Loading...

Ćwiczenia Duchowe | Forum Nowenny Pompejańskiej

Lokalizacja tematu: Forum » Różności » Propozycje
Bożena
Bożena Cze 10, 06:50
Miłość zaangażowana

Wprowadzenie do modlitwy na 10 Niedzielę zwykłą, 10 czerwca

Tekst: Rdz 3, 9-15 oraz Mk 3, 20-35

Prośba: o łaskę przylgnięcia do Boga, który jest Miłością i Prawdą.

1.   Uświadom sobie, jak skomponowana jest dzisiejsza ewangelia. Na początku i na końcu mówi się o bliskich Jezusa, o Jego rodzinie. Najpierw wybierają się do Niego, by Go powstrzymać, bo uważają, że „odszedł od zmysłów” (czyli bycie dla innych oznacza dla nich chorobę psychiczną). Na koniec tekstu również przychodzą do Niego i chcą Go zawołać, wyciągnąć Go z Jego pracy, misji. A centralna część tekstu to mowa o szatanie, który rzekomo miałby sam siebie wypędzać z tego świata. Dołącz do tego tekst z pierwszego czytania. Zobacz, że kusiciel był obecny na świecie (człowiek go nie zapraszał), jednak wydaje się, że nie miał zbyt wiele miejsca do działania. Człowiek przez to, że uległ pokusie, dał przestrzeń szatanowi do działania (albo większą, niż miał do tej pory). W księdze Rodzaju grzech powoduje rozłamy między pierwszymi ludźmi i stworzeniem. Zamiast jedności, która była do tej pory, widzimy rozdarcie, w którym każdy próbuje siebie usprawiedliwić i zrzucić winę na innego. To zostało w nas do dzisiaj – trudno nam czasem przepraszać i szukamy winy na zewnątrz nas samych; nie chcemy brać odpowiedzialności za to, co myślimy i co robimy. Bo nie chodzi nam o prawdę, lecz o własne dobre samopoczucie. To inny jest winny, to okoliczności zawiniły, nie dało się inaczej, itd. Jakie usprawiedliwienia znajdujesz w sobie? Czy umiesz stawać w prawdzie wobec siebie, Boga i bliźnich? Uświadom sobie trudności i zapytaj siebie, skąd one się biorą.

2.   A gdyby tę scenę włożyć do naszego serca? Mogłoby się okazać, że wewnątrz nas mamy taką część, która – jak owa rodzina Jezusa – próbuje być „głosem rozsądku” i odwodzić nas od angażowania się w życie, w bliźnich, w rozwój. Bo przecież jest ustalony na świecie „porządek” i należy go przestrzegać. Jak również jest w nas taka część, która próbuje nas wybielić, usprawiedliwić czy wręcz uniewinnić, kiedy ten porządek zaburzymy, albo gdy coś idzie nie po naszej myśli. Dla elit wygodne było stwierdzenie, że Jezus mocą Belzebuba wypędza złe duchy, bo inaczej musieliby uznać, że jest tu moc Boga, a wobec działającego Boga nie da się przejść obojętnie. Opowiedzieć się „za” – czyli uwierzyć, albo powiedzieć „nie”, czyli odrzucić. Obojętność wobec Boga (a więc i życia), tak naprawdę nie istnieje, to tylko inna forma powiedzenia „nie”, taka bardzo bierna forma. Żydzi próbują być „bezstronni”, a de facto stają w opozycji do ewidentnych znaków Bożej obecności i Jego działania. Czy potrafisz odczytywać ślady obecności i działania Boga w swoim życiu? Czy przyjmujesz je, czy bardziej kwestionujesz, wątpisz? Czy Twój umysł, ów „głos rozsądku” prowadzi Cię do większej miłości, przyjmowania i dawania miłości, czy też chce Cię odwodzić od miłości, prawdy, angażowania się, wychodzenia ku…? Bo można, jak Jezus, wychodzić ku innym i narażać się na szykany i wyśmianie, a można – jak pierwsi ludzie – schować się w krzakach w postawie zachowawczo-usprawiedliwiającej siebie samego. A to przecież Bóg usprawiedliwia, Bóg zbawia. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Cze 17, 09:06
Miłość cierpliwa jest

Wprowadzenie do modlitwy na 11 Niedziele zwykłą, 17 czerwca

Tekst: Mk 4, 26-34

Prośba: o łaskę cierpliwości przemieniającej życie.

1.   Dwie przypowieści. Pierwsza mówi o ziarnie wrzuconym w ziemię. Wyobraź sobie proces, jaki przedstawia ta ewangelia. Królestwo Boże jest jak… Zobacz, że jest ono procesem, że wzrasta. Po pierwsze ma swoją wewnętrzną dynamikę, bo wzrasta niezależnie, czy człowiek śpi, czy czuwa. Człowiek nie może więc tego (na szczęście) kontrolować. Po drugie zaś, z ziarna najpierw powstaje źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Przyjrzyj się w wyobraźni tej dynamice. Ona dotyczy także rozwoju Twojego życia. Tak jak jeść, chodzić czy zawiązywać buty uczyliśmy się etapami, podobnie dzieje się z wszystkimi innymi aspektami życia człowieka. Życie duchowe również podlega tym samym prawom wzrostu. Czy sobie na to pozwalasz? Czy znosisz swoje własne grzechy, upadki, słabości, niedomagania…? Czy też już, teraz, natychmiast chciałbyś być doskonały?

2.   Druga przypowieść mówi o tym, że Królestwo niebieskie jest na początku malutkie. Jak ziarnko gorczycy. Zawiera w sobie już wszystko, ale do rozwoju potrzebuje czasu i odpowiednich warunków. Zauważ, że mowa jest o wzroście tego Królestwa. To tak, jakby ono nie było gotowe, lecz wzrastało razem z człowiekiem. Ono rośnie wraz z Tobą. Sam Jezus mówi na innym miejscu, że ono nie jest „oto tu, albo oto tam”, lecz że „Królestwo Boże w was jest”. Skoro tak, to naprawdę rośnie razem z nami. Bóg, który dostosowuje się do człowieka, szanuje go i etapy jego rozwoju (wszak sam tak to wszystko stworzył, uczynił). Rozważając dzisiaj swój własny rozwój, zobacz, w jakim momencie życia jesteś. Do czego i przez co (przez jakie góry i doliny) Pan Bóg Cię doprowadził aż do dzisiaj? Poproś szczególnie o łaskę cierpliwości, która pozwala na osobiste tempo rozwoju, na wzrost, który nie jest natychmiastowy. Pozwala również na słabości i upadki. Nie dlatego, że mamy upadać, lecz dlatego, że to normalne etapy wzrostu, droga, którą przechodzi każdy człowiek. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Cze 21, 07:12
Przebaczające serce

Wprowadzenie do modlitwy na czwartek, 21 czerwca

Tekst: Mt 6, 7-15

Prośba: o łaskę otwartego serca i uszy na Słowo Pana oraz łaskę przebaczania wszystkim wszystkiego.

1.   Nie być gadatliwym można rozumieć w taki sposób, że aby usłyszeć Boga, trzeba zamknąć usta. Bóg nieustannie wypowiada Słowo, które ma moc przemienić nasze serca na wzór swego serca – pełnego Miłości. Kiedy jednak człowiek nie słucha, Boże Słowo nie dociera do głębin serca człowieka. W jakiś sposób pozostaje bezowocne, jak ziarno rzucone na skałę lub między ciernie. Zamknąć usta i zacząć słuchać. Nie jest to jednak łatwe, bo czasem słuchamy jednym uchem, a drugim wypuszczamy. Czasem też słyszymy coś innego, niż Bóg naprawdę powiedział (dotyczy to także drugiego człowieka). Św. Ignacy z Loyoli w książeczce Ćwiczeń Duchowych bardzo trafnie określił, na czym polega aktywne słuchanie. Dla niego oznacza to „patrzeć, zwracać uwagę i kontemplować, co druga osoba mówi”. Więc nie tyle chodzi o to, co ja słyszę, lecz co naprawdę mówi drugi człowiek (i Bóg) – na to mam zwracać uwagę. Słuchając mam również patrzeć na rozmówcę, bo oznacza to, że naprawdę słucham, że jestem zainteresowany tym, co on mówi do mnie. Mam zwracać uwagę, a nawet kontemplować, co ten drugi człowiek mówi. Moja uważność jest skierowana w pełni na niego. Nie jest to takie łatwe, bo szybko się rozpraszamy i kierujemy uważność na dziesiątki innych spraw, które mamy do zrobienia. Rozmówca wtedy schodzi na dalszy plan. Niby go słuchamy, ale… Podobnie dzieje się z Bogiem. Czasem trudno nam z Nim po prostu być, patrzeć na Niego, zwracać uwagę na to, co On mówi, więc Go zagadujemy naszymi sprawami, a potem odchodzimy z poczuciem, żeśmy się „dobrze pomodlili”. Mamy nawet z tego powodu dobre samopoczucie. Ale czy doszło do prawdziwego spotkania? Czy chodziło mi o spotkanie, czy tylko o moje dobre samopoczucie? Jak wygląda Twoja modlitwa?

2.   Jezus daje jeszcze jedną właściwość dobrej modlitwy – wymaga przebaczenia. By się prawdziwie spotkać potrzeba wybaczyć. Potrzeba położyć lekarstwo na krzywdy i rany. Chodzi o to, by nie wkradła się do serca chęć zemsty, odgryzienia się, szyderstwa, ironii, zamknięcia czy innych form nieprzebaczenia. Wtedy nie ma mowy o relacji, nie ma mowy o spotkaniu. Chodzi o przebaczenie w sercu, które nie jest tożsame z pojednaniem. Jezus obwarowuje to mocnym przykazaniem, gdyż Bóg mieszka w każdym człowieku. Chowanie urazy do kogokolwiek zamyka mnie tak naprawdę na wszystkich ludzi, choć najbardziej na tego, któremu nie chcę przebaczyć. Zamyka na relację z Bogiem, bo nieprzebaczenie jest przeszkodą w spotkaniu. Jak bowiem – pyta św. Jan – mogę mówić, że kocham Boga, którego nie widzę, jeśli odrzucam jakiegoś brata, którego widzę? Pomódl się na koniec tak powoli modlitwą „Ojcze nasz”, zwracając uwagę na to, czy wzbudza ona w Tobie jakieś poruszenia, natchnienia, myśli. Czy każde słowo możesz wypowiedzieć szczerze i w prawdzie? Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Cze 24, 08:10
Jan będzie mu na imię

Wprowadzenie do modlitwy na Uroczystość Narodzenia Jana Chrzciciela, 24 czerwca

Tekst: Łk 1, 57-66. 80

Prośba: o łaskę rozszerzania serca, które będzie kochać coraz bardziej na wzór Boga.

1.   Pan okazał miłosierdzie niepłodnej Elżbiecie i urodziła syna. To, co dla człowieka jest niemożliwe, Bóg potrafi uczynić. Jest Panem i Miłośnikiem Życia. Pomnaża życie dla dobra wszystkich. Jan ma właśnie taką misję, by przez jego przepowiadanie i wskazanie Mesjasza, dobro przyszło na wszystkich. Poprzedza Zbawiciela, przygotowuje lud na Jego przyjście, a potem ogłasza Jego obecność pośród nas. Rozważaj miłość Boga, który pragnie być pośród nas i posyła swego Syna. Rozważaj jaką drogą do nas przychodzi i kim jest ten, który Go poprzedza. Kogo Bóg wybiera? Czy nie to, co słabe i głupie w oczach ludzi – jak powie później św. Paweł? Jana przyjęli prości ludzie, ale elity stały z boku i się przypatrywały. Mesjasza także nie przyjęli. Rozważaj miłość i drogi Boże.

2.   Popatrz również na swoje życie. Bóg zapragnął, byś istniał i mógł się rozwijać w miłości. I to nawet, gdy od ludzi nie zawsze spotka nas to, czego byśmy oczekiwali, czyli odbicie Bożej miłości. Bóg Ciebie chciał, uczynił Cię. Nosisz imię, które mówi o Twojej tożsamości i wybraniu przez Boga. Masz swoją misję na tym świecie, swój sens i cel. Czy uświadamiasz go sobie? W sumie Twoja misja jest podobna do tej Janowej. Bo to nic innego, jak żyć Bożą miłością i przekazywać ją dalej w świat. To rozsiewać wokół siebie woń Bożej dobroci, miłości i przebaczenia. W łagodności i miłosierdziu szukać to, co zginęło. Być jakby pasem transmisyjnym Bożej łaski dla tych, których masz wokół siebie. Rozważaj tę prawdę i łaskę. Popatrz na św. Jana i na swoje życie. Uciesz się wszystkim, co Bóg uczynił przez niego i przez Ciebie. Wzbudź wdzięczność i proś o łaskę szeroko otwartego serca na przyjmowanie i ofiarowywanie Miłości. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Cze 27, 07:16
Poznacie ich po owocach

Wprowadzenie do modlitwy na środę, 27 czerwca

Tekst: Mt 7, 15-20

Prośba: o umiejętność rozeznawania tego, co duchowe, by pragnąć i wybierać jedynie to, co dobre.

1.   Jezus wzywa nas, byśmy uczyli się rozpoznawać i rozeznawać prawdę od fałszu. Fałszywy prorok może być konkretną osobą, ale może być również czymś wewnątrz nas: najczęściej myślą czy pokusą. To tam należy szukać największych zagrożeń dla naszego życia duchowego – wewnątrz nas, a nie na zewnątrz. Bo jak mówi Jezus na innym miejscu, nic co wchodzi z zewnątrz, nie czyni człowieka nieczystym, lecz to, co pochodzi z wnętrza, a więc to, co człowiek z tym wszystkim zrobi. Pokusa czy jakaś myśl może przyjść z zewnątrz, ale to człowiek ostatecznie decyduje, co z tym zrobi – czy odrzuci, czy też pójdzie za tym. To w tym właśnie momencie może narodzić się w człowieku grzech, kiedy nie rozpozna pokusy i pójdzie za nią. W jaki sposób uczysz się codziennie rozpoznawać to, co dobre i to, co złe, by pójść za dobrem, a zło odrzucić?

2.   Pokusa będzie miała wygląd łagodnej i miłej owcy, lecz w środku będzie drapieżnym i niszczącym wilkiem. Można więc powiedzieć, że umiejętność rozeznawania duchowego to także zdolność oddzielania pozorów od prawdy. Pozory bowiem mogą mylić. Z drugiej strony Jezus pokazuje również inne kryterium, które łączy się z tym poprzednim – drzewo poznaje się po owocach. A na owoce trzeba zwyczajnie poczekać. Aby więc dobrze rozeznawać i wybierać dobro, trzeba się nauczyć czekać na owoce. Nie zawsze to, co przyszło jako pierwsze i obiecujące, jest godne zaufania. Pierwsze wrażenie może być bardzo mylne, potrzeba nauczyć się patrzeć na koniec i przewidywać skutki swoich wyborów i decyzji, przewidywać ich konsekwencje. Z nauką rozeznawania wiąże się więc zdolność do porażek, bo na początku może to nam nie wychodzić i będziemy popełniać błędy. Jednak bez tego możemy nigdy nie nauczyć się rozróżniać dobra od zła i bardzo często będziemy wpadać w pułapki nieprzyjaciela naszej natury.

3.   Na koniec tej modlitwy możesz spróbować wykonać następujące ćwiczenie. Narysuj na kartce drzewo swojego życia. Najpierw umieść na niej najważniejsze gałęzie: wiara, powołanie, rodzina, relacje, praca, wspólnota, itd. Potem możesz umieścić pomniejsze gałęzie. Następnie wypisz na każdej z tych gałęzi owoce, jakie ona przynosi w ciągu życia. Które z nich są dobre? Które złe? Które z nich chciałbyś rozeznać i wybrać inaczej, gdybyś tylko mógł? Które zaś potwierdzasz i chcesz umocnić? Na koniec porozmawiaj o tym wszystkim z Jezusem, przedstaw mu owoc tej modlitwy. Poproś o łaskę, o umiejętność rozeznawania duchowego, by kroczyć drogą dobra, miłości, prawdy. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Cze 28, 07:38
Miłość oparta na skale

Wprowadzenie do modlitwy na czwartek, 28 czerwca

Tekst: Mt 7, 21-27

Prośba: o łaskę doświadczania owoców miłości, ukazujących się w intencjach, słowach i czynach.

1.   Miłość zasadza się bardziej na czynach, niż na słowach – napisał św. Ignacy w swojej książeczce Ćwiczeń Duchowych. Nie wystarczą więc słowa, nie wystarczą deklaracje i obietnice. One z jednej strony budują pewną nadzieję na miłość, z drugiej strony wprowadzają ją w próbę. Bo wtedy padnie pytanie: czy te deklaracje i słowa się spełnią? Jeśli nie, wtedy miłość jest zbudowana na piasku i to takim ruchomym. Nie ma na czym się oprzeć. Miłość domaga się konkretu, czynu, działania, owocu. Bez tego jest pustosłowiem, a czasem nawet manipulowaniem. Jakie czyny mogą potwierdzić Twoją miłość? Jakie konkretne owoce niesie Twoje życie? Przypomnij sobie kilka z nich i wypowiedz je przed Panem.

2.   Jezus nie mówi w tym zakończeniu kazania na górze o ludziach, którzy nie słuchają Jego słowa. Mówi o tych, którzy słuchają, czyli o nas. Można słuchać i wypełniać, albo słuchać i nie wypełniać. Więc tych wskazań Jezus nie kieruje do ludzi niewierzących, lecz do uczniów, którzy słuchają Jego słowa. Jakie jest więc Twoje słuchanie słowa? Bo ono też jest ważne w miłości. Można bowiem zachwycać się i zdumiewać tym, co mówi Jezus, a i tak robić po swojemu. Słowo domaga się nie tylko słuchania, ale i tego, co jest po-słuchaniu, czyli posłuchu – posłuszeństwa. Słowo potrzebuje być wprowadzone w czyn, inaczej nie przynosi owocu. Budować na skale oznacza także być człowiekiem wiernym słowu, o pewnej stałości w miłości. Święty Jakub w swoim liście trafnie o tym dopowiada: o człowieku stałym i chwiejnym w wierze. Człowiek chwiejny to według niego taki, który podejrzewa Boga o podwójną intencje (że daje dobro i zło zarazem – por. Jk 1, 5-8). Intencje w miłości również są ważne, gdyż intencja nieszczera, z podwójnym dnem, dwulicowa jest tym, co psuje czyny miłości. Można więc powiedzieć, że w miłości liczy się absolutnie wszystko: i czyny, i słowa, i intencje (których nie widać wprost na zewnątrz, ale mogą wyjść w owocach). Czy patrzysz na miłość całościowo? Czy dbasz nie tylko o słowa, ale i o czyny, a także o intencje Twoich wszystkich działań? Czy na rachunku sumienia pytasz także o to, z jaką intencją coś uczyniłeś i jak to coś zrobiłeś? Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 5, 07:35
Wstań i chodź!

Wprowadzenie do modlitwy na czwartek, 5 lipca

Tekst: Mt 9, 1-8

Prośba: o łaskę uwolnienia od paraliżu serca.

1.   Jezus opuszcza ziemie Gadareńczyków i wraca do siebie. Wraca w swoje rodzinne strony, bliskie Jemu. Wraca do miejsc, które zna najlepiej. I tam przynoszą mu paralityka. Pomyśl o tym, że Ty w swoim sercu też możesz znaleźć paralityka. Jakaś część Ciebie może być sparaliżowana, a więc bez możliwości ruchu, mocno spięta, zesztywniała, niezdolna do działania, niezdolna do kochania. Zobacz, że to może być w tej części Twego życia, którą dobrze znasz, która jest Ci znana i bliska. Może tam, gdzie byś się tego nie spodziewał. Bo czasem to, co nam najbliższe, zaskakuje najbardziej. Może dlatego, żeśmy się do tego przyzwyczaili, z tym zżyli i już nie widzimy, że coś – może powoli i niezauważalnie – zaczyna być skostniałe, zatwardziałe, sparaliżowane… Co to może być w Twoim życiu? Może jakieś skostniałe, stereotypowe myślenie o sobie, innych, Bogu… może skostniałe rytuały modlitewne, duchowe, które już nie niosą życia i nie są przestrzenią do spotkania z Bogiem… może coś innego. Zatrzymaj się chwilę i pomyśl o tym, wydobądź to z siebie, uświadom sobie.

2.   Zobacz, że Jezus ten paraliż łączy z grzechem, bo mówi do paralityka, że odpuszczają się jego grzechy. Chodzi więc najpierw o nawrócenie serca, o zmianę myślenia – mentalności. Chodzi o zmianę nastawienia i punktu widzenia danej rzeczywistości. Dzieje się tak dlatego, że potrafimy – czasem bardzo zręcznie – żyć iluzjami, fałszywymi obrazami, maskami, za którymi się ukrywamy, fasadami. Wtedy nasze życie przestaje być prawdziwe, a staje się fasadowe. Wtedy na pewno przyjdzie paraliż i ta część naszego serca stanie się podobna do bożka, który ma oczy, ale nie widzi, uszy – ale nie słyszy, ma ręce, ale nic nie może zdziałać. Podobnie jak człowiek sparaliżowany. Coś, co paraliżuje Twoje serce ma tendencje do stania się bożkiem – bez ruchu, bez działania, bez miłości. Warto więc znaleźć tę przestrzeń w swoim sercu, uświadomić ją sobie i pozwolić, by Bóg mocą swego Ducha nieustannie leczył nasze serce z tych wszystkich zatwardziałych przestrzeni w sercu. Proś także o wrażliwość serca, jego otwartość i miłość. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 8, 08:02
Przyjmij słowo życia

Wprowadzenie do modlitwy na 14 Niedzielę zwykłą, 8 lipca

Tekst: Mk 6, 1-6

Prośba: o przyjęcie życia ofiarowanego przez Dawcę i Miłośnika życia.

1.   Jezus nazywa siebie dzisiaj prorokiem. To człowiek, który przynosi innym słowo Boga. Ktoś, kto jest znakiem obecności Boga. Ludzie, słysząc proroka, mają poczuć, że Bóg jest pośród nich, nie zapomniał o nich, troszczy się o nich, mówi do nich. A Jezus? Jest kimś więcej niż prorok – tak również o sobie powiedział. On jest samym Bogiem, a nie tylko znakiem, który miałby Go zapowiadać. Jest Bogiem i Człowiekiem. Ale człowiek Go nie rozpoznał. Przez grzech człowiek ma w sercu zasianą wątpliwość i ona jest w nim stałą zadrą, raną – człowiek nieustannie wątpi o miłości. Tak bardzo, jak jej pragnie i szuka (często dramatycznie, po omacku, nie tam, gdzie ją można znaleźć), tak bardzo również potrafi ją odrzucić, zamknąć się na nią, postawić jej granicę. To – wydaje się – wydarzyło się dzisiaj w Nazarecie, do którego Jezus powrócił.

2.   Wejdź wyobraźnią w to, co przekazuje nam Słowo Boże. Zobacz Jezusa i Jego uczniów, którzy przychodzą do rodzinnej miejscowości. Czy i jak jest witany? Przecież znali Go od Jego dzieciństwa. Jezus, być może, przyszedł w zwyczajne odwiedziny, w szabat został poproszony o naukę w synagodze. I dziwią się niedowierzając. Zauważ, że nie zwrócili uwagi na to, co Jezus mówi, ale na to, kim On jest. W Jego słowach nie rozpoznali Boga, który do nich przychodzi, lecz zamknięci na słowo, rozpoznali w Nim tego małego chłopaka, który biegał po uliczkach Nazaretu wiele lat temu. Było dla nich nie do pomyślenia, że mógłby być kimś innym, niż im się wydawało. Nie byli otwarci na tę „nowość”. Popatrz w tej modlitwie na swój obraz Boga. Czy jesteś w stanie przyjąć, że w Bogu jednoczą się rzeczywistości, które dla nas ludzi są pozornie sprzeczne? Bo przecież Jezus jest zarówno Bogiem jak i Człowiekiem. Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy zarazem. Jest bliżej nas niż my samych siebie, a równocześnie między nami jest jakaś przepaść, przestrzeń. Tyle „sprzeczności”. Czy Jego słowo jest dla Ciebie tym, co daje Ci życie? Czy przyjmujesz życie ofiarowane Ci przez Niego? Mieszkańcy Nazaretu zostali przy swoim ograniczonym „poznaniu” Jezusa, zostali przy swoich przekonaniach i przez to słowa Jezusa miały zablokowany dostęp do ich serca. Nie mogły dać im życia – tego prawdziwego, pełnego życia Bożego. A może i w sobie odkrywasz takie bariery, stereotypy, przekonania, fałszywe obrazy, iluzje? Może odkrywasz w sercu miejsca zacięte lub zamknięte na prawdę, na rzeczywistość z jej faktami (a nie domysłami czy własnymi interpretacjami)? Stań dziś przed Jezusem i otwórz serce, by mógł je napełnić pełnią Życia. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 12, 07:15
Czy jesteś przyjacielem?

Wprowadzenie do modlitwy na czwartek, 12 lipca

Tekst: J 15, 9-17

Prośba: o łaskę głębokiej przyjaźni z Jezusem.

1.   Jezus wypowiada te słowa krótko przed męką. Nazywa uczniów przyjaciółmi. To bardzo bliska relacja. Czy powiedziałbyś o swoje relacji do Jezusa, że jest przyjacielska? Na jakiej podstawie? Jezus daje przynajmniej dwa kryteria w dzisiejszym tekście. Przyjaciel to ten, kto jest dopuszczony do poufałości. To sługa nie wie, co czyni pan jego. Sługa ma robić i tyle. A przyjaciel wie. Jest dopuszczony do wszystkiego. Jezus nam, swoim uczniom, powiedział o Ojcu, objawił Go i to wszystko, co od Ojca otrzymał. Po drugie, dla Jezusa przyjaźń oznacza oddać życie za przyjaciela. On to zrobi zaraz na krzyżu, ale może potrzebujesz zobaczyć, jak Ty możesz oddać życie dla Jezusa. Może chodzi o całkowite zaangażowanie się w życie, o oddanie życia dla miłości realizowanej wokół siebie, wobec bliźnich, którzy są wokół nas. Jaka jest Twoja przyjaźń z Jezusem?

2.   Przyjaźń polega na tym, że to Jezus nas wybrał, a nie my Jego. Podobnie mówi św. Jan w swoim liście, że na tym samym polega miłość – to nie my umiłowaliśmy Boga, lecz to On nas pierwszy umiłował. Na tym możesz oprzeć pewność Jego przyjaźni. Czy przyjmujesz Jego miłość i przyjaźń? To może być bardzo trudne, bo łatwiej nam dawać niż przyjmować, łatwiej działać niż być odbiorcą łaski. Jednak bez przyjęcia od Niego nie możesz nic z siebie dać. Bez Niego nic nie możemy uczynić. Jak się z tym czujesz? Czy jesteś otwarty na Jego miłość i przyjaźń?

3.   Przyjaźń z Nim wzbudza i umacnia w nas owoce. Nie jest powiedziane jakie to są owoce. Wiemy jednak z wcześniejszych wypowiedzi Jezusa, że gałązka latorośli nie przynosi owocu z sama siebie, lecz dopiero wtedy, gdy jest wszczepiona w winny krzew, w główny pień. Chodzi o to, by być wszczepionym w Jezusa, a więc być w relacji do Niego, trwać w Jego przyjaźni. Wtedy przyniesiemy owoce. To On sprawia, że pojawiają się w nas owoce oraz że te owoce są umacniane, wspierane, powiększane, coraz bardziej dojrzałe, pełne. Czy tak widzisz swoje życie – jako rozwijające się ku pełni, jako dojrzewające w miłości i owocowaniu? Czy też może nic się nie zmienia, a może jest nawet regres? Jak wygląda Twoja relacja z Jezusem, Twoja przyjaźń z Nim? Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 19, 08:15
Odpoczynek w Bogu

Wprowadzenie do modlitwy na czwartek, 19 lipca

Tekst: Mt 11, 28-30

Prośba: o doświadczenie odpoczynku Twojej duszy w Bogu.

1.   Tym, który pierwszy przychodzi do człowieka jest Bóg. On „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie i… stał się człowiekiem” – jak mówi św. Paweł. Stał się człowiekiem, by być tak blisko człowieka, jak to tylko możliwe. Człowiek i tak Go nie rozpoznał i wydał Go na śmierć. Ale Bóg nie może nie kochać człowieka, jest przy nim nieustannie, podtrzymuje Jego życie i dba o jego rozwój. Wzywa go także do współpracy, stąd dzisiejsze wezwanie, by przyjść do Jezusa, gdy doskwierają nam różne obciążenia i utrudzenia. Przyjść i wypowiedzieć to przed Nim. W nas jest – już od momentu pierwszego grzechu – taka postawa swoistej samowystarczalności. Człowiek boi się Boga, boi się do Niego zbliżyć (grzech to sprawia, że człowiek boi się bliskości), więc wmawia sobie, że „poradzi sobie sam”. Wynika to z pychy, która nie jest w stanie przyjąć i zgodzić się na słabość, niemoc, upadki. Więc robi wszystko, by „sobie poradzić” ze wszystkim, a nawet więcej – „musi sobie poradzić”, bo przecież tylko pycha „wie lepiej” i nikt nie da rady tak, jak ona. Wołanie więc Jezusa, by przyjść do Niego w naszym utrudzeniu i obciążeniu to ostatecznie otwarcie naszego serca na pokorę uznania, że sami sobie nie damy rady. Jak daleko albo jak blisko jesteś takiej postawy?

2.   W tym krótkim tekście padają dwa słowa: pokrzepienie i ukojenie. To otrzymamy od Jezusa. To znajdziemy, gdy weźmiemy na siebie Jego jarzmo. Dosłownie oba te słowa można przetłumaczyć jako „odpoczynek”. Kiedy przyjdziemy do Jezusa z naszymi utrudzeniami, to nasza dusza doświadczy odpoczynku. Kiedy weźmiemy na siebie Jezusowe jarzmo, które okazuje się łagodności, uniżeniem i pokorą serca, to znajdziemy – znów – odpoczynek dla naszej duszy. W Bogu jest odpoczynek. I nie tylko ten „wieczny odpoczynek”, który nas spotka po śmierci. On już tu na ziemi daje odpocząć naszemu duchowi, kiedy przychodzimy do Niego w postawie otwarcia serca. Serca, które nie jest samowystarczalne i stąd wypowiada przed Nim swoje utrudzenie i obciążenie. Tu nie chodzi tylko o mówienie Bogu o trudzie swego życia. To może przede wszystkim wypowiedzenie przed Nim naszego lęku, słabości i grzechu – bo czyż to najbardziej nie obciąża naszego ducha? A czymże jest odpoczynek ciała wobec odpoczynku ducha… zaledwie bladym przedsmakiem. Proś Go dzisiaj o takie doświadczenie. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 22, 08:44
Odpoczynek serca

Wprowadzenie do modlitwy na 16 Niedzielę zwykłą, 22 lipca

Tekst: Mk 6, 30-34

Prośba: o łaskę odpoczynku w Bogu dla Twojego serca.

1.   Kilka dni temu usłyszeliśmy w ewangelii, że Jezus zaprasza, by przychodzili do Niego wszyscy utrudzeni i obciążeni, a w Nim znajdą odpoczynek (pokrzepienie). I dziś jakoś spełnia się to słowo. Wracają uczniowie z misji i chcą pobyć z Jezusem sam na sam, by opowiedzieć Mu o wszystkim i odpocząć, ale tłum zaraz się dowiaduje i przychodzą do Jezusa. Przychodzą jak owce nie mające Pasterza. Pragną odpoczynku dla duszy, bo Słowo Pana ma tę właściwość, że przynosi odpoczynek. Ono pozwala zaczerpnąć ze źródła żywej wody, jak czyni to zmęczony wędrowiec korzystający z ochłody górskiego potoku. Słowo, które jest jak woda: gasi pragnienie, obmywa brudne stopy i schładza rozgrzany i zmęczony organizm. Dotyka tego, co wewnątrz i co na zewnątrz. I Jezus daje im tego, czego potrzebują. Lituje się nad nimi, ich determinacja porusza Jego serce, wrażliwe serce Boga. A Ty, po co przychodzisz do Jezusa? Czego od Niego pragniesz? Jaką masz determinację?

2.   Ten odpoczynek jest możliwy na miejscu pustynnym, osobno. Tam właśnie Jezus prowadzi swoich uczniów. Jakakolwiek modlitwa potrzebuje dokładnie takich warunków. Nie zawsze w codzienności możemy sobie je zapewnić, będąc otoczonymi przez gwar codzienności i pęd doczesności. Warto jednak zadbać o to spotkanie z Bogiem, by było naprawdę na miejscu pustynnym i osobno. Tylko wtedy możemy doświadczyć odpoczynku serca w Nim. Nie oznacza to, że z mieszkania musisz koniecznie zrobić wyciszoną kaplicę i domowników wyrzucać na zewnątrz, by nie przeszkadzali Ci w modlitwie. Zadbaj o dużo drobniejsze rzeczy. Czy jesteś w stanie np. całkowicie wyłączyć telefon komórkowy czy inny „gadżet”, który co chwila będzie Cię informował o nowej wiadomości czy komentarzu na facebooku? Czy jesteś w stanie na czas modlitwy uciszyć swoje myśli, które wcale nie zamierzają wejść w spotkanie z Ojcem i Stwórcą, a bardziej są skore do obmyślania kolejnych pomysłów, załatwiania zaległych spraw czy zajmowania się absolutnie wszystkim innym? Uciszyć ciało, uciszyć myśli, a w końcu uciszyć serce. Niby takie proste, a takie trudne. Do tego potrzeba trochę „ascezy” i determinacji w odsuwaniu od siebie różnych „przeszkadzaczy”. To jest to, co należy do człowieka w relacji z Bogiem – zrobienie przestrzeni w sercu. I ta przestrzeń ma być pustynna i osobno. Tylko wtedy dojdzie w pełni do spotkania z Tym, który JEST i niczego więcej nie potrzebuje do spotkania. Od Ciebie również pragnie tylko jednego – byś naprawdę BYŁ na tym spotkaniu, Ty sam, taki, jaki jesteś, ze wszystkim: mocny i słaby zarazem, grzeszny i święty, czyniący dobro i zło, kochający i bojący się… To wszystko w Tobie jest i Bóg takiego chce Cię spotkać, takiego Cię kocha. Pozwól więc, by Twoje serce w Nim znalazło odpoczynek. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 25, 07:52
Kochać w pełni

Wprowadzenie do modlitwy na środę, 25 lipca, św. Jakuba

Tekst: 2 Kor 4, 7-15

Prośba: o przyjmowanie miłości Boga w pełni.

1.   Uświadom sobie, a może nawet wyobraź, że jesteś glinianym naczyniem, które znajduje się nieustannie w ręku Boga i jest stale kształtowane przez Jego palce: wrażliwe, czułe, troskliwe, ale też mocne, stanowcze, dające oparcie. W to naczynie wkłada On skarb, ale… tym skarbem jesteś Ty sam! Tym wszystkim właśnie jesteś: i kruchym naczyniem, podatnym na pęknięcia, skazy, wyszczerbienia, a równocześnie cudownym stworzeniem, piękną perłą w oczach Boga, solą ziemi i światłem świata, Jego córką/synem, umiłowanym. Skarb i kruchość, siła i słabość, piękno i skaza… to wszystko stanowi każdego z nas. Przyjęcie siebie i zgoda na to, że tacy jesteśmy, to podstawowy poziom pokory. Bo to oznacza równocześnie przyjęcie Boga i Jego miłości względem nas. A istniejemy tylko dzięki tej miłości, sami siebie nie uczyniliśmy. Przyjąć miłość Boga oznacza więc przyjąć swoje piękno i kruchość. Co czujesz, kiedy czytasz te słowa? Co rodzi się w Twoim sercu na myśl, że to jest prawda o Tobie? Przyjmujesz ją? Gdzie widzisz trudności w przyjęciu Jego miłości względem Ciebie?

2.   Paweł pisze o trudnych rzeczach, przed którymi instynktownie uciekamy: o prześladowaniach, cierpieniu, niedostatku, obalaniu na ziemię. Możemy siebie zapytać, czy to nas ma w życiu spotkać? Pewnie coś z tego już dawno temu nas spotkało albo do dziś spotyka. Czy Bóg tego pragnie dla nas, swoich dzieci? Czy Jego wolą jest, byśmy cierpieli? Czy chciał męki i śmierci dla swego Syna, Jezusa? Uświadom sobie, że to nie jest Jego wolą. On nie pragnął męki, cierpienia i śmierci dla swego Syna. Lecz Jego wolą było, by cokolwiek spotka Jego Syna, On nie przestał kochać, by nie zamknął swego serca przed człowiekiem. To jest prawdziwa wola Tego, który JEST MIŁOŚCIĄ. Tego samego pragnie dla Ciebie – nie jest Jego wolą, byś cierpiał, był prześladowany, niszczony, krzywdzony, obalany… Lecz Jego wolą jest to, że cokolwiek Cię w życiu spotka, byś się nie zamknął na bliźniego, nie „strzelił focha”, nie przestał kochać. Wiemy dobrze, że to bardzo trudne, dlatego to, co mamy robić, to naśladować Jezusa, a nie próbować robić na własną rękę czy o własnych siłach. By życie Jezusa w nas się odcisnęło do tego stopnia, że cokolwiek nas spotka, będziemy zdolni to przyjąć i dalej kochać; że w chwilach największych prób nie będziemy zamykali się w egoistycznym użalaniu nad samym sobą, lecz będziemy choć odrobinę zdolni dawać siebie braciom. A to może stać się wtedy, kiedy nauczysz się przyjmować Bożą miłość w pełni – ona Cię poprowadzi i przemieni od środka. Proś dziś szczególnie o to, byś był na nią otwarty i przyjmował ją w pełni. Grzegorz Ginter SJ

Bożena
Bożena Lip 29, 08:49
Przenikająca bliskość miłości

Wprowadzenie do modlitwy na 17 Niedzielę zwykłą, 29 lipca

Tekst: J 6, 1-15

Prośba: o głęboką świadomość, że Twoje życie jest w ręku Boga i życie tą świadomością.

1.   Ludzie chodzą za Jezusem, bo widzą znaki. Bóg daje się doświadczyć człowiekowi także przez znaki i cuda, w ten sposób okazuje im nie tyle swoją wszechmoc czy cudowność, lecz swoją bliskość. Czy przyjmujesz ją? Przypomnij sobie takie momenty, w których doświadczałeś Boga działającego wielkie rzeczy na Twoją rzecz. Czy czułeś wtedy Jego bliskość i troskę o Ciebie, czy tylko „wziąłeś prezent”, jaki Ci przygotował? Jezus uprzedza nasze potrzeby, choć nie zawsze w to wierzymy, gdyż oczekujemy najczęściej czegoś zgoła innego. On wiedział, co ma czynić, kiedy pyta swoich uczniów o chleb dla tłumu. On zauważył potrzebę i także w ten sposób chce człowiekowi pokazać Jego bliskość i troskę. Czy ją przyjmiesz? Czy bardziej jesteś samowystarczalny i starasz się nikogo nie potrzebować? Czy umiesz przyjmować dobro, życzliwość, gesty miłości? Jakie uczucia w Tobie wzbudzają? Do jakich postaw prowadzą?

2.   Popatrz na uczniów, którzy myślą po ludzku i szukają tylko ludzkich rozwiązań. Bóg jest pośród nich, lecz oni są mocno zapatrzeni w brak chleba, którego doświadczają. A Ty, kiedy doświadczasz czegoś po ludzku trudnego lub wręcz niemożliwego, do kogo się udajesz? Jakich środków poszukujesz, by rozwiązać problem? Czy jest tam miejsce na Boga? Popatrz w tej modlitwie także na zaproszenie Boga do współpracy ze sobą. Każą ludziom usiąść, przygotowując ich w ten sposób do tego, co ma się wydarzyć, a po wszystkim zbierają kosze pełne ułomków. Bóg jest hojny i rozrzutny, ale nie chce, by cokolwiek się zmarnowało. Jak Ty funkcjonujesz w codzienności?

3.   Kiedy dotarło do ludzi, co się wydarzyło, chcą Jezusa obwołać królem. Czy to oznacza, że wierzą w Jezusa? Wiara sprawdza się w codzienności, kiedy nie ma cudów. Na czym opiera się Twoja więź z Jezusem? Czy na budowaniu relacji krok po kroku, pośród niełatwej czasem codzienności, czy też tylko na fajerwerkach i poszukiwaniu cudownych wydarzeń i chwil? Czy spotykasz Boga tam, gdzie teraz dokładnie jesteś, czy też szukasz specjalnych chwil, miejsc, osób? Czy Bóg naprawdę – dla Ciebie – jest Tym, który przenika wszystko, w którym „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”? Czy masz poczucie bycia zanurzonym bez ustanku w Jego miłości? Grzegorz Ginter SJ

Strony: « 1 2 3 4 5 6 7 8 9