przerodzić się w permanentne ranienie ludzi. Jedną z najwrażliwszych sfer w człowieku jest intymność. Dlatego też Pan Bóg zarezerwował ją dla małżeństwa, w którym dwoje ludzi ślubuje sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że nie opuszczą drugiej połówki aż do śmierci. Ta przysięga jest pewnym fundamentem, na którym dwoje ludzi buduje swoje życie i czuje się bezpiecznie. W takim klimacie intymność jest czymś nie tylko przyjemnym, ale i prawdziwie świętym, ponieważ jest zgodna z wolą Bożą. Dwoje ludzi w pełni staje się jednym ciałem.

Niestety poprzez słabą relację z Bogiem niektórzy nawet w małżeństwach ulegają najpierw pokusom cudzołożenia w myślach, a później nawet dopuszczają się zdrad. Bardzo biedny jest taki człowiek, który jest targany poprzez swoją nieuporządkowaną pożądliwość. Potrzeba tutaj jak najszybszego nawrócenia, spowiedzi i zadośćuczynienia poprzez bycie możliwie jak najlepszym dla swojej drugiej połówki.

Niestety żyjemy w czasach, gdzie masa katolików zaczęła akceptować życie w cudzołóstwie i nawet nie ma kto powiedzieć prawdy ludziom, którzy idą w bardzo złym kierunku. Tutaj przypomina mi się list pewnego świątobliwego proboszcza (kandydata na ołtarze) do parafianina, który żył w związku cudzołożnym. (https://sychar.org/…/list-do-parafianina-ktory-zawarl-pono…/) Poświęć dwie minuty na przeczytanie tego listu, a będziesz miał bardzo jasny obraz tego, jak z miłością upominać ludzi żyjących w grzechu.

"Bracia: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd cierpienia znosimy, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. Ciągle bowiem my, którzy żyjemy, jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym śmiertelnym ciele." 2 Kor 4, 7-11

Każdy z nas jest takim glinianym naczyniem, które powinno stale szukać mocy w łasce Bożej uzdalniającej do pięknego życia w czystości, skromności, wierności Bogu i słowu danemu np. w przysiędze małżeńskiej. Nie można się nigdy poddawać. Choćby Twoje życie do tej pory było bardzo grzeszne, to tu i teraz możesz powiedzieć STOP i iść za Panem. Wiadomo, że upadki będą wpisane w Twoje życie, ale zawsze możesz szybko powstawać poprzez sakrament pokuty i pojednania, poprzez który Twoje serce może stale stawać się jeszcze bardziej szlachetne.

"Ufność miałem nawet wtedy, gdy mówiłem:
«Jestem w wielkim ucisku»." Ps 116, 10

Ufaj Panu i idź za Nim najlepiej jak potrafisz. Bądź światłem dla ludzi, którzy są przy Tobie. Trzymaj się Boga i żyj w łasce uświęcającej, a wydasz naprawdę piękne owoce, które zapamiętają ludzie nawet po Twojej śmierci.

"Jawicie się jako źródło światła w świecie, trzymając się mocno Słowa Życia." Por. Flp 2, 15d. 16A

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Na koniec wklejam obiecane słowa Ojca Salija z broszury Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR:

Czy Ewangelia dopuszcza rozwód?

"Zakaz rozwodów, ogłoszony przez Pana Jezusa, zawiera jeden wypadek szczególny, ową słynną klauzulę „poza przypadkiem nierządu”. O ile mi wiadomo, w Kościele katolickim nawet zdrada małżeńska nie upoważnia strony niewinnej do rozwodu i do nowego małżeństwa. Ja pytam naiwnie, ale stanowczo: Tamte słowa – „poza przypadkiem nierządu” – jednak w Ewangelii się znajdują, a więc muszą coś oznaczać. Nie można ich interpretować więc w takim kierunku, żeby uznać je za nie istniejące. Pytam: Jeśli słowa te nie oznaczają pozwolenia na rozwód w tym szczególnym wypadku, to co w takim razie oznaczają?
Zacznijmy od początku. Jak wiadomo, Pięcioksiąg Mojżesza zezwala na rozwód. „Jeśli mężczyzna – czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa (24,1) – pojmie kobietę, aby być jej mężem, lecz ona nie pozyska łaski w jego oczach, gdyż on znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie”. Warto sobie uświadomić, że w tamtych czasach pewne okoliczności rozwód ułatwiały. Rozwód na pewno nie oznaczał wówczas rozbicia rodziny: nawet jeżeli małżeństwo było monogamiczne (bo praktykowano również wielożeństwo), rodzina podstawowa była jedynie cząstką wielkiej rodziny, ewentualny rozwód nikogo więc nie pozostawiał bez rodziny.
Ponadto trzeba pamiętać, że przy ówczesnym patriarchalizmie żona była raczej służebnicą męża niż jego towarzyszką. Jak wiadomo, Pan Jezus wyraźnie stwierdził, że starotestamentalne pozwolenie na rozwód było jedynie złem koniecznym. Według Jego nauki, nie ma takich okoliczności, w których
rozwód nie sprzeciwiałby się godności małżeństwa. Małżeństwo ze swojej natury i z woli Bożej powinno być nierozerwalne. „Przez wzgląd na zatwardziałość waszych serc pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było” (Mt 19,8). Wszakże – i to chciałbym bardzo przypomnieć – już w Starym Testamencie obserwujemy coraz większe zbliżanie się do ideału nierozerwalności małżeństwa. I tak w Księdze Przysłów (5,15–20) znajdziemy pełen czystej erotyki tekst, wychwalający wierność małżeńską i nakazujący „zadowolić się żoną młodości”. Podobne wezwanie znajdziemy u Koheleta (9,9): „Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał, po wszystkie dni marnego twego życia”. Szczególnie ostro potępia rozwód prorok Malachiasz (2,13–15), powołuje się przy tym na Abrahama, który nie porzucił bezpłodnej Sary, mimo że tak bardzo pragnął mieć własnego syna i dziedzica: „Sprawiliście też, że łzami, płaczem i jękiem okryto ołtarz Pański, tak że On więcej nie popatrzy na dar ani nie przyjmie z ręki waszej ofiary, której by pragnął. A wy się pytacie: Dlaczegóż to tak?! Dlatego że Pan był świadkiem pomiędzy tobą a żoną twojej młodości, którą przeniewierczo opuściłeś. Ona była twoją towarzyszką i żoną twego przymierza. Czyż ów Jeden [Abraham] nie dał przykładu, ten, którego ducha wyście spadkobiercami? A czegóż ten Jeden pragnął? Potomstwa Bożego! Strzeżcie się więc w duchu waszym: wobec
żony młodości twojej nie postępuj zdradliwie!” I oto przychodzi na ten świat Chrystus, Syn Boży i Zbawiciel rodziny ludzkiej. Obu Jego wystąpieniom antyrozwodowym towarzyszą jednoznaczne stwierdzenia, że nowe prawo jest w stosunku do obyczaju starotestamentowego radykalnie nowe: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Kto chce oddalić swą żonę, niech jej da list rozwodowy. A Ja powiadam wam: Każdy, kto oddala swą żonę – poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo. A kto by oddaloną pojął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa” (Mt 5,31n; por. 19,3–9).
A musimy wiedzieć, że niespełna pół wieku przedtem działał w Palestynie wielki rabbi Szammaj, który zdecydowanie zakazywał rozwodu, z jednym wszakże wyjątkiem: pobożny Żyd może rozejść się z żoną, jeśli ta okazała się cudzołożnicą. Jeśli więc Pan Jezus powtarza jedynie naukę rabbiego Szammaja, to przecież Jego prawo małżeńskie nie jest tak radykalnie nowe, jak je przedstawia Ewangelia. Jak to więc w końcu jest: czy Pan Jezus opowiada się za Szammajem, czy też „uczy jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie”? (Mt 7,29) Żeby odpowiedzieć na to pytanie, koniecznie trzeba rozważyć, co znaczy owo dopowiedzenie „poza wypadkiem nierządu”. Niewątpliwie ma Pan rację, że te słowa coś przecież znaczą, a więc nie można ich ignorować. Otóż według odwiecznej praktyki Kościoła katolickiego, klauzula ta odnosi się do dwóch konkretnych sytuacji. Po pierwsze, Pan Jezus dopuszcza, nawet zaleca rozejście się mężczyzny i kobiety, jeśli żyją oni na sposób małżeństwa, ale małżeństwem nie są. Chodziłoby tu o taki
związek, o którym Chrystus wspomniał w rozmowie z Samarytanką: „Ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem” (J 4,18). Po wtóre, w słowach tych Kościół dopatruje się obowiązku bezwzględnej niezgody na cudzołóstwo współmałżonka. Nie wolno chrześcijaninowi tolerować sytuacji trójkąta małżeńskiego: jeśli niewinny małżonek nie może sytuacji zmienić, powinien raczej współmałżonka opuścić i w modlitwie i pokucie czekać na jego nawrócenie, niż godzić się na bezczeszczenie małżeństwa. Proszę uważnie wczytać się w oba teksty św. Mateusza i sądzę, że sam Pan przyzna, iż taka właśnie interpretacja leży w duchu obu wypowiedzi Pana Jezusa. D
opatrywanie się w słowach „poza wypadkiem nierządu” furtki, umożliwiającej rozwód, jest niezgodne z zasadniczym sensem nauki Chrystusa o małżeństwie. Przecież Chrystus wyraźnie stwierdza, że przywraca pierwotną czystość prawa małżeńskiego, a przeciwstawiając stare prawo nowemu, jednoznacznie daje do zrozumienia, że chodzi Mu o istotną reformę, a nie tylko o jakiś retusz w zwyczajach starotestamentalnych. Chrystus uczy jednak czegoś więcej i głębiej niż pobożny rabbi Szammaj. Zresztą zobaczmy, co na ten temat mówią listy apostolskie i najstarsze świadectwa chrześcijańskie. Słowa są tu jasne i dalekie od rozmiękczającej kazuistyki: „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: żona niech nie odchodzi od swego męża. Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Małżonek również niech nie oddala się od żony” (1 Kor 7,l0n).
Można się czasem spotkać z twierdzeniem, że Żydzi współcześni Chrystusowi nie znali pojęcia separacji, tzn. takiego rozejścia się małżonków, które nie uprawnia do następnego małżeństwa, ale jest raczej oczekiwaniem na ponowne zejście się. Nie wiem, może instytucja separacji była i nie znana ówczesnym Żydom, wszakże z powyższego tekstu wynika, że niewątpliwie znał ją św. Paweł (jej istnienie stwierdza również cytowany niżej tekst z połowy II wieku). Albo o czym mówiłyby te oto teksty, gdyby rozwód był w pewnych okolicznościach chrześcijanom dozwolony? „Żona związana jest tak długo, jak długo żyje jej małżonek. Jeśli mąż umrze, może poślubić kogo chce, byleby w Panu” (1 Kor 7,39). Zaś w Liście do Rzymian: „Kobieta zamężna na mocy Prawa związana jest ze swoim mężem, jak długo on żyje. Gdy jednak mąż umrze, traci nad nią moc prawo męża. Dlatego to uchodzić będzie za cudzołożną, jeśli za życia swego męża współżyje z innym mężczyzną. Jeśli jednak umrze jej mąż, wolna jest od prawa, tak iż nie jest cudzołożnicą współżyjąc z innym mężczyzną” (7,2n).
Proszę Pana, nacisk społeczny, żeby Kościół – przynajmniej w niektórych przypadkach – pozwalał na rozwód, jest dzisiaj tak duży, że Kościół uczyniłby to już dawno, gdyby to tylko było w jego mocy. Jeśli Kościół nie zgadza się na rozwód, to dlatego, że nie może. Po prostu nauka słowa Bożego na ten temat jest zbyt wyraźna. Warto tu przytoczyć jeszcze bardzo stare, pochodzące mniej więcej ze 150 roku, świadectwo, mówiące, jak pierwsi chrześcijanie rozumieli opuszczenie współmałżonka „na wypadek
nierządu”. Autorem tekstu jest Hermas, jego zaś dzieło – Pasterz – jest jednym z najważniejszych pism starochrześcijańskich:
„Panie – powiedziałem –
Jeśli kto ma żonę, która wierzy w Pana,
I przekonał się, że ona popełnia cudzołóstwo,
Czy grzeszy mąż, jeśli dalej z nią żyje razem?”
„Tak długo, póki nie wie – odpowiedział –
nie grzeszy.
Jeśli się jednak mąż dowie o jej grzechu,
A niewiasta nie pokutuje,
Ale trwa w swym porubstwie,
I mąż dalej z nią żyje razem,
Staje się współwinny jej grzechu,
I bierze udział w jej cudzołóstwie”.
„Jakżeż tedy, o panie – pytałem – ma postąpić
mąż,
Jeśli żona trwa w swej namiętności?”
„Niechże ją oddali – odrzekł
A mąż niech żyje samotnie,
Jeśli zaś oddali swą żonę i pojmie inną,
Tedy i on cudzołoży”.
„A jeśli, o panie – pytałem – niewiasta
po swym oddaleniu pokutuje,
I chce powrócić do swego męża,
Czy on jej nie powinien przyjąć z powrotem?”
„Z pewnością – odrzekł –
Jeśli mąż jej nie przyjmie,
Grzeszy i wielką na siebie ściąga winę.
Powinno się przecie przyjąć tego, który
zgrzeszył, a czyni pokutę.
A zatem dla tej pokuty mężowi żenić się
nie wolno.
Oto jak się żona i mąż powinni zachowywać”
Można by jeszcze wskazywać na – tak to chyba trzeba nazwać – absurdy, jakie pociąga za sobą twierdzenie, że cudzołóstwo rozwiązuje nierozerwalny z natury związek małżeński. Krótko i trafnie wskazał je św. Augustyn, w swoim dziele O małżeństwach cudzołożnych (lib. 2 cap.4): „Zobacz, co to byłby za absurd. Ktoś dlatego nie byłby cudzołożnikiem, że poślubił cudzołożnicę. I co budzi jeszcze większą zgrozę: owa kobieta, dlatego że popełnia cudzołóstwo, nie byłaby już cudzołożnicą: bo dla następnego męża nie byłaby już cudzą żoną, lecz jego własną… Gdyby cudzołóstwo rozwiązywało związek małżeński, co znaczyłyby słowa Apostoła: uchodzić będzie za cudzołożną, jeśli za życia swego męża współżyje z innym mężczyzną (Rz 7,3)?” Albo że przypomnę zjawisko „cudzołóstwa hotelowego”, praktykowanego niegdyś w krajach protestanckich, które „polega na tym, że działając w zmowie z żoną, mąż spędza noc w hotelu w towarzystwie kobiety innej, a następnie żona na tej podstawie wytacza powództwo o rozwód.”
My przede wszystkim pamiętamy o tym, że nauka Chrystusa o bezwzględnej nierozerwalności małżeństwa jest trudna. Zapewne mamy rację, ale przyznajmy również, że nasze patrzenie jest tu jednostronne: bo nauka Chrystusa na temat małżeństwa i jego nierozerwalności przede wszystkim zachwyca swoją głęboką mądrością i pięknem. Opiera się ona na wierze w człowieka i wierze w ludzką miłość. W skrajnym przypadku może się oczywiście zdarzyć, że współmałżonek okaże się kimś prymitywnym, zdemoralizowanym, albo – jeśli nawet jest człowiekiem porządnym i niezłym – po prostu bardzo trudnym we współżyciu. Są to przypadki, kiedy wspaniała nauka chrześcijańska – że każdy człowiek, nawet nieprzyjaciel, jest wart miłości – ujawnia to, co w niej trudne, a nawet (po ludzku) niemożliwe. Ale przecież w swojej istocie jest to nauka wspaniała: że każdy z nas jest stworzony na obraz Boży i nawet w człowieku zdawałoby się kompletnie zepsutym i przegranym znajduje się coś zasługującego na szacunek. Łatwo śpiewać w piosence, że „każdy człowiek to mój brat”, ale dopiero w różnych sytuacjach trudnych (ktoś ma leniwą lub głupią żonę, któraś – męża pijaka i brutala, inny nieprzyjaznego sąsiada albo szefa grającego na nerwach) okazuje się, czy naprawdę wierzymy w to, że „każdy człowiek to mój brat”. W nauce Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa znajduje się również wezwanie do wiary w niezniszczalność miłości małżeńskiej. My, księża, niestety często popełniamy tu błąd, bo mówimy o tym dopiero ludziom, których małżeństwo się rozpada.
Tymczasem trzeba mówić o tym wszystkim małżonkom. Również tym, których miłość jest świeża i gorąca i którzy mają subiektywne poczucie jej wiecznotrwałości. Bo wszystko, co ludzkie, podlega niestety dewaluacji i śmierci, i nawet taka miłość, której niezniszczalności ludzie są pewni, może umrzeć, a wówczas jady, wynikające z jej rozkładu, będą zatruwać wzajemne współżycie. Chrześcijańska wiara w niezniszczalność miłości małżeńskiej opiera się na Bogu: tylko Bóg może nas uzdolnić do tego, żeby nasza miłość była wiecznie żywa. Ludzie pytają jednak: Co mamy robić, jeśli miłość już umarła? Byliśmy zapewne niewierni Bogu – powiadają – ale w tej chwili tego nie da się już odwrócić: Co mamy robić teraz? Odpowiedź Kościoła jest tutaj jasna, choć trudna: Jeśli niewierność Bogu spowodowała zło, trzeba ją naprawić wiernością. Nie można do dawnej niewierności dodawać niewierności nowej – w ten sposób człowiek tylko zejdzie na jeszcze dalsze manowce. Otóż jeśli ludzie zdecydują się na drogę wierności Bożym przykazaniom, częstokroć okazuje się, że ich miłość jeszcze nie umarła, ona jest tylko ciężko chora. A jak wiadomo, nie każda choroba kończy się śmiercią, zwłaszcza jeśli chory bardzo pragnie
wrócić do zdrowia."

o. prof. Jacek Salij OP

Bożena
Bożena Cze 16, 08:22
 

Jezus powiedział swoim uczniom:

”Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”. (J 16,12-15)

Każda z trzech Osób Boskich pojawia się w dzisiejszej Ewangelii, ponieważ przeżywamy uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Jest to trudne święto. Dlaczego? Ponieważ najtęższe teologiczne umysły na przestrzeni wieków próbowały wytłumaczyć jak to jest, że Bóg jest Jeden, ale w trzech osobach i dochodziły w pewnym momencie to granicy, której ludzki umysł nie jest w stanie przekroczyć. Ta prawda zdecydowanie przerasta nasz intelekt. I to dobrze. Już kiedyś o tym pisałem. Boga nie da się zamknąć w regułkach, wzorach. One są bardzo pomocne, ale zawsze będą niepełne, bo z samej definicji Bóg jest Kimś większym od nas i nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć o Nim wszystkiego.

Nie dziw się, że wielu spraw nie rozumiesz, że czasem, a może i często Twoja relacja z Nim, wydaje się chodzeniem w ciemnościach. Nie Ty pierwszy i nie ostatni masz takie odczucia. To normalne w wierze. Martwiłbym się, gdybym spotkał kogoś, kto nigdy nie miał żadnych wątpliwości. Im dłużej czytam Biblię i poznaję biografie świętych, tym bardziej widzę, że ich życie było pełne trudnych sytuacji. Wiara nie jest równoznaczna z wiedzą. Jest taki kościelny slogan, który mówi prawdę: wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się rozum. Bóg jest tajemnicą, ale właśnie to sprawia, że człowiek ciągle jest Nim zafascynowany. Jeśli uważasz, że wiesz o Bogu wszystko i nic Cię już nie zaskoczy, to znaczy, że coś jest nie tak. Co takiego? Ja Ci tego nie powiem, bo nie wiem jaka jest Twoja życiowa historia. Na tym blogu chcę także prowokować do myślenia i zadawania sobie ważnych pytań. Więc pytam: jaki jest Bóg, w którego wierzysz? I jeśli masz dużo pytań, to idziesz właściwą drogą.

Wrócę jeszcze na chwilę do wątku o intelektualnym poznawaniu Boga. Ktoś czytając powyższe zdania mógł dojść do wniosku, że każda próba zdefiniowania Boga i Jego działania w naszym życiu jest bez sensu, bo i tak to będzie za mało. Oczywiście takie myślenie jest błędne. Powiedzmy sobie jasno, że powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby także intelektem zbliżyć się do Boga. W tym pomaga nam teologia. Wiele rzeczy jest JESZCZE przed nami zakrytych, ale nie wszystkie, bo teologowie na całym świecie poświęcają się po to, żeby przybliżyć nam Boże sprawy. Jest mnóstwo publikacji, które bardzo pomagają, otwierają oczy i pozwalają wierzyć w bardziej świadomy sposób. Więc co czytać? Być może zaskoczę Cię teraz, ale pozycją obowiązkową jest Katechizm Kościoła Katolickiego. Można go znaleźć także w Internecie http://www.katechizm.opoka.org.pl. Nie myśl, że jest on tylko dla biskupów, księży i zakonnic. Jest dla każdego wierzącego człowieka. Przeczytaj kilka fragmentów, a zobaczysz, że wiele spraw stanie się dla Ciebie łatwiejszych do zrozumienia.

Niech Bóg w Trójcy Świętej Jedyny błogosławi i Cię pamiętaj, żeby łączyć wiarę z rozumem + </p></div>
		        
		                
	</div>
		      		<div class=

Bożena
Bożena Cze 17, 07:38
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych 47 min · 

Piękno nieposiadania

"Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”». On Mu rzekł: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».

Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego».

Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić?» Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe»." Mk 10, 17-27

We wspomnienie św. Brata Alberta czytam Ewangelię mojego powołania. To w tej scenie spochmurniałem, ponieważ Pan Bóg przedstawił mi ,,heroiczny” plan na moje życie i prysły wszelkie marzenia, które sobie założyłem. Jednak trochę powalczyłem o swoje i nie tak szybko zrozumiałem, że droga Boża jest dla mnie najwspanialszym planem. Dzisiaj to wiem i wciąż uczę się wolności od wszelkich dóbr, które ,,mam” tylko na chwilę będąc na ziemi.

Dzisiejszy patron jest tym, który charakteryzował się niesłychaną wolnością od wszelkich spraw materialnych. Nawet w regułach zapisał, żeby wystrzegać się jakiegokolwiek posiadania. On miał wypełnione ręce jedynie chlebem dla ludzi. Jego serce wciąż płonęło miłością do Jezusa, którego dostrzegał zwłaszcza w najuboższych braciach tego świata. Ten wspaniały prosty mężczyzna stracił w młodości tatę, mamę, potem nogę, po czym oddał Bogu wszystko, co miał. Na koniec poświęcił swoją karierę malarską.

Przykład totalnego ubóstwa św. Brata Alberta może być niezwykle uzdrawiający dla ludzi XXI wieku, którzy coraz większą ufność pokładają w pieniądzach i wszelkich dobrach materialnych. Myślę, że każdy ,,bogaty” powinien zwrócić się dzisiaj do Boga za wstawiennictwem wspaniałego Przyjaciela Bezdomnych i Ubogich, aby prosić o łaskę prawdziwej, wewnętrznej wolności w sprawach materialnych.

"To mówi Pan: «Rozerwij kajdany zła, rozwiąż więzy niewoli, wypuść wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połam. Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź do domu biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pana iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem." Iz 58, 6-9a

Panie Boże, który dałeś ludziom siebie oraz przepiękny świat. Naucz nas zarządzać dobrami tak, aby nie było na świecie głodnych, spragnionych i nagich. Daj nam prawdziwie zrozumieć, że wszystko, co ,,posiadamy” nadal należy do Ciebie i mamy słuchać głosu sumienia, aby mądrze dzielić się tym z najuboższymi.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Cze 18, 07:31
Ks. Daniel - Przyjaciel Bezdomnych  

Prawdziwe bogactwo człowieka

"Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski»." Mt 5, 43-48

Jeśli masz w swoim życiu jakiekolwiek ambicje, to w jakiej dziedzinie je realizujesz? Wiele osób najpierw ściga się w edukacji, potem w znalezieniu dobrze płatnej pracy, w końcu w wybudowaniu pięknego i przytulnego domu. Dodać można jeszcze ludzkie pragnienia zakupu jak najlepszych ubrań, gadżetów, samochodów i spełnianie marzeń poprzez zagraniczne wycieczki. W tym wszystkim nie można zatracić się tak bardzo, żeby zapomnieć o ludziach. W końcu do tego ciepłego ogniska domowego potrzebna jest rodzina (najlepiej wielodzietna) oraz przyjaciele i znajomi, którzy będą chcieli odwiedzać i tworzyć przyjazną atmosferę.

Te ludzkie pragnienia potrafią zawładnąć całym życiem niektórych osób. Błędnie niektórzy mniemają, że osiągając przyziemne cele mają już wszystko. Popatrz na dzisiejsze słowa Jezusa z Ewangelii, który mówi o całkiem innym bogactwie. Jest to prawdziwa doskonałość, do której może zmierzać człowiek. Chodzi oczywiście o miłość. Nie tą ,,zwykłą” do rodziny i najbliższych, która wydaje się być najprostszą i podstawową potrzebą każdej osoby. Jest jeszcze miłość do nieprzyjaciół i tych, którzy zadają ból. W tej miłości każdemu chyba wiele brakuje. Jedynie Jezus oraz liczni święci męczennicy mieli w sobie tę łaskę, żeby modlić się za swoich oprawców i prosić Boga o błogosławieństwo dla nich. Jak jest w Twoim przypadku?

Zauważ, że na nic zdadzą się Twoje ziemskie bogactwa, jeśli serce zainfekuje Ci się nienawiścią. Proś dzisiaj Boga o uzdrowienie z wszelkiego braku przebaczenia, nienawiści, złorzeczenia itp. Proś także o łaskę bezinteresownej miłości dla wszystkich, których spotykasz na drodze swojego życia, także dla tych, którzy zadają Ci największy ból.

"A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość. Znacie przecież łaskę Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić." 2 Kor 8, 7-9

Jezus był, jest i będzie największym wzorem miłości. Porównuj swoje życie do Jego postaw. Uwierz mi, że zawsze będziesz miał nad czym pracować i nie zabraknie Ci intencji do modlitwy za siebie i bliźnich.

"Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem." J 13, 34

Panie Jezu, oddaję Ci całego siebie, takiego słabego w miłości i proszę, abyś Ty kochał we mnie i przeze mnie ludzi, których spotykam każdego dnia.

Ufam, że dzisiejsze załączniki na WNG pomogą Ci zbliżyć się do Jezusa.

~~WNG~~ ks. Daniel Glibowski PB

Bożena
Bożena Cze 20, 08:17
Ten, który czeka… (Łk 9,11b-17)  

Jezus opowiadał rzeszom o królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrowił. Dzień począł się chylić ku wieczorowi. Wtedy przystąpiło do Niego Dwunastu mówiąc: „Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność; bo jesteśmy tu na pustkowiu”. Lecz On rzekł do nich: „Wy dajcie im jeść”. Oni odpowiedzieli: „Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi”.

Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu”. Uczynili tak i rozmieścili wszystkich.

A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały. (Łk 9,11b-17)

Przeżywamy dzisiaj Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zwaną potocznie Bożym Ciałem. Ten dzień powinien skłonić nas do refleksji na temat Eucharystii. O tym jest Ewangelia i czytania, a zwłaszcza drugie (1Kor 11,23-26), które jest najstarszym opisem ustanowienia tego sakramentu. Po to idziemy w procesji za Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie, aby uświadamiać sobie, że On dzięki cudownej obecności w małym kawałku chleba, jest ciągle obecny między nami. To naprawdę piękne święto.

Ta Ewangelia rozpoczyna się… w połowie zdania. Spójrz, że w siglach jest napisane Łk 9,11b-17. Zapewne wiemy, że jeśli jakiś werset w Piśmie Świętym jest dłuższy, dzieli się go na mniejsze części, używając do tego kolejnych liter alfabetu. Tak jak mówię pewnie jest to dla Ciebie oczywiste, ale może czyta to ktoś kto dopiero zaczyna poznawać Biblię.

Skoro jest „b”, to jest także „a”. Co tam zapisał nam św. Łukasz?

„Lecz tłumy dowiedziały się o tym i poszły za Nim. On je przyjąłi mówił im o królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał”.

Dlaczego „czepiłem się” tego „a”? Jest tam piękne słowo, które pokazuje jak Jezus traktuje ludzi przychodzących do Niego. Chodzi o słowo „przyjął”. Po grecku brzmi ono ἀποδεξάμενος (apodeksamenos). Sugeruje ono nam, że nasz Pan przyjął tych wszystkich ludzi jak gospodarz, który z wielką otwartością wita swoich gości i chce im służyć. Potwierdzeniem tego jest dalszy ciąg dzisiejszej Ewangelii. Mistrz z Nazaretu głosi im słowo, uzdrawia chorych, a na koniec dnia karmi w cudowny sposób. Robi to wszystko nie zważając na zmęczenie. Bóg nie męczy się pomaganiem człowiekowi. Jeśli tylko widzi, że my chcemy być z Nim i słuchać Go, to nigdy nie powie „przyjdź jutro, bo dzisiaj nie mam już siły”

Myślę, że do małe słówko apodeksamenos pokazuje serce naszego Boga i Jego podejście do każdego człowieka, który potrzebuje pomocy i ma pragnienie przyjścia do Niego. Ten fragment, czyli cudowne rozmnożenie chleba od razu kojarzy nam się z Eucharystią. Więc zobacz, jak On patrzy na Ciebie, gdy przychodzisz na Mszę Świętą. On naprawdę się Tobą cieszy i chce Ci służyć. Mówi do Ciebie, chce Cię uzdrawiać duchowo, emocjonalnie, a może i fizycznie, a potem daje Ci siebie w Komunii Świętej. Czy nie jest to piękne? Mój Bóg, który włada całym wszechświatem chce mi służyć.

Ale… wiemy doskonale, że nie wszyscy przyjmują zaproszenie Jezusa. I nie chodzi mi o tych, którzy nie chodzą do kościoła, ale o tych, którzy są w nim, ale nie przystępują do Komunii Świętej. To tak jakby przyjść na wspaniałe przyjęcie, na którym stoły aż uginają się od wspaniałych pokarmów i na zaproszenie gospodarza, żeby się nimi częstować powiedzieć: „Nie, dziękuję. Mam w domu mrożonki.” Absolutnie bez sensu.

Słusznie mówi się językiem liturgii, że udział w Mszy Świętej bez przyjęcia Komunii jest niepełny. Po to Jezus został z nami w Najświętszym Sakramencie, żebyśmy Go przyjmowali i to codziennie, jeśli ktoś chce. Nie rozumiem, dlaczego ludzie, którzy nie są w żadnych karach kościelnych i mogą przystępować do sakramentu spowiedzi nie idą po przebaczenie grzechów, żeby potem zjednoczyć się z Nim w Komunii. Nie rozumiem…

Konkret na dzisiaj: Bóg czeka na Ciebie. Komunia jest pokarmem dla ludzi, a nie aniołów. Przyjmujesz Go czy mówisz „nie, dziękuję”?

Bożena
Bożena Cze 21, 08:18
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 21.06.2019
Prawdziwy skarb musi być godny człowieka

Mt 6, 19-23 
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność".
***
Któż z nas chciałby stracić największy skarb swego życia? Na pewno nikt. Tymczasem mając do wyboru skarb przemijający (a więc taki, który stracimy) i nieprzemijający (a więc taki, który możemy zabrać ze sobą do wieczności) wybieramy często ten pierwszy, czyli to, co jest materialne. Wybieramy po prostu to, co jest łatwiej dostępne. Rzeczy wieczne (duchowe) są trudniej dostępne, ale „coś za coś” – wybierając to, co trudne, otrzymujemy to, co ma większą wartość, bo jest nieprzemijające. Tylko rzeczy nieprzemijające są godne człowieka, bo i człowiek jest nieprzemijający. Otwórzmy oczy na największy skarb, jakim jest zjednoczenie (komunia) z Bogiem. Póki nie widzimy tego skarbu nasze oczy pozostają chore i światło, które w nas jest, jest ciemnością.Ks. Krystian Malec

Bożena
Bożena Cze 22, 07:56
Zbytnia troska – brak zaufania Bogu (Mt 6,24-34)  

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?
Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?
A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie o wiele pewniej was, małej wiary?

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkie potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.

Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy”.

Muszę się martwić! Jak inaczej mogę sobie poradzić? Nieprzespane noce, rozważanie o przyszłości, strach przed tym, co przyniesie jutro. W to wszystko przychodzi Jezus i mówi: „nie martwcie się zbytnio, o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać”. A przecież dziś suszą nam głowy nieustannym głoszeniem, że potrzeba osobistego ubezpieczenia, np. na starość. Stąd młodzi ludzie martwią się o swoją wcześniejszą emeryturę, muszą przewidzieć wszystkie rodzaje asekuracji, z ubezpieczeniem emerytalnym, z badaniami prewencyjnymi. Człowiek nie tylko musi stawić czoła zwykłym ludzkim zmartwieniom, ale ma niemalże cały pakiet środków ostrożności. Całe życie od kołyski do grobu przebiega pod znakiem zatroskania. I choć dzisiaj żyjemy w dobrobycie, o którym poprzednie pokolenia nawet nie odważyły się marzyć, to dziwne – rosnący dobrobyt nie czyni, że jesteśmy bardziej beztroscy, ale jakby tworzył nowe zmartwienia.

Troska w NT to nic innego jak zajmowanie się sprawami ziemskimi: jedzeniem, piciem, ubraniami,niejakoktoś podpowiadał: wykonuj codzienne, normalne rzeczy i zapomnij o sprawach niebiańskich. Jezus odmienia tę sytuację i mówi: najpierw zatroszcz się o królestwo Boże, wtedy wszystkie ziemskie sprawy będą poukładane w odpowiedniej hierarchii. W czasach kryzysów finansowych, gór długu, dużej liczby przybywających uchodźców, mamy do czynienia z innym rodzajem troski – ale zawsze jest to to samo zamartwienie. Jako wspólnota chrześcijańska również wiemy, że troszczymy się o sprawy materialne.

Tak więc, wszystkie dzisiejsze środki ostrożności i wszelkie rodzaje ubezpieczenia są w diametralnej sprzeczności wobec braku szczególnego zakłopotania, jakie głosi nam dzisiaj Jezus. U podstaw leży prawdopodobnie fundamentalna decyzja: Nie możemy służyć Bogu i jednocześnie zbytnio się troszczyć. U podstaw leży prawdopodobnie podstawowa decyzja: nie możemy służyć Bogu i zbytnio się troszczyć.

Jezus również wymienia najgłębszą i prawdziwą przyczynę mentalności zmartwienia: „Wy małej wiary”. Brak wiary, że możemy oczekiwać wsparcia od Boga, brak zaufania, że On troszczy się o każdego z nas. Zasadniczo chodzi o decyzję, czy to ja – czy Bóg się mną zajmuje? Kto jest panem w moim domu życia? Wiara różni się od niewiary. A niepokojące dyktaty naszych czasów są bezpośrednią i logiczną konsekwencją powszechnego zapomnienia o Bogu.

Konkret na dziś:

Podziękuję Bogu za Jego Opatrzność.

Niech Cię błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

Strony: «« « ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 »