Loading...

Będziesz Biblię czytał nieustannie | Forum Nowenny Pompejańskiej

Lokalizacja tematu: Forum » Różności » Propozycje
Bożena
Bożena Cze 23, 08:17
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 23.06.2019
Odpowiedź nie musi być poprawna

Łk 9, 18-24 
Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: "Za kogo uważają Mnie tłumy?" Oni odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał". Zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Piotr odpowiedział: "Za Mesjasza Bożego". Wtedy surowo im przykazał i napominał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: "Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabitą; a trzeciego dnia zmartwychwstanie". Potem mówił do wszystkich: "Jeśli kto chce iść za Mną niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa".
***
„Kim dla Ciebie jestem?” – pyta dziś Jezus każdego z nas. Odpowiedź nie musi być prawidłowa, aby On nas kochał nadal tą samą Miłością. Powinniśmy natomiast odpowiedzieć szczerze, jeśli nie chcemy zadać Mu bólu. Nieszczerość rani bliskie nam osoby, ale też szkodzi nam samym, zwłaszcza gdy mamy odpowiedzieć na pytanie kim dla nas jest ta osoba. Odpowiedź na pytanie: „Kim dla Ciebie jestem” buduje relacje międzyludzkie i z Bogiem. Gdy ta odpowiedź jest nieszczera, niszczy rodzące się relacje. Dlatego odpowiedzmy dziś Jezusowi szczerze, kim On dla nas jest. W tej odpowiedzi pomoże nam dogłębne przyjrzenie się naszym postawom i zachowaniom wobec Niego. To po tym widać kim On dla nas jest.

Bożena
Bożena Cze 24, 07:51
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 24.06.2019
Każdy jest niezastąpiony

Łk 1, 57-66. 80
Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.
***
„Kimże będzie to dziecię?” Nie zostało ani wielkim królem, ani bogaczem, ani złotym medalistą olimpijskim. Zostało prorokiem wskazującym Mesjasza. Zostało głosem wzywającym do przemiany serca. Zawsze, kiedy rodzi się dziecko, pytamy: „Kimże ono będzie?”. Każdy nowy człowiek to nowa niepowtarzalna historia. Każdy ma do odegrania jedyną i niepowtarzalną rolę. Dlatego tak się cieszymy każdymi narodzinami. Ciesząc się dziś z narodzin Jana Chrzciciela, ucieszmy się własnymi narodzinami. Tak jak on, każdy z nas nie narodził się przypadkowo i każdy z nas, tak jak on, jest niezastąpiony. Ks. Krystian Malec

Bożena
Bożena Cze 25, 07:41
  Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 25.06.2019
Nie poniewierajmy siebie!

Mt 7, 6. 12-14 
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie dawajcie psom tego, co święte i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami i obróciwszy się, was nie poszarpały. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują".
***
Wąską bramą prowadzącą do życia jest Miłość, która polega między innymi na tym, że czynimy innym to, czego oczekujemy od innych. Kiedy rezygnujemy z tej bramy prowadzącej do życia, podobni jesteśmy do rzucających perły przed świnie. Życiem prawdziwie godnym człowieka jest bowiem Miłość. Gdy człowiek nie kocha, marnuje się. Jego wrodzona wartość jest poniewierana. To my jesteśmy ową świętością, której nie należy „dawać psom”. Dzieje się tak zawsze, gdy rezygnujemy z przechodzenia przez ciasną bramę Miłości.Ks. Krystian Malec

Bożena
Bożena Cze 26, 08:49
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 26.06.2019
Bądźmy owocem Chrystusa

Mt 7, 15-20 
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach".
***
Co Pan Jezus ma na myśli mówiąc o dobrych owocach? Nie chodzi tu o jakieś sukcesy. Tu chodzi o to, co rozsiewamy wokół siebie, czym emanujemy, jakim staje się środowisko, które współtworzymy. Wokół człowieka naprawdę dobrego rodzi się dobro i jest go coraz więcej. Aby przynosić takie właśnie dobre owoce trzeba być dobrym wewnętrznie, a więc trzeba najpierw „przekopać”i dobrze „uprawić” swoje wnętrze. Trzeba też zasilać swe wnętrze dobrym pokarmem. To wszystko może nam zagwarantować bycie uczniem Jezusa. Tylko On jest w stanie uczynić nas naprawdę, to znaczy wewnętrznie dobrymi i przynoszącymi dobre owoce. Będziemy dobrzy, jeśli będziemy „owocem” życia Jezusa. Ks. Krystian Malec

Bożena
Bożena Cze 27, 07:37
O pustych słowach (Mt 7,21-29)  

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?» Wtedy im oświadczę: «Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości».

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony.

Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry, i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.

Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie.

(Mt 7, 21-29)                                                 

Pierwsze słowa, które padają z ust Jezusa w dzisiejszej Ewangelii powinny zmrozić nam krew w żyłach.

„Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.

Ale czy tak się dzieje?

Jezus jednoznacznie stwierdza, że człowiek będzie sądzony na podstawie postępowania, a nie tylko samych słów. To zdanie nie odnosi się jedynie do fałszywych proroków − o których mówiliśmy wczoraj − ponieważ podwójne „Panie, Panie” w Ewangelii wg św. Mateusza zarezerwowane jest dla uczniów Jezusa albo tych, którzy pragną iść za Jezusem lub też proszą Go o pomoc. Zatem dawny celnik chce nam uświadomić, że nie wszyscy spośród wspólnoty Kościoła wejdą do Królestwa.

Słowa MUSZĄ – i piszę to z pełną świadomością – zgadzać się z praktyką codziennego życia. Jeśli chcemy uczciwie poznawać wolę Boga zawartą w Piśmie Świętym, to MUSIMY przyznać, że w ostatnich dniach niemal codziennie przez kolejne fragmenty Kazania na Górze, On woła, a może nawet i krzyczy w naszą stronę, żebyśmy żyli zgodnie z tym, co mówimy. W innym wypadku może się okazać, że na sądzie będziemy zaliczeni do pierwszej grupy ludzi, o których jest mowa w dzisiejszej Ewangelii:

Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?» Wtedy im oświadczę: «Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości».

Nie wolno nam tego zlekceważyć. Bóg kocha, ale nie przestaje stawiać wymagań. Same słowa pobożnych modlitw nie wystarczą. Spotykanie się z Nim na Eucharystii, w Słowie czy właśnie na modlitwie nie może być „sztuką dla sztuki” i formą pustego rytuału. Przychodzę do Boga, aby być z Nim, a przez to pozwalać Mu zmieniać mnie na lepsze według Jego, a nie mojej woli.

Mnie te słowa mrożą krew w żyłach, ponieważ – jako ksiądz, choćby w czasie Mszy Świętej – wielokrotnie zwracam się do Boga mówiąc do Niego „Panie”. Ale myślę, że Ty także w swoich modlitwach mówisz: Panie Jezu, Panie mój itp.

Niebo jest dla mnie otwarte dzięki zmartwychwstaniu Jezusa, ale to czy trafię tam zależy od jakości mojego życia. Czy moje słowa idą w parze z czynami? Tak często ludzie mówią, że mieli dobre intencje, ale im coś nie wyszło. Myślę, że każdy z nas ma dobre intencje w swojej głowie i w swoim sercu. Ale konieczne jest przekucie ich w czyn. Bez tego jesteśmy tylko jakimiś ideologami, którzy dużo wiedzą, a mało robią.

Bóg prosi nas o konkrety w działaniu, wypływające z wiary. Chrześcijanin jest powołany do tego, aby głosić Jego całym swoim życiem – a PRZEDE WSZYSTKIM – codziennym świadectwem.

Do dzieła! Z Jego pomocą damy radę!

Niech On Cię teraz pobłogosławi +

Bożena
Bożena Cze 28, 08:37
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 28.06.2019
Ulec miłującym ramionom Boga

Łk 15, 3-7 
Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść: "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła». Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia".
***
Dzisiejsza Ewangelia to swoisty wykład na temat Bożego Miłosierdzia. Jest ono tak niesamowite, że grzech, z natury niszczący człowieka, staje się źródłem radości. Czy Bóg miałby tak wiele radości, gdyby nie było grzechu, to znaczy, gdyby nie musiał nas szukać, znajdować, brać na ramiona i przynosić do swego domu? Grzech nie ma zatem wpędzać nas w rozpacz, czy choćby przygnębienie. Ma nas uczynić uległymi miłującym ramionom Boga. Uległymi aż do utraty przez grzech jakiejkolwiek władzy nad nami. Ks. Krystian Malec

Bożena
Bożena Cze 29, 07:48
Jezu, po prostu Cię kocham! (J 21,15-19)  

Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”

Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Rzekł do niego: „Paś baranki moje”.

I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?”

Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Rzekł do niego: „Paś owce moje”.

Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”.

To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” 
(J 21,15-19)

Jak odpowiadał św. Piotr wiemy doskonale. A jak Ty odpowiesz na to pytanie  DZISIAJ? I to słowo DZISIAJ jest kluczowe. Czy kochasz Go z tym wszystkim, co TERAZ dzieje się w Twoim życiu? Czy kochasz Go z tymi emocjami i uczuciami, które TERAZ w Tobie „siedzą”?

Dla Piotra te pytania były niezwykle trudne, ponieważ miał doświadczanie –  i to bardzo świeże – wyparcia się Mistrza. Zobacz, że Jezus nie czeka aż  Piotr się „ogarnie”, ale przychodzi do niego, gdy ten jeszcze doskonale pamięta jak bardzo Go zawiódł.

Bóg nie czeka aż będę lepszy, ale zaraz po zdradzie przychodzi do mnie i pyta: Krystian, kochasz mnie? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, a na usta mogą cisnąć się słowa: Panie, gdybym Cię kochał, to przecież nie zrobiłbym tego, co zrobiłem. Gdybym Cię kochał, to nie popełniłbym kolejny raz tego samego grzechu. Skoro po raz kolejny Cię zawiodłem, to chyba Cię nie kocham.

A odpowiedź Piotra jest zgoła inna. Mówi, że kocha Jezusa. I to aż trzy razy, dokładnie tyle, ile razy powiedział, że Go nie zna. Tak sobie myślę, że przez te trzy lata wspólnego życia tego nauczył go Jezus, że On nie przekreśla po upadku i zawsze widzi biedę grzeszącego człowieka. Piotr, chodząc za Rabbim, widział jak wiele razy łamał On ludzkie schematy i ustalenia, aby pomóc człowiekowi. Dzisiaj doświadczył tego na własnej skórze. Tak jak celników i jawnogrzesznic Jezus nie ominął, chociaż ewidentnie błądzili, tak i teraz nie ominął przyjaciela, który Go zdradził.

To słowo daje mi wielką nadzieję. Bóg przychodzi do mnie i pyta o miłość wtedy, gdy mi się wydaje, że nie umiem Go kochać. On przychodzi i pokazuje mi, że nie rezygnuje ze mnie, ale ciągle widzi we mnie dobro.

Być może czytając ten wpis jesteś w stanie grzechu ciężkiego i myślisz, że Bóg Cię przekreślił. Chcę Ci powiedzieć, że jest dokładnie odwrotnie. On stoi przy Tobie i pyta Cię czy Go kochasz. Co Mu odpowiesz?

Konkret na dzisiaj: pomódl się Koronką do Bożego Miłosierdzia, dziękując za to, że zawsze możesz do Niego wrócić.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Bożena
Bożena Cze 30, 08:45
Czy Bóg wymaga od nas za dużo? (Łk 9,51-62)  

Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: ”Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?”. Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: ”Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: ”Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć”.
Do innego rzekł: ”Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: ”Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”. Odparł mu: ”Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”.
Jeszcze inny rzekł: ”Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”. Jezus mu odpowiedział: ”Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

(Łk 9,51 -62)                                                                             

Jezus idzie do Jerozolimy, bo tego chce. Ma świadomość, co czeka Go w Świętym Mieście. Zdaje sobie sprawę, że przyjdzie Mu cierpieć, zostać zdradzonym, wydanym, wyśmianym, odrzuconym, a w końcu zabitym. Jezus nie jest lekkoduchem żyjącym na zasadzie „jakoś to będzie”, ale ma plan, który konsekwentnie realizuje. Doskonale wie, co się stanie i nie ucieka przed tym. Jego postawa jest na wskroś radykalna, dlatego wielu fascynuje.

W tym fragmencie Ewangelii spotyka trzy osoby. Ważne jest to, żebyśmy wiedzieli, że w tamtych czasach to uczniowie wybierali sobie nauczycieli. Niektórzy filozofowie, którzy działali także na terenie Ziemi Świętej, wyrzekający się wszelkich dóbr, starali się za wszelką cenę zniechęcić kandydatów do przyłączenia się do nich. Celem takiego zachowania było sprawdzenie, którzy adepci naprawdę są gotowi przyjąć styl życia nauczyciela, a którzy kierują się jedynie chwilowym przypływem emocji. Wydaje się, że Jezus postępuje podobnie. Doskonale wie, że droga, na którą zaprasza, nie należy do najłatwiejszych, zatem jasno daje do zrozumienia swoim rozmówcom, co może ich spotkać i czego od nich wymaga.

Pierwszemu mówi, że nie ma stałego domu, więc jego uczniowie godzą się na taki sam los. W czasach Jezusa było bardzo wielu ubogich, którzy ledwo wiązali koniec z końcem, ale niezbyt często zdarzali się bezdomni. Zatem Mistrz jednoznacznie pokazuje, że dobrowolnie zrezygnował z zamieszkania w jednym miejscu, żeby móc swobodnie wędrować i głosić Dobrą Nowinę.

Drugiemu stawia jeszcze wyższe wymagania. Członkowie rodziny rzadko wychodzili ze swoich domów w czasie żałoby, żeby porozmawiać z rabinami. Co istotne, Żydzi celebrowali pogrzeb dwa razy. Po raz pierwszy zaraz po śmierci bliskiej osoby, a potem mniej więcej rok później, gdy ciało uległo rozkładowi, syn zmarłego powracał, aby pogrzebać kości ojca w specjalnej urnie, zwanej ossuarium. Wydaje się, że rozmówca Jezusa jest po pierwszej ceremonii, ale przed drugą. Zatem prosi Rabbiego o rok zwłoki i dopiero wtedy przyłączy się do Niego.

Trzeci, zanim pójdzie za Nauczycielem, chce najpierw pożegnać się z rodziną. Myślę, że w tamtych czasach więzi rodzinne były jeszcze silniejsze i ściślejsze niż dzisiaj. Ludzie byli bardzo mocno związani z najbliższymi i ciężko im było odejść bez pożegnania, aby zacząć nowe życie. Być może jest to nadinterpretacja z mojej strony, ale wydaje mi się, że ten człowiek z jednej strony miał żywe pragnienie pójścia za Jezusem, a z drugiej – wielki wpływ na jego decyzję mieli najbliżsi. Bardziej kierował się zdaniem rodziny niż głosem powołania.

Nie wiemy, jak potoczyły się losy dzisiejszych rozmówców Jezusa. Nie wiemy, czy to, co im powiedział, sprawiło, że jeszcze bardziej zapragnęli żyć jak On, czy może wystraszyli się, bo nie tego się spodziewali i odeszli zawiedzeni.

To, co mówi dzisiaj Jezus, jest wyjątkowo trudne. Zwłaszcza słowa, które kieruje do drugiego mężczyzny, gdy każe postawić relację z Nim ponad obowiązek pogrzebania ojca. One mogły zostać odebrane jako swoista herezja. W tradycji żydowskiej okazywanie czci ojcu i matce zarówno w życiu jak i po śmierci należało do najważniejszych przykazań. Jezus natomiast zachęca do postawienia Go na pierwszym miejscu.

Ta Ewangelia może i powinna nas szokować. Wymagania, które stawia nam Jezus, są wyjątkowo radykalne, ale muszą takie być. Świat – zarówno ten w czasach Jezusa jak i dzisiejszy – potrzebuje ludzi zdecydowanych oddać wszystko dla Niego. I to, co piszę, to nie jest pustosłowie, ale konkret, wobec którego dzisiaj stajemy, czytając słowo. Letni chrześcijanie nikogo nie fascynują.

Jak jest z nami? Ile jesteśmy w stanie poświęcić dla Boga? Czy sprawa zbawienia siebie i innych jest dla nas priorytetem czy może uważamy, że inni mają to robić, ale nie ja?

Nie lubię, gdy pokazuje się Jezusa tylko z jednej strony, tzn. w świetle Jego dobroci i miłości, a przymyka się oko na wymagania, które stawia. On Jest dobry i kochający, zawsze i w każdej chwili, ale Jego miłość objawia się na różne sposoby, często stające jak ość w gardle naszym oczekiwaniom. Ewangelia w różnych miejscach zapamiętała liczne wymagania, które stawiał tym, którzy chcieli iść Jego drogą. Wielu poszło za Nim, ale liczni odwrócili się na pięcie i wrócili do starego życia. To, że wymaga, nie znaczy, że nie kocha.

Jestem młodym księdzem, ale widzę, że łatwo możemy zrobić z naszego Zbawiciela jedynie Kogoś, kto ma nas pocieszać, poprawiać humor i głaskać po głowie, gdy jest nam źle. Tak, On będzie to robił, ale nie zawsze i nie w każdej chwili. Miłość umie także postawić radykalne wymagania. Nie dajmy zrobić z siebie ludzi, dla których Bóg będzie jedynie „terapeutą”. On stawia przed nami konkretne zadania i pyta czy jest dla nas na tyle ważny, żeby zostawić to, co sobie ułożyliśmy i zaplanowaliśmy? Czy Niebo to nie jest dla nas puste słowo?

Każdy z Jego dzisiejszych rozmówców otrzymał konkretne słowo dotykające Jego codzienności. Znowu to powtórzę: nie wiemy, jak potoczyły się ich losy.

Wierzę, że słowo Boże, które razem rozważamy, dotyka sedna naszego życia i zachęca do podejmowania konkretnych kroków. Pytanie brzmi: co my z Nim robimy? Czy dzisiejsza Ewangelia odciśnie piętno na moim i Twoim życiu? Czy coś się dzisiaj zmieni?

W nagłówku zadałem pytanie: czy Bóg nie wymaga od nas za dużo? Uważam, że nie. Chociaż czasem może nam się wydawać, że tak jest. Zwłaszcza, gdy nasz problem, grzech, nałóg, trudna relacja, problemy rodzinne, sytuacja w pracy etc., dzieją się „teraz”. Mądrość polega na tym, aby w tych pełnych emocji chwilach nie podejmować absolutnie żadnych decyzji, bo na pewno będą błędne. Jeśli spotkało Cię coś, co przygniata Cię i nie pozwala wstać. Jeśli tego nie rozumiesz i na usta cisną się przekleństwa przypomnij sobie Hioba i jego słowa, gdy stracił niemal w jednej chwili dzieci i majątek, a przyjaciele zaczęli go oskarżać o skrzętne ukrywanie grzechu. Mówił:

Nagi wyszedłem z łona matki 
i nagi tam wrócę. 
Dał Pan i zabrał Pan. 
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości. (Hi 1,21-22). 

Wiem, że taka postawa jest trudna, ale chcę Cię zapewnić, że codziennie modlę się za czytających moje komentarze i proszę o dar żywej wiary.

Modlę się za Ciebie codziennie. Ja, ks. Krystian Malec.

Konkret na dzisiaj: czyje zdanie jest dla Ciebie ważniejsze: Jezusa, innych czy Twoje własne? Kiedy ostatni raz zrobiłeś coś wbrew sobie, ale w zgodzie z Ewangelią i nauczaniem Kościoła?

Bożena
Bożena Lip 1, 07:41
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 1.07.2019
Mądre szaleństwo

Mt 8, 18-22 
Gdy Jezus zobaczył tłum dokoła siebie, kazał odpłynąć na drugą stronę. Wtem przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: "Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz". Jezus mu odpowiedział: "Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł wesprzeć". Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: "Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca". Lecz Jezus mu odpowiedział: "Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych".
***
Z tych dwu rozmów Jezusa z dwoma potencjalnymi Jego naśladowcami płyną dwa istotne pouczenia. Pierwsze jest takie, że Jezus nie ma celu swej wędrówki tu na ziemi, że On nie przyszedł spocząć tu, na ziemi, ale idzie przez ten świat, bez swego „gniazda”, by takowe znaleźć w Niebie. Natomiast drugie pouczenie to przypomnienie, że Jezus daje nowe życie. Tak nowe, że to stare można nazwać śmiercią - zupełnym brakiem życia. Aby pójść za Jezusem trzeba być trochę szalonym, ale to szaleństwo jest bardzo mądre. Rzeczą rozsądną jest bowiem wybrać coś, co nieskończenie przewyższa największe szczęście, jakie może dać ten świat. Mieczysław Łusiak SJ

Bożena
Bożena Lip 2, 07:46
  Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 2.07.2019
Jesteśmy uzdolnieni do zwycięstwa

Mt 8, 23-27 
Gdy Jezus wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: "Panie, ratuj, giniemy!" A On im rzekł: "Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?" Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: "Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?"
***
To że Jezusowi posłuszne są wichry i jezioro nie oznacza, że nie będzie burz w naszym życiu. Jezus był z uczniami w łodzi, a mimo to „zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź”. On nie przyszedł na ten świat, aby usunąć wszelkie trudy i cierpienia, jakie występują na tym świecie. On przyszedł uzdolnić nas do zwycięstwa nad tymi trudami i cierpieniami. My jednak ciągle wątpimy, że Jego obecność w naszym życiu uzdolni nas do zwycięstwa. A szkoda. Gdybyśmy nie byli „tak bojaźliwi” osiągnęlibyśmy dużo więcej w naszym życiu. Choć nie bez trudu. Mieczysław Łusiak SJ

Bożena
Bożena Lip 3, 08:11
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 3.07.2019
Nie myślmy źle o św. Tomaszu!

J 20, 24-29 
Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: "Widzieliśmy Pana". Ale on rzekł do nich: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę". A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: "Pokój wam!" Następnie rzekł do Tomasza: "Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym". Tomasz Mu odpowiedział: "Pan mój i Bóg mój!" Powiedział mu Jezus: "Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".
***
Człowiek, który „nie widział, a uwierzył” jest błogosławiony nie dlatego, że jest taki wspaniały, ale dlatego, że jest niesamowicie obdarowany przez Boga. Tak! Jeśli „wierzymy choć nie wiedzieliśmy”, to oznacza, że Bóg dał nam wielką łaskę, której nie miał św. Tomasz. On jej nie miał, bo była mu niepotrzebna – mógł zobaczyć i uwierzyć. Nie ma więc powodu, abyśmy źle myśleli o św. Tomaszu. Nie myślmy o nim źle, za to niech nas napełni dziś wielka wdzięczność Bogu, że jesteśmy pobłogosławieni (czyli uszczęśliwieni) darem wiary, która nie wymaga widzenia oczami i dotykania rękami. Mieczysław Łusiak SJ

Bożena
Bożena Lip 5, 08:14
Krzysztof Osuch SJ    

Paralityku – synu, ufaj. Wstań i chodź! (Mt 9, 1-8)

Nasze spotkania z Jezusem, jeśli mają być zbawcze, nie dokonują się w jakikolwiek sposób, np. poza naszą świadomością i uwagą, magicznie czy wbrew nam. Uzdrawiające nas i zbawcze spotkanie z Jezusem, choć dzieje się prosto, bez wielu słów, to jednak zakłada ono pewien klimat i mocny grunt poznania i ufnej wiary.

W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania (2 Kor 5,19).

Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom (Mt 9, 1-8).

Paraliż – ciała, psychiki i ducha

Wraz z Jezusem przypatrzmy się przez chwilę paralitykowi, leżącemu na łożu. Jest on bezwładny, bezradny i całkowicie zdany na pomoc bliskich mu osób. Ten biedny, bezimienny człowiek, dostał się na karty Ewangelii dzięki temu, że w jakiejś formie dotarło do niego i do jego krewnych zaproszenie Jezusa: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11, 28). Także dzisiaj Jezus zaprasza nas, by przyjść do Niego. W naszych czasach i w naszym życiu też nie brakuje różnych form paraliżu, który dotyka czy to ciało, czy psychikę i ducha. Być może nigdy nie dotknie nas bezwład rąk czy nóg, ale i tak wszyscy jesteśmy skazani na postępujący paraliż. Przecież każdemu ubywa sił, przybywa chorób i dolegliwości. Nawet najzdrowszych, w końcu, obezwładni starość i śmierć.

W naszych czasach kryzysu kultur i religii niemało ludzi doświadcza swoistego bezwładu szczególniej w sferze własnej psychiki i osobowości. Jako przemożna siła spada na nich depresja, przygnębienie, smutek, bezsens życia. Swoistym paraliżem i bezwładem bywamy dotknięci także w obszarze życia wewnętrznego, duchowego. Nierzadko sami fundujemy sobie ten paraliż, zaniedbując modlitewny kontakt z Bogiem i podając się złudnej atrakcji życia w bezładzie moralnym i w różnych grzechach. Ale bywa też i tak, że „dopada” nas ten rodzaj duchowego bezwładu, który wpisany jest w życie wewnętrzne jako nieuchronny etap naszej drogi do Boga. Na krótko czy na dłużej, czujemy się (co jakiś czas) jakby sparaliżowani i pozbawieni „dawnego” polotu i spontanicznej radości. Dzieje się tak wtedy, gdy Bóg zadaje nam do przeżycia to, co św. Jan od Krzyża nazwał oczyszczającą nas nocą zmysłów i nocą ducha.

– Można powiedzieć, że paralityk z perykopy, zacytowanej na początku, symbolizuje wszelki paraliż, którego doświadczmy my ludzie. W rozważanej perykopie Kimś najważniejszym jest jednak Jezus Chrystus. On jest władny jednym słowem uciszyć burzę na jeziorze i uwolnić nas z każdej postaci paraliżu. Trzeba jednak przyjść do Niego czy też zostać do Niego przyprowadzonym, a w skrajnych przypadkach bezwładu, nawet przyniesionym przez innych. Możemy być pewni tego, że Jezus bardzo chętnie pomaga wszystkim, którzy źle się mają i którzy do Niego przychodzą czy też są do Niego przynoszeni przez innych – choćby, głównie, w modlitwie wstawienniczej.

Własna bieda i Boska Miłość

Nasze spotkania z Jezusem, jeśli mają być zbawcze, nie dokonują się w jakikolwiek sposób, np. poza naszą świadomością i uwagą, magicznie czy wbrew nam. Uzdrawiające nas i zbawcze spotkanie z Jezusem, choć dzieje się prosto, bez wielu słów, to jednak zakłada ono pewien klimat i mocny grunt poznania i ufnej wiary.

Konkretniej mówiąc, u samych podstaw uzdrawiającego i zbawczego spotkania z Jezusem winna znajdować się przede wszystkim świadomość zaofiarowanej nam Boskiej Miłości. Ta Miłość szuka nas i wychodzi nam naprzeciw – w Jezusie. Obyśmy zechcieli zawsze pamiętać, że miłujący nas Bóg Ojciec chce i pragnie podzielić się z nami swoim Boskim Życiem i Boskim szczęściem. O takiej Woli Ojca zaświadcza Jezus na każdej karcie Ewangelii (także tej teraz rozważanej).

Drugim „założeniem” uzdrawiającego nas i zbawczego spotkania z Jezusem jest (możliwie wyraźne) poznanie naszej nędzy, biedy. Jezus powie wprost, że nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz źle się mający (por. Mt 9, 12). Sytuacja biedy, radykalnego ubóstwa i ograniczeń dotyczy wszystkich nas, bez wyjątku. Czasem komuś (pewno wszystkim) zdaje się, że jest inaczej. Z latami przekonujemy się jednak, że wszyscy ulepieni jesteśmy z tej samej gliny i że jedynie w Bogu każdy może znaleźć niezawodne oparcie i zbawienie.

Najpierw odpuszczenie grzechów

Zauważmy, że Jezus najpierw odpuszcza grzechy, a dopiero potem uzdrawia z paraliżu. Ta kolejność w przychodzeniu z pomocą człowiekowi, który dotknięty jest paraliżem, daje do myślenia. Często mówi się, że najważniejsze jest zdrowie, tymczasem Jezus jest innego zdania. Owszem, przywraca zdrowie ciała, jednak w wyraźny sposób wskazuje na potrzebę przywrócenia najwyższego dobra, jakim jest dogłębnie rozumiane pojednanie z Bogiem. Zdrowie, posiadane rzeczy, a nawet samo życie doczesne – to dobra relatywne, względne. Popełnilibyśmy wielki błąd, gdybyśmy te względne dobra i siebie samych potraktowali jako cel życia i dobro najwyższe.

Nam ludziom nie jest łatwo wejść w Boże widzenie sensu ludzkiego życia i zaradzania ludzkiej biedzie. Jednak to Jezus ma rację. On wie lepiej, w jakiej kolejności okazać pomoc cierpiącemu człowiekowi.

Jezus podjął wielki trud dla naszego zbawienia. Dla odniesienia zwycięstwa nad naszym grzechem niewiary w Miłość Boga Ojca Jezus wykonał wielką pracę. „Pracą” Jezusa było całe Jego życie, nauczanie, cuda, męka i śmierć na krzyżu. W trud i pracę około naszego zbawienia włączył się także Duch Święty. Przed swoim odejściem z Ziemi Jezus zapowiedział, że to właśnie Duch Święty dopełni Jego dzieło zbawienia nas, gdy odsłoni grzech niewiary w Miłość Boga Ojca jako największe nieszczęście człowieka; On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu (J 16, 8).

Jeśli Boskie Osoby tak bardzo trudzą się dla naszego dobra (zbawienia, pojednania), to co my winniśmy uczynić dla własnego dobra. – To dobrze, że rekolekcje (m. in. rekolekcje Ignacjańskie, oparte o książeczkę Ćwiczeń duchownych św. Ignacego Loyoli) przeżywane w całkowitej ciszy i nakierowane na rozważanie Słowa Bożego i kontemplację Osoby Jezusa, są coraz bardziej znane i podejmowane jako konkretny sposób współpracy z Jezusem i Duchem Świętym w ocalaniu siebie i całego świata. Warto sięgnąć po „coś”, co skutecznie, przekonująco pokaże nam porażającą powagę grzechu niewiary i wspaniałość wiary w Miłość Boga Ojca.

Jeśli kula ziemska „wie”, że wciąż może być tym, czym jest, o ile trwa na orbicie okołosłonecznej, to dlaczego my, zdolni do poznania Miłości Boga i do wzajemności w miłowaniu, wahamy się, koło kogo krążyć, ku komu ciążyć ze wszystkich sił umysłu i serca!

Dwie orbity

To Jezus uświadamia nam, że mamy w życiu dokonać fundamentalnego wyboru co do orbity krążenia. Kto zechce, może i całe życie krążyć (by nie powiedzieć kręcić się) wokół siebie samego. Można jednak – tak jak Jezus Chrystus – „krążyć” wokół Boga Ojca i grawitować ku Niemu. Jeden rodzaj życia nazwa się trwaniem w grzechu, w samoubóstwieniu. Drugi rodzaj życia nazywa się trwaniem w Łasce, w Miłości, w relacji, w więzi. To prawda, że do grzechu człowiek swoiście przyzwyczaja się i już nie potrafi (sam z siebie) wyobrazić sobie życia radykalnie innego niż to, które zna. Jednak kontakt z Jezusem może poszerzyć nasze horyzonty i pomóc nam „wyrwać się z siebie i przejść w Boga” (św. Ignacy Loyola). Kiedy Jezus próbuje otworzyć przed nami Boską Nieskończoność i uwolnić nas od grzechu zamknięcia w sobie samym, to nie warto (nie należy) zarzucać Mu, że bluźni. Jezus nie bluźni, lecz objawia miłosną i zbawczą wolę Ojca.

Jakie to ważne, że i do nas Jezus mówi: Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy. Wstań i chodź! Jakże dogłębnie winno nas pocieszyć to, że naprawdę Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów. Tę swoją władzę i zbawczą moc Jezus powierzył w ręce Kościoła, w ręce kapłanów. Możemy oburącz czerpać z tej władzy i mocy. I możemy służyć tą władzą i mocą (jeśli jesteśmy kapłanami) – w sposób hojny, wielkoduszny i delikatny.

I jeszcze to. Jest nadzieja, że jeżeli odniesiemy zwycięstwo nad grzechem, to odniesiemy zwycięstwo nad wszelkim innym złem (śmiercią, szatanem, lękami), które nas gnębi, upokarza i odbiera radość życia. Przezwyciężenie destrukcyjnej siły grzechu (wraz z przygnębiającym poczuciem winy) otwiera nam drogę do życia w przyjaźni z Boskim Osobami. Dobra Boskich Osób stają się naszym udziałem – na razie w ukryciu wiary i niezachwianej nadziei. Ale jest to przecież już bardzo dużo.

Moc Krwi Jezusowej

Na zakończenie przytoczę kilka zdań z moich ulubionych tomików: On i ja Gabrieli Bossis[1]. Jezus zachęca Gabrielę: „Zwracaj się zawsze do mojej dobroci, ponieważ ją znasz. Jestem tutaj dla ciebie. Dla twojej małości mam swoją Wielkość i swoją Siłę. Korzystaj z twego Wielkiego Brata. A przede wszystkim nie wątp! W tym jest wasza zasługa, że widzicie w ciemności. Być pewnym. Pewność miłości”.

– Panie, czy aż do śmierci będę tak powtarzać swoje grzechy, zawsze te same?

– „Masz moją Krew. Gdybyś wiedziała, jak bardzo Mi zależy, by się nią posługiwano! Wierzysz przecież, że może Ona oczyścić każdą winę, za którą się żałuje. Dlaczego tyle jej przelałem? Ale trzeba ofiarować ją Ojcu. Trzeba ją rozlać na świat. Któż o tym myśli? A jednak chory bardzo potrzebuje lekarstwa. Przypominasz sobie, jak mówiłem: ‘Moje Serce to szpital’"

Krzysztof Osuch SJ

   
Bożena
Bożena Lip 6, 08:04
  Pogłębiarka 2 godz. · 

Codzienny #Rozrusznik :)

Rozważanie na 06.07.2019
Mt 9, 14-17 
"Byle jakie serce nie przyjmie Ewangelii"

Uczniowie Jana podeszli do Jezusa i zapytali: "Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?" Jezus im rzekł: "Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć. 
Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie i gorsze robi się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. Raczej młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje".

Przyjmując naukę Chrystusa powinniśmy nastawić się na zupełnie nową rzeczywistość. Wymaga to bardzo „elastycznego” serca, czyli takiego, które nie jest spętane starymi stereotypami i nie jest „wyschnięte” jak stare bukłaki. Przyjęcie wiary w Jezusa nie jest procesem prostym – wymaga odpowiednio przysposobionego serca. Dlatego głoszenie Ewangelii (sobie i innym) powinniśmy zaczynać od pracy nad sercem, od ożywiania go i czynienia go bardziej pojemnym. Byle jakie serce nie przyjmie Ewangelii. Mieczysław Łusiak SJ

Bożena
Bożena Lip 7, 09:20
Osiem przesłań dla ewangelizatora! - XIV Niedziela zwykła rok C - 7 lipca

(Łk 10, 1-9) Jezus wyznaczył jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów, i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»".

„Wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.”

1. Moc głoszenia Dobrej nowiny ma swoje źródło w codziennej Eucharystii.

Na końcu każdej Mszy św. słyszymy posłanie z ust kapłana: „Idźcie” i można by tu dodać i „głoście całemu światu Ewangelię”. Tak jak kiedyś Jezus posyłał Apostołów tak i dzisiaj czyni to Kościół. Przez błogosławieństwo, kapłan wylewa na ciebie moc Ducha Świętego, abyś w Jego mocy czynił Boże dzieła, jako: mąż, żona, ojciec, matka, osoba samotna.

2. Twój dom pierwszym miejscem dla ewangelizacji.

Masz iść najpierw do własnego domu, aby tam ogłosić panowanie Jezusa Chrystusa i Jego Paschalne zwycięstwo. A następnie tam gdzie cię Jezus pośle. I nie mów, że nie masz takiej mocy przekonania i wiary, aby tak czynić, skoro pod koniec Eucharystii ją otrzymujesz w geście błogosławieństwa kapłańskiego.

3. Pan Jezus pierwszą przyczyną skuteczności w ewangelizacji.

Ewangelizując, czy głosząc rekolekcje trzeba nam mieć w świadomości jedno, że po naszym głoszeniu przychodzi Chrystus. W dzisiejszej Ewangelii czytamy te pocieszające słowa: „(…) i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.” Po twoim głoszeniu przychodzi Pan Jezus i On daje efekt przemiany serc słuchających.

Twoim zadaniem jest tylko przygotowanie wiernych i niewiernych na Jego przyjście.

Kiedy prowadzę rekolekcje, to nie oczekuję w trakcie nich wielkich nawróceń. Ale wiem, że po mnie przyjdzie Jezus i On w mocy swojej uczyni w sercach ludzi to, co zechce, gdyż tylko On ma władzę nad każdym człowiekiem. (por. J 17,2).

4. Pan Jezus wysyłał po dwóch.

Kiedy wraz z żoną wracacie z Kościoła potrzeba świadectwa was dwojga względem waszych dzieci dla wiarygodności waszej wiary. Siła ewangelizacji przez małżonków tkwi w ich wspólnym i zgodnym patrzeniu np. na wychowanie dzieci, w relacjach spotkanych osób, czy we wzajemnym wspieraniu się. Wasza wiarygodność w świadectwie tkwi w tym, że jako małżonkowie czynicie to razem.

Jezus wysyłał po dwóch „przed sobą”. Znam przykre sytuacje, kiedy pewne Zgromadzenie wysłało tylko jednego kapłana, aby budował za granicą Kościół. Nie mając wsparcia tam na miejscu, odszedł do stanu świeckiego. Wysyła się po dwóch!!!

5. Duch modlitwy ma poprzedzać każdą ewangelizację.

„Proście, więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

Ewangelizację rozpoczynamy zawsze modlitwą. Dlaczego? Ponieważ jest w naszej Katolickiej duchowości coś takiego, jak „Pierwszeństwo łaski”. Pouczają nas o tym Dzieje Apostolskie. Zanim Apostołowie otrzymali Ducha Świętego modlili się wraz Maryją (Dz 1,14). Później napełnieni Duchem Świętym (Dz 2, 2-4) otrzymali taką moc, że nawrócili trzy tysiące mężczyzn (Dz 2,41) i uzdrowili człowieka chromego od urodzenia (Dz 3, 1-8).

Kiedy więc modlimy się przed ewangelizacją, czyńmy to wraz z Maryją i prośmy Pana żniwa o jej skuteczność. To Pan Jezus nas posyła, to On daje moc i skuteczność naszemu głoszeniu. Rozmodlenie powoduje w nas samych otwarcie się na Ducha Świętego, który czyni skuteczne nasze działanie.

6. Głosimy będąc owieczkami Pasterza.

Posyłam was jak „owce między wilki”. Cechą naszego działania ma być łagodność i cierpliwość. Jak wielka jest pokusa zareagowania na niektóre sytuacje międzyludzkie, jak „wilk” - agresywnie. Owszem wilk jest silniejszy od owcy, ale za wilkiem nie stoi Pasterz, a za owieczką tak! Mamy być, więc silni mocą Pasterza , a nie własną!

7. Bezinteresowność w posłudze.

„Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów.”

Ewangelizacja opiera się na bezinteresownej posłudze. To, co robimy, nie robimy dla pieniędzy lub jakiś niegodziwych zysków. Poświęcenie i pełne zaangażowanie w sprawy Kościoła i zbawienia poszczególnych ludzi, mają nas przede wszystkim interesować. Ludzie z wdzięczności za nasz trud, zapewne wynagrodzą nam.

8. Duch pokoju.

Wprowadzajmy, więc ducha pokoju i zrozumienia. Na wodzy trzeba nam trzymać gniew i uniesienie. Jeżeli zostaniemy wyśmiani, nie zrażajmy się.

Kiedyś głosiłem w Krośnie na Lotnisku słowo Boże w czasie koncertu rockowo-religijnego. Niestety w trakcie Apelu jasnogórskiego na koncert przyszła młodzież niekoniecznie katolicka z piwem w ręku. Klimat zrobił się niezbyt sprzyjający dla głoszenia. Kiedy zacząłem mówić o Jezusie i Matce Bożej poleciały na mnie puste puszki po piwie. Ale i w takich warunkach należało ogłaszać zwycięstwo Pana. Po chwili widziałem, jak słowo Boże zaczęło dzielić młodzież na słuchających i kontestujących. Odeszli kontestujący!

Poważnie, więc potraktujmy tę ostatnią część Liturgii Eucharystycznej, którą Kościół nazywa „missio” czyli „posłanie”.

Wychodząc z Kościoła trzeba nam „Eucharystię czynić”, to jest pragnienie Jezusa: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Słowa te słyszymy w trakcie Przeistoczenia, przy podnoszeniu Kielicha z Krwią Pańską. Mocą tej Krwi i Ciała Chrystusa mamy ewangelizować!

Modlitwa: Oto ja, Panie, poślij mnie tam, gdzie tych chcesz. I przyjdź po moim głoszeniu do serc słuchających , aby je przemienić Twoją mocą. Maryjo, Matko każdej ewangelizacji módl się za mną. Amen.

Ks. Roman Chyliński CSMA

Bożena
Bożena Lip 8, 07:40
Kiedy zaczyna się wiara - 8 lipca

(Mt, 9 18 - 26) Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: "Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie". Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: "Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa". Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: "Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła". I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: "Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi". A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

Wiara tak naprawdę rozpoczyna się wówczas, kiedy ludzkie możliwości zawodzą i stajemy bezradni wobec rzeczywistości, na którą już nie mamy wpływu.

Pewien nauczyciel pływania dał świadectwo o swojej wierze:

„ Bardzo lubię mój zawód. Często z podziwem patrzyłem na młodych chłopców, którzy trochę popisując się przed dziewczętami wchodzili na dziesięciometrową trampolinę i skakali w dół do basenu. Nigdy osobiście w moim życiu tego nie zrobiłem.

 Kiedy miałem problemy z wiarą, prosiłem Pana o jakiś znak dla mnie, abym zrozumiał, czym jest wiara. I Pan mnie wysłuchał.

We śnie, a jakby na jawie przedstawił mi mój basen i moje miejsce pracy prosząc mnie, abym wszedł na ową trampolinę. Kiedy z ogromnym drżeniem wszedłem na nią, Jezus powiedział do mnie: „ Jeśli jesteś moim uczniem, skocz z tej trampoliny do basenu.”

 Nie muszę wam mówić ile mnie to kosztowało, ale rzekłem: „Panie pokarzę Ci jak wiernym jestem twoim uczniem”.

Ale na tym wymogi Jezusa się nie skończyły.

Powiedział mi, że ten skok odbędę z pewnym utrudnieniem. Otóż mam lecieć do pustego basenu, a w trakcie skoku On będzie dopiero napełniał basen wodą. Zapytałem Jezusa, czy On już to kiedyś robił? Pan mi odpowiedział, że jeżeli znam Pismo św. to powinienem wiedzieć, że woda to Jego specjalność.

Kiedy zacząłem podchodzić do końca trampoliny i to już po raz któryś, Pan mnie zapytał, co ja teraz robię? Odpowiedziałem, że patrzę czy On już napełnia basen, aby zdążył… .

Wówczas Pan mi powiedział. Zobacz, gdybyś leciał do napełnionego basenu i wyszedł z niego, co byś powiedział: Panie zobacz ile potrafiłem zrobić dla Ciebie i cała chwała z tego czynu należałaby do ciebie. Ale jeżeli będziesz leciał do pustego basenu i wyjdziesz z niego to wówczas wykrzykniesz: żyję! działa! I oddasz Mi chwałę”.

Dlatego też Bóg dopuszcza w naszym życiu owe skrajne sytuacje, abyśmy uwierzyli, a nie tylko podziękowali Jemu z przeświadczeniem, że sami też byśmy dali radę.

Jair wiedział, że ostatni raz wskrzesił człowieka prorok Eliasz, ale było to ponad VII wieków temu. Bliski rozpaczy wobec śmierci jedynego dziecka oddał pokłon Jezusowi tzn. uznał w Nim Boga.

Dla przełożonego synagogi, to wyznanie wiary w Jezusa oznaczało odejście od własnej,  judaistycznej wiary i wykluczenie ze swego narodu.

Czy moja wiara i jej wyznawanie w domu, w zakładzie pracy, wśród przyjaciół coś mnie kosztuje?

Podobnie było z kobietą chorą na krwotok. Dwanaście lat leczyła tę chorobę i miała się jeszcze gorzej. Skąd my to znamy!? Liczba „dwanaście” oznacza tu pełnię procesu dojrzewania do ufności. I zdała ta kobieta egzamin, bo sobie powiedziała: "Żebym się, choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa".

W odpowiedzi usłyszała od Jezusa: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”.

Bóg zna czas naszego nawrócenia i dojrzewania do pełni wiary. Nie bój się, więc sytuacji, w których znajdziesz się po ludzku „bez wyjścia”. Bo wówczas wyjściem jest już tylko WIARA.

Modlitwa: 
Panie Jezu, dziękuję ci za wiarę, bo ona sprawia, że nie ma sytuacji beznadziejnych w moim życiu. Kiedy wszystko zawodzi jesteś jeszcze TY. Tobie Panie całkowicie zawierzam swoje życie, a szczególnie te sytuacje, w których czuje się bezradny i nie daje sobie z nimi rady. One należą do Ciebie, Panie. Amen! Ks. Roman Chyliński CSMA

 

Bożena
Bożena Lip 9, 07:57
Pogłębiarka  

Codzienny #rozrusznik :)

Rozważanie na 9.07.2019
Jezus najpierw nauczał

Mt 9, 32-37
Przyprowadzono do Jezusa niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: "Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu". Lecz faryzeusze mówili: "Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy". Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo".
*** 
Jezus czynił tak niesamowite rzeczy, że ludzie pełni podziwu mówili: "Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu". Dziś też wielu tego głównie oczekuje od Niego – spektakularnych czynów polegających na uzdrowieniach. Jezus jednak przede wszystkim nauczał i głosił Ewangelię, stając się „pasterzem” dla ludzi. My jednak niechętnie słuchamy Jezusa, zwłaszcza gdy On czegoś wymaga. Nie do końca też akceptujemy Go jako pasterza, zwłaszcza wtedy, gdy mamy za Nim pójść, posłusznie, jak owce. I może dlatego tak często czujemy się „znękani i porzuceni”. Tymczasem tak nie musi być. To się zmieni, jeśli będziemy chętnie słuchać Jezusa i naśladować Go. Mieczysław Łusiak SJ

Bożena
Bożena Lip 10, 08:18
Ukochanie Jezusa, to ukochanie Jego Kościoła! - 10 lipca

(Mt 10, 1-7) Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: "Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie»".

Kręgosłupem w Ewangelii Mateuszowej jest  pięć „Wielkich mów” tzw. „Logiów”.

Po pierwszej „mowie”, zwanej: „Kazanie na Górze” (5-7), mamy w powyższej Ewangelii przedstawiony początek „mowy misyjnej” z dziesiątego   rozdziału.

Zwróćmy uwagę w dzisiejszej Ewangelii na wybór Apostołów. Pojawia się tam stwierdzenie: „pierwszy Piotr”. Gdyby była to wyliczanka, to za Piotrem powinien iść zapis: „drugi Andrzej”, a tak nie jest.

Taki zapis: „pierwszy Szymon, zwany Piotrem” przy wyborze Apostołów znajdujemy tylko w Ewangelii wg św. Mateusza.

Co on oznacza?

Nieraz słyszałem w rozmowach z ludźmi, że celem Jezusa nie było założenie Kościoła. I tak właściwie Kościół hierarchiczny powstał z działania czysto ludzkiego, a nie Boskiego.

Otóż, nic bardziej mylnego. Właśnie św. Mateusz mocno zaakcentował przy wyborze Apostołów rodzący się hierarchiczny Kościół, który zakłada nie kto inny, jak sam Jezus Chrystus.

Słowa: „pierwszy Szymon, zwany Piotrem” podkreśla wyjątkową pozycję Piotra, wśród kolegium Apostołów. On to po Wniebowstąpieniu i Zesłaniu Ducha Świętego stanął na czele Kościoła z ciałem doradczym tych, których Jezus sam wybrał. On też wraz z kolegium Apostołów pod natchnieniem Ducha Świętego dokonał wyboru  Macieja na Apostoła (Dz 1, 23-26).

Powstanie, więc Kościoła nie jest dziełem przypadku lub chęci założenie jakieś instytucji sakralnej przez Apostołów, ile dziełem Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego.

Jeszcze dobitniej podkreśla to św. Paweł, ukazując ścisłą więź Jezusa z Kościołem pisząc o tym w Liście do Efezjan:

„I wszystko poddał (Bóg) pod Jego stopy,
a Jego (Jezusa) samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła,
który jest Jego Ciałem,
Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.”(Ef 1,22-23).

Z powyższych słów św. Pawła wynika, że więź Jezusa z Kościołem jest tak silna i głęboka w samej swojej istocie, jak w naszym ludzkim ciele ma się „głowa do ciała”. Nie może istnieć, ani ciało bez głowy, ani głowa bez ciała, wydaje się to logiczne i z natury swej niepodważalne.

Niestety w naszym myśleniu chrześcijańskim pojawia się fałsz, który chce zaprzeczyć tej logice.

Otóż wielu katolików tzw. wierzących, a niepraktykujących wysuwa mylne stwierdzenia na ten temat, mówiąc „Chrystus „Tak”, Kościół „Nie”!

Po zmartwychwstaniu w Kościele, nie tylko Katolickim, ale i Prawosławnym nie mówi się już o Jezusie bez Kościoła.

W Kościele Prawosławnym figura Chrystusa zmartwychwstałego jest wraz z Adamem, pierwszym człowiekiem symbolizującym całą ludzkość.

Uważajmy w naszym życiu na ów fałsz i wielkie kłamstwo, często nagłaśniane przez współczesne media głównego nurtu, że Kościół to tylko ludzka instytucja pozbawiona pierwiastka duchowego.

Jeżeli odchodzisz od Kościoła, odchodzisz również od Jezusa. Odchodzisz od sakramentów świętych, gdzie sam Jezus Chrystus ciebie chrzci, odpuszcza ci grzechy i karmi swoim „Ciałem i Krwią Przenajświętszą”.

Czuwajmy, więc i módlmy się, abyśmy nie ulegli pokusie odrzucenia Jezusa, przez odrzucenie Kościoła!

Modlitwa za Kościół.
Boże, miłosierny Ojcze, prosimy Cię w pokorze za Twój, święty Kościół.
Założony przez Twojego Syna, zrodzony na Krzyżu,
Ukochany przez Ducha Świętego, dany Apostołom,
Aby był jeden, święty, powszechny i apostolski.
Napełnij go prawdą, miłością i pokojem!
Oczyść go z wszelkiego zepsucia!
Zachowaj go od błędu!
Podźwignij go, gdy zwątpienie go przygniata!
Obdarz go tym, czego mu brakuje!
Umocnij i pokrzep go na Twojej drodze.
Daj mu to, czego potrzebuje, i ulecz jego rozdarcia tam, gdzie jest on podzielony i rozproszony.
Prosimy Cię o to, przez Chrystusa Pana Naszego i Jego Matkę Maryję.
Amen.

Bożena
Bożena Lip 11, 08:20
Dziesięć rad mądrości Bożej - 11 lipca

(Prz 2, 1-9) Synu, jeśli przyjmiesz moje nauki i zachowasz u siebie wskazania; ku mądrości nachylisz swe ucho, ku roztropności swe serce; jeśli wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę, jeśli szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów, to bojaźń Pana zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga. Bo Pan udziela mądrości, z ust Jego wychodzą wiedza i roztropność; dla prawych On chowa swą pomoc, On jest tarczą dla żyjących uczciwie. On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych. Wtedy sprawiedliwość pojmiesz i prawość, i rzetelność i każdą dobrą ścieżkę.

Dzisiaj chciałbym zaprosić was do medytacji nad słowami z Księgi Przysłów. Odczytałem powyższe słowa, jako rady w dążeniu do doskonałości w wierze.

1. Pokochanie słowa Bożego.

„Synu, jeśli przyjmiesz moje nauki i zachowasz u siebie wskazania”.

Nauką Bożą jest pokochanie słowa Bożego, zaufanie jemu i postępowanie według niego.

Św. Jakub pouczy nas: „(…) przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie.  Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając  je, otrzyma błogosławieństwo.(Jk 1,21-22.25).

2. Dar mądrości

„(…) ku mądrości nachylisz swe ucho”.

Mądrość jest przede wszystkim darem i pochodzi od Boga. Nie jest jak wiedza, którą sam człowiek może nabyć.

Księga Mądrości powie przez natchnionego autora:

„Z Tobą jest Mądrość, która zna Twe dzieła,

i była z Tobą, kiedy świat stwarzałeś.

Wie, co jest miłe dla Twoich oczu

i co słuszne według Twych przykazań.

Wyślij ją ze świętych niebios

i poślij z tronu Twej chwały. (Mdr 9,9-10).

Jeżeli sam Bóg jest tylko mądrością, to trzeba nam ją zapewne zdobywać na kolanach, na modlitwie przed Nim.

„Nachylić swe ucho”.

Mądrość nabywa się przez umiejętność słuchania. Wymaga więc od nas wyciszenia w  mówieniu, w naszej  gadatliwości. Dlaczego ? Bo nią zagłuszamy mądrość Bożą, która w ciszy do nas mówi.

W życiu ważne jest też, kogo słucham i czego słucham. Potrzeba, więc rozeznania i selekcji w szukaniu autorytetów.

Autor natchniony z Księgi Mądrości dopowie:

 „Choćby nawet wśród ludzi był ktoś doskonały,

jeśli mu za braknie mądrości danej przez Ciebie, Panie,

za nic będzie poczytany.”(Mdr 9,6).

Niestety, opanowała część  polskiego społeczeństwa choroba medialno-mentalna zwana lemingozą. Wyraża się ona w bezkrytycznym przyjmowaniu medialnych informacji. Człowiek będąc doświadczony taką chorobą, nie jest wstanie ocenić, co jest prawdziwe, a co jest kłamstwem, ponieważ brakuje mu właściwego dystansu do wiadomości, które słyszy.

3. Roztropne serce.

„(…) ku roztropności swe serce”.

Serce jest tak piękne, jak i głupie. Słowo Boże powie: „Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne – któż je zgłębi”(Jr 17,9). W sercu może więc się  wszystko znaleźć, tak dobro, jak i zło.

Dlatego serce człowieka potrzebuje sumienia i to sumienia odpowiedzialnego tj. takiego, które odpowiada przed Bogiem.

Niestety bardzo szybko w nas wkrada się sumienie autokratyczne to jest takie, które samo chce decydować o tym, co jest moralnie dobre , a co złe. Uważajmy więc na nasze serce! Codziennie prośmy Jezusa i Maryję o serce czuwające.

4. Wola, a nie uczucia maja decydować  o naszych wyborach.

„Wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę”.

Rozsądek słucha i nie lekceważy uczuć, ale też nie pozwala im decydować o sobie.

Rozsądek poddaje zaistniały problem rozumowi: analizie i syntezie, po czym wyższy rozum - wola decyduje: „tak” lub „nie”.

Pytanie jest: czy umiemy decydować o sobie i czym decydujemy: duchem czy ciałem, miłością czy pożądliwością?

 Miłość łączy się z pokorą i służebnością. Pożądliwość z chęcią władzy i dominacji, z chciwością i ze skąpstwem oraz przyjemnością i doznaniem.

Wola, ta najważniejsza władza w człowieku jest najbliżej ducha wiary. Jeżeli człowiek żyje w łasce uświęcającej i ma właściwe rozeznanie sytuacji, wówczas podejmuje również dobre decyzje.

5. Trud szukania prawdy.

„(…) jeśli szukać jej poczniesz (mądrości) jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów, to bojaźń Pana zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga”.

Czasami mam taką pokusę, aby podzielić ludzi nie tyle na dobrych i złych, ile na poszukujących i leniwych.

Ci pierwsi są twórczy, rozwijający się, zarażają swoim odkrywaniem prawdy o życiu, o Bogu, a także swoją pasją i zaangażowaniem.

Ci drudzy, przez stagnację własnego życia i myślenia często wchodzą w marazm i przygnębienie. Czasem nie wiadomo o czym z nimi porozmawiać.

Kościół zachęca nas do trudu poszukiwania prawdy:  „Człowiek z natury kieruje się ku prawdzie. Ma obowiązek szanować ją i o niej świadczyć: "Z racji godności swojej wszyscy ludzie, ponieważ są osobami... nagleni są własną swą naturą, a także obowiązani moralnie do szukania prawdy, przede wszystkim w dziedzinie religii. Obowiązani są też trwać przy poznanej prawdzie i całe swoje życie układać według wymagań prawdy". (KKK 2467)

Warto więc posiąść znajomość Boga: „co jest dobre, co Jemu przyjemne i co doskonałe”, bo właśnie w tym objawia się nam wola Boża.(por Rz 12, 1-3).

6. Dążenie do posiadania wiedzy.

„Bo Pan udziela mądrości, z ust Jego wychodzą wiedza i roztropność”.

Posiadanie wiedzy daje człowiekowi, poczucie bezpieczeństwa i pełną akceptacje siebie oraz zabiera lęki przed wejściem w relacje z innymi osobami.

Jan Paweł II na temat poznawania wiedzy tak się wyraził: „Wiedza bowiem otwiera horyzonty i sprzyja duchowemu rozwojowi człowieka. Prawdziwie wielki jest ten człowiek, który chce się czegoś nauczyć”. (Łowicz, 14 czerwca, 1999 r.).

Wielkim niebezpieczeństwem dla współczesnych chrześcijan jest ich bezmyślność i bez refleksyjność w odbiorze mediów, szczególnie mainstreamowych , czyli głównego nurtu, „coś co się dobrze sprzedaje”.

Szukajmy więc takiej wiedzy, która doprowadzi nas do zbawienia i jej poświęćmy najwięcej czasu.

7. Zachowanie przykazań Bożych.

„Dla prawych On chowa swą pomoc”.

Człowiek prawy żyje w ciągłej świadomości, że jest w ramionach Ojca niebieskiego. A jeżeli tak jest, to czego mam się lękać?!

Przypomni nam o ty św. Paweł w „Hymnie wdzięczności”:

„Cóż więc na to powiemy?

Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8, 31).

Warto więc w swoim życiu postępować w prawości serca, zachowując przykazania Boże.

 Ufajmy zatem słowu Bożemu, które powie do nas przez Psalmistę Pańskiego: „Byłem dzieckiem i jestem już starcem, a nie widziałem sprawiedliwego w opuszczeniu”.(Ps 37,25).

8. Uczciwość życia.

„On jest tarczą dla żyjących uczciwie”.

Uczciwość – do dzisiaj nie popularne. Ludzi uczciwych obecnie traktuje się niby nieudaczników życiowych. Nie potrafią bić się o swoje, nie walczą o prestiż w społeczeństwie i nie są koniunkturalni.

Ludzi uczciwi cenią sobie życie w ładzie i harmonii i to im przynosi radość i szczęście. Dziękują Bogu za to, co mają.

Ludzie, którzy szybko chcą się dorobić popadają w pokusę nieuczciwego życia. Zapominając, że Bóg nie błogosławi nieuczciwości, ale błogosławi tym, którzy potrafią zrezygnować z nieuczciwego dorabiania się, aby otrzymać Jego błogosławieństwo.

9. Miłość istotą naszego życia.

„On strzeże ścieżek prawości, ochrania drogi pobożnych”.

Dlaczego trudne są drogi ludzi miłujących Boga?

Ponieważ zdecydowali się na miłość i przebaczenie. Chcą naśladować w miłości Jezusa Chrystusa. Ktoś patrząc na nich z boku powie: „naiwni i nie dzisiejsi”.

A jednak przy końcu naszego życie nic nie będą znaczyć nasze: funkcje, stanowiska, tytuły, prestiż społeczny, co posiadaliśmy, w jakich domach mieszkaliśmy.

„Pod koniec naszego życia będziemy sądzeni z miłości.”

Przypomniał nam tę naukę Kościoła papież Franciszek na „Anioł Pański” 27 listopada 2017 roku, cytuję:

"Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"

"Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili", i dodał „Sądzeni z miłości, to znaczy z naszego konkretnego wysiłku, aby kochać i służyć Jezusowi w naszych braciach najmniejszych i potrzebujących.”

 Jak dobrze mieć w człowieku wiarygodnym i sprawdzonym wsparcie. Dla męża zapewne taką osobą powinna być żona, a dla żony mąż. Na starość rodzice oczekują tego wsparcia od własnych dzieci.

Tyle okazji więc mamy, aby okazać sobie wzajemną miłość.

Jednak stałym, niezmiennym i pewnym na co dzień w naszym życiu jest tylko Bóg. Warto o tym pamiętać.

Na końcu autor natchniony z Księgi Przysłów powie do każdego, kto pojął tę mądrość życia:

„Wtedy sprawiedliwość pojmiesz i prawość, i rzetelność i każdą dobrą ścieżkę”.

Modlitwa:

Naucz mnie Panie mądrości życia, aby kroczył Twoimi ścieżkami.  Amen.

ks. Roman Chyliński CSMA

Bożena
Bożena Lip 12, 21:32
Ewangelizacja, a prześladowanie - 12 lipca

(Mt 10, 16-23) Jezus powiedział do swoich apostołów: "Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy". Nie bójcie się ludzi. Nie ma, bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemnościach, powtarzajcie jawnie, a co usłyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

W wielkiej „mowie misyjnej”, w dziesiątym rozdziale, św. Mateusz chce nas realnie przygotować na różne doświadczenia, jakie mogą nas spotkać w trakcie dawania świadectwa o Chrystusie.

1. Mamy iść do ludzi, jako „owce”.

"Oto Ja was posyłam jak owce między wilki.”

W midraszu żydowskim powyższe słowa brzmią trochę inaczej: „Bóg rzekł do Izraelitów: Wobec Mnie mają być jak gołębice, lecz wobec pogan roztropni jak węże”.

Co oznaczają powyższe słowa?

Otóż owca ma być posłuszna swojemu pasterzowi. Ma słuchać Jego głosu i iść za pasterzem.

Znamy słowa Jezusa: „Beze Mnie, nic uczynić nie możecie”.(J 15,5).

Nie mamy, więc iść pewni siebie. Idąc, jako „owca”, głosimy prawdę mocą Jezusa i zwyciężamy zło mocą Jezusa!

Tym bardziej musimy mieć tego świadomość, skoro Pan Jezus mówi do nas dalej: „ Posyłam was, jak owce między wilki”.

„Między wilki” - to stwierdzenie oznacza, że musimy przygotować się na upokorzenia, krytykę, a nawet wyśmianie i odrzucenie.  Ale każda owca zna „B.8 ”.

„B-e osiem”, to nic innego, jak ósme błogosławieństwo, które brzmi: „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.”(Mt 5,11-12).

2. Roztropność i nieskazitelność.

„Bądźcie, więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie.”

Jest to ważna wypowiedź Pana Jezusa, który uczy swoich uczniów rozróżnienia między niewinnością, a naiwną łatwowiernością.

„Nieskazitelni, jak gołębie”, słowa te mogą oznaczać dla nas współczesnych ewangelizatorów bycie w stanie łaski uświęcającej oraz takie postępowanie, aby pod każdym względem było bez zarzutu.

Roztropność węża  polega na czuwaniu, aby wyciągając kogoś z „ bagna” jego życia, samemu w nie nie wpaść.

Przypomina mi się tu słynne powiedzenie św. Ignacego: „quantum, tantum”, czyli „o tyle , o ile”.

O tyle mogę komuś pomóc, o ile jest to w moich możliwościach i kompetencjach. Czyli tzw. zdrowy dystans.

3. Ograniczone zaufanie

„Miejcie się na baczności przed ludźmi.”

W moim życiu kapłańskim  spotkałem wielu szczerych i oddanych ludzi, od których otrzymałem wiele wsparcie i pomocy.

Jednak dobrą i zdrową zasadą w budowaniu relacji międzyludzkich jest powolne otwieranie się i zaufanie tym, z którymi współpracujemy.

Nieraz trzeba w naszym życiu wielu lat kontaktu z drugą osobą, aby ona wobec nas stała się wiarygodną osobą.

Często nie wiemy, jakie oczekiwania rodzą się w sercu drugiej osoby i czy jesteśmy w stanie ich sprostać. Stąd ważną zasadą w początkowych kontaktach międzyludzkich jest - ograniczone zaufanie.

4. Dalej powie Jezus: „Nie bójcie się ludzi.”

 Lęk wpisany jest w życie człowieka. Lęki mogą być twórcze. Są to te, które determinują i mobilizują nas do pracy nad sobą. Ale są i lęki nie twórcze, które wycofują nas z działania i wzrastania.

Dzisiejsza Ewangelia przestrzega nas, abyśmy nie wchodzili w lęki przed ludźmi, ani względem  złego ducha.

Potwierdzi to Psalmista Pański, który powie: „Niczego się nie boję, bo Pan jest ze mną;

cóż może uczynić mi człowiek?( Ps. 118,6).

5. Jest jednak dla nas przestroga: „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”.

W Ewangelii Św. Jana w 17 rozdziale, czytamy, że: „ Jezus ma władzę nad każdym człowiekiem”. (J 17,2).

Władzą tą jest miłosierdzie, jakie Jezus udziela każdemu człowiekowi. Tej władzy nie musimy się lękać, ale mamy zachować „bojaźń Bożą”, czyli tak żyć, aby dobrze przygotować się na chwilę śmierci i sąd osobisty przed Bogiem.

Pamiętajmy, że tylko Bóg jest dobrym sędzią w ocenie postępowania człowieka. On za dobre wynagradza, a za złe karze, ale nie potępia.

Karcenie Boga często wyraża się w napominaniu i dopuszczeniu cierpienia, aby zagubiony człowiek mógł przewartościować swoje życie.

W końcu to każdy z nas własnym postępowaniem i wyborami zadecyduje, o wieczności z Bogiem, czy bez Niego.

Jezus powiedział, że nie przyszedł na ten świat po to, aby potępić człowieka, ale żeby go zbawić. (J 3,17nn).

Więc proś o miłosierdzie Boga, bo w końcu to tylko On będzie walczył „do końca” o twoje i moje życie wieczne.

Modlitwa:
Panie Jezu zabierz mi wszystkie lęki, przed życiem, przed ludźmi i przed tym, do czego mnie Ty powołujesz. Zostaw mi tylko bojaźń Bożą i lęk przed grzechem, który zatraca duszę. Amen! Ks. Roman Chyliński

Bożena
Bożena Lip 13, 21:50
Trudne przebaczenie - 13 lipca

(Rdz 49, 29-33; 50, 15-26) Jakub tak przykazał swoim synom: «Gdy ja się połączę ze swymi przodkami, pochowajcie mnie przy moich praojcach w pieczarze, która jest na polu Efrona Chittyty, w pieczarze, która jest na polu Makpela w pobliżu Mamre w kraju Kanaan, a którą kupił Abraham wraz z tym polem od Efrona Chittyty tytułem własności grobu. Tam pochowano Abrahama i Sarę, jego żonę, tam pochowano Izaaka i jego żonę Rebekę; tam pochowałem Leę». Pole to wraz z pieczarą zostało kupione od synów Cheta. Gdy Jakub wydał te polecenia swoim synom, złożył razem swe nogi na łożu, wyzionął ducha i połączył się ze swoimi przodkami. Bracia Józefa, zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Być może, Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój przed śmiercią polecił: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć swym braciom ich postępek i przewinienie, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono. Wtedy bracia sami już poszli do Józefa i upadłszy przed nim, rzekli: «Jesteśmy twoimi niewolnikami». Lecz Józef powiedział do nich: «Nie bójcie się. Czyż ja jestem na miejscu Boga? Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić to, co jest dzisiaj, że przeżył wielki naród. Teraz więc nie bójcie się: będę żywił was i dzieci wasze». I tak ich pocieszał, przemawiając do nich serdecznie. Józef mieszkał w Egipcie wraz z rodziną swego ojca. Dożył on stu dziesięciu lat i doczekał się prawnuków z Efraima. Również dzieci Makira, syna Manassesa, urodziły się na kolanach Józefa. Wreszcie Józef rzekł do swych braci: «Gdy ja umrę, Bóg okaże wam swą łaskę i wyprowadzi was z tej ziemi do kraju, który poprzysiągł dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi». Po czym zobowiązał synów Izraela przysięgą, że spełnią takie polecenie: «Gdy Bóg okaże wam tę wielką swoją łaskę, zabierzcie stąd moje kości». Po czym Józef umarł, mając sto dziesięć lat. Zabalsamowano go i złożono do trumny w Egipcie.

„Bracia Józefa, zdając sobie sprawę z tego, że ojciec ich nie żyje, myśleli: «Być może, Józef będzie nas teraz prześladował i odpłaci nam za wszystkie krzywdy, które mu wyrządziliśmy!» Toteż kazali powiedzieć Józefowi: «Ojciec twój przed śmiercią polecił: Powiedzcie Józefowi tak: Racz przebaczyć swym braciom ich postępek i przewinienie, wyrządzili ci bowiem krzywdę. Teraz przeto daruj łaskawie winę nam, którzy czcimy Boga twojego ojca!» Józef rozpłakał się, gdy mu to powtórzono”.

Wiemy jak bardzo bracia Józefa skrzywdzili swego brata. Chcieli go z zazdrości, bo był umiłowany przez swojego ojca Jakuba - najpierw zabić, a później sprzedali go Izmaelitom idącym do Egiptu.

Wiemy też, że powyższe zło okazało się później zbawienne dla całego Izraela.

Taki jest nasz Pan Bóg, nasz dobry Ojciec, który z największego zła - w swoich planach zbawczych, może wydobyć dobro.

Zatrzymajmy się dzisiaj na darem przebaczenia, o który prosili bracia Józefa.

Przebaczenie jest łaską, czyli darem od Boga. I tylko mocą tej łaski możemy z serca wybaczyć człowiekowi, który nas bardzo zranił.

Przebaczenie więc dokonuje się na modlitwie.

Co jest takie trudne wybaczeniu?

1. Otóż to, aby ponownie zobaczyć w drugiej osobie wartościowego człowieka, niezależnie od krzywdy przez niego wyrządzonej. Mamy mu w swoich oczach przywrócić tę ludzką wartość. Inaczej będziemy nosić w sobie pokusę, patrzenia z pogardą na tych ludzi, którzy nas zranili.

Pamiętamy powrót „syna marnotrawnego” do Ojca oraz postawę ojca, widzącego skruchę swojego syna. Ojciec, który kocha swojego syna pierwsze co robi, to nakłada mu pierścień, znak ponownego usynowienia. Przywraca mu przez to synowską godność. Nie pozwala mu ojciec przez ten gest nazwać się jednym z niewolników.

Nikt, kto nas zranił, nie może być i przez nas traktowany jak „niewolnik” - człowiek drugiej kategorii.

Przywracanie godności człowiekowi, który nas zranił, dla chrześcijanina jest koniecznością   wypływającą z bezwarunkowej miłości do drugiej osoby.

Tylko Boża miłość w nas, mocą Ducha Świętego, pomimo odczuwanego bólu, może przywrócić w nas postrzeganie drugiego człowieka jako drogiej nam osoby.

2. Następną trudną sprawa w przebaczeniu jest wycofanie roszczenia dotyczące tego, co się zdarzyło w przeszłości. Tu należy zdać sobie sprawę, że nie da się zmienić tego, co minęło.

O wiele łatwiej będzie nam to zrozumieć, kiedy postawimy się w roli raniących, a nie tylko zranionych.

To pogodzenie się z rzeczywistością z przeszłości, przyniesie nam na pewno  pokój serca.

3. Dążąc do pojednania, jeżeli jest to tylko możliwe, ponieważ potrzeba tu dwóch stron, należy „Przeanalizować” gniew i ból odczuwany przez obie strony, dążąc do wzajemnego zaufania.

Owszem jest tu pewne ryzyko, że tylko jedna strona będzie dążyła do odbudowania zaufania. Stąd szczerość intencji i skrucha powinna być odczuwalna przez obie strony jako autentyczne.

4. W dążeniu do pojednania, może pojawić się chęć żądania, aby druga osoba dała nam gwarancje określonego zachowania się w przyszłości, że nie będzie już chciała świadomie w ten sposób nas ranić.

Należy tu sobie uświadomić, że nie jesteśmy sami dać takiej gwarancji samemu Bogu, kiedy klękamy do spowiedzi, a co dopiero drugiemu człowiekowi.

Stąd powinniśmy odstąpić od takich żądań i otworzyć się oraz dać szansę drugiemu człowiekowi, jak i Bóg daje nam szanse nawrócenia się po każdej spowiedzi.

Każdy z nas musi być przygotowany na upadek czyiś i własny.

5. Świętowaniem w przebaczeniu jest jedność w miłości miłosiernej.

Takie przebaczenie  będzie wówczas wzrastaniem  ku ciepłu, miłości, współodczuwanym z drugim człowiekiem.

Jeżeli istotą relacji w małżeństwie jest głęboka, wzajemna więź to wszystkie wysiłki współmałżonków powinny iść w kierunku  obudowania  wzajemnych kontaktów.

W przebaczeniu oraz w dążeniu do pojednania świętowaniem niech będzie miłość. Ta miłość zraniona z krzyża, która i nam wybaczyła i nieustannie wybacza przez całe nasze życie, nasze grzechy.

Modlitwa:
Panie Jezu, miłości zraniona, a nie odwzajemniona, naucz nas przebaczać sobie nawzajem z serca, tak jak i Ty nam wybaczyłeś z wysokości krzyża. Niech każde spojrzenie na krzyż poruszy nasze sumienia, czy aby jest jeszcze jakiś człowiek komu nie przebaczyłem. Bo i ja chciałby, aby mnie przebaczono. Amen.Ks. Roman Chyliński

Strony: «« « ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 »