Loading...

Blog dorotak

O naśladowaniu Chrystusa, Księga III, Rozdz. 40

3. Gdybym przeto umiał się wyzbyć wszelkiej ludzkiej pociechy, czy to
dla zdobycia pobożności, czy też z potrzeby,która mnie nagli do szukania Ciebie (bo nie dla człowieka, co by mnie pocieszył), wtedy słusznie mógłbym się
spodziewać wszystkiego z Twojej łaski i radować się darem nowej pociechy.
4. Dzięki niech będą Tobie,od którego wszystko pochodzi, cokolwiek mi się zdarza dobrego.Jestem człowiekiem niestałym i słabym, marnością i niczym wobec Ciebie.
Z czego zatem mogę się chlubić albo dlaczego pożądam rozgłosu? Chyba z tego, że jestem niczym, a to byłoby już skrajną próżnością.
Zaiste, próżna chwała jest zgubną chorobą i największą marnością, bo odciąga od prawdziwej chwały i pozbawia łaski niebieskiej. Gdy człowiek podoba
się sobie, nie podoba się Tobie, gdy się ubiega za pochwałą ludzką, traci prawdziwe cnoty.
5. Prawdziwą chwałą i świętym weselem jest chlubić się z Ciebie, nie z siebie, weselić się z Twego imienia, a nie z własnej cnoty, nie cieszyć się żadnym stworzeniem, chyba ze względu na Ciebie. Niech będzie pochwalone imię Twoje
nie moje; niech będą uwielbione sprawy Twoje, nie moje, niech imię Twoje będzie błogosławione, a ja niech nie mam żadnej chwały ludzkiej.
Tyś sam moją chwałą i weselem serca mojego. W Tobie dzień cały będę się chlubić i radować, a z siebie zaś nic się nie będę chlubił, jak tylko ze słabości moich . (2 Kor 12,5)

To temat niezbyt łatwy dla mnie, należącej do Ruchu Nowej Ewangelizacji...jak pogodzić to wszystko, by objawiała się chwała Boga a nie moja własna . Bronić interesu Boga na ziemi...

Dziś rano nie mogłam podzielić się z kimś z przeżyciami z pierwszego dnia nabożeństwa, poprosiłam o skończenie rozmowy, dawno tak nie czułam obecności Złego, tuż obok....co chciałam powiedzieć o czymś z wczoraj nagle kompletna pustka, nawet nie pamiętałam , co wczoraj tu napisałam, zostało mi to zakryte nagle ale rozpoznałam od kogo i dzielenia nie było, siadłam do Nowenny i w czwartej Tajemnicy pamięć wróciła.... Dzień zakończony Mszą z modlitwą o uzdrowienie. Usłyszałam słowa " Jeszcze nie czas"....wiem, co  znaczą...

 

Z książki „O naśladowaniu Chrystusa, Księga III, Rozdz. 40

1. Uczeń: . Panie, czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czymże –
syn człowieczy, że się nim zajmujesz. ( Por. Mt 26,41).
Czym sobie człowiek zasłużył, abyś mu udzielał łask?
Jakże się mogę uskarżać, jeśli mnie opuszczasz, albo się żalić, że nie spełniasz tego, o co proszę? W rzeczywistości mogę tylko jedno myśleć i mówić: Panie, jestem niczym, nic nie mogę i sam z siebie nie mam nic dobrego; czuję we wszystkim moją słabość i nicość i do nicości zawsze zdążam. Jeśli Ty mnie nie wspomagasz i nie umacniasz wewnętrznie, wpadam od razu w oziębłość i opieszałość.
2. Ale Ty, Panie, zawsze jesteś ten sam i na wieki trwasz niezmiennie dobry, sprawiedliwy i święty; czynisz wszystko dobrze, sprawiedliwie i święcie i wszystkim rozporządzasz z mądrością.
A ja, będąc więcej skłonny do upadku niż postępu, nie pozostaję nigdy w tym samym stanie; w mej duszy siedemkroć zmieniają się nastroje. Wszakże skoro Ci się spodoba wyciągnąć ku mnie wspomagającą rękę, prędko dzieje się lepiej.
Ty sam, bez ludzkiej pomocy, możesz mnie wesprzeć i tak mocno utwierdzić, że nie będę tak skrajnie zmienny, lecz serce me, ku Tobie zwrócone, w Tobie
pokój odnajdzie.

Dziś zobaczyłam dwa światy, bardzo wyraźnie odłączone od siebie jakby jakąś linią. Dzień się tak podzielił , moje miasto również...Już dziś wiem, że to nabożeństwo jest dla mnie łaską, łaską,  której owoców jeszcze wszystkich nie znam, ale już  ten pierwszy dzień otworzył mi na coś oczy ....

Napiszę  więcej później tutaj, pragnę bowiem ze swych rozmyślań  utworzyć bloga,  muszę więc to , co napisałam wcześniej  przełożyć tutaj...po przeżyciu tego okresu wydrukuję zapewne, bo zapewne też przystąpię do tego nabożeństwa  jeszcze nie raz, będę mieć porównanie. Ufam, że moje przeżycia  będą  może zachętą dla kogoś , by podjął to nabożeństwo. Przepraszam więc za małe zamieszanie, które powstanie chwilowo na Tablicy... .

 

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej, A, Wj 34,4b-6,8-9; Ps: Dn 3,52-56; 2 Kor 13,11-13; Ap 1,8; J 3,16-18

Nie zgłębimy tajemnicy Trójcy Przenajświętszej, możemy się jednak do niej pokornie zbliżyć. Tak, by budować swoją wiarę i znajdować ścieżki zbawienia.

W pierwszym czytaniu zobaczyliśmy spotkanie Mojżesza z Bogiem. Padło tam takie stwierdzenie: „A Pan zstąpił w obłoku”. (Wj 34,5a) Jest to w nurcie wielkiej tradycji biblijnej – Bóg objawia się w obłoku, obłok prowadzi Izraelitów do Ziemi Obiecanej, obłok towarzyszy prorockim wizjom, obłok widzimy na górze przemienienia, obłok mamy przy wniebowstąpieniu Jezusa.

Zauważmy co jest cechą charakterystyczną obłoku. Obłok jednocześnie pokazuje i kryje. Bóg jest – obłok jest tego sygnałem, ale ten sam Bóg w tym samym obłoku się ukrywa. To ważne spostrzeżenie i wskazówka w naszych próbach poznania Boga. Bóg da się poznać człowiekowi, ale nigdy do końca. Bóg zawsze pozostanie tajemnicą – wiemy, że ta tajemnica jest, ale nigdy „nie rozgryziemy” jej do końca.

Bóg jest też dobrym pedagogiem – wie, że nie wszystko, że nie naraz człowiek go pozna. Poznawanie Boga to proces. Mojżesz spotyka się Bogiem i pada na twarz. Mimo tego, że ten Bóg objawia się jako „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6b) to widać tu grozę i dystans.

Przełamuje to moment wcielenia, gdy Syn Boży przyjmuje ludzką naturę i staje się nam tak bliski. A z bliska widać więcej. Gdy człowiek podejdzie bliżej do Boga, przekona się do pewnej zażyłości z Nim, to Bóg wprowadzi go w tajemnicę swego wewnętrznego życia. Człowiek odkrywa wtedy, że Bóg nie przestając być jednością okazuje się być jednocześnie wspólnotą – wspólnotą boskich osób – Ojca, Syna i Ducha.

Odkrywa to drugie czytanie: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami.” (2Kor 13,13)

Jeszcze głębszym zrozumieniem tajemnicy Boga jest Ewangelia. Pokazuje ona rację istnienia, przyczynę tej boskiej Wspólnoty. Jest nią miłość.

Miłość, która zakręca się i fiksuje wokół tego, który kocha; miłość, która nie ma swojego obiektu – drugiej osoby, idei, rzeczy degeneruje się, staje się narcyzmem i w końcu przestaje mieć cokolwiek wspólnego z miłością. Nie tak jest w Bogu.

„Bóg umiłował”. (J 3,16) Umiłował siebie, w osobach Trójcy, umiłował człowieka, umiłował świat. Pewnie jeszcze większą tajemnicą od tajemnicy Trójcy, jest fakt, że Bóg ma serce, a to serce kocha.

Taki kierunek rozważań skłania nas teraz do uświadomienia sobie tego, że sami będąc stworzeni na obraz i podobieństwo Boga mamy wpisaną w swoją naturę potrzebę wspólnoty i kochania.

Mamy w sobie głęboką, niepokonalną potrzebę bycia z kimś, dla kogoś, mamy potrzebę kochania. Bycie z innymi i kochanie to nasza natura. Problem polega na tym, że próbuje się tę naturę oszukać, poprzekręcać, przemalować.

Gdy taka „pierestojka” się uda człowiek zaczyna się bać więzi, uciekać od drugiego, izolować. Zamiast kochać uczy się używać i wykorzystywać drugiego. Cały czas szuka szczęścia, ale idąc takim modelem znajdzie tylko samotność, cierpienie i rozpacz.

To nie jest świat człowieka. Nie do samotności, cierpienia i smutku zostaliśmy powołani. Przeżywając tajemnicę Bożej Wspólnoty i Bożej Miłości prośmy Wszechmogącego, byśmy umieli odkrywać i uczyć się, co to znaczy być z innymi, co to znaczy kochać. Byśmy umieli odkrywać prawdziwe szczęście, które płynie tylko z łaski Boga.

Tylko Bóg nasyca i daje sens naszemu życiu, naszym więziom z innymi i naszemu kochaniu. Amen.


Postrzegano go nawet jako wroga ruchu charyzmatycznego. Wszystko zmieniło się po kongresie Odnowy w Duchu Świętym w Kansas City. Jego przyjaciele mówili: Wysłaliśmy do Stanów Zjednoczonych Szawła, a wrócił Paweł...   O swoim spotkaniu z Odnową w Duchu Świętym opowiada o. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja papieski. 
Profesorskie dylematy
  Byłem już profesorem Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie, kiedy usłyszałem o nowym zjawisku w Kościele – Odnowie w Duchu Świętym, która wtedy zaczynała swoją działalność we Włoszech. Pewna pani, której byłem kierownikiem duchowym, przywiozła tę wiadomość z rekolekcji: – Spotkałam niezwykłych ludzi, modlą się, klaszczą, są radości, mówią także o cudach, które wśród nich się zdarzają. Jako mądry kapłan, bardzo przywiązany do tradycyjnych form duszpasterstwa, powiedziałem jej wówczas: – Więcej już nie pojedziesz na takie rekolekcje! Była posłuszna, jednakże nie przestawała zapraszać mnie na spotkania Odnowy i przekonywać o jej wartości.   W końcu poszedłem do tej wspólnoty jako bardzo krytycznie nastawiony obserwator. Moje kapłańskie powołanie zostało ukształtowane przed II Soborem Watykańskim, miałem więc ambiwalentny stosunek do tego, co zaczynało dziać się wtedy w Kościele. Obawiałem się, że może to być nie do końca zdrowe. Mój sceptycyzm spostrzegli animatorzy grup i po cichu odradzali swoim podopiecznym spowiedź u mnie, ponieważ byłem postrzegany jako wróg Odnowy.   Mimo to kilka osób porosiło mnie o spowiedź. Słuchanie ich wyznań zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo nigdy wcześniej nie widziałem tak głębokiego żalu za grzechy i ducha pokuty sprawowanej w czystości serca. Podczas wyznania grzechów wydawało mi się, że kamienie spadają z ich dusz, a na końcu pojawiała się radość i łzy. Na taki widok musiałem przyznać: – Tu działa Duch Święty! Właśnie to obiecywał Jezus, mówiąc o zesłaniu Ducha Świętego: – Kiedy przyjdzie Paraklet, Pocieszyciel, przekona świat o grzechu. Ci ludzie naprawdę byli przekonani o grzechu! W tym niecodziennym przypadku sakramentu pokuty dostrzegłem, jaka jest rola Ducha Świętego w Kościele: chodzi o ożywienie wszystkich sakramentów, aby uczynić z nich żywe doświadczenie.   Zacząłem coraz bardziej interesować się ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Ponieważ wykładałem historię wczesnego chrześcijaństwa, przygotowałem kurs o początkach Kościoła. Wiedziałem bowiem, że niektóre zjawiska, które obserwowałem w Odnowie, zdarzały się także w pierwszej wspólnocie chrześcijańskiej. Mimo to mój krytycyzm wobec tej wspólnoty nie osłabł, a jednak wciąż byłem zapraszany, bym dla niej nauczał.   Kongres w Kansas City
  W 1977 roku otrzymałem w prezencie bilet do Stanów Zjednoczonych na ekumeniczny kongres Odnowy. Ponieważ miałem i tak tam pojechać, aby uczyć się języka angielskiego, więc przyjąłem tę propozycję i wziąłem udział w kongresie, który odbył się w Kansas City w Missouri.   Przybyło tam czterdzieści tysięcy osób: dwadzieścia tysięcy katolików i tyle samo uczestników innych wyznań chrześcijańskich. Wieczorem, na stadionie jeden z liderów wziął do ręki mikrofon i zaczął przemawiać: – Wy, biskupi, kapłani, diakoni, płaczecie, lamentujecie, ponieważ ciało mojego Syna jest rozdarte. Wy, świeccy: , mężczyźni, płaczecie, lamentujecie, ponieważ ciało mojego Syna jest rozdarte... Kiedy tak mówił, zobaczyłem, jak ludzie wokół mnie padają na kolana… Na koniec całe zgromadzenie płakało z powodu skruchy, żalu wynikającego z podziału wśród chrześcijan. Zauważyłem też napis: „Jezus jest Panem”, który przenoszono z jednej części stadionu w drugą. Był to kolejny krok na drodze odkrywania Odnowy w moim .   Dla mnie jedną z największych zasług Odnowy dla Kościoła – z punktu widzenia teologicznego i biblijnego – jest odkrycie Jezusa jako Pana. Sam prowadziłem naukowe studia nad tym tytułem Jezusa, jednak dopiero pod natchnieniem Ducha Świętego zrozumiałem, że słowo Kirios, czyli Pan, nie jest tylko jednym z nazwań Jezusa, ale wyraża nasz osobisty do Niego stosunek. Dlatego św. Paweł mówił dobitnie: „Nikt nie może powiedzieć, że Jezus jest Panem, jak tylko pod natchnieniem Ducha Świętego”. Podkreślał również, że „jeśli wyznasz swoimi ustami, że Jezus jest Panem i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych, zostaniesz zbawiony”. Dzięki temu odkryciu później napisałem książkę „Żyć w Chrystusie”, która została przetłumaczona także na język polski.   Kiedy pada Jerycho
  Mimo tego głębokiego doświadczenia, wciąż nie czułem się częścią tego ruchu, ciągle pozostawałem na zewnątrz. Moi przyjaciele, którzy przyjechali ze mną z Włoch, wiedzieli o tym. I gdy podczas spotkania zaśpiewano pieśń o biblijnej historii Jerycha, którego mury rozpadają się od dźwięku trąb, szturchali mnie łokciami i mówili: – Słuchaj uważnie, ponieważ ty jesteś tym Jerychem... Tak, istotnie byłem tym Jerychem i ono upadło.   Po spotkaniu przenieśliśmy się do domu rekolekcyjnego, gdzie odbywało się seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Zacząłem w nim uczestniczyć, choć ciągle miałem opory i w czasie modlitwy mówiłem sobie: – Przecież jestem franciszkaninem, mam św. Franciszka jako ojca duchowego, czego ja tu szukam? I właśnie kiedy wypowiadałem to zdanie, pewna otworzyła Biblię, nie wiedząc, oczywiście, o moich dylematach, i zaczęła czytać fragment z Ewangelii o tym, jak Jan Chrzciciel mówi faryzeuszom: „Nie mówcie w waszych sercach: Abrahama za ojca”. Wtedy zrozumiałem, że Pan Jezus dał mi taką odpowiedź! Wstałem i powiedziałem: – Panie Jezu, nigdy więcej nie powiem, że mam za ojca św. Franciszka! Odkryłem bowiem, że tak naprawdę nie jestem jeszcze jego synem, bo żeby nim zostać, potrzeba specjalnej łaski, a ja dopiero teraz na nią się zgadzam. Doświadczenie Odnowy pozwoliło mi zrozumieć sedno doświadczenia franciszkańskiego.   Pierwsi franciszkanie byli wędrującymi charyzmatykami, tak jak uczniowie Jezusa. Kiedy modlono się nade mną o wylanie Ducha Świętego, w pewnym momencie poproszono mnie: – Teraz wybierz Jezusa jako Pana twojego życia. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nad ołtarzem krucyfiks. Ujrzałem światło, jakby Pan Jezus mówił mi: „Uważaj! Jezus, którego wybierasz jako Pana, nie jest łatwy ani powierzchowny. Jestem ukrzyżowany”. I to mi pomogło. Żywiłem bowiem nadal obawę, że ruch Odnowy jest powierzchowny, sentymentalny, emocjonalny. Wtedy zrozumiałem, że Duch Święty prowadzi ludzi do serca Ewangelii, którym jest krzyż Jezusa.   Chrzest w Duchu Świętym
  Podczas chrztu w Duchu Świętym nie odczułem nic szczególnego. Ponieważ jestem teologiem, zastanawiałem się, czym jest ten chrzest. W końcu zrozumiałem, że to sposób odnowienia życia wewnętrznego, odnowienia łaski chrztu.   Odrodzenie owo polega na ponownym przeżyciu – w sposób świadomy i wolny – tego, co dokonało się bez naszego udziału w sakramencie chrztu. Musimy zaakceptować osobiście Jezusa jako Pana. Równocześnie odnowiłem moje śluby zakonne.   Podobny proces zachodzi podczas chrztu w Duchu Świętym między małżonkami: na nowo przyjmują oni zobowiązania przyjęte i wypowiedziane podczas zawierania sakramentu małżeństwa. Dzisiaj widać olbrzymią potrzebę odnowienia życia małżeńskiego, które gaśnie. Powszechnie, również wśród chrześcijan, spotyka się rozwód serca: małżonkowie mieszkają wprawdzie razem w tym samym domu, ale nie ma już między nimi miłości, wręcz wieje chłodem. A przecież małżeństwo jest sakramentem, w którym dwie osoby czynią się wzajemnie darem dla siebie.   Przypomniała mi o tym jedna para z Odnowy ze Stanów Zjednoczonych: – Niech ojciec posłucha – powiedział mąż – ja teraz trzymam za rękę moją żonę, ale nie zawsze tak było. Byliśmy bardzo podzieleni. Wnieśliśmy nawet sprawę o rozwód i kłóciliśmy się przed adwokatem. Nie mogliśmy siebie znieść. Wtedy znajomi zaprosili mnie na spotkanie Odnowy w Duchu Świętym. Z początku byłem zrozpaczony, ale nagle – nie wiem, dlaczego – poczułem schodzącą na mnie z góry falę miłości. Kiedy wróciłem do domu, była głęboka noc. Obudziłem swoją żonę, przytuliłem ją i zacząłem mówić: – Kocham cię, kocham cię! Żona odpowiedziała: – Ci wariaci, charyzmatycy również z ciebie zrobili wariata! Ale także ona z ciekawości poszła na jedno ze spotkań i doświadczyła tej samej łaski, jakby lód jej serca stopniał. I odtąd oboje zaczęli służyć w Kościele, on jako diakon stały. Tylko Duch Święty może odnowić , które są w głębokim kryzysie!   Jak widać, chrzest w Duchu Świętym odnawia nie tylko sakrament chrztu, ale także pozostałe sakramenty, jakie otrzymaliśmy.   Owoce Ducha Świętego
  Po pewnym czasie dostrzegłem kolejne owoce otwarcia się na działanie Ducha Świętego. Kiedy sięgnąłem po brewiarz, aby odmawiać modlitwę i psalmy, wydawały mi się one nieco inne, nowe, bo zaczęły w sposób szczególny do mnie przemawiać. Biblia stała się księgą żywą, poprzez którą Bóg mówi do człowieka, słowem rzeczywiście dla mnie przeznaczonym.   Odczułem też nową miłość do modlitwy. Ciągnęło mnie do niej, a co więcej, nabierała ona dla mnie trynitarnego charakteru: Ojciec mówił mi o Synu, Syn o Ojcu. Doświadczałem modlitwy w Duchu Świętym i zaczynałem rozumieć, co to znaczy „modlić się w Duchu”, o czym mówi Pismo Święte. Jest to całkiem inny rodzaj modlitwy: już nie stworzenie mówi do dalekiego Boga, ale Duch Święty modli się w tobie i z tobą. Duch Święty kontynuuje w tobie modlitwę Jezusa. Tak wygląda modlitwa charyzmatyczna.   Nowe powołanie kaznodziei
  Kiedy po trzech miesiącach wróciłem ze Stanów Zjednoczonych do Włoch, przyjaciele i znajomi byli zdziwieni moją przemianą. Ktoś nawet powiedział: – Cóż to za cud!? Wysłaliśmy do Stanów Zjednoczonych Szawła, a wrócił Paweł...   Zacząłem uczestniczyć w spotkaniach Odnowy. Po jakimś czasie stało się coś, co zupełnie odmieniło moje życie. Modliłem się w moim klasztorze w Mediolanie i Pan przemówił do mnie za pewnego obrazu. Nie była to cudowna wizja, ale duchowa myśl, przekaz od Pana z serca do serca. Miałem zamknięte oczy, ale wydawało mi się, że widzę Jezusa tuż po chrzcie w Jordanie, kiedy miał zacząć przepowiadać Ewangelię. Przechodząc przede mną, powiedział: – Jeżeli chcesz mi pomóc głosić Królestwo Boże, zostaw wszystko i chodź za mną. I zrozumiałem, że to znaczy: zostaw nauczanie uniwersyteckie i zostań wędrownym kaznodzieją na wzór św. Franciszka! Poszedłem więc do mojego przełożonego generalnego w Rzymie, aby poprosić go o pozwolenie na zmianę trybu życia. Generał kazał mi poczekać rok, dopiero po tym czasie wyraził zgodę. Zostawiłem więc nauczanie uniwersyteckie i udałem się na rekolekcje przed rozpoczęciem mojej nowej misji.   Był rok 1980. Podczas mojego pobytu w malutkim klasztorze w Szwajcarii z Rzymu zatelefonował do mnie przełożony generalny i powiedział: – Papież Jan Paweł II mianował cię kaznodzieją Domu Papieskiego. Czy masz jakieś poważne powody, żeby odmówić? Szukałem ich, ale nie znalazłem. A więc musiałem przygotować się, żeby w Wielkim Poście głosić kazania papieżowi.   Nominację tę odczytałem jako błogosławieństwo od Pana. Pozwoliła mi ona na nowo odczuć działanie Ducha Świętego. Otrzymałem przywilej cotygodniowych spotkań z Janem Pawłem II w dwóch okresach liturgicznych w ciągu roku. W każdy piątek Adwentu i Wielkiego Postu przedstawiałem wprowadzenie do medytacji dla papieża, jego sekretarzy, kardynałów, przedstawicieli kurii, biskupów i przełożonych generalnych zakonów. Papież czasami dziękował mi za moje przepowiadanie, a ja mówiłem: – To ja muszę Ojcu Świętemu dziękować za to, że ciągle przemawia do Kościoła... Po trzydziestu latach nadal wykonuję tę pracę.   Ekumenizm duchowy

Kiedy zostałem członkiem Delegatury Katolickiej do Dialogu z Kościołami Zielonoświątkowymi, nieraz widziałem, jak Duch Święty tworzy nową atmosferę dialogu. Odnowa w Duchu Świętym jest w awangardzie pracy nad zjednoczeniem chrześcijan, bo przede wszystkim kładzie nacisk na ekumenizm duchowy. To ważne, bo ekumenizm doktrynalny bez ekumenizmu duchowego nic nie daje.   Ekumenizm duchowy oznacza wspólną modlitwę, wspólne słuchanie i przepowiadanie słowa Bożego. To stwarza warunki do przezwyciężania różnic i animozji z przeszłości. Duch Święty dzisiaj czyni to, co czynił u początków Kościoła – rozdaje swoje łaski i charyzmaty wśród chrześcijan różnych wyznań. Takie same, jak przy pierwszym zesłaniu Ducha Świętego.   Apostołowie przed zesłaniem Ducha Świętego słyszeli ewangelię od Jezusa, ale wykazali się całkowitą ignorancją i nie umieli swojej wiedzy zastosować. Dopiero po otrzymaniu Ducha Świętego byli gotowi do tego, aby oddać życie za Chrystusa. Również dzisiaj doświadczenie Ducha Świętego jest konieczne, aby przemienić chrześcijan tylko z nazwy w chrześcijan rzeczywistych. Tylko Duch Święty może dać nam nową miłość do Chrystusa i chrześcijańską pasję. Chrześcijanie bez tej pasji i fascynacji Chrystusem nie są w stanie ewangelizować, ponieważ ludzie patrzą bardziej w oczy niż na usta. A gdy człowiek ma Jezusa w sercu, uwidacznia się to szczególnie w jego oczach.   Oczywiście Odnowa w Duchu Świętym nie jest jedyną formą ewangelizacji, poprzez którą Duch Święty działa w Kościele. To jeden ze znaków nowej wiosny Kościoła. Dziękujmy za ten dar. Ja rozpoznaję, że zmienił on moje i życzę tego każdemu.     Raniero Cantalamessa    www.katolik.pl


http://tv.niedziela.pl/film/728/Ojciec-Cantalamessa-do-seminarzystow
Tu można posłuchać ojca Cantalamessy .

Wielokrotnie i na różne sposoby przekonywałem was do czytania Pisma Świętego. I cieszyłem się, gdy w poszczególnych przypadkach byłem w tym skuteczny.

Jeszcze bardziej się cieszyłem, gdy nie tylko kogoś przekonałem, ale pomogłem znaleźć metodę w jaki sposób Biblię czytać – choćby w katechezie dorosłych czy w przygotowaniu do bierzmowania wprowadzając w metodę modlitewnego czytania Pisma Świętego – lectio divina.

Wiem jednak, że wiele jest jeszcze do zrobienia. Wiem, że wielu moich parafian Pisma Świętego nie czyta – bo ma obawy, bo nie wie jak, bo mało czasu, bo słabe okulary.

Dzisiaj, gdy przeżywamy w Kościele kolejną niedzielę biblijną, warto podjąć kolejną próbę zachęcenia nieprzekonanych.

Zacznę od stwierdzenia, że człowiek, który nie czyta Pisma Świętego wcale nie czyni tego z lęku, z niewiedzy, z braku czasu, czy z braku okularów.

Powód jest zupełnie inny – jest to brak motywacji. Gdy nie ma motywacji wszystko staje na przeszkodzie, wszystko zawadza, wszystko utrudnia. Gdy motywacja jest – nie liczą się żadne przeszkody, każda trudność jest pokonana.

Popatrzmy na zapalonego wędkarza. Łowić ryby – to jest to. Nie ma problemu wstawać skoro świt. Nie ma problemu cała noc marznąć nad Narwią. Nie ma problemu wydawać pieniędzy na sprzęt. Nie ma problemu z czasem. Nie ma problemu z komarami. Liczą się tylko ryby – by je złapać. To jest pasja, to jest życie.

Ten sam wędkarz, który zrywa się rano, gdy jest jeszcze ciemno, może mieć innego dnia problemy ze wstaniem w południe. I nie chodzi tu nawet o to, by zdążyć do kościoła na sumę, ale o to, by wstać na obiad.

Podając przykład wędkarza użyłem słowa "zapalony". To jest ciekawe słowo. Z jednej strony podkreśla zaangażowanie i emocje. Z drugiej strony wskazuje w domyśle kogoś, kto podpalił – podpalacza.

Gdy mówię o czytaniu Biblii to nie chcę nakładać kolejnego obowiązku. Nie chcę, by ktoś swoją wiarę przeżywał w takim odczuciu: "nie dość, że cudzołożyć nie można, że kraść nie można, plotkować nie można, to jeszcze, kurna, codziennie trzeba pół godziny Biblię czytać."

Nie chcę, by twoim dźwiganiem krzyża, było branie każdego dnia Pisma Świętego do ręki.

Chcę czegoś innego – chcę byś się zapalił. Chcę wzbudzić motywację. Wtedy czytanie Biblii będzie pragnieniem. Wtedy zrywać się będziemy wczesnym rankiem, będziemy znajdować czas i odpowiednie okulary. Nic nie stanie na przeszkodzie, bo pałać będzie serce.

Będzie serce pałać tak, jak pałało serce uczniów idących do Emaus. Kto zapalił ich serca? Gdy czytamy dzisiejszą ewangelię znajdujemy odpowiedź: Uczniowie mówią do siebie: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy [Jezus] rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" (Łk 24,32)

To sam Jezus ich zapalił. Oto mamy podpalacza. Gdy Jezus zapalił uczniów – wszystko zrozumieli, otworzyły się ich oczy i zmienił się kierunek ich życia. Szli do Emaus a teraz natychmiast, w tej samej godzinie (por. Łk 24,33), wracają do Jerozolimy.

To Jezus zapala i jest jednocześnie gwarantem sensowności odczytywania Biblii. Są tacy, którzy odczytują Biblię bez Jezusa. Ani w tym nie ma radości, ani mądrości. Jest za to okazja do wyczytania bajek, bzdur i herezji.

To Jezus zapala. Dlatego nie mówię "czytaj Biblię". Mówię inaczej – zapraszaj Jezusa, by On cię zapalił – dał motywację, chęć i pasję odkrywania mądrości i światła Ewangelii.

Zostańmy na chwilę przy świetle. Ci z nas, którzy rozejrzeli się dzisiaj po kościele, zauważyli zapewne, że na naszej barokowej ambonie znalazł się pulpit przykryty obrusem a na nim otwarta księga Pisma Świętego. Obrusem nakrywamy stoły – zobaczmy w tym pulpicie stół na którym leży chleb dla naszej duszy – Biblia. Otworzyłem ją na Psalmie 119. z uwagi na werset: "Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce." (Ps 119,105)

A teraz włączony zostaje reflektor i na Biblię pada snop światła. Tym samym zwrócona zostaje w tym kierunku nasza uwaga. Włączyliśmy go teraz, ale od tej chwili włączany będzie zawsze w momencie rozpoczynania każdej Mszy Świętej.

Będzie włączany po to, by snop światła przykuł naszą uwagę i przypomniał pewne wezwania i pytania.

Gdy reflektor oświetli Biblię przypomnij sobie wezwanie: "Masz czytać Biblię. Nie czytasz? – zacznij wreszcie. Czytasz? – podziękuj Bogu z Jego światło. I proś Jezusa, by wciąż zapalał cię miłością do Jego Słowa." Gdy reflektor oświetli Biblię przypomnij sobie, że Bóg czegoś od ciebie chce, że wskazuje ci swoje słowo.

Mam nadzieję, że kiedyś to światło zapali się nie na ambonie, ale w naszym sercu. Mam nadzieję, że nasze serca zapłoną. I nie będzie już lęku, i nie będzie braku umiejętności. Znajdziemy czas i okulary.

Strony: «« « ... 47 48 49 50 51 ... » »»